Wyszukiwanie zaawansowane
Kronika
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
1932-12-31 | Warszawa | Roman Różycki
Rok 1932

Dnia 9 stycznia odbyła się "Choinka", na której otrzymał godność Honorowego Zawiszaka dh. hm. Artur Hirszbandt, przyjaciel Drużyny, kilkakrotny wizytator jej obozów letnich i uczestnik wyprawy do Szwecji.

Pod koniec stycznia został zorganizowany kurs dla zastępowych w najstarszym zastępie "Łosiów", na który zostali zaproszeni zastępowi  4 W.D.H. imienia Tomasza Zana, prowadzonej przez przybocznego Szesnastki phm. R. Mechanickiego.

Łosie, które miały dać w najbliższej przyszłości Drużynie nowych zastępowych, były grupą wybitną w ostatnim okresie dziejów Szesnastki. Zastęp bardzo zżyty i zgrany zawdzięcza wiele oddanej i solidnej pracy swego zastępowego, Gucia Radwańskiego. Przez niego związany dość silnie z Sulimczykiem, zastęp opanował go w pewnym okresie czasu prawie całkowicie, choć nie wycisnął na nim tak wyraźnego piętna, jak Bobry. Technicznie dobrze wyrobione, zajmowały Łosie zawsze b. dobre miejsca zarówno w konkursach podczas roku jak i w pracy obozowej. Po rozwiązaniu go rozkazem z dn. 4 marca 1933r. zostało stwierdzone, "że zastęp Łosiów dobrze zasłużył się drużynie".

Drugim zastępem, któremu należy się wspomnienie w niniejszej pracy, jest zastęp Jeleni. Przemianowany rozkazem z dn. 9.11 1929r. z drugiego zastępu gromady wilcząt w zast. Jeleni, otrzymał jako pierwszego zastępowego mł. T. Dąbrowskiego, który ustąpił z dn. 15.2 1930r., a następnie ćwika Hellmanna Jerzego z zastępu "Kruków".

Był to zastęp krańcowo różny od dwóch wyżej wspomnianych zastępów; Bobrów i Łosiów. O ile bowiem tam chłopców łączyła osoba zastępowego, tu Jelenie, bez względu na to kto im przewodził, stanowiły same w sobie grupę dobraną pod każdym względem. Był to zastęp zżyty, swą jednolitą postawą zawsze wyróżniał się z pośród innych zastępów Szesnastki. Jelenie dały Drużynie grupę dobrych zastępowych, ludzi, którzy zwrócili dług od niej zaciągnięty. Jurek Hellmann, który prowadził zastęp, aż do jego rozwiązania, był typem rasowego zastępowego. Bezgranicznie przywiązany do Szesnastki, pełen inicjatywy, werwy, bezkompromisowo etyczny i prawy wywarł bardzo dodatni wpływ na swoich chłopców i zyskał ich gorące przywiązanie.

Pod koniec marca został wydzielony pod komendę H.R. Jana Eberhardta zastęp na zimowy kurs dla Podharcmistrzów, organizowany przez Kom. Chor., po ukończeniu którego otrzymali pochwalę "za dzielne i sprężyste reprezentowanie Drużyny na powyższym kursie" następujący druhowie; H.R. Eberhardt, H. R. Jerzy Hellmann, ćwik Gustaw Radwański, wyw. Jan Idzkowsk, ćwik Tadeusz Heugel, wy w. Jerzy Piaskowski, wyw. Włodzimierz Giżycki i wyw. Czesław Kobyliński.

"Do wiosennych programów poszczególnych zastępów została włączona kwestia obozu letniego, który zaczyna już w marcu absorbować Drużynę. Zostaje w przybliżeniu określone jego miejsce: Karpaty Wschodnie. Po przestudiowaniu warunków terenowych i żywnościowych na podstawie informacji i doświadczeń z obozu z 1926 r. w Meczyszczu - podczas ferii Wielkanocnych wyjeżdżają do Worochty: drużynowy Hellmann Wł. i przyboczny J. Kozłowski. Miejsce obozu zostało ustalone w odległości 17 km, od Worochty nad Prutem, opodal Parku Narodowego Czarnohory." 
(Ze sprawozdania rocznego za rok 1931/32).

W maju poniosła Drużyna nową bolesną stratę. Oto 9.V. umiera po krótkiej chorobie, ćwik Jerzy Piaskowski, czł. zastępu Łosiów i zastępowy zast. Jastrzębi. Szesnastka uczciła pamięć obu zmarłych braci Piaskowskich przez ufundowanie tablic pamiątkowych z fotografiami na ich grobie na Powązkach.

"Po świętach Wielkanocnych następuje ożywienie pracy w związku ze zbliżającym się obozem, urządzane są liczne wycieczki poszczególnych zastępów i całej Drużyny do lasów podmiejskich. Postępuje również praca nad budową kajaka, którego przeciągająca się budowa była przez dłuższy czas tematem wesołych artykulików w Sulimczyku.

Wreszcie w czerwcu kajak skończony, ale powstała nowa trudność. Oto okazało, się, że nie można go w żaden sposób znieść na dół, z powodu zbytniej wąskości korytarzyka łączącego Izbę, w której kajak był budowany, ze szkołą. Dzięki bezinteresownej pomocy Straży Pożarnej, która przysłała auto z drabinami, kajak został wyniesiony z 4-go piętra przez okno. Niezwykłemu temu widokowi przyglądały się liczne rzesze przechodniów."

W związku ze skończeniem kajaka został utworzony zastęp żeglarski, do którego mogli należeć chłopcy ponad lat 15-cie i umiejący pływać.

 "Dn. 30 czerwca Drużyna wyjeżdża na obóz do Worochty, zwiedzając po drodze Lwów. Obóz liczy w sześciu zastępach 48 członków wraz z komendą. Komendantem obozu jest phm. Wł. Hellmann, oboźnym phm. J. Kozłowski. Prócz tego w skład komendy wchodzą: phm. Mechnicki, phm. Doliwa-Jankowski, H. R. Jerzy Hellmann, pełniący zarazem obowiązki sanitariusza i ćw. Radwański Gustaw - gospodarz. Urządzenie obozu trwało trzy dni, co stanowi bardzo krótki okres czasu, jeżeli weźmiemy pod uwagę skalisty teren oraz zarośla, które należało karczować.

 

1932r. Obóz k/Worochty - namioty.


Mieszkano w siedmiu dużych namiotach, ósmy zaś został poświęcony na magazyn gospodarczy i techniczny oraz mieszkanie kucharki. 

Miejsce na kąpiel było urządzone z wielkim nakładem pracy. Ponieważ głębokość Prutu, przepływającego opodal, była niedostateczna, wykonano tamę z kamieni, celem podniesienia poziomu wody. 

 

1932r. Kąpielisko.


Woda do picia sprowadzana była zza rzeki, ze źródełka, za pomocą zbudowanego z desek i kamieni akweduktu, tak, że nie trzeba było chodzić na drugą stronę strumienia.

Aprowizacja obozu -  dzięki przychylności miejscowych władz - działała bardzo sprawnie, pomimo oddalenia od Worochty o 17 km. i braku dróg; przywóz odbywał się kolejką leśną lub drezynami. 

 

1932r. Stawianie masztu.


Obóz trwał 31 dni. Podczas tego czasu zdano 147 sprawności, bijąc w ten sposób rekord Studziennicznej (91 sprawności), oraz 32 stopnie. Techniki harcerskiej nauczano systemem kursów dla każdej specjalności. Na wycieczkach, którym poświęcono 9 dni (34%) chłopcy przeszli cale prawie pasmo Czarnohory, zwiedzając między innymi szczyty: Kukul, Klewań i Howerlę.

 

1932r. Odjazd z przystanku w Worochcie.


W sierpniu, oprócz wysłania paru ludzi na instruktorkę, nad jezioro Wigry, zorganizowano I wyprawę kajakową Drużyny, będącą wynikiem żeglarskiego programu, ustalonego jeszcze w zimie 1931/32 r.

Skład wycieczki był następujący: Hellmann Włodzimierz - komendant i Mecenas na, tak zw. "rodzinnej krypie", Kazik Flakowicz i Stefan Jedliński na kajaku Drużyny. Następna para; Midas i Hateha, czyli Jurek Kozłowski i Tadek Heugel - wreszcie samotny żeglarz Jurek Godlewski na Nilu - dziele rąk własnych, który podczas podróży zaczął tak przeciekać, że Jurek zmuszony był przerwać podróż. Trasa prowadziła z Suwałk (do których przyjechano koleją), Czarną Hańczą, nad Wigry, gdzie zrobiono trzydniowy postój w obozie instruktorskim. - Dalej Czarną Hańczą, Kanałem Augustowskim, przez pasmo jezior: Studzieniczną, Białe, Necko - potem po długich perypetiach, do Bugonarwi, wreszcie przez Modlin, Wisłą do Warszawy. przebywając w ciągu 15 dni - 547 km. Około 150 km. przebyto na żaglach. Noclegi odbywały się w małych namiotach wycieczkowych lub w stodołach na sianie. Dwukrotnie spław odbywał się w nocy, w ten sposób, że kajaki, razem związane, tworzyły swego rodzaju tratwę i podczas gdy 5 ludzi spało, 2 prowadziło ją z biegiem rzeki.

Tymczasem na obozie instruktorskim, zastęp Szesnastki, liczący 5 ludzi, pod tradycyjnym już godłem Orłów, zajął w konkursie pierwsze miejsce, zdobywając 900 punktów - przed zastępem 2 W.D.H. im. T. Rejtana.

Po wakacjach Drużynę prowadzi przez kilkanaście dni, w zastępstwie nieobecnego Włodka, Ryś Mechanicki, który wkrótce z powodu choroby zdaje tę funkcję Mecenasowi. Wszakże już 17-go września Włodek wraca na swoje stanowisko.

"Dnia 24 września zmarł przyboczny Drużyny phm. ś. p. Ryszard Mechanicki. Ponieśliśmy znowu ciężką stratę, ubył z pośród nas dzielny Zawiszak, który 9 lat życia poświęcił na pracę w Drużynie. 
Zarządzani żałobę na przeciąg 6 tygodni.

(rozkaz z dn. 1.X)

W tym samym rozkazie przekazał druh Włodzimierz Hęllmann kierownictwo Drużyny swemu przybocznemu phm. Jerzemu Kozłowskiemu, obejmując stanowisko Hufcowego.

Dwuletnia kadencja Włodka, dzięki autorytetowi jakim się cieszył, wywarła wpływ bardzo silny na życie Drużyny, podnosząc wysoko jej poziom ideowy i techniczny. Sumienność i stanowczość drużynowego, połączona z głębokim przywiązaniem do Szesnastki i jej tradycji, podciągnęła w wysokim stopniu karność i zmusiła wszystkich do wytężonej i solidnej pracy. Jest to okres największego rozkwitu Szesnastki, posiadający może mniej reprezentacyjnych triumfów, ale mogący się za to wykazać, stokroć bardziej ważną dla rozwoju Drużyny, uczciwą i, na bardzo wysokim poziomie prowadzoną, pracą wewnętrzną. 

Nowy drużynowy, wychowany w szkole Włodzia, poprowadził pracę w kierunku przyjętym przez swego poprzednika.

Przybocznymi zostali: Jurek Hellmann i Gucio Radwański, poza tym Jurek objął pierwszy pluton, plutonowym zaś drugiego plutonu zastał Pepuś Leinweber.

Obóz zimowy został urządzony w tym samym miejscu, co i zeszłoroczny, t. zn. w willi Wierzbiance na Bystrem u gazdy Dudłaka Ustupskiego. Komendantem był Jurek Kozłowski, oboźnym Mecenas. Uczestników 23. Obóz był pod znakiem nauki jazdy na nartach. Instruktorami zostali Mecenas i Musiek Łada. 

 

1932r. Obóz w Zakopanem. Uczestnicy obozu przed "Wierzbianką"


Odbyto parę wycieczek m. i. na Halę Gąsienicową przez Halę Goryczkową, Kasprowy i Liliowe i na Bukowinę. Był jeden alarm nocny, po czym odbyła się gra. Sylwester uroczyście, jak zwykle, obchodzony, został zakończony w nocy zawodami, które polegały na tym, że do końców nart przyczepiono zapalone świeczki, z któremi należało zjechać z łagodnego zjazdu; - zwycięzców nie było, bo świeczki, posłuszne prawom natury, zgasły zaraz po starcie. 

 

1932r. Na hali.


Na tym też obozie została wynaleziona nowa figura narciarska, od imienia swego twórcy, Gustawią zwana, za pomocą której w najszybszym pędzie narciarz zatrzymywać się może i to tak wymyślnie, że jedna narta idzie w jedną a druga w drugą stronę, nos zaś płużąc w śniegu, zatrzymuje resztę ciała na miejscu. Bez długiego nosa trudna do odtworzenia. 

 

1932r. Powrót z wycieczki.


Był to bardzo miły obóz.

Roman Różycki - "Kronika 25 lat dziejów Szesnastki 1911-1936"- Warszawa 1936r.
Pisownia zgodna z oryginałem. Przepisał wyw. Paweł Huras.

 

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH