Wyszukiwanie zaawansowane
Relacje
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
1971-01-14 | Warszawa | Marek Tumiłowski
XLII Obóz 16 WDH nad jeziorem Wąsosze

 

Pierwszy raz od niepamiętnych czasów Szesnastka nie była w stanie zorganizować samodzielnego obozu, i uczestniczyliśmy w zgrupowaniu Hufca Ochota. Było inaczej, ale chyba zobaczyliśmy co potrafią inni, otworzyliśmy się trochę na świat, nawiązaliśmy znajomości.

Fajne było jak zwykle jezioro i las. Jako starszym przypadła nam w udziale budowa pomostu i stołówki. Z tym pomostem to była zabawa w trakcie budowy i eksploatacji. Szeroki pas trzcin wymagał wysunięcia pomostu dosyć daleko od brzegu. Konstrukcja miała standardowy kształt litery T. Mieliśmy niezły pretekst do spędzenia całego dnia w wodzie, co wykorzystaliśmy z całą bezwzględnością. Zmontowaliśmy dosyć raźno część użytkową pomostu, dzień się miał ku końcowi, a na połączenie z brzegiem, nie starczyło nam już zapału. Bo komu by się chciało rzeźbić w trzcinach i mule po kolana. Dlatego kilkunastometrowy łącznik, zbudowany został piorunem, z dwóch równoległych, ledwo odsęczonych żerdzi, z rzadka tylko podpartych. Nawet nieobciążony łącznik nie charakteryzował się podstawową stabilnością i tylko historia pamięta ilu dzielnych druhów zalutowało w trzcinowicho, a ilu małżom i omułkom napędzono niezłego stracha. Każde mycie menażki było przeżyciem i nikogo zaspanego nie widziano nigdy na końcu pomostu. Prześliznęliśmy się też nad tematem stołówki. Czasza spadochronowa jako dach, stół dookoła z pojedynczej deski, a siedzisko z leżącego pniaka (poszedł na to chyba czterdziestometrowy świerk). Konsumowało się w tych okolicznościach w kucki, szybko przy koncentracji na maxa, bo żadna koncepcja aprowizacji harcerskiej nie przewidywała instytucji dokładki.

Dla naszego zastępu zabrakło łóżek polowych i na biegu odtworzyliśmy zapomnianą od lat technikę budowy zbiorowej pryczy. Wyglądało to obozowo, ale zgrabnie. To, że było nas kilku w zastępie, powodowało prawie dwugodzinne warty co trzeci dzień i sporo pracy w dniu służby w kuchni. Szczególnie, że kuchnia była w znacznej odległości od obozu i nie można było liczyć na pomoc służbowego. A w ogóle, to kuchnię prowadziliśmy wspólnie z 223 WDH, z którą przyjaźniliśmy się przez następne lata.

Bawiliśmy się w piratów i w obozie skonstruowane były elementy statków, atrapy armat, co zostało pomysłowo wykorzystane do przyznania wykonawcom udanych instalacji sprawności technika obozowego. Prawdziwa tratwa, asekurowana przez ratownika brała udział w wyprawie na prawdziwą wyspę po skarby. Znaczna część załogi pirackiej musiała wprawdzie dopłynąć wpław, ale w nagrodę mieli udział w konsumpcji pudełka landrynek ze skrzyni skarbów.

Gaszenie pożaru lasu, było już na poważnie. Alarm dla starszych chłopaków całego zgrupowania, ciężkie ubranie, sprzęt saperski i pomoc w prawdziwej akcji gaśniczej, stały się dominującym tematem na wiele dni. Tak na marginesie, to pomijając fakt wycinki setek żerdzi na konstrukcje obozowe, to brać harcerska zawsze była pro ekologiczna i wszystkie ruchy zielonych mogłyby brać z nas przykład.

Władze drużyny doszły do wniosku, że blokowanie możliwości zdobywania stopni nie służy dobrze sprawie, i pozwolili niektórym „przeroślakom" na zaliczenie dwóch stopni w ramach jednego sprawdzianu. Bieg harcerski zorganizowano we współpracy z drużyną 223. Awansowałem na odkrywcę z pominięciem stopnia tropiciela. Też mi kariera. Pięć lat w drużynie, cztery obozy, stopień odkrywcy i zerowe szanse na własny zastęp.

Ale z perspektywy lat, odnoszę wrażenie, że rozpoczął się wtedy nowy etap naszej drużyny. Na pewno mniej było wielkościowego zadęcia, bo i tylko paru nas zostało. Instruktorzy stali się naszymi starszymi kolegami. Skończyło się: „druhu komendancie", „druhu oboźny", "druhu drużynowy" itp. Nad zasypaniem rowu, a właściwie pojęcia starszyzny, musieliśmy wprawdzie jeszcze trochę popracować, ale wyłom już uczyniliśmy. Dzięki uczestnictwu w zgrupowaniu, otworzyliśmy się trochę na świat, wyszliśmy z izolacji, popróbowaliśmy współzawodnictwa. Zobaczyliśmy jak żyją inni.

Marek Tumiłowski

wrzesień 2005r.


Statystyka

XLII Obóz 16 WDH 

Podobóz w ramach Zgrupowania Obozów Hufca Warszawa Ochota 

Termin: 03-29.08.1971r. 

Lokalizacja: Wąsosze nad jeziorem Wąsosze

Nazwa obozu: Korsarze 
Komendant: Jurek Marczak 
Oboźny: Andrzej Marczak

Stan: kadra +20 harcerzy
Zastęp I Bractwo Jana Martena - zast. Jarek Kopaczewski 
Zastęp II ? 
Zastęp III ?

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2021  16WDH