Wyszukiwanie zaawansowane
Kronika
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
1928-12-31 | Warszawa | Roman Różycki
Rok 1928

Na początku 1928 roku drużynowym jest zasadniczo Pietrek Pawlikowski, ale właściwie drużynę prowadzi, jako zastępca, Włodek Boerner. Wszakże już 15 stycznia zostaje on mianowany p. o. drużynowym przez Kom. Chor., a Pietrek otrzymuje urlop, z którego do czynnej służby w Drużynie już nie powraca.

W tym czasie zostaje rozwiązany zastęp Orłów, prowadzony początkowo przez Romcia Narbutowicza, potem Jurka Klarnera. Silna indywidualność zastępu i wielkie przywiązanie do Drużyny, sprawiły, że zastęp ten zwykle przodował w pracy Drużyny. Chłopcy z Zastępu poszli na stanowiska kierownicze, początkowo zastępowych, później zaś przybocznych i drużynowych (Gryzmuś Piaskowski, Włodek Hellmann).

Praca jest teraz prowadzona pod znakiem przygotowań do Zlotu Narodowego Skautów Łotewskich, na który drużyna 16-sta została wyznaczona, jako reprezentacja Związku. Pierwszy to raz uczyniono taką próbę, żeby na reprezentację wyznaczać całą drużynę; dawniej tworzono w takich wypadkach t. zw. "drużyny reprezentacyjne", do których wybierano najlepszych ludzi z całej Chorągwi. To uznanie Szesnastki w całości za godną reprezentowania Harcerstwa Polskiego, było dla niej wielkim zaszczytem i dowodziło najlepiej, jaką markę potrafiła sobie Drużyna w tak krótkim czasie wyrobić, szczególnie, jeśli przypomnimy sobie, że jeszcze pod koniec 1924 r. była jedną z najsłabszych w Chorągwi.

Komendantem ekspedycji został, bardzo drużynie życzliwy, dh. Harcmistrz Ignacy Wołkowicz. W marcu został przydzielony do druha Wołkowiecza Zdzisław Broncel, jako sekretarz do spraw związanych z ekspedycją i jako łącznik między osobą komendanta, a Drużyną.

Tymczasem w Szesnastce wrzała wytężona praca nad podniesieniem poziomu i nad wyćwiczeniem zgranego zespołu.

Na Wielkanoc został zorganizowany 5-dniowy kurs w Piasecznie pod komendą drużynowego, liczący 11 ludzi. Kurs miał swoją siedzibę w willi p. inż. Girtlera i pracował szczególnie nad terenoznawstwem, pionierką i łącznością. Warunki były bardzo trudne, bo niespodziewanie nastąpiło znaczne oziębienie i spadł śnieg, tak, że praca w terenie była bardzo ciężka. Mimo tego, kurs dał uczestnikom bardzo dużo korzyści. Podczas kursu został opracowany "plan okolic Piaseczna" w skali 1:20.000, wydany później nakładem Drużyny. 

17 kwietnia dh. Boerner został mianowany podharcmistrzem, a tym samym przestał być p. o, drużynowym, bowiem dopiero instruktorzy mieli prawo do tytułu drużynowego.

Poza wyszkoleniem swoich ludzi musiała jeszcze Drużyna przygotować instruktorów dla urządzenia kursu harcerskiego podczas obozu na Łotwie dla tamtejszych harcerzy Polaków, co zostało jej nakazane pismem z dnia 30.V. przez Wydział Zagraniczny G,K,M.

 

1928r. Drużyna na Zlocie Chorągwi w Wawrze.

 
W czerwcu odbył się zlot Chorągwi w Wawrze, na którym Drużyna zdobyła (po raz pierwszy) tytuł "reprezentacyjnej drużyny Stolicy" i tabliczkę na sztandar, jako nagrodę przechodnią, zajmując dn. 24.VI. pierwsze miejsce w zawodach organizowanych podczas Zlotu. (Głównie punktowano obozownictwo i wygląd zewnętrzny, t. zw. "dziarskość drużyny").

 

1928r. Tabliczka - nagroda zdobyta na zlocie.

 
23 czerwca został zamknięty uroczystą zbiórką zimowy okres pracy w Drużynie. Rozpoczęły się bezpośrednie przygotowania do wyjazdu. 

W związku z tem zaszedł pewien, dość komiczny, wypadek. Mianowicie, gdy przyszło do wyrabiania paszportów i załatwiania różnych formalności związanych z pozwoleniem na wyjazd, urzędnik paszportowy, zaczął robić trudności, mówiąc, że on tych spraw nie może szybko załatwić, bo nie ma ani ludzi, ani czasu na to. Sytuacja stawała się poważna, bo czas uciekał, a uparty urzędnik nie dawał się przekonać.

Energiczny Włodek postanowił "zgnębić" go jakimś niespodziewanym czynem. Nie namyślając się wiele, zrobił alarmową zbiórkę zastępowych przed swoim mieszkaniem, wpakował nic nie rozumiejących w taksówkę, przywiózł ich do Ministerstwa i tam wysypał zdziwioną gromadę przed niemniej zdziwionym tą harcerską inwazją, urzędnikiem. 
- Ludzie do roboty są, panie sekretarzu! 
Każdy z zastępowych dostał elegancki stolik, plikę papierów i zabrał się do, tak mało mającej wspólnego z wyszkoleniem harcerskim, pracy. 
Trudności zostały zlikwidowane.

Z takim samym rozmachem i energią "likwidował" Włodzio pozostałe przeszkody, doprowadzając wreszcie do pomyślnego załatwienia wszystkich przygotowań. Ogólny budżet obozu wynosił 7.000 zł. Kierownikiem ekspedycji został dh. hm. Wołkowicz, jego zastępcami dh. hm. Wierzbowski i Stawecki, komendantem obozu dh. phm. Boemer, oboźnym dh. ćw. Janusz Klarner. Ludzi 42 podzielonych na 4 zastępy. Jako kwatermistrz drużyny wyjechał dh. hm. Stawecki.

Na ostatniej zbiórce przed wyjazdem zostali mianowani "Honorowymi Zawiszakami" dh. Ignacy Wołkowicz i dh. Tomasz Piskorski, których Drużyna zaliczyła w poczet swych Honorowych Członków za niezmienną życzliwość i zainteresowanie, z jakimi się zawsze do jej pracy odnosili.

Ponieważ zlot miał trwać od dn. 20 do 30 lipca, postanowiono na Łotwę wyjechać już w pierwszych dniach lipca, aby w ciągu 2 tygodni przygotować się do zawodów na miejscu.

"Wyjazd nastąpił 4 lipca. Odprowadzał nas Prezes Zarząd Oddziału Warszawskiego p. sędzia Kamieński, oraz przedstawiciele K.P.H. z p. inż. Girtlerem na czele.

W Dźwińsku spotkało Drużynę dwóch delegatów L.S.C.O. (Latwijas Skautu Centrala Organizacija), towarzyszących następnie aż do miejsca obozu, a w Turmontach - drużyna polska, należąca do L.S.C.O. Nastąpiły obustronne przemowy, przy czym przemówienia łotewskie były tłumaczone na polski i odwrotnie. Tutaj też dostaliśmy album pamiątkowy i urnę z ziemią latgalską (w formie skrzynki, która stoi obecnie w izbie) od tamtejszych skautów - Polaków.

W Rydze witał nas dh. Naczelnik Wydz. Zagr. G.K.M. I tu nastąpiły przemówienia, po czym zaprowadzono nas do szkoły polskiej. Tam zjedliśmy śniadanie w bardzo serdecznym nastroju. (Serdeczność nastroju popsuł później trochę fakt, że goście musieli za śniadanie zapłacić, ale - ostatecznie - co kraj to obyczaj).

Następnie wyjechaliśmy na miejsce obozu do Bulli (pod Rygą). Myśleliśmy, że obóz będzie można rozbić od razu, tymczasem okazało się, że przydzielony nam teren jest tak pagórkowaty, że o ustawieniu dużych namiotów nie może być nawet mowy. Po dłuższych pertraktacjach (te "dłuższe pertraktacje" odbyły się po prostu w ten sposób, iż Zyg Wierzbowski oświadczył, że jeżeli nie zostanie przydzielony teren, umożliwiający rozbicie dużych namiotów, to Drużyna zmuszona będzie zrezygnować z udziału w Zlocie) - wy znaczono nam płaską część lasu sosnowego, oddaloną od brzegu o 200 m. Od wiatrów morskich były namioty zasłonięte diunami. Cała powierzchnia obozu wyniosła około 2500 m2. W dwa dni po przyjeździe dh. Zygmunt Wierzbowski i dh. Włodzimierz Boerner pojechali do Rygi, gdzie zameldowali się u p. ministra Łukasiewicza, posła Rzeczpospolitej w Łotwie.

 

1928r. Zlot w Bulli (Łotwa) - Przyrzeczenie.

 
Przy układaniu programu obozu jako cel postawiono sobie: 1) reprezentację, 2) połączenie obozu normalnego ze zlotem, 3) nawiązanie kontaktu z harcerzami polskimi na Łotwie, przez udział ich w naszym obozie i zorganizowanie dla nich kursu techniczno-ideowego. Dlatego też przeciąg czasu 35 dni podzielono na 3 okresy: 1) rozkładanie obozu - 4 dni, 2) normalna praca, obozowa - 21 dni, 3) udział w zlocie - 10 dni.

Podczas okresu drugiego odbyto kursy z zakresu terenoznawstwa, sygnalizacji, obozownictwa i ratownictwa, oraz treningi sportowe, w celu przygotowania zawodników do odpowiednich konkurencji na zlocie. Poza tym został zorganizowany dla zastępu Łosiów, składającego się z harcerzy - Polaków zamieszkałych w Łotwie i należących do L. S. C. O., specjalny kurs techniczno - ideowy prowadzony przez dha Staweckiego.
(Z albumu: "Sprawozdania z 9 obozu 16 WDH").

W czasie trwania normalnego obozu, Drużyna nasza była bardzo popularna wśród wszystkich interesujących się ruchem harcerskim.
 
"W prasie codziennej łotewskiej, rosyjskiej i niemieckiej ukazały się liczne wzmianki i fotografie o naszej reprezentacji. Obóz nasz odwiedzili: Prezydent Łotwy, poseł polski w Rydze p. Łukasiewicz i prezes Polskiej Delegacji do rokowań z Litwą, p. Hołówko z żoną. Ponadto byli: Przewodniczący Łot, Skaut. Centr. Org. generał Goppers, Naczelny Skaut Łotwy Dh. Vscm. Baltpurvins (kilkakrotnie) i szereg instruktorów łotewskich i zagranicznych, a przede wszystkim różni korespondenci pism łotewskich i zagranicznych, oraz różni zawodowi fotografowie, którzy robili przedziwne ewolucje na drzewach, byle tylko sfotografować całość obozu, a zwłaszcza "arcydzieło" - stół obozowy.

 

1928r. Zlot w Bulli (Łotwa). Widok obozu.

 
W czasie organizowania obozu zlotowego nasi chłopcy zastępami wyruszyli na spełnianie dobrych uczynków. Pomagali przy rozstawianiu i okopywaniu namiotów, przenoszeniu bagaży i t. p. Wszędzie, gdzie mogli, nieśli ochotnie pomoc harcerską. Najserdeczniej odnosili się do nas Węgrzy. Zaraz po przyjeździe jeden z ich wodzów, gdy zobaczył naszego chłopca, podszedł do niego, uścisnął mu rękę i powiedział łamaną polszczyzną: "Polak-Węgier dwa bratanki". My naturalnie też natychmiast udaliśmy się, by ich przywitać. Odbyła się wspólna fotografia, a następnie wzajemne uroczyste odwiedziny w obozach. Obóz nasz odwiedzili również przedstawiciele innych organizacji, jak Niemcy, Estończycy, oraz w pełnym składzie hufiec Malienski Łotewski i 5-ta drużyna morska z pod Libawy pod wodzą dha Winklera (l miejsce w zawodach wśród drużyn łot.). Powszechnie wyrażano zdanie, że obóz nasz i węgierski były najładniejsze i najracjonalniej rozplanowane i urządzone. W naszej kapliczce kapelan reprezentacji ks. Mączyński odprawiał co niedziela Mszę św., na którą przybywały liczne drużyny zagraniczne.

W dn. 20 lipca przybyła do naszego obozu grupa 10 chłopców z 35 WDH z dhem Zaleskim na czele, która wespół z nami miała reprezentować Związek.

21 lipca rozpoczęły się zawody, zaś 29 lipca nastąpiło zakończenie, ogłoszenie wyników i wręczenie nagród zawodnikom łotewskim; - żadna z reprezentacji zagranicznych nagród nie otrzymała, ponieważ stawały tylko poza konkursem. Reprezentacja nasza uzyskała w ogólnej klasyfikacji II miejsce (403 pkt), I miejsce zajęli Węgrzy 450 pkt), III - Niemcy (325,5 pkt.), IV - Łotwa (314 pkt.). Szczegółowa tabela przedstawiała się następująco:

Ogólny wygląd Drużyny i zachowanie w obozie: max. 70 p.; Węgrzy 70, Polska 70, Niemcy 70.
Urządzenia obozowe: max. 70 p.; Węgry 70, Polska 70, Niemcy 70.
Gotowanie: max. 60 p.; Węgry 60, Polska 60, Niemcy 60.
Popisy przy ognisku: max. 30 p.: Węgry 30, Polska 30, Niemcy 30.
Bieg 1 km. max. 10 p.; Węgry 9, Polska 9, Niemcy 10.
Pływanie: max. 40 p.; Węgry 36, Polska 8, Niemcy O,
Rzuty piłek do woreczka: max. 10 p.; Węgry O, Polska O, Niemcy 0.
Sygnalizacja: max. 30 p. ; Węgry 9, Polska 8, Niemcy 8,5.
Pierwsza pomoc: max. 50 p.; Węgry 40, Polska 50, Niemcy 35.
Marsz harc. z przeszkodami: max. 70 p.; Węgry 63, Polska 42, Niemcy 0.
24 godz. wycieczka: max. 70 p.; Węgry 63, Polska 56, Niemcy 48.

Rozpatrując szczegółowo ową tabliczkę widzimy tutaj nasze zasługi, ale widzimy też i nasze braki. Nie zawsze jednak należy je przypisywać nieprzygotowaniu. W kilku wypadkach była wadliwa organizacja zawodów.

Np. w marszu harcerskim z przeszkodami i 24 godzinnej wycieczce zastępu otrzymaliśmy mniejsze ilości punktów wskutek niejasno sformułowanego zadania, które było dane w jęz. łotewskim i następnie wadliwie przełożone przez tłumacza na jęz. polski. Z tego powodu zastęp polski zmylił trasę i zamiast 40 km. zrobił 70 km. drogi. W sygnalizacji, polegającej na podaniu i odebraniu depeszy alfabetem Morse'a i semaforem, tak nasza jak i węgierska grupa zrobiła to bardzo dobrze i dlatego niezrozumiała jest tak niska ocena, tym bardziej, że Niemcy, którzy wcale Morse'a nie znali i nadali depeszę semaforem, otrzymali punktów więcej. Po wyjeździe zostawili oni straszny śmietnik na miejscu obozowania. W drużynach łotewskich bardzo dodatnio kwalifikowano urządzenia już gotowe, przywiezione do obozu, wykończone wcześniej u siebie w drużynach. Były to wszelkiego rodzaju bramki, ozdoby blaszane lub piłeczkowej roboty. Zawody w "niesieniu pierwszej pomocy" wypadły dla nas świetnie, jak to podkreślili sami lekarze, należący do komisji.

Słabo wypadły dla nas zawody pływackie. Polegały one na rozebraniu się w wodzie z munduru i przepłynięciu 50 m, stylem dowolnym. Najlepszy czas w tych zawodach był 42 sek. (5 morska łotewska w Libawie), II miejsce 56 sek. Węgier. Nasi zawodnicy zużytkowali na ten cel 1,5 i 2,5 min.

Najgorzej było w zawodach w rzucaniu piłeczek do worka, gdzie nie tylko zagranica, ale i Łotwa miały bardzo marne wyniki. Trzeba było 5 piłeczek rzucić do worka o średnicy 50 cm, z odległości 20 m, Celność rzutów wszystkich organizacji równała się zeru.

Na ogół wypadły dla nas dobrze. Przeważnie do zawodów stawały zespoły 18- letnich chłopców, nasz zespół składał się z 16-letnich.

 

1928r. Zlot w Bulli (Łotwa). 16WDH na plaży.

 
Że zagranica na ogół dodatnio oceniła naszą reprezentację, może posłużyć jako dowód opinia prasy, a między innymi i zaproszenie na przyszły rok na 3 miesiące naszej reprezentacji na koszt największego pisma chicagowskiego "Chicago Tribune", uskutecznione przez korespondenta tegoż pisma p. J. Th. Hiltona.

Podczas obozu wychodziło nasze pisemko obozowe słynna "Wielka Umfa" protoplasta wszystkich pisemek obozowych drużyny.

31 lipca obóz został zlikwidowany. Już w pociągu odczytany został olbrzymi rozkaz, podpisany przez dha hm. Wołkowicza, zawierający podziękowanie za wydatną pracę całej Szesnatce, a szczególnie komendzie obozu". 
(Z artykułu dh Wołkowicza w "Harcmistrzu").

Podczas Zlotu przybył Drużynie jeszcze jeden "Honorowy Zawiszak". Był nim Józef Pancer, drużynowy 121 ryskiej polskiej drużyny, który bardzo się zżył z Drużyną i opiekował się nią podczas pobytu na Łotwie.

We wrześniu, jak zwykle, odbyło się uroczyste otwarcie nowego roku harcerskiego.

W listopadzie Kom. Chor. Warsz. T. Piskorski zwrócił się do Szesnastki z prośbą o przydzielenie kandydata na drużynowego 36 drużyny przygotowawczej im. H. Sienkiewicza, nad którą Szesnastka objęła opiekę jeszcze w zeszłym roku, ponieważ dh Józef Girtler, który był dotychczas drużynowym (odkomenderowany z 16 WDH), musi obecnie ustąpić z powodu nawału zajęć szkolnych.

Na Nowy Rok drużyna otrzymała list od dha Pancera, następującej treści: 

"Kochani Bracia! 
Rozpoczynając Rok Nowy, życzę, abyście i nadal trzymali swój sztandar Polaka i Harcerza wysoko i byście zawsze i wszędzie przodowali w pracy Harcerskiej! 
Czuwaj! 
                                                                    Józef Pancer, Zawiszak
".

Roman Różycki - "Kronika 25 lat dziejów Szesnastki 1911-1936"- Warszawa 1936r.
Pisownia zgodna z oryginałem. Przepisał wyw. Daniel Karkowski.

 

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH