Wyszukiwanie zaawansowane
Kronika
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido następnego artykułu
1915-12-31 | Warszawa | Roman Różycki, Marek Gajdziński
Rok 1915

W styczniu 1915 roku praca idzie normalnie. Zostają zorganizowane tradycją lat ubiegłych kurs gimnastyczny, chór, pracownia introligatorska i stolarska. Ale zachodzą wypadki, które rozbijają tak spoistą i zwartą Drużynę, stwarzając - w miejsce dawnego ścisłego koleżeństwa - atmosferę nieufności.

Oto nadeszły do Warszawy wieści o Legionach Piłsudskiego i Rada Drużynowych, z których większość była albo członkami organizacji strzeleckich, albo z nimi sympatyzowała, wysunęła konieczność współdziałania harcerstwa z Legionami. Zaś Naczelna Komenda Skautowa z księdzem Lutosławskim na czele, ciążąca ku Narodowej Demokracji, opowiedziała się po stronie Koalicji, czyli w danym wypadku Rosji; wyrażało się to konkretnie werbowaniem harcerzy do pracy w sanitarnych oddziałach rosyjskich. Kilku zaś drużynowych, między innymi ś.p. Dobrowolski, członek l obozu w Kołbach, przedzierają się przez kordon do Legionów.

Rozłam ten odbił się silnym echem i w naszej Drużynie. Grupa skautów prowadzona przez Stanisława Zdziarskiego, M. Zydlera (Mieczysława - przyp. D.Z.), ś.p. Jakubowskiego i Olka Mianowskiego, poszła za wskazaniami księdza Lutosławskiego i zorganizowała przy jego pomocy samodzielny pluton, w sile około 15 ludzi. Plutonowym został Stanisław Zdziarski, zastępowymi; M. Zydler i M. Jakubowski.

Większość zaś Drużyny została przy drużynowym Wądołkowskim, sympatyzującym z Legionami. Drużyna ze świeżego napływu tworzy trzeci pluton. Plutony prowadzą teraz: Tadeusz Gutowski (Gucio starszy), Bohdan Pniewski (Bociek) i Bolek Bohuszewicz. Praca, jak zwykle, polega na zebraniach, wycieczkach i t.d.

Tymczasem samodzielny pluton „organizuje wycieczki zastępami w okolice Warszawy, ale z braku sił instruktorskich raczej wegetuje". (Al. Mianowski). Na domiar złego na jednej z takich wycieczek zostają aresztowani (wkrótce zresztą wypuszczeni) Mianowski, M. Zydler i Łoskiewicz.

Jednak ludzi, których tak bliskie i serdeczne łączyły uczucia, którzy tworzyli tak zżyty i scementowany ciężką pracą oddział, nie mogły rozłączyć sprawy i spory polityczne. Mniejszość ustępuje większości i już w końcu maja 1915 roku pluton Zdziarskiego wraca do całości, po około 4-5 miesięcznym samodzielnym życiu. Ta kapitulacja i złączenie się dwóch grup, dwa tak odrębne reprezentujących obozy, dowodzi jak bardzo czuli się ci ludzie skautami i jak bardzo i szczerze byli przejęci swoją ideą: nawet to, co najczęściej i najgłębiej ludzi dzieli - polityka - nie zdołało ich naprawdę rozbić i rozłączyć.

Na zakończenie roku szkolnego, przed obozem odbyła się uroczysta zbiórka Drużyny, na której Jurek Wądołkowski zwrócił się do chłopców z przemówieniem, zasługującym na przytoczenie:

"Kończymy dziś jeszcze jeden rok pracy skautowej, pracy cięższej niż w latach innych, bo warunki były i są znacznie jeszcze gorsze. Praca była tym trudniejsza, że przechodziliśmy wewnętrzne burze, a jednak wytrwaliśmy przy idei skautowej do końca.

Trwać będziemy przy niej i nadal rosnąć w potęgę,- rosnąć wtedy, gdy nie tylko trwać przy idei będziemy, ale dążyć całą siłą do coraz to nowych i lepszych ideałów. A rosnąć w potęgę musimy, bo w Polsce źle się dzieje. W chwili obecnej najdobitniej się uwydatniają nasze braki narodu polskiego — za mało jest przede wszystkim dobrych obywateli, kochających całym sercem Ojczyznę, zdolnych do poświęceń. Różne są tego przyczyny. Rozdarto ziemie nasze, a wraz z nimi i rozdarto Ducha Narodowego.

Sami Polacy z zaborów różnych zaczynają się z sobą nie rozumieć - wkradła się nienawiść wzajemna, wkradło złe rozumienie dobra narodowego. Jedni rzucają się Moskalom na szyję, inni hołdują Niemcom i cześć im składają. Oręż polski rozsiał się po całej Europie, walczymy nawet sami z sobą.
Oto jest skutek niewoli. Niewolę tę zgnieść musimy - i zgnieciemy ją, jeśli każdy Polak będzie miłował tę ziemie rodzoną, tę biedną Polskę.

Miłowanie ziemi nakłada obowiązki. Obowiązkiem naszym jest stać na straży ideałów narodowych, obowiązkiem naszym jest dać Ojczyźnie tylu obrońców, ilu jest Polaków. Zaczynamy pracę od samych siebie, rozszerzajmy ją na innych - na naród cały - z narodu musimy zrobić jedną wielką i potężną całość, a wtedy nie będziemy się pytać „gdzie nasze kopce"? — kopcami będą nasze własne piersi. Staniemy na granicy murem nierozerwalnym, nie pozwolimy sobie pluć w twarz!!

Wtedy krzykniemy pełną piersią: Jeszcze Polska nie zginęła! Wtedy nie damy, by nas gnębił wróg! Tak nam dopomóż Bóg!"


Pozatem, ponieważ corocznym zwyczajem zadawano chłopcom pewne prace do wykonania na lato, więc i w tym roku dano im zadania następujące:

„Pamiętaj żeś Polak. Pamiętaj, że Ojczyzna twa w niewoli, a hańbą jest być niewolnikiem. Pamiętaj, żeś Polak, pamiętaj, że wszystko, co masz, powinieneś złożyć Ojczyźnie w ofierze.

Gdziekolwiek będziesz, rozsiewaj wielkiego ducha Polski. Niech wszyscy widzą, żeś Polak, który całą duszą ukochał Ojczyznę. Pogłębiaj w sobie miłość Ojczyzny - dawaj przykład ludziom, jaki powinien być obywatel dobry kraju, bo mało ma jeszcze dobrych synów biedna ziemia nasza. Będziesz miał dużo czasu - poznawaj lud polski, poznawaj kraj rodzinny, poznawaj przyrodę i historię, a nie zawahasz się stanąć w przyszłości w jego obronie. Ojczyzna kiedyś upomni się o służby Twoje dla siebie. Musisz stać się silnym i zdrowym, musisz stanąć pełen wiary, "że Polska rycerska i kołodziejska, we krwi kąpana i miodzie" - nie zginęła. Aby ułatwić ci pracę, dostajesz plan na wakacje, z którego wypełnienia zdasz raport na początku przyszłego roku szkolnego.

  1. Powtarzaj prawo i ściśle je przestrzegaj.

  2. Staraj się być pożytecznym, pomagaj bliźniemu, szczególnie w chwili obecnej w b. wielu rzeczach możesz przynieść społeczeństwu pożytek.

  3. Kup elementarz za własne pieniądze i naucz choć jedną osobę czytać.

  4. Kup najmniej 3 książki i rozdaj je włościanom - jakie książki - dowiaduj się u szarż.

  5. Przeczytaj jedną książkę historyczną.

  6. Jeżeli masz II stopień, lub uczysz się nań - opracuj gawędę historyczną i jedną z zakresu techniki skautowej. Jeżeli nie masz stopnia, lub III - opracuj 3 punkt prawa.

  7. Zapoznaj się z przyrodą - opisz życie jakiegoś zwierzęcia, rysuj zwierzęta i ich ślady. Zasuszaj liście i rośliny. Opisz okolice i miejsce, gdzie spędziłeś wakacje -dołącz do nich szkice i fotografie.

  8. Ucz się śpiewać pieśni ludowych i patriotycznych.

  9. Jeżeli możesz, zrób modele, które się mogą przydać drużynie.

  10. Pisz raz na dwa tygodnie do zastępowego.

  11. Po wakacjach w 24 godziny melduj się zastępowemu."

(J. Wądołkowski, I Alb. Druż. str. 11).

Ostatnie dni przed wakacjami poświęcono na przygotowania do kolonii letniej, którą postanowiono odbyć w Wilczogębach, pow. Wągrowski, nad Bugiem. Oficjalnie kolonia nosi nazwę „Kolonii dla młodzieży szkolnej nr.17, pod opieką Centralnego Komitetu Obywatelskiego", bo od roku już wre wojna, a władze rosyjskie nie żartują. Przygotowania wyrażają się między innymi w zorganizowaniu kursu kucharskiego z 12 ludzi, którzy uczą się praktycznie w kuchni C.K.O. na Starym Mieście. Opiekuńczy C.K.O. zaopatruje także w sprzęt: łopatki, siekiery, piły, kotły, i.t.p., brakuje jedynie płócien namiotowych.

Kupuje się także konserwy, kasze i t.d. Jednak wszystkie te produkty niezbyt właściwie zostają użyte, bo, jak wspomina jeden z członków kolonii, Mianowski – „niestety kucharze, mimo kursu nie stoją na wysokości zadania, wskutek czego wikt nieco szwankuje"...

Komendantem zostaje J. Wądołkowski, oboźnym -Tadeusz Gutowski plutonowi: Bohdan Pniewski i Jurek Boguski. Zastępowi: Kaftanski („Kaftan"), Tadeusz Skinder („Dzik"), Adolf Garszyński i Stefan Gutowski („Gucio młodszy") - ludzi 32.

„Kolonia jest traktowana raczej, jako kurs wojskowy, posiada zresztą, doskonałych instruktorów; T.Gutowskiego i J. Wądołkowskiego. Nieustanne ćwiczenia w terenoznastwie, okopywaniu się, patrolowaniu, szermierka na bagnety i szable...
...w chwilach wolnych od zajęć - piłka nożna i tennis (boiska przygotowaliśmy sami). Kąpiel w Bugu. Konkursy na przyozdobienie ścian swych ubikacji, zmieniamy stodoły, wozownie na bardzo estetyczne wnętrza..."

"Razem z w pobliżu obozującą drużyną im. Żółkiewskiego spieszymy na ratunek palącym się lasom w Zieleńcu, przez przestrzeń od Wilczogęb do Zieleńca pieszo na przełaj, przez trzy kwadranse w tempie odpowiadającym egzaminowi z biegu na I stopień".

Było to tak: "Leżeliśmy nad brzegiem Bugu w strojach adamowych, zażywając kąpieli słonecznych. Obłok dymu, unoszący się nad lasem, wyrwał nas ze srogiej zadumy, w jakiej byliśmy pogrążeni, myśląc o spartolonym ryżu, jakim ma nas uczęstować kucharz. Po chwili obserwacji i zastanowienia się, nad przyczyną wyżej wspomnianego dymu, rozlega się gwizdek Jurka; rozkaz:

"Ubierać się! Zbiórka! Biegniemy do dymu!"
Tu wydanie potrzebnych rozkazów przez komendanta, zaprzężenie dwóch chabetów, rozdzielenie narzędzi, t. j. łopatek, siekier i wiaderek parcianych, zajęło nam kilka zaledwie minut czasu. Na wozie ulokowało się dwunastu najsilniejszych chłopców i, zostawiwszy idących pieszo z oboźnym młodszych, ruszamy galopem do pożaru. Atoli nasze rumaki, przekonawszy się, że chodzi tu nie o zwykłą przejażdżką, ale o jakąś poważniejszą podróż, z ładunkiem 12 drabów na wozie, zupełnie straciły werwę do jazdy i mimo rozpaczliwych wysiłków furmana Danka, zaczęły flegmatycznie i z najmniejszą osiągalną szybkością ciągnąć nasz pojazd.

To wyprowadza z równowagi umysł Jurka, który wydaje rozkaz: Z wozu!" i zostawiwszy na wozie Danka, biegniemy na przełaj w kierunku coraz bardziej powiększającego się dymu. Ojej! co to był za bieg! Choć było to prawie przed 3-ma laty, ciągle mi jednak stoi w pamięci.

Biegliśmy nie jak przyzwoici skauci, ale jak angielskie szkapy przy polowaniu "par force". Rów nie rów, płot nie płot - nic nie było w stanie powstrzymać nas, a właściwie Jurka, bo my pewnie zgodzilibyśmy się spokojniej traktować ten sport. W drodze dogoniliśmy 1-szy pluton Źółkiewszczaków (d-na im. Żółkiewskiego obozująca o 2 km, od Wilczogęb) z d-hem Lewym na czele. Przestrzeń dzielącą las, palący się w Zieleńcu od kolonii naszej w Wilczogębach (blisko 9 wiorst) przegnaliśmy w 55 minut.

Około pierwszej popołudniu stanęliśmy na miejscu. Las był podpalony przez kłusowników w trzech miejscach. Doszliśmy naprzód do pożaru w miejscu, którego nikt nie ratował z powodu braku ludzi. Las, a właściwie zagajnik, palił się między dwiema równolegle biegnącymi drogami leśnymi. Wykopawszy rów na 60 cm. szeroki i 30 cm, głęboki między tymi drogami, oraz wyciąwszy koło tego rowu drzewka, w ciągu 3 kwadransów powstrzymaliśmy ogień bez pomocy innych ludzi. 

Zaledwie uporaliśmy się z tym, nadbiegli leśnicy z prośbą, abyśmy się udali w inne miejsce, gdzie się szerzył ogień bez ustanku, mimo ludzkich wysiłków. Naturalnie, pobiegliśmy tam coprędzej. Przy ogniu zastaliśmy dwie straże ochotnicze (z Zieleńca i Uroku), żydów i chłopów, zegnanych przez strażników, oraz pozostałe plutony Żółkiewszczaków i Zawiszaków. Było tu bardzo ciepło! Wiatr dął w naszą stronę, trudno było pracować (praca polegała znowu na kopaniu rowów, wycinaniu drzew i zasypywaniu piaskiem tlących się mchów). Ogień często ogarniał mchy i okrążał ratujących, którzy musieli z narażeniem nie tyle życia, ile zelówek, przeskakiwać i przebiegać przez tlące, lub palące się mchy. Dym tamował nam oddech, a paru z nas (o słabszych płucach) zemdlało w dymie i koledzy ich stamtąd z trudnością wytaszczyli. Wreszcie po półtoragodzinnej pracy pożar był ugaszony i z triumfem spracowane skauty wróciły do Wilczogębów, wypijając aż do dna spotkane po drodze studnie, zadowoleni ze spełnionego uczynku skautowego."

Słoń. (Aleksander Mianowski - Sulimczyk z 1917 r., nr 2).

"W końcu lipca z powodu zbliżania się Niemców do Warszawy - wracamy."
(Aleksander Mianowski, I Alb. Druż., str. 11). 

W sierpniu, a więc w niecały miesiąc po powrocie z kolonii, Warszawę zajmują Niemcy. Natychmiast po wejściu ich do miasta, wstępuje do Batalionu Warszawskiego J. Wądołkowski.

W archiwum Drużyny zachowały się dwie kartki, dwa świstki z notesu, - będące pożegnalnymi listami drużynowego:

"Chłopcy moi!
Rzucam Was, gdyż idę w bój, idę tworzyć siłę zbrojną, która będzie dyktować prawa innym narodom i która musi wywalczyć nam niepodległą Polskę. Lecz, gdyby Pan nie dał wskrzesić... ...z krwi ran naszych, to jeszcze w Waszych piersiach jest krew...    Jurek."

"Bociek!
Polegam na Tobie i na szarżach, że w niczym nie zmienicie dotychczasowego kierunku pracy w drużynie. Wpajajcie w chłopców, że obowiązkiem ich jest wszystko poświęcić dla Ojczyzny. Strzeżcie się złych duchów, wciąż na was czatują. Pamiętajcie!! Polegam na was!!! Gdy nas zabraknie, wy nas zastąpić musicie.    21.VII. J. W."


Za Wądołkowskim wstępują do Batalionu wszystkie szarże i starsi chłopcy z drużyny. Także zostaje oddany do magazynu batalionowego cały ekwipunek drużyny. Po zwolnieniu młodszych chłopców, w Legionach pozostają ostatecznie: J. Wądołkowski, Tadeusz Gutowski, A. Miłobędzki, Brauliński i Polkowski. Reszta powraca do pracy w Drużynie, uznana za zbyt młodych do pracy w wojsku. Drużynę obejmuje, po przeszło czteroletnim drużynostwie Jurka - Bohdan Pniewski („Bociek"), któremu Wądołkowski zdaje funkcję w powyżej zacytowanym liście.

Plutony obejmują J. Boguski i Z. Zdziarski. "Kierunek pracy pozostaje ten sam: intensywne przygotowanie starszych chłopców do pracy w wojsku, wpojenie w nich gotowości do poświęcenia się w potrzebie. Liczne jednodniówki do Zielonki, Błot, Wawrzyszewa. Duża 3-dniowa wycieczka do Pyr... Drużyna ma dobrze wyćwiczony patrol cyklistów pod dowództwem d-ha A. Garszyńskiego.

Wyjście Moskali i tolerancja Niemców pobudza opieszałych; Drużyna rozrasta się i ma 6 zastępów. Dużo energii poświęca Drużyna zbieraniu ofiar dla legionistów."
 
(Al. Mianowski, l Alb, Druż., str.14).

Na rzecz legionistów zostaje też poświecony dochód z wydania 1 numeru pisma "Sulimczyk", redagowanego przez Szesnastkę, prototypu dzisiejszego "Sulimczyka", zapełnionego przeważnie artykułami treści ideowej i harcerskiej.


Roman Różycki - "Kronika 25 lat dziejów Szesnastki 1911-1936" - Warszawa 1936r.
Pisownia zgodna z oryginałem. Przepisał wyw. Marcin Weiss.

 

UZUPEŁNIENIE

Jak wspomina kronikarz, nie udało się Jurkowi Wądołkowskiemu uchronić drużyny Zawiszy Czarnego przed rozłamem. Doszło do niego pod koniec stycznia 1915r., a więc w pięć miesięcy po tym, jak różnica poglądów politycznych pomiędzy NKS, a Radą Drużynowych przybrała formy otwartego konfliktu. Co stało się bezpośrednią przyczyną tego, że po blisko półrocznym okresie wzajemnego tolerowania się przeciwników politycznych w drużynie zdecydowano się jednak podjąć tak drastyczne kroki? Pewnie się już tego nie dowiemy. Możemy jedynie przypuszczać, że doprowadzić do tego mogły jakieś zdecydowane działania podjęte przez jedną ze stron albo jakaś brzemienna w skutki wymiana zdań pomiędzy zwolennikami różnych opcji politycznych. Możliwe też, że nic takiego nie miało miejsca, a przyczyną odejścia jednego z plutonów stał się tylko sam fakt ujawnienia rozłamu w skautingu warszawskim. Jest wysoce prawdopodobne, że młodsze szarże nie wiedziały nic o istnieniu tajnej przecież NKS i tym bardziej jakiegokolwiek konfliktu z drużynowymi. Ci spośród nich, którzy reprezentowali poglądy Narodowej Demokracji, mogli przez ostatnie miesiące z mieszanymi uczuciami traktować działania podejmowane przez drużynowego, ale będąc lojalnymi skautami, otwarcie się im nie przeciwstawiali. Dopiero, gdy do ich wiadomości dotarły wieści o zaistniałym konflikcie i wypowiedzeniu przez drużynowych posłuszeństwa nadrzędnej władzy skautowej, o której istnieniu wcześniej nie wiedzieli, pojęcie lojalności mogło nabrać dla nich nowego znaczenia. Tym bardziej, że NKS zdecydowanie opowiadała się po stronie Narodowej Demokracji.

Musimy pamiętać, że cały warszawski skauting, w tym także drużyna Zawiszy Czarnego, nie wyrosły na gruncie jednolitym politycznie. Skauting sam w sobie, poza dążeniem do odzyskania przez Polskę niepodległości, nie formułował i nie wysuwał żadnych haseł politycznych. Do drużyn wstępowali chłopcy, którzy wywodzili się z rodzin patriotycznych, ale o różnych zapatrywaniach. Z racji młodego wieku nie mieli jeszcze wyraźnie określonych poglądów politycznych, ale z upływem lat, gdy dorastali, ich zapatrywania coraz bardziej się precyzowały. Najczęściej były zgodne z duchem i wartościami wyniesionymi z domu i prezentowanymi przez ojców. Dopóki więc postulat przygotowania obywatelskiego i wojskowego do walki o niepodległość był wyznacznikiem wystarczającym, dopóty w skautingu nie zaznaczały się różnice polityczne. Dopiero, gdy zaistniałe wydarzenia historyczne zmusiły skautów do dokonania wyboru pomiędzy dwoma sprzecznymi koncepcjami walki o Wolną Polskę, różnice w sympatiach politycznych, które występowały dotąd wśród szarż niejako prywatnie, nabrały istotnego znaczenia.

Rozłam, który podzielił drużynę miał oczywiście swoje konsekwencje w obniżeniu się poziomu pracy. Ale był też wyraźnym dowodem na to, że w drużynie Zawiszy Czarnego znaleźli się chłopcy, którym nie było wszystko jedno, którzy wyznawali jakieś wartości i gotowi byli ich bronić.

Warto też wyjaśnić dość enigmatyczną informację Olka Mianowskiego o formie i sposobie zakończenia rozłamu, co nastąpiło w końcu maja 1915r. Na pewno silne więzy przyjaźni, które łączyły chłopców, miały ważne znaczenie. Jednak kronikarz nie wspomniał nic o tym, że zażegnanie rozłamu było możliwe dzięki temu, że NKS doszła wreszcie do porozumienia ze zbuntowaną Radą Drużynowych. Spełniono żądanie drużynowych i wiosną 1915r. ks. Lutosławski ustąpił z Komendy, a na jego miejsce weszli Konrad Chmielewski i ks. Jan Mauersberger. Oczywiście był to tylko kompromis formalny, który umożliwił honorowe zażegnanie niezręcznej sytuacji. Rada Drużynowych uznała zwierzchność NKS, a Komenda odwołała wcześniejsze degradacje. To umożliwiło przezwyciężenie rozłamu w drużynach T. Rejtana i Zawiszy Czarnego. Jednak zarówno drużynowi jak i członkowie NKS nie zmienili swoich poglądów politycznych i różnice te miały się wkrótce objawić w formie ponownego tym razem jeszcze groźniejszego konfliktu.

Otóż na początku sierpnia, wskutek działań wojennych, Rosjanie zmuszeni zostali do odwrotu i 5 sierpnia opuścili Warszawę. Wkrótce miasto zostało zajęte przez armię niemiecką. Rozpoczęła się okupacja, która jednak w wielu dziedzinach dawała Polakom więcej swobody, niż trwające od dziesięcioleci rządy rosyjskie. Niemcy tolerowali wiele przejawów polskiego życia kulturalnego i oświatowego. Dzięki temu możliwe stało się, między innymi, ujawnienie drużyn skautowych.

Jest rzeczą zrozumiałą, że koncepcje J. Piłudskiego uzyskały w okupowanej przez Niemców Warszawie zupełnie nowe możliwości urzeczywistnienia. Niemcom było oczywiście na rękę, że Polacy sami z siebie ochotniczo podejmowali działania zmierzające do zwiększenia liczby rekrutów trafiających na front. POW mogła więc wyjść z podziemia, a nawet uzyskała od Niemców istotne wsparcie. To, co się stało tak opisuje Wacław Błażejewski: "Po odejściu Rosjan z Warszawy, dnia 5 sierpnia 1915r., władze POW zmobilizowały Wolną Szkołę Wojskową i rezerwę POW, tworząc Batalion Warszawski POW. Powołani zostali i zgłosili się tam drużynowi: Jerzy Wądołkowski, Piotr Olewiński, Ignacy Wądołkowski, Stanisław Rewoliński, Wacław Zawadzki, Adam Miłobęcki, Eugeniusz Olejniczakowski, Jan Sokołowski oraz plutonowi: Kazimierz Brauliński i Tadeusz Gutowski." Zwróćmy uwagę, że 6 z 10 wymienionych tu osób to Zawiszacy. Pisze o tym zresztą Olek Mianowski wymieniając dodatkowo S. Polkowskiego. Z drużyny Zawiszy Czarnego zgłosiło się tam oczywiście więcej chłopców, tyle że nie zostali przyjęci do wojska ze względu na wiek. Batalion Warszawski POW to już nie była "zabawa w wojsko". Sprawa była poważna. Batalion ćwiczył żołnierzy w koszarach na ul. Żurawiej (róg Poznańskiej) i już 22 sierpnia wyruszył na front, aby pod Włodawą połączyć się z I Brygadą Legionów Piłsudskiego. Razem z kilkoma szarżami, które jeszcze za panowania rosyjskiego przedarły się przez kordon do Legionów (był wśród nich nasz Zawiszak, Henryk Dobrowolski), w walce z bronią w ręku uczestniczył już dość pokaźny zastęp warszawskich skautów. I to skautów cieszących się ogromnym autorytetem. Byli to bowiem przeważnie sami drużynowi i plutonowi. Ich przykład był aż nadto czytelną wskazówką dla tych, którzy pozostali w Warszawie.

Skauci, którzy nie zostali przyjęci do wojska, wspierali więc ideę legionową tak, jak pozwalały im na to możliwości. W drużynach organizowano różne zbiórki pieniędzy na ten cel. Wiemy, że zbiórkę taką przeprowadziła też nasza drużyna wydając okazjonalny numer "Sulimczyka". Fakt przekazania całego ekwipunku drużyny na potrzeby batalionu odnotował nawet Wacław Błażejewski, potwierdzając informacje zawartą w naszej kronice i wyróżniając ten czyn, jako szczególne poświęcenie. Także Piotr Olewiński, prowadzący wtedy Komisję Dostaw, przekazał Legionom cały zapas pasków skórzanych. Przede wszystkim zaś większość starszych skautów wstąpiła lub nawiązała bliższy kontakt z POW. Na zbiorkach skautowych kładziono jeszcze większy nacisk na różne formy wyszkolenia wojskowego. Przykład drużynowych, którzy w szeregach legionów umiejętności te praktycznie pożytkowali, rozpalał wyobraźnię chłopców. Marzeniem większości z nich było jak najszybciej dostać się na front i walczyć o Polskę.

Dodajmy do tego, że po ujawnieniu się skautingu jesienne zaciągi przyniosły duży wzrost liczebny drużyn. Oznaczało to, że teraz znacznie więcej młodzieży uczestniczyło w aktywnym wspieraniu koncepcji Piłsudskiego i było doń przekonywane. Nie trudno domyśleć się, jak na to wszystko reagowała Naczelna Komenda Skautowa opanowana w większości przez zwolenników przeciwnej opcji politycznej. Konflikty i zatargi z drużynowymi stawały się coraz częstsze. W końcu 1915 roku doprowadziło to do kolejnego rozłamu w skautingu warszawskim. Tym razem jego zasięg i skutki stały się o wiele bardziej poważne.

Ciekawostką, dobrze ilustrującą stan „uczuć", jakimi obdarzały się wzajemnie obie strony konfliktu, jest ironiczny list, jaki do członków NKS napisała czwórka drużynowych, która wyruszyła na front wraz z Batalionem Warszawskim.

"Jesteśmy już polu! 
Rebeliantów już nie ma w Warszawie. 
Ludzi buntować i agitacji strzeleckiej prowadzić nie będziemy. 
Maszerujemy w gromadzie bandytów i złodziei, w kradzionych paskach. 
Dziękujemy za serdeczne i cieple pożegnanie."


Rozszyfrujmy: "bandyci i złodzieje" to oczywista aluzja do epitetów, jakich narodowcy używali w odniesieniu do osoby J. Piłsudskiego, któremu zarzucano, że kilka lat wcześniej, jako dowódca Organizacji Bojowej PPS, nie cofał się przed napadami na banki w celu zdobycia funduszy na działalność rewolucyjną. "Kradzione paski" natomiast to aluzja do pasków przekazanych legionom przez Piotra Olewińskiego z zapasów Komisji Dostaw.

Jak pamiętamy, w drużynie Zawiszy Czarnego też nie było całkowitej zgody dla czynnego wspierania idei legionowej. Pewna część szarż sympatyzowała z przeciwnymi jej koncepcjami politycznymi Romana Dmowskiego i Narodowej Demokracji, przyjmując stanowisko prezentowane przez NKS za własne. Musiało to doprowadzić do kolejnego rozłamu również w naszej w drużynie.

Tymczasem warto odnotować fakt, który został w Kronice pominięty. Otóż od nowego roku szkolnego Szkoła Realna Stowarzyszenia Techników im. Stanisława Staszica przeniosła się do nowo wybudowanego gmachu szkolnego przy ulicy Noakowskiego, na wprost od wejścia do budynku Politechniki. Z gmachem tym na długie lata związały się również losy Szesnastki. Przeprowadzka do nowego, dużego gmachu otwierała przed drużyną znacznie większe możliwości. To, oraz fakt ujawnienia skautingu, zaowocowały wzrostem liczebności do sześciu zastępów. Jednak po odejściu do wojska większości szarż, drużyna cierpiała na braki kadrowe. Musiało to mieć swoje konsekwencje w obniżeniu się poziomu pracy.

Marek Gajdziński (2003r.)

 

ZAWISZACY 

Do maja 1915r. Zawiszacy: Piotr Olewiński, Jerzy Wądołkowski, Ignacy Wądołkowski i Janusz Rudnicki uczestniczyli w pracach zbuntowanej Rady Drużynowych tzw. "Rebelii", kierując przedsięwzięciami prawie całego skautingu warszawskiego. Pracami rady kierowali na zmianę Piotr Olewiński i Jerzy Wądołkowski.

Do Legionów Piłsudskiego, przez kordon rosyjski, przedarła się grupa trzech drużynowych warszawskich w tym Henryk Dąbrowolski członek obozu w Kołbach (nie wiemy, którą prowadził drużynę). Po wkroczeniu Niemców do Warszawy do Batalionu Warszawskiego POW wstąpili Zawiszacy: Jerzy Wądołkowski, Piotr Olewiński, Ignacy Wądołkowski, Adam Miłobęcki, Kazimierz Brauliński, Tadeusz Gutowski, Stefan Polkowski. Wszyscy oprócz Beńka Wądołkowskiego, który został skierowany do pracy w POW, wyruszyli na front składzie I Brygady Legionów.

W maju w bitwie pod Konarami poległ żołnierz Legionów Henryk Dobrowolski.

W lipcu zginął ratując tonącego zastępowy, skaut II stopnia Marian Jakubowski. 

Marek Gajdziński (2003r.)

Stan Drużyny na dzień 31.12.1915r.
Drużynowy - Bohdan Pniewski (w randze plutonowego)
2 plutony:

plutonowy - Jerzy Boguski
plutonowy - Zbigniew Zdziarski
6 zastępów: Stafan Gutowski, Aleksander Mianowski, Bohdan Pawłowicz, Stanisław Gołąbiowski, Władysław Popielawski i Bartłomiej Bojanowski (prawdopodobnie).

Razem ok. 40 skautów.

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH