Wyszukiwanie zaawansowane
Dokumenty
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido następnego artykułu
2001-05-19 | Warszawa | Marek Gajdziński
List do szarż drużyn należących do Unii Najstarszych Drużyn Harcerskich Rzeczypospolitej

Warszawa, 19 maja 2001r.

Druhny i Druhowie!

W tym roku przypada 20 rocznica powołania Unii. O sensie jej istnienia świadczy dobitnie fakt, że pomimo tylu zmian w Rzeczypospolitej i na naszym harcerskim poletku, Ona dalej istnieje. W tym czasie rozpadła się wielka masa innych, nawet bardzo potężnych, organizacji, a nasz dobrowolny związek drużyn istnieje i dalej spełnia swoje podstawowe zadania naznaczone przez, jak nas pięknie nazywacie "Ojców Założycieli". Przypomnijmy więc, w paru słowach jakie oczekiwania i potrzeby legły u podstaw powołania Unii.

 

Po pierwsze, pod koniec lat siedemdziesiątych, gdy wykluł się ten pomysł, porządna drużyna harcerska, aby przetrwać i obronić swoją tożsamość przed zalewem komunistycznej tandety i draństwa, musiała w jakimś stopniu zamknąć się we własnym środowisku i odizolować się od reszty zbolszewizowanego ZHP. Jednak taka izolacja rodziła wiele negatywnych skutków. Żeby była skuteczna musiała jej towarzyszyć postawa pewnej wyniosłości wobec pozostałych środowisk ZHP, z którymi kontaktów nie można było uniknąć. Przede wszystkim uniemożliwiało to realizację podstawowego założenia pracy harcerskiej – idei braterstwa. Ponadto rodziło wiele, negatywnych skutków natury organizacyjnej i metodycznej. Jeżeli harcerstwo jest "grą", to płaszczyzna rywalizacji kończąca się na drużynie czy szczepie nie mogła wystarczać żadnej prawidłowo pracującej drużynie harcerskiej. Dlatego istniał stały problem kontaktów z innymi drużynami, a właściwie bezpieczeństwa tych kontaktów. Otwierając się na pobliskie "zethapowskie otoczenie" trzeba się było liczyć z przenikaniem wpływów i postaw sprzecznych z ideą i tradycją harcerstwa, które mogłyby w krótkim czasie zniszczyć historyczny dorobek drużyny. O tym, że było to realne zagrożenie świadczy duża liczba historycznych nawet drużyn, które w tamtych czasach całkowicie utraciły harcerski charakter ulegając ideologii HSPS-u. Właśnie wymóg i potrzeba bezpieczeństwa kontaktów legł u podstawy pomysłu, że płaszczyzną tych kontaktów powinno być jakieś porozumienie pomiędzy rozproszonymi po Polsce i znajdującymi się w identycznej sytuacji tradycyjnymi środowiskami harcerskimi. Nasze, warszawskie doświadczenie wskazywało, że drużynami, które starały się zachować tradycyjny styl pracy i którym się to udawało, były drużyny o bogatej, własnej tradycji. Działo się tak dlatego, że był to ich własny, przekazywany z pokolenia na pokolenie styl pracy, a nie styl wyuczony z podręczników. Gwarantem kontynuacji pracy były środowiska byłych przedwojennych harcerzy skupione wokół tych drużyn. W ten właśnie sposób doszliśmy do wniosku, że najbezpieczniejszą dla nas płaszczyzną kontaktów będzie porozumienie najstarszych drużyn harcerskich, właśnie dlatego, że w nich żyło jeszcze to dawne, dobre harcerstwo i że miały one ambicje harcerstwo to kultywować i przenieść w przyszłość.

 

Drugim elementem była potrzeba wsparcia w trudnych chwilach, które mogą się zdarzyć każdej drużynie. Nas w Szesnastce takie trudne czasy dotknęły na początku lat siedemdziesiątych. Wtedy nie było się do kogo zwrócić o pomoc, bo pomoc władz hufca oznaczała katastrofę i utratę tożsamości. Zdaliśmy sobie sprawę, że gdyby wtedy istniało takie wymarzone przez nas porozumienie drużyn, pomoc mogłaby przyjść właśnie stamtąd. Wystarczyłoby wspólne zorganizowanie obozu, udział harcerzy w dobrym kursie zastępowych, kontakty instruktorskie i wymiana doświadczeń. Kryzys na pewno udałoby się zażegnać znaczne szybciej. Wiedząc, że każda drużyna przeżywa swoje wzloty i upadki widzieliśmy w takim, niezależnym od władz ZHP, porozumieniu szansę stabilizacji w trudnych chwilach. Co prawda, sam osobiście wyznaję zasadę, że jeżeli nie ma dobrego drużynowego, to lepiej, żeby drużyna przestała istnieć niż kaleczyła ideę skautingu i charaktery chłopców. Ale od każdej reguły są wyjątki i do nich zaliczam właśnie stare, tradycyjne drużyny o bogatej historii. Zgodzicie się ze mną, że takie środowisko, to coś więcej niż zwykła drużyna harcerska, których tyle powstaje i likwiduje się co roku. Nasze drużyny są żywymi skarbnicami tradycji. Ich wartość społeczna daleko wykracza poza wychowawcze pożytki, jakich można spodziewać się od normalnej drużyny. Wielki zasób zwyczajów, metod i stylu pracy, który przez lata, mimo ogromnych trudności i przeciwności losu, był tworzony i przekazywany z pokolenia na pokolenie, jest wartością samą w sobie. Utrata takiej drużyny nie byłaby stratą dotkliwą wyłącznie dla środowiska ludzi, którzy ją tworzyli. Byłaby to ogromna strata dla całego ruchu harcerskiego i, ośmielam się twierdzić, dla całego narodu polskiego. Wtedy, 20-lat temu, problem polegał na tym, że władze ZHP widziały to zupełnie inaczej. Wykorzystując chwile słabości chętnie pozbyłyby się "wrzodu na zdrowym ciele socjalistycznej organizacji", gdyż historyczność i tradycyjność drużyny była dla nich wartością negatywną, stanowiącą przeszkodę w rozwoju ZHP w założonym przez siebie komsomolskim kierunku. Należało zatem stworzyć niezależne od nich środowisko, świadome wagi problemu i gotowe do udzielenia pomocy w sytuacjach kryzysowych.

 

Trzecim naszym oczekiwaniem była możliwość rozpoczęcia zorganizowanych i skoordynowanych prac zmierzających do stopniowej odnowy całego harcerstwa poprzez promieniowanie przykładem i stopniowe rozszerzenie Unii. Historia sprawiła, że pomiędzy rozpoczęciem przygotowań wiosną 1980r. a planowanym na wrzesień 1981r. zlotem z okazji 70-ciolecia 16WDH, miały miejsce wydarzenia, które całkowicie zmieniły sytuację harcerstwa w Polsce. Mam na myśli oczywiście powołanie kręgów i Porozumienia KIHAM. Instruktorzy naszych drużyn zameldowali się bez wyjątku do pracy w kręgach Małkowskiego. Jako że była to formuła znacznie szersza od pomysłu Unii, to właśnie w ramach KIHAMU zaczęliśmy realizować nasze marzenia o przywróceniu całemu harcerstwu jego tradycyjnego charakteru. Później różne podziemne formy kontynuacji KIHAMU z powodzeniem realizowały zadanie naprawy harcerstwa. Zwieńczeniem tych prac było powołanie wymarzonej przez nas autentycznej organizacji harcerskiej Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, którego nazwa jest bezpośrednim echem idei, przyświecającej nam 20 lat temu przy powoływaniu Unii Najstarszych Drużyn Harcerskich Rzeczypospolitej.

 

Takie były założenia. Historia potoczyła się w sposób, który trudno było przewidzieć na początku 1980r. Jednak Unia przetrwała. Stało się tak dzięki temu, że formuła naszego porozumienia wychodzi naprzeciw autentycznym potrzebom najstarszych drużyn w Polsce i potrzeby te, raz lepiej raz gorzej, ale jednak spełnia. Jeżeli nadal tak uważamy, to nie pozostaje nam nic innego, jak zastanowić nad tym, co zrobić w przyszłości, aby Unia jako dobrowolne porozumienie drużyn w coraz większym i lepszym stopniu zaspakajała nasze oczekiwania.

 

Tych 19 zlotów , coroczne spotkania korespondentów, odwiedziny na obozach, ożywiona korespondencja w internecie, świadczy o tym, że coś nas do siebie ciągnie. Złośliwcy twierdzą, że jest to snobistyczna potrzeba wyróżnienia się i dowartościowania wobec własnych słabości. Nie sadzę, żeby była to cała prawda, ale nawet jeżeli tak jest i jeżeli w jakimkolwiek stopniu pomaga to w naszej pracy, to niech i tak będzie. Osobiście jednak sądzę, że siłą, która nas do siebie zbliża jest wyraźna łatwość wzajemnego zrozumienia. Nasze drużyny żyją specyficznymi problemami, trudnymi do zrozumienia dla innych środowisk nie obarczonych w takim stopniu "garbem tradycji" i ciężarem odpowiedzialności. My w tych sprawach potrafimy porozumieć się bez słów, bo są to dla nas i tylko dla nas rzeczy oczywiste. Jednak nawet ja, kibicując tylko naszym drużynom z zewnątrz, czuję pewien niedosyt. Bierze się on z tego, że charakter naszych spotkań ma zbyt oficjalny, odświętny charakter. Brakuje mi autentycznego współdziałania, wspólnych przedsięwzięć i starcia się w autentycznej harcerskiej grze. Być może tego typu potrzeby realizowane są przez drużyny Unii na innych płaszczyznach, w ramach zupełnie innych związków. Wtedy nie ma o co kruszyć kopii. Wiem jednak, że nie w każdej sytuacji tak się dzieje. Myślę o mojej ukochanej Szesnastce, która dziś potrzebuje współpracy i serdecznych przyjaciół bardziej niż kiedykolwiek w swojej 90-letniej historii.

 

W tym miejscu dochodzę do kolejnego zadania jakie wyznaczyliśmy Unii 20 lat temu – do gotowości wzajemnej pomocy. Dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. Nikt już nie czyha, by podstępnie wykończyć tradycyjną drużynę, bo burzy ona obraz wypaczonego harcerstwa. Dziś deklaracje władz ZHR i ZHP są zbieżne z naszym rozumieniem harcerstwa. Jednak ani we władzach ZHR, ani tym bardziej we władzach ZHP nie widzę zrozumienia wagi jaką dla tożsamości naszego ruchu ma istnienie naszych drużyn. Zresztą może to i dobrze. Stworzenie cieplarnianych warunków albo jakiś inny specyficzny rodzaj "troski" mógłby tylko wyjść nam bokiem. Jednak oznacza to, że warto jest utrzymywać w gotowości szersze niż składające się tylko z jednego środowiska grono przyjaciół doceniających wagę sprawy i gotowych nieść chętną pomoc, gdy zajdzie taka potrzeba. Jest to coś na kształt towarzystwa wzajemnych ubezpieczeń i reasekuracji. Myślę, że warto wypracować pewne procedury, które sprawią, że reagowanie na taką potrzebę będzie szybkie i skuteczne. Zauważmy, że przypadki wypadnięcia drużyn z Unii, nie wiązały się ze świadomą utratą zainteresowania. Za każdym razem, przyczyną był głęboki kryzys i wynikająca z niego utrata zdolności podtrzymania kontaktu. W takim przypadku, wykluczenie drużyny z Unii nie jest żadną formą pomocy. Wręcz przeciwnie - jest odtrąceniem tym bardziej przykrym, że dokonanym w chwili, gdy powinno się okazać takiej drużynie maksimum zainteresowania i niezbędną pomoc. Nad formami tej pomocy można się zastanawiać, zresztą w każdym przypadku mogą być one inne. Może to być wspólny kurs zastępowych lub kurs instruktorski, jakaś forma przytuliska na obozie, albo przygarnięcie przetrwalnikowego zastępu i stworzenie mu szansy rozwoju. W ostateczności może zajść potrzeba oddelegowania własnego instruktora do ratowania unijnej drużyny. Nigdy nie rozważałem takich ewentualności w odniesieniu do własnej drużyny, bo nie było sytuacji, która by mnie do tego zmuszała. Dziś Szesnastka jest w bardzo trudnej sytuacji, co skłania nas do rozważenia różnych ewentualności. Jeżeli miałbym się do kogoś zwrócić o pomoc to na pewno chciałbym, aby adresatem tej prośby mogła być jedna z drużyn Unii. Po prostu dlatego, że byłaby to gwarancja podtrzymania cennych dla nas wartości. Tu przy okazji serdeczne dzięki dla 22WDH za deklarację pomocy w zorganizowaniu obozu. Jeszcze nie jest tak źle, ale kto wie, może w przyszłym roku będziemy zmuszeni z pomocy tej skorzystać.

 

Wracając do tematu, proszę Was o stworzenie procedur pozwalających na rozeznanie niebezpiecznych sytuacji zanim będzie za późno oraz na wypracowanie efektywnych mechanizmów udzielania wzajemnej pomocy naszym drużynom. Przy czym zwracam uwagę, że czekanie na prośbę o pomoc nie jest efektywne. Drużyna pogrążona w kryzysie traci kontakt ze światem zewnętrznym i może w ogóle nie mieć świadomości, że może liczyć na pomoc ze strony Unii. Wystarczy, że zabraknie ludzi, którzy taką świadomość mieli. Dlatego nasze unijne procedury muszą mieć charakter aktywny i opierać się na jakieś formie monitorowania sytuacji w drużynach.

 

Trzecie zadanie jakie na siebie przyjęliśmy, zadanie oddziaływania na zewnątrz w duchu odrodzenia prawdziwego harcerstwa, można uznać za wykonane z chwilą powołania ZHR-u i częściowej, choćby dokonanej tylko w sferze deklaracji, zmiany sytuacji w ZHP. Czy jednak na pewno? Czy jako przedstawiciele najstarszych drużyn harcerskich Rzeczypospolitej możemy odrzucić od siebie odpowiedzialność za przyszłość harcerstwa w Polsce?

 

Proszę, spróbujcie sobie odpowiedzieć na to pytanie jeszcze na tym zlocie. Ja osobiście jestem skłonny do przyjęcia na siebie cząstki tej odpowiedzialności. Jeśli myślicie podobnie, to pozwólcie, że podzielę się z Wami skrótem przemyśleń na ten temat.

 

Widzę dwie sfery działań, do których drużyny Unii są szczególnie upoważnione. Pierwsza, to rola "strażnika pieczęci". Różne mogą być jeszcze koleje losu. Osobiście jestem pesymistą w sprawach społecznych i uważam, że nasza cywilizacja podąża w złym kierunku. W tym samym złym kierunku popychane będzie również harcerstwo. Jakkolwiek by było, jakieś zmiany, tak czy owak, będą następować. Ktoś powinien czuwać nad zachowaniem tradycji. Za parę lat zabraknie już fizycznie ludzi pamiętających tamto dawne harcerstwo. Pamięć o ideałach i tradycjach harcerskich nabierze charakteru "wirtualnego" i będzie obecna tylko w sferze świadomości charakterystycznej dla środowisk najsilniej z tą tradycją związanych. Czyli naszych środowisk. Dlatego musimy przyjąć na siebie rolę "strażnika pieczęci". Nikt inny, nie jest w stanie tego uczynić.

 

Druga płaszczyzna działania, to modelowanie rozwoju programowego. Dzisiejszy kryzys harcerstwa ma jedno ze swoich źródeł w nienadążaniu programu za zmianami w życiu młodzieży. Harcerstwo jako całość nie potrafiło dostosować swojego programu do nowej sytuacji. Przyczyny są najogólniej mówiąc dwie: mizeria intelektualna większości kadry, albo obawa przed odejściem od tradycji, do której powrót trwał tak długo. Ale to właśnie my, którzy znamy historię naszych drużyn, a więc znamy blisko historię harcerstwa, wiemy, że jedyną rzeczą zmienną w harcerstwie powinien być właśnie program. Nasze drużyny przetrwały właśnie dlatego, że potrafiły w porę program ten zmieniać i dostosowywać do zaistniałej sytuacji. Mamy więc bardzo wyraźne historyczne przykłady takich procesów. Możemy je obserwować na przestrzeni blisko 90 lat historii naszych drużyn. Powinniśmy więc mieć szczególne kwalifikacje do odważnego i twórczego procesu myślowego. Czy tak jest w rzeczywistości, okaże się po ewentualnych efektach. Jeżeli szacowne grono instruktorów Unii podejmie to intelektualne wyzwanie, to powinniśmy nadać temu działaniu jakąś zaczątkową formę instytucjonalną, by sprawa nie rozmyła się tuż po zlocie. Zostawiam to Waszej wyobraźni.

 

Na koniec konkretna propozycja wspólnego zadania, jakiego mogłyby się podjąć drużyny Unii. Za 10 lat czeka nas okrągła setna rocznica powstania harcerstwa i naszych drużyn. To jeszcze szmat czasu. Ale jak znam życie, obudzimy się za późno i każdy na własną rękę przygotuje jakąś prowizorkę. Możemy jednak zaplanować wspólne działanie, rozplanować przygotowania na kilka lat i wspólnie je wykonać. Już samo założenie tego działania wpisuje się we wszystkie trzy sfery zadań Unii. Dlatego uważam, że warto je podjąć. Tym bardziej, że może to stanowić osnowę dla kolejnych 10 lat pracy naszych drużyn i całej Unii.

Co konkretnie mielibyśmy zrobić, co przygotować - to pytanie jest otwarte i czeka na odpowiedź ze strony każdego z instruktorów Unii. Pierwsze pół roku, do zlotu korespondentów możemy przeznaczyć na burzę mózgów i zbieranie propozycji. Żeby dać dobry początek, przedstawię swoją propozycję, która, jeśli ją przyjmiecie, może być jedną z wielu możliwych zadań. Urządźmy wystawę "100 lat Harcerstwa w Polsce", najpierw jako lokalne wystawy pt. 100 lat Harcerstwa w Krakowie, w Warszawie itp. 15 lat temu Szesnastka zainicjowała taką wystawę 75-ciolecia w Warszawie i efekty przeszły wszelkie oczekiwania. Wszystkie drużyny Unii uczestniczyły w tym przedsięwzięciu przekazując swoje historyczne pamiątki i eksponaty. Wystawa została urządzona w profesjonalnym Muzeum na Woli i biła rekordy tzw. oglądalności. Był to nasz wielki wspólny sukces. Powtórzmy go teraz na skalę ogólnopolską, organizując takie wystawy we wszystkich naszych ośrodkach, albo urządźmy jedną taką wystawę dotycząca całego harcerstwa, która objedzie wszystkie większe ośrodki harcerskie w Polsce. Przedsięwzięciu może towarzyszyć równoległa multimedialna prezentacja internetowa. Początki takiej prezentacji tworzymy na naszej stronie www.16wdh.pl. Jeżeli podobny pomysł podchwycą pozostałe drużyny i wykonają takie prezentacje odnośnie własnej historii, złożenie tego w jedną całość nie będzie stanowiło większego problemu i da się wykonać w ciągu jednego roku.

 

Na tym kończę. Bardzo żałuję, że obowiązki rodzinne nie pozwoliły mi przybyć na zlot osobiście. Bardzo chciałem uczestniczyć w rozmowie na temat przyszłości Unii i zobaczyć Wasze kochane gęby. Niech ten list będzie moim głosem w dyskusji. Mocno wierzę w to, że zdołacie wypracować nowe zasady funkcjonowania, które "ożywią ducha i ciało" Unii. Życzę Wam tego z całego serca.

 

Powodzenia!

Czuwaj!

 

hm. Marek Gajdziński HR

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH