Wyszukiwanie zaawansowane
Kronika
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
1944-12-31 | Warszawa | Marek Gajdziński
Rok 1944

Żeby zrozumieć nastroje panujące wśród warszawiaków na początku 1944 roku trzeba wiedzieć przede wszystkim jedno. W tym czasie nikt już nie miał wątpliwości, że klęska Niemiec jest nieuchronna. Znając naturę hitlerowskiego reżimu łatwo też można było przewidzieć, że im bardziej będą osłabieni z tym większym okrucieństwem będą się odnosić do swoich wrogów. Każdy miał pełną świadomość, że może nie dożyć jutra, a tym bardziej ich klęski, ale Niemcy i tak w końcu tę wojnę przegrają.  Im szybciej to nastąpi, tym mniej będzie ofiar.

 

Już 6 stycznia 1944 roku wojska sowieckie przekroczyły przedwojenną granicę Polski, a pod koniec lipca sforsowały Bug i zbliżały się do linii Wisły. W maju po zaciekłej bitwie o Monte Casino, w którego zdobyciu decydujący udział mieli polscy żołnierze gen. Andersa, wojska alianckie przełamały opór niemiecki na Półwyspie Apenińskim i 4 czerwca zajęły Rzym, stolicę Włoch będących do niedawna największym sojusznikiem Niemiec w Europie.  Niemal równoległe, bo 6 czerwca, wojska alianckie przeprowadziły ogromną operację desantową w Normandii i utworzyły we Francji od dawna oczekiwany potężny front zachodni. Niemcy zmuszeni walczyć jednocześnie na wschodzie, południu i zachodzie nie mieli już najmniejszych szans na zwycięstwo. Ich potencjał militarny uległ rozproszeniu i był systematycznie niszczony. Od kilku lat systematycznie bombardowano z powietrza cały niemiecki potencjał przemysłowy uniemożliwiając tym samym odtwarzanie uzbrojenia niemieckiej armii.

 

Na ulicach Warszawy czuć było atmosferę wyczekiwania na moment, w którym będzie można dołożyć własną cegiełkę do wspólnego alianckiego zwycięstwa. Dowództwo Armii Krajowej opracowało plan „Burza” zakładający rozpoczęcie otwartej walki zbrojnej w celu związania wojsk niemieckich wycofujących się pod naporem sowietów.  To był cel wojskowy. Plan miał także cel polityczny. Chodziło o to, aby wojska sowieckie wkraczały na tereny i do miast już przez wojsko polskie wyzwolonych, gdzie gospodarzem będzie polska władza podlegająca legalnemu rządowi polskiemu z tymczasową siedzibą w Londynie.

 

Dziś już wiemy, że z politycznego punktu widzenia wysiłek ten nie miał większego sensu, bowiem pod koniec 1943 przywódcy USA, Wielkiej Brytanii i ZSRR zawarli na konferencji w Teheranie porozumienie w sprawie dalszych losów Polski. Związkowi Sowieckiemu oddano prawie połowę terytorium Polski ustanawiając granicę na linii Curzona. Postanowiono także, że przyszłe państwo polskie utworzone na pozostałych terenach znajdzie się w strefie wpływów Rosji Sowieckiej. Oznaczało to oddanie naszego kraju całkowicie pod kontrolę ZSRR. Co gorsza, na wniosek Roosvelta, który przygotowywał się do wyborów prezydenckich w USA, gdzie Polonia miała spore wpływy i znaczenie, ustalenia w sprawie przyszłych granic Polski utajniono przed polskim rządem i opinią publiczną. Akcja „Burza”, nawet gdyby się powiodła, nie mogła więc przynieść istotnych korzyści politycznych, bowiem los Polski był już przesądzony. Wyzwalanie polskich miast przez Armię Krajową miało co najwyżej znaczenie symboliczne. 

 
Niezależnie od planów o charakterze militarnym i politycznym, ogromna cześć polskiej młodzieży rwała się do walki, aby dać Niemcom nauczkę, pomścić ofiary terroru, lata upokorzeń i bezsilności wobec ogromu popełnionych przez nich zbrodni oraz zwyczajnie odnaleźć własną godność w równej walce.

 

Z początkiem roku Szesnastka zreorganizowała swoją strukturę, aby dopasować ją do schematu organizacyjnego Szarych Szeregów.  Weszła w skład Bloku „Prochownia” (Okręg Ochota), którego komendantem był hm. „Rokita” (Stefan Mirowski).
Z uwagi na to, że instruktorzy i najstarsi harcerze mieli już swoje bardzo poważne przydziały wojskowe zrezygnowano z utworzenia własnego oddziału GS (Grupy Szturmowe). Pozwolono im na zachowanie dotychczasowych przydziałów. Nie mogło być inaczej ze względów bezpieczeństwa.

 

Utworzono natomiast własną drużynę BS (Bojowe Szkoły) . W jej skład weszli wszyscy zastępowi oraz Tadek Sułowski, Staszek Starowieyski i Michał Dowbor. Drużyna ta została bezzwłocznie włączona w program prowadzonego w Szarych Szeregach szkolenia wojskowego.

 

Reszta Szesnastki znalazła się w strukturze organizacji „Z” („Zawisza”) Szarych Szeregów i stała się rojem czyli hufcem o kryptonimie „Sulima”. Hufcowym został „Michał” (Michał Woynicz - Sianożęcki), a jego zastępcą „Andrzej” (Andrzej Zieliński).
Dotychczasowe plutony zostały przemianowane na drużyny, a zastępy na patrole. Przydzielono im konspiracyjne, szaroszeregowe kryptonimy:
drużyna 100 – drużynowy „Dzidek” (Stefan Medwadowski) – zastępy Janka Stokowca, Staszka Starowieyskiego i Jasia Moesa
drużyna 200 – drużynowy „Zdziś” (Zdzisław Szeliski) – zastępy Wacka Gabary i „Placka” Józka Przewłockiego
drużyna 300 – drużynowy „Witek Biały” (Witek Konczykowski) – zastępy „Jacka” Zygmunta Przewłockiego i Feliksa Szebeko.
Tadek Sułowski jako doświadczony zastępowy został odkomenderowany do szaroszeregowej drużyny „Giganty”.

 

Praca roju „Sulima” została podporządkowana programowi organizacji „Zawisza”. „Mafeking” – bo taki kryptonim nosił ów program – polegał na szkoleniu młodszych chłopców do pełnienia wojskowych służb pomocniczych na wypadek wybuchu powstania. Prowadzono też akcje z zakresu „małego sabotażu” oraz obserwacje wywiadowcze.

 
Wiosną przeprowadzono kolejny duży pobór już do szaroszeregowego roju „Sulima”. Jak wszystkie konspiracyjne pobory tak i ten odbywał się na zasadzie indywidualnych rekomendacji i poleceń. Tak wspomina o nim jeden z ówczesnych poborowych Jurek Radzikowski. „(…)  Do Roju Sulima zarekomendował mnie Druh prof. Stanisław Bugajski, jeden z najstarszych stażem polskich harcerzy, twórca słów i melodii „Modlitwy Harcerskiej”(…) Prof. Stanisław Bugajski był dyrektorem 98 Szkoły Podstawowej w Warszawie, do której uczęszczałem jako uczeń 7-mej klasy. Był on jednocześnie kierownikiem tajnych kompletów Gimnazjum i Liceum im. Stanisława Staszica, przy którym przed wojną działała 16WDH im. Zawiszy Czarnego. Zajęcia jednej z grup tych kompletów, na której realizowany był program pierwszej klasy gimnazjum z historii, łaciny i języka niemieckiego, prowadzone były przez prof. Stefana Bugajskiego i jego małżonkę. Zajęcia te odbywały się w mieszkaniu moich rodziców przy ul. 6 sierpnia (obecnie Nowowiejskiej) 11 m 17. Dlatego też prof. Bugajski znał bardzo dobrze nie tylko mnie, ale także moich rodziców. Druh prof. Stanisław Bugajski był z 16 WDH związany jeszcze w latach przedwojennych, gdyż w drużynie tej bardzo aktywnie działali jego synowie Jan i Stanisław. W grudniu 1936 r. na jubileusz 25 lecia drużyny Druh prof. Stanisław Bugajski napisał słowa i utworzył melodię hymnu 16 WDH im. Zawiszy Czarnego. Hymn ten był zawsze śpiewany na uroczystych zbiórkach drużyny tzw. „zbiórkach choinkowych”.
W maju 1944r brałem udział w akcji ostrzegającej pewne osoby zamieszkałe na Dolnym Mokotowie przed przymusowym wywiezieniem ich na roboty do Niemiec.
(…)” Jerzy Radzikowski – relacja z 2004r. „Moja służba harcerska w 16WDH im. Zawiszy Czarnego”.

 

W czerwcu zorganizowano obóz dla zastępowych w celu przygotowania ich do poprowadzenia własnych obozów zastępów. Komendantem tego obozowego kursu był Zdzich Szeliski, a odbywał się on w Zalesiu Górnym pod okiem Zyga Wierzbowskiego. „(…) Intensywne szkolenie, biegi, gry , a szczególnie „menażki” i ogniska bardzo zżyły chłopców ze sobą. Obóz wypadł dobrze.(…)” Zdzich Szeliski – Relacja , Londyn 1946r.

 

W lipcu, wzorem roku ubiegłego ale na większą skalę, odbył się kolejny XXII obóz drużyny. Obozy zastępów trwały przeważnie dwa tygodnie i zlokalizowane były w różnych miejscowościach:
Zielonka (Wesoła) k/ Warszawy – komendant Janek Moes – 1 zastęp
Zalesie Górne – komendant Janek Stokowiec – 1 zastęp
Laski k/Warszawy – komendant Staszek Starowieyski – 1 zastęp
Pilica n/Pilicą – komendant Zygmunt Przewłocki „Jacek” – 1 zastęp
Michałów n/Pilicą – komendant Józek Przewłocki, oboźny Feliks Szebeko – 2 zastępy; Placka i Feliksa.

 

Obozy te były kamuflowane jako prywatne kolonie, którymi kierowała jedna z matek. Zdobywano stopnie i sprawności oraz przygotowywano się do wypełniania przyszłych zadań pomocniczych doskonaląc technikę harcerską. Obozy wizytowali drużynowi i przyboczni („Zdziś”, „Witek Biały”, „Stefan”, ”Zbyszek”), zastępca hufcowego phm. Andrzej Zieliński oraz hm. „Rokita”.

 

W tym czasie starsi harcerze i instruktorzy posiadający przydziały wojskowe intensywnie przygotowali się do tego, czego wszyscy się spodziewali – do otwartego wystąpienia zbrojnego przeciw Niemcom. Szare Szeregi zorganizowały coś na kształt, jak byśmy to dziś nazwali, "praktyk" w oddziałach partyzanckich AK. Część plutonowych i zastępowych, między innymi Zbyszek Stok i Zdzich Szeliski,  odbyła takie tygodniowe szkolenie i ćwiczenia w oddziale AK „Szarego” (Antoni Heda) na Kielecczyźnie. Poza patrolami do sąsiednich wiosek i ćwiczeniami z bronią, chłopcy brali udział w akcji opanowania pociągu z amunicją na trasie Skarżysko Kamienna - Końskie. 

 

W drugiej połowie lipca, wiedząc już co się szykuje i mając świadomość, że nie będzie mógł dłużej dowodzić drużyną, Michał Woynicz - Sianożęcki mianował pełniącym obowiązki drużynowego Szesnastki (roju „Sulima”) Józka Przewłockiego „Placka”, a p.o przybocznego jego brata bliźniaka Zygmunta Przewłockiego „Jacka”. Zbiegło się to z wydaniem mocno spóźnionego rozkazu o przyjęciu Szesnastki do Szarych Szeregów. Rozkaz ten datowany na 18 lipca 1944r. był już nieaktualny, o tyle, że konstytuował strukturę Szesnastki w Szarych Szeregach według stanu z początku roku, gdy tymczasem pod koniec lipca sytuacja była zupełnie inna.

 

Rozkaz L3/44
Rozkazem Komendanta UL przydzielony został do Prochowni rój Z pracujący dotąd bez porozumienia z władzami SS.  Z radością witam ten rój oparty na głębokich i żywych tradycjach wartościowego przedwojennego środowiska harcerskiego i życzę jak najlepszych osiągnięć w marszu, który Szarymi Szeregami będziemy wspólnie odbywać.  Zatwierdzam kryptonim przydzielonego roju „Sulima” oraz funkcyjnych: wódz roju – Michał, zastępca wodza roju  - phm. Andrzej, drużynowy 100 – Dzidek, drużynowy 200 – Zdziś, drużynowy 300 – Witek. (-) Rokita” 

 

Po powrocie z obozów poszczególne zastępy zaczęły wykonywać zadania zwiadowcze zlecone przez wywiad Armii Krajowej.  „(…)Akcja zwiadowcza obejmowała obserwacje transportu kolejowego i drogowego oraz obiektów niemieckich na terenie Warszawy. Obserwacji podlegały transporty kolejowe na szlakach wylotowych m. in. w okolicach dzisiejszego Dworca Warszawa-Zachodnia. Należało zapamiętać liczbę transportów wojskowych w ciągu dnia, ich oznaczenia i w jakim udają się kierunku oraz określić ładunki. To samo dotyczyło transportu drogowego; punkty obserwacyjne znajdowały się przy mostach na Wiśle. Do obserwowanych obiektów należała przede wszystkim niemiecka Komenda Miasta mieszcząca się w tzw. Domu bez kantów przy placu Saskim (dziś – Plac Piłsudskiego – uwaga red.). Notowano rodzaj ochrony, nasilenie ruchu, zmiany warty itp. Chłopcy zachowywali wszelkie środki ostrożności, aby nie zwrócić na siebie uwagi; w zależności od miejsca i okoliczności pozorowali obojętnego przechodnia, zabawę, bądź przyłączali się do babci pasącej kozy przy torach kolejowych. Co kilka godzin następowały zmiany obserwatorów, a meldunki składali zastępowym lub bezpośrednio „Plackowi". (…)” Relacja Wiesława Szeliskiego – 1984r. w „16WDH w Powstaniu Warszawskim”.

 

Meldunki od chłopców „Placek” przekazywał wyżej, gdzie zbierając je z całego miasta można było analizować sytuację militarną w całej Warszawie.

 

1 sierpnia wybuchło Powstanie. Harcerze Szesnastki wzięli w nim udział w trzech zwartych grupach.

 

Pierwszą z nich stanowiła spora grupa najstarszych harcerzy i instruktorów skupionych wokół Michała Woynicz – Sianożęckiego i należących do Narodowej Organizacji Wojskowej.  Zgodnie ze swoimi przydziałami wojskowymi większość z nich przystąpiła do Powstania w składzie kompanii „Anna” batalionu „Gustaw”. Był to batalion wystawiony przez NOW, w którym dużą grupę stanowili pełnoletni harcerze i instruktorzy przeważnie z Hufców Polskich. Kompanią „Anna” dowodził ppor. „Andrzej” Andrzej Sanecki – przedwojenny zastępowy „Głuszców”. „Andrzej” był w czasie okupacji komendantem podchorążówki NOW.  Dowódcą pierwszego plutonu w tej kompanii był inny harcerz Szesnastki, zastępowy Żbików ppor. „Wojtek” Wojtek Sarnecki. On też w czasie okupacji szkolił podchorążych wykładając naukę o broni w szkole podchorążych NOW. Trochę dziwna sytuacja, jako że w Szesnastce wodzem i mistrzem dla nich wszystkich, także Andrzeja i Wojtka, był Michał. W wojsku jednak hierarchia była inna. Michał był zaledwie kapralem podchorążym. W batalionie „Gustaw” oprócz oficerów; ppror. Andrzeja Saneckiego 1072 ps. „Andrzej”, ppor. Wojtka Sarneckiego 1071 ps.”Wojtek”, ppor. Julka Chomicza 1046 ps. „Szybki”, ppor. Sławka Potempskiego 1069, ps. „Sławek” oraz drużynowego Szesnastki Michała Woynicz – Sianożeckiego 1068 ps. „Michał”, walczyli także: Zdzich Szeliski 1639 ps. „Zdziś”, Stefan Medwadowski  ps. „Dzidek”, Janek Pawłowski ps. „Jaś”, Jurek Sikorski 1280 ps. „Sixton” i Adam Gacek ps. „Adaś”.

 

 
Batalion „Gustaw” od początku Powstania walczył na Woli i na Starym Mieście. Były to jedne z najtrudniejszych rejonów walk w Warszawie. Straty były ogromne.   Już 2 sierpnia na ulicy Sokołowskiej poległ ppor. Julek Chomicz. Był dowódcą 2 plutonu w kompanii „Aniela”.

Plut. pchor. Jerzy Sikorski "Sixton"

Zawiszak - plut. pchor. Jerzy Sikorski "Sixton" z kompanii "Anna" Batalionu "Gustaw" na stanowisku bojowym pomiędzy ul. Ślepą a Piwną.
fot. Wiesław Chrzanowski

 

13 sierpnia na Starym Mieście powstańcy zdobyli niemiecki czołg, a właściwie transporter opancerzony wykorzystywany do przewożenia i stawiania min. Gdy wokół zdobyczy ustawionej tryumfalnie na ulicy Kilińskiego zebrał się ogromny tłum wiwatujących żołnierzy i mieszkańców Starówki, nagle doszło do potężnej eksplozji. Niemcy zdalnie odpalili przewożone w transporterze ładunki. Masakra, która przeszła do historii Powstania jako wybuch czołgu-pułapki pochłonęła życie ponad 300 powstańców i cywilów. Wśród zabitych znaleźli się niestety także Michał Woynicz - Sianożęcki, Janek Pawłowski i Adaś Gacek. Zdzich Szeliski został ciężko ranny. 

 

Ruiny kwatery batalionu Gustaw przy ul. Kilińskiego 3 po wybuchu czołgu pułapki - 13 sierpnia 1944r.

Ruiny kwatery batalionu Gustaw przy ul. Kilińskiego 3 po wybuchu czołgu pułapki - 13 sierpnia 1944r.
fot. Wiesław Chrzanowski

 

24 sierpnia, również na ulicy Kilińskiego, poległ w walce dowódca kompanii por. Andrzej Sanecki. Obowiązki dowódcy kompanii przejął po nim por. Wojtek Sarnecki. Dowodził kompanią do upadku Starówki.

 

por. Wojtek Sarnecko ps. Wojtek

Zwiszak - por. Wojtek Sarnecki ps "Wojtek" przebiega przez znajdujący się pod ostrzałem pl. Krasińskich
po nieudanej akcji przebicia się do Sródmieścia - 31 sierpnia 1944r.
fot. Wiesław Chrzanowski

 

Po przejściu kanałami do Śródmieścia, żołnierze batalionu „Gustaw”, zebrani z czterech zdziesiątkowanych kompanii w jedną, walczyli w rejonie ulicy Świętokrzyskiej i placu Napoleona (obecnie plac Powstańców Warszawy).  Następnie przeszli do Śródmieścia Południowego (rejon ulic Wilczej i Mokotowskiej). Tu nastąpiło spotkanie żołnierzy "Gustawa" z najmłodszymi harcerzami Szesnastki pełniącymi funkcje pomocnicze. Powstanie przeżyli Wojtek, Sławek, Zdzich, Stefan i Jurek, choć wszyscy odnieśli rany.

 

Drugim zwartym oddziałem harcerzy Szesnastki walczącym w Powstaniu był patrol sanitarny BS pod dowództwem Michała Dowbora. Patrol miał przydział do sztabu IV Obwodu AK (Ochota). Zgodnie z rozkazem mobilizacyjnym chłopcy zebrali się o godzinie 16.00 na ulicy Niemcewicza róg Asnyka. Na zbiórce stawili się: Michał Dowbór ps. „Zbyszek”, Michał Grocholski ps. „Michał”, Wiesław Radke ps. „Wiesiek”, Janek Żołnowski ps. „Janek”, Kazik Graba – Łęcki ps. „Kazik” oraz trzech harcerzy o nieustalonych nazwiskach. Przydzielono ich do harcerskiego plutonu łączności „Boernerowo” przy komendzie IV Obwodu. Na wyposażeniu mieli sprzęt sanitarny i dwa granaty tzw. sidolki.


Niestety Powstanie na Ochocie załamało się już pierwszego dnia.  Cześć oddziałów obsadziła dwie reduty na ulicy Kaliskiej i Wawelskiej i jeszcze przez kilka dni kontynuowała obronę skutecznie blokując dwie główne arterie prowadzące do Śródmieścia. Ale większość oddziałów, w tym nasz patrol sanitarny, otrzymała rozkaz wymarszu do Lasów Chojnowskich. W nocy z 1 na 2 sierpnia siły główne IV Obwodu wycofały się z Ochoty wzdłuż torów kolejki EKD kierując na wyznaczone miejsce. W okolicach Pęcic doszło do bitwy z oddziałami niemieckimi.

 

„(…) Chłopcy atakują tyralierą. Przy trzecim skoku, między kopami zboża, pada Michał Dowbor – dostał w krzyż. Michał Grocholski – a wszystko to byli młodzi nastoletni chłopcy – dopada do leżącego kolegi. Dowbor modli się głośno, oddaje przyjacielowi zegarek i medalionik, wie, że umiera. Prosi o ratunek. Ale uderzenie rozwija się dalej – Grocholski obiecuje wrócić po przyjaciela, gdy tylko skończy się walka. Ale walka trwa. AK-owcy zostają rozproszeni. Ginie kolejny Zawiszak – Wiesław Radtke. Powrót po rannego Dowbora jest już niemożliwy. Czy przeżył jeszcze godzinę lub dwie, nim rozstrzelali go Niemcy? (...)” K. Koźniewski „Gawęda o Szesnastce”.

 

W bitwie pod Pęcicami poległo 31 powstańców, a 60-ciu zostało rannych. Tych Niemcy jeszcze tego samego dnia rozstrzelali. Obok dwóch już wymienionych Zawiszaków poległ także Kazik Graba – Łęcki. Reszta patrolu rozproszyła się. „Michał” z „Jankiem” przedostali się do Puszczy Kampinoskiej, gdzie razem z Krzyśkiem Rutkowskim ps. „Lew” działali w oddziałach Wojskowej Służby Ochrony Powstania (WSOP).

 
Trzecią zwarta grupą harcerzy Szesnastki jaka przystąpiła do Powstania byli najmłodsi Zawiszacy ( w sensie grupy wiekowej Szarych Szeregów) pod dowództwem „Placka” Józefa Przewłockiego. „Placek” dowiedział się o wyznaczeniu godziny „W” (Wystąpienie) dopiero około godziny 13.00, kiedy przekazywał meldunki z prowadzonej przez Drużynę porannej obserwacji ruchów wojsk niemieckich. Otrzymał polecenie, aby najpierw zawieść rozkazy do jednego z oddziałów na Mokotowie i dopiero po wykonaniu tego zadania uruchomić system alarmowy roju „Sulima”. Wykonanie zleconego zadania zajęło mu więcej czasu niż przypuszczał. Na ulicach panował już spory chaos. Gdy około godziny 16.00 wrócił do Śródmieścia było już za późno. Do końca dnia w swoim mieszkaniu na Noakowskiego udało mu się zebrać tylko pięciu harcerzy. Byli to: Józef Przewłocki ps. „Placek", Zygmunt Przewłocki ps. „Jacek", Feliks Szebeko ps. „Feliks", Aleksander Plater ps. „Dziadek" i Ludwik Plater ps. „Ludwik".  Wielu z powiadomionych harcerzy próbowało dotrzeć na miejsce zbiórki na godzinę 17.00, ale było to już niemożliwe. Ulice były pod obstrzałem. Wielu zostało zatrzymanych przez rodziców. Trudno się dziwić, mówimy tu o dwunasto – czternastoletnich chłopcach. Mimo to w kolejnych dniach do Drużyny dołączyli jeszcze: Wiesiek Szeliski ps. „Poczciwy”, który już zdążył być łącznikiem w oddziale „Gurta” i posiadał przedmiot marzeń – prawdziwy zdobyczny pistolet mauser, Andrzej Połoński ps. „Kajtek”, Marek Strassburger, ps. „Marek”, Andrzej Reingruber ps. „Jędrek” i Marek Reingruber ps. „Marek”. Razem było ich już dziesięciu.

 

Pierwszego dnia wobec braku szczegółowych rozkazów chłopcy włączyli się w budowę  barykad na ulicy Lwowskiej i na placu Politechniki.

Barykada przy Lwowskiej 11

Barykada przy Lwowskiej 11 budowana m.in. przez harcerzy Szesnastki

 
2 sierpnia Placek zameldował swoją grupę w „Pasiece” (Główna Kwatera Szarych Szeregów) znajdującej się na ulicy Wilczej 44. Otrzymał polecenie nawiązania łączności z hm. „Rokitą”, komendantem „Ula Wisła” (Chorągiew Warszawska), który utknął w swoim mieszkaniu na ul. Barskiej. Powstanie na Ochocie załamało się już pierwszego dnia i poruszanie się po terenie zajętym przez rozjuszonych hitlerowców było ogromnie ryzykowne. Placek postanowił, że osobiście przeniesie meldunki na Ochotę. Zadanie wykonał i kontakt z odciętym na Ochocie komendantem chorągwi został nawiązany.

 

Kilka dni później zadanie przedostania się z meldunkami na Ochotę do walczących tam oddziałów otrzymali „Kajtek” i „Poczciwy”. Obaj próbowali. Niestety Niemcy w ciągu tych kilku dni szczelnie odizolowali broniące się reduty i przedostanie się tam było niewykonalne. Poruszanie się po Ochocie było bardzo niebezpieczne. Właśnie w tych dniach trwała tam prawdziwa rzeź - fala morderstw, gwałtów i grabieży dokonywanych na ludności cywilnej przez tłumiące Powstanie u boku Niemców rosyjskie oddziały SS RONA (Rosyjska Narodowa Armia Wyzwoleńcza). Przy okazji warto wiedzieć, że jednym z miejsc, w którym rosyjscy ss-mani wykazali największe okrucieństwo była Kolonia Staszica, osiedle willowe licznie zamieszkałe przez rodziny harcerzy Szesnastki.

 

"(...) Pierwsza kwatera powstańcza 16 WDH znajdowała się w mieszkaniu państwa Przewłockich przy ul. Noakowskiego 16 m. 18. Mieszkanie to mieściło się na szóstym piętrze, a okna wychodziły na Politechnikę. Zastępcą „Placka" był jego brat bliźniak, „Jacek". Bracia byli tak podobni do siebie, że można ich było rozróżnić jedynie po szczegółach ubrania. W tym okresie „Jacek" i „Placek" występowali w pełnym umundurowaniu Szesnastki, z krajką i kostkami przy czapce harcerskiej. Gdy byli w terenie, zastępował ich „Feliks" (zastępowy przed Powstaniem)” Wiesław Szeliski „Relacja”.

 

Wkrótce okazało się, że kwatera w mieszkaniu bliźniaków nie jest zbyt bezpieczna z powodu nasilającego się niemieckiego ostrzału.  Chłopcy przenieśli się więc na niższe piętra i to gdzie… w gmachu swojej przedwojennej szkoły Staszica przy Noakowskiego 6. Nie mogli niestety zająć swojej znajdującej się na czwartym piętrze izby harcerskiej. Ulica Noakowskiego była w tych dniach na pierwszej linii frontu i znajdowała się pod nieustannym ostrzałem nieprzyjaciela. Wyższe piętra obsadzone były stanowiskami ogniowymi oddziałów powstańczych. Chłopcy zainstalowali się w jednej z sal lekcyjnych. Na kwaterze panowała dyscyplina jak na obozie harcerskim. Za nieporządek karano „menażkami”. Kwatermistrzem drużyny była pani Zofia Przewłocka, matka „Jacka” i „Placka”, która dwoiła się i troiła, by wyżywić chłopaków. W tym czasie do Szesnastki zgłosili się harcerze z innych drużyn „Zawiszy” oraz ochotnicy w liczbie około dziesięciu, między innymi: Zenon Kasprzak ps. „Wilk", jego brat Ernest Kasprzak oraz Jerzy Kacprzyński „Kacper".  Teraz było ich więc dwudziestu. „Placek” otrzymywał rozkazy bezpośrednio z ekspozytury „Pasieki" (Głównej Kwatery Szarych Szeregów), mieszczącej się przy ul. Wilczej 44, a następnie Wilczej 41. „(…)Zadania, jakie otrzymywała Drużyna, były różne: przenoszenie rozkazów i meldunków, kolportaż prasy, rozlepianie plakatów, roznoszenie poczty, pomoc rannym i chorym, zabezpieczanie zbiorów bibliotecznych, kopanie przejść podziemnych, instalowanie świetlnych punktów informujących samoloty alianckie o miejscach zrzutu broni oraz wiele innych poleceń wynikających z coraz to nowych okoliczności.(…) Szesnastka otrzymała również zadanie oddziaływania na poprawę nastrojów ludności ukrywającej się w piwnicach przed bombardowaniami. Chłopcy odwiedzali ludzi roznosząc prasę powstańczą i informującą o tym, co się aktualnie dzieje w Warszawie. Kto chciał się skomunikować z kimś w rejonie Śródmieścia, robił to przez harcerzy, którzy znali doskonale wszystkie okoliczne przełazy. Były to zaczątki Harcerskiej Poczty Polowej. Drużyna brała udział w ogniskach (kominkach) harcerskich organizowanych w lokalu „Pasieki" lub w stanicy Roju „Ziem Zachodnich" przy ul. Hożej 13. (…)” Relacja Wieśka Szeliskiego.

 

10 sierpnia „Pasiece” zlecono wysłanie łączników z ważnymi rozkazami do oddziałów AK rozlokowanych w lasach okalających Warszawę. Wytypowano do tego zadnia dziesięciu najbardziej doświadczonych harcerzy z różnych drużyn. Mieli przekradać się dwójkami. Z Szesnastki zadanie to wykonywali „Jacek” i „Placek”. Wysłano ich do Lasów Chojnowskich, które doskonale znali. Zadanie było niezwykle niebezpieczne i trudne do spełnienia. Mimo to bliźniakom udało się dostać do sztabu oddziałów partyzanckich w lasach koło Jeziorny i wrócić z meldunkami do dowództwa Powstania. Zajęło im to 20 godzin. Szli nieużywanymi dotąd przez powstańców kanałami do ulicy Chełmskiej (nomen omen był to kanał o numerze 16-tym). Później przy pomocy przypadkowo spotkanej panny Branickiej ukryci w furze siana dojechali do Wilanowa, a następnie prowadzeni przez łączników dotarli do celu, gdzie ich od razu… aresztowano nie dając wiary w to, że udało im się wydostać z Warszawy i że rozkazy są autentyczne. Dopiero po przybyciu dowódcy rzecz się wyjaśniła i chłopcy zostali przyjęciu po królewsku. Wykąpali się i najedli do syta. Wracali tą samą drogą z tym, że powrót był o wiele bardziej niebezpieczny, bo Niemcy zorientowali się po śladach, że kanał jest używany i co jakiś czas wrzucali do niego karbid. Gdy po 20 godzinach zameldowali się z powrotem w „Pasiece”, komendant nie posiadał się z radości. Wkrótce okazało się, że z wysłanych pięciu par zwiadowców zadanie wykonali tylko oni i hufcowy hufca „Ziem Zachodnich” Zenon Głuszek ps. „Victor”, któremu udało się dostać na drugi brzeg Wisły i wrócić. Reszta zawróciła lub zaginęła bez wieści. Za tę akcję „Jacek” i „Placek” zostali odznaczeni Krzyżami Walecznych. Dwa dni później dowództwo Powstania ponownie zleciło „Pasiece” wysłanie łącznika do sztabu oddziałów partyzanckich w okolicach Konstancina. „Jacek” i „Placek” grali w „orła i reszkę” o to kto ma iść. Wypadło na „Placka”, który ponownie z powodzeniem wykonał to zadnie mimo, że kanał był już częściowo przez Niemców zasypany.

 
W tym też czasie doszło do niezwykłego spotkania, jakie wywarło znaczący wpływ na zadania realizowane przez Szesnastkę w późniejszych etapach Powstania. „Placek” natknął się przypadkiem na por. „Billa” czyli Włodka Hellmanna, drużynowego Szesnastki z lat 1930-32, który jako inżynier elektryk pracował w Wojskowej Służbie Ochrony Powstania nad zapewnieniem dostaw energii elektrycznej, łączności telefonicznej z Mokotowem i przy przyjmowaniu alianckich zrzutów.  Włodek nie znał osobiście „Placka”. Do spotkania doszło tylko dlatego, że drużynowy powstańczej Drużyny chodził z fasonem w mundurze Szesnastki z krajką i kostkami na rogatywce. Tak się poznali i nawiązali współpracę. Por. „Bill” włączył harcerzy w swoje działania.


„(…) Pierwsze zadania polegały na przygotowywaniu informacyjnych punktów dla lotnictwa alianckiego, dokonującego nocnych zrzutów broni. W dzień pod ostrzałem chłopcy ustawiali krzyż z baniek napełnionych naftą lub benzyną na skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej i Wspólnej. Dokonywali tego w biegu, przeskakując pędem przez ulicę, uważając, aby bańkę ustawić odpowiednio, szczęśliwi, że nie trafiła ich kula wroga. W nocy, gdy już było słychać nadlatujące samoloty, podpalano bańki, które tworzyły płonący krzyż. Potem robiono to w innych miejscach Śródmieścia, z tym, że zamiast krzyża świetlnego był trójkąt, zamiast baniek – ogniska, a nawet ręczne latarki. (…)” Relacja Wieśka Szeliskiego.

 

„(…) W połowie sierpnia nastąpiła reorganizacja Drużyny. Wszyscy nowi chłopcy oraz Marek Strassburger, łącznie w liczbie około dziesięciu, przeszli do dyspozycji Harcerskiej Poczty Polowej z siedzibą przy ul. Wilczej 41. Przykro nam było rozstawać się, ale takie były decyzje „Pasieki".(…) W Harcerskiej Poczcie Polowej, niezależnie od oddziału „Placka", pracowali jako łącznicy-listonosze następujący harcerze 16 WDH:

1. Jerzy Reinsten „Karajo" (Powiśle),
2. Ryszard Cholewa „Rysiek" (Śródmieście-Północ),
3. Krzysztof Winiewicz „Krzysiek" (Śródmieście-Północ),
4. Andrzej Werner „Andrzej" (Mokotów).

 

  

Pieczęć Harcerskiej Poczty Polowej

Pieczęć Harcerskiej Poczty Polowej

 

Praca łączników-listonoszy była niezwykle ciężka i niebezpieczna. Codziennie, obciążeni torbami pełnymi listów, przemykali się wśród ruin i barykad, przez piwnice i dziury w ścianach, często pod ostrzałem wroga. Sobie tylko znanymi drogami docierali na pierwszą linię, aby zanieść walczącym wiadomość od ich rodzin. Ci bardzo młodzi chłopcy nie zdawali sobie często sprawy z grożącego im niebezpieczeństwa. Andrzej Werner rozwoził pocztę, pędząc po ulicach na hulajnodze, dopóki ulice jeszcze się do tego nadawały. Marek Strasburger zginął około 30 sierpnia podczas bombardowania ul. Jasnej. Pozostali prawdopodobnie szczęśliwie przeżyli. (…)” Relacja Wieśka Szeliskiego.

Jedna zwielu skrzynek Harcerskiej Poczty Polowej

Jedna z wielu skrzynek Harcerskiej Poczty Polowej

 

Od 17 sierpnia Niemcy przygotowywali natarcie na Politechnikę ostrzeliwując ogniem z dział i moździerzy pozycje powstańców między innymi na ulicy Noakowskiego. Natarcie ruszyło po dwóch dniach ostrzału. Dzień 19 sierpnia okazał się dla Szesnastki tragiczny – chłopcy nazwali go „krwawą sobotą”. Niemieckie czołgi nacierały od strony Pola Mokotowskiego. Harcerze Szesnastki uzbrojeni w butelki z benzyną stanowili rezerwę obrońców szkoły. Donosili amunicję i pomagali rannym.

 

„(…) Tymczasem od ognia dział zapaliły się sąsiednie budynki. Około godz. 15.00 poinformowałem „Placka", że zaobserwowałem pożar na strychu budynku przy ul. Noakowskiego 10. Zawiadomiliśmy o pożarze mieszkańców domu, lecz ci bali się ruszyć z piwnic. „Placek" poderwał chłopców do gaszenia pożaru na strychu siedmiopiętrowej kamienicy. Podzieliliśmy się na dwie grupy pod kierunkiem „Jacka" i „Placka", bo pożar rozprzestrzeniał się na dwa skrzydła budynku. „Jacek" z „Dziadkiem", uzbrojeni w bosaki, zrywali palące się belki. „Ludwik", „Kajtek" i ja donosiliśmy piasek, którym zasypywano ogień. Przez wyłomy w ścianie widać było Pole Mokotowskie. Musieli nas zauważyć Niemcy, bo nagle wśród nas rozerwały się pociski, jeden, a za chwilę drugi. Zginęli na miejscu „Jacek" i „Dziadek". Ciężko ranny w brzuch został „Ludwik", a lżej ranni - „Kajtek" i ja. Dom jednak został uratowany. Do końca dnia nie udało ściągnąć zabitych ze względu na nękający ostrzał z karabinów maszynowych. Około godz. 16.30 Niemcy wypuścili „goliaty" na gmach główny Politechniki. Od wybuchu powstał ogromny pożar. O godz. 18.30 „wybuchły" dalsze cztery „goliaty". Powstańcy opuścili Politechnikę i cofnęli się na parzystą stronę ul. Noakowskiego. Gmach Gimnazjum St. Staszica pozostał w rękach powstańców. Pod osłoną nocy „Placek", „Feliks" i ja ściągnęliśmy zwłoki zabitych kolegów; przyświecała nam łuna płonącej Politechniki. W walkach o Politechnikę zginął w tym dniu Zawiszak, drugi z braci Wojno, Andrzej, przedwojenny zastępowy. (…)” Relacja Wieśka Szeliskiego.

 

Stanowisko ogniowe w zniszczonym Mieszkaniu Jacka i Placka Widok na Politechnikę z wyrwy w murzee w mieszkaniu Jacka i Placka

Po lewej: Stanowisko ogniowe w zniszczonym mieszkaniu Jacka I Placka na 6 piętrze kamienicy przy Noakowskiego 10

Po prawej: Widok z okna zniszonego moieszkania braci Przewłockich na Gmach Główny Politechniki Warszawskiej 

 

Wydarzenia te zostały odnotowane przez prasę powstańczą w artykule pt. „Bohaterska Drużyna Harcerska".
Dnia 19 bm. wybuchł na strychu domu przy ulicy Noakowskiego 10 pożar wzniecony przez pocisk niemiecki. Znajdująca się w sąsiednim gimnazjum im. Staszica drużyna harcerzy natychmiast pospieszyła z ratunkiem. W czasie akcji wzięli udział harcerze w wieku od 11 do 16 lat: Jacek, Niedźwiedź, Ludwik, Placek, Kajtek, Stefan, Borek, Feliks i Wiesiek. Przyczynili się oni w znacznym stopniu do opanowania sytuacji. W jedną grupę ratujących harcerzy ugodziły dwa pociski z dział ustawionych na Polu Mokotowskim i rozerwały 16-letniego Jacka i 14-letniego Niedźwiedzia, a jego brata 11-letniego Ludwika ciężko raniły. Jacek otrzymał przed kilkoma dniami stopień Harcerza Rzeczpospolitej za brawurowo przeprowadzony wywiad wojskowy, przedzierając się do miejscowości o 20 km od Warszawy odległej". - „Biuletyn Informacyjny" nr 60-268 z dnia 23.08.44r. oraz „Dziennik Obwieszczeń" nr 4 z 23.08.44r.

 

„(…) Po odniesionych stratach zmieniliśmy kwaterę, przenieśliśmy się do lokalu na trzecim piętrze w oficynie w domu przy ul. Mokotowskiej 39. Tu w małym podwórzowym ogródku zostali pochowani polegli harcerze 16 WDH. W pogrzebie uczestniczyła najbliższa rodzina, wielu harcerzy i przyjaciół. Był ppłk „Kalwin" - Kazimierz Krzyżak, komendant VII Obwodu AK, był również por. hm. Zygmunt Wierzbowski „Zyg", dawny drużynowy 16 WDH, instruktor konspiracyjnej Drużyny, wówczas oficer w sztabie płk. „Montera". Z ogromnym bólem żegnaliśmy kolegów, którzy tak młodo oddali życie w służbie Ojczyzny. Zygmunt Przewłocki „Jacek" otrzymał pośmiertnie stopień Harcerza Rzeczpospolitej (inaczej w komunikacie prasy powstańczej – uwaga red.) i Krzyż Virtuti Militari, Aleksander Plater „Dziadek", „Niedźwiedź" – stopień ćwika i Krzyż Walecznych.  (…)” Relacja Wieśka Szeliskiego.

Jeden z cmentarzy powstańczych

Jden z wielu cmentarzy powstańczych urządzanych na podwórkach


Tu do Drużyny przyłączył się Jurek Radzikowski, który do tego czasu był listonoszem Harcerskiej Poczcie Polowej – Śródmieście Południowe i kwaterował w roju „Ziem Zachodnich”. 

 

I na tej nowej kwaterze Szesnastka nie zagrzała zbyt długo miejsca.  W nocy 22 sierpnia oddziały powstańcze przypuściły szturm na znajdujący się w bliskim sąsiedztwie zajęty przez Niemców budynek „Małej PAST-y” czyli centrali telefonicznej usytuowanej przy Piusa 16 (obecnie Piękna). Budynku nie udało się zdobyć w pierwszym natarciu.  „(…) Niemcy wezwali pomoc. Na odsiecz ul. Piusa od Al. Ujazdowskich ruszyły do ataku czołgi. Chłopcy z Szesnastki dostali broń i włączyli się do walki na barykadach; jak zwykle przewodził „Placek". Na kwaterze zostali najmłodsi i ranni. Natarcie niemiecki załamało się na barykadach powstańczych. Na tereny okoliczne spadł grad pocisków ciężkich moździerzy salwowych tzw. „krów". Seria pocisków zniszczyła budynek, w którym znajdowała się nasza kwatera. „Feliks" miał zdruzgotaną stopę, ja zostałem ponownie ranny. Tylko „Placka" kule się nie imały, chociaż wyraźnie szukał śmierci w rozpaczy po stracie „Jacka", ukochanego brata bliźniaka. (…)” Relacja Wieśka Szeliskiego.

 

Następnej nocy niemiecka załoga oblężonej przez powstańców centrali usiłowała przebić się do swoich. Jednocześnie oddziały pancerne nieprzyjaciela ponowiły atak na powstańcze barykady od strony Al. Ujazdowskich. Broniona przez harcerzy barykada została zaatakowana z dwóch stron. W pewnym momencie doszło nawet do walki wręcz.  Na szczęcie i ten atak udało się powstańcom odeprzeć. Centrala telefoniczna została zdobyta.  Żaden z harcerzy Szesnastki nie zginął. Nie było też więcej rannych. „Feliks” trafił do szpitala polowego na ul. Mokotowskiej gdzie leżał obok swojej matki rannej w głowę. Zmarła na jego oczach. Jemu amputowano strzaskaną stopę.

 

Szesnastka znów musiała szukać nowej kwatery.

 

„(…) Zajęliśmy opuszczony lokal na parterze w oficynie domu przy ul. Koszykowej 22 róg Mokotowskiej. Przy naszej kamienicy w poprzek Koszykowej przebiegała ostatnia powstańcza barykada. Dwa domy dalej były już pozycje niemieckie. To bliskie sąsiedztwo miało dobre i złe strony. Dobre, bo uniknęliśmy bombardowań lotniczych i ostrzału z dział kolejowych tzw. „grubej Berty" (pociski o długości 175 cm i średnicy 60 cm, które regularnie co 8 minut spadały na okolice). Złe, bo w każdej chwili byliśmy zagrożeni bezpośrednim atakiem oddziałów niemieckich. Urządziliśmy sobie prawdziwą stanicę harcerską, którą ozdabiał sztandar 16 WDH, dotychczas przechowywany przy ul. Czackiego 14 m. 25. Po sztandar udała się specjalna ekipa z „Plackiem" na czele, która różnymi drogami przez barykady i przez słynne (pod stałym ostrzałem) przejście w Al. Jerozolimskich, szczęśliwie doniosła sztandar na miejsce. (…)

 

(…) W ostatnich dniach sierpnia chodziliśmy z meldunkami do Elektrowni na Powiślu, na Czerniaków, do Śródmieścia-Północ. Opanowane mieliśmy jedno z najniebezpieczniejszych przejść w poprzek Al. Jerozolimskich pod stałym ostrzałem z budynku Banku Gospodarstwa Krajowego (na rogu Nowego Światu i Al. Jerozolimskich – uwaga red.), chociaż tak często ulegało ono różnym deformacjom, zwłaszcza, gdy Niemcy burzyli je za pomocą „goliatów". Bardzo często wysyłani byliśmy jako łącznicy z polecenia sztabu ppłk. „Sławbora" (Jan Szczurek-Cerowski), dowódcy oddziałów Śródmieście-Południe. (…)

Stanica Harcerska - Koszykowa 22

Stanica Harcerska przy Koszykowej 22 róg Mokotowskiej.
Na pierwszym piętrze widać okno balkonowe zabezpieczone workami z piaskiem - tu m.in. kwaterowali harcerze Szesnastki.
Tu też - w piwnicy zakopano Sztanadar Drużyny.

 

(…) W pierwszych dniach września do naszej kamienicy wprowadził się hufiec „Ziem Zachodnich" z komendantem phm. Zygmuntem Głuszkiem „Victorem". Od tego momentu byliśmy w jednym oddziale, którym dowodził ppor. hm. Przemek Górecki „Kuropatwa" („Gozdal", „Wirski"). Na podwórku odbywały się raporty drużyn, szkolenie w zakresie posługiwania się różnymi rodzajami broni i materiałami wybuchowymi. Pełniliśmy stałą służbę wartowniczą w przejściu z ul. Mokotowskiej do wnętrza zabudowań, uzbrojeni w granaty i zabytkowy karabin francuski systemu Lebela.

 

Do Drużyny wstąpili nowi chłopcy, uzupełniając poniesione straty. Byli to: „Leszek" - Leszek Suski, „Tramp" - Krzysztof Strzelecki, „Reniek" i „Murzyn". Nazwiska dwóch ostatnich zatarły się w pamięci. „Tramp" przeszedł kanałami ze Starówki do Śródmieścia, przynosząc wieści o strasznych przeżyciach mieszkańców. (…)

 

(…) Stanica nasza, mimo tych ciężkich dni, braku wody i innych najpotrzebniejszych rzeczy, była starannie utrzymywana. Starano się przestrzegać wieczornych apeli, dbano o porządek, a nawet o higienę osobistą. Kilka razy odwiedzili nas starzy Zawiszacy: hm. Zygmunt Wierzbowski, „Zyg", czyli por. „Konary", oficer w sztabie płk. „Montera", a także hm. Władek Hellman, por. „Bill", a po upadku Starówki – Zdzich Szeliski i Stefan Medwadowski, plutonowi konspiracyjni, walczący w zgrupowaniu „Gustaw". Ci ostatni opowiedzieli nam o tragicznej śmierci Michała Woynicz-Sianożęckiego, konspiracyjnego drużynowego 16 WDH, a także innych Zawiszaków, przy wybuchu czołgu pułapki na ul. Podwale. (…)” Relacja Wieśka Szeliskiego.

 

W tym czasie Drużyna dozbroiła się. Odkopano krótką broń ukrytą w jednej z piwnic jeszcze podczas kampanii wrześniowej - trzy pistolety vis, jednego nagana i jednego mausera oraz sporo amunicji. Teraz już nie tylko „Placek” i „Poczciwy” mogli się poszczycić bronią osobistą.  „(…) Do pomieszczenia naszej stanicy przylegała pralnia – duże pomieszczenie, którego część frontowa wychodziła na stronę „niczyją". W tej to pralni odbywały się ćwiczenia z bronią i próbne strzelania z broni krótkiej. Jeśli ktoś zdobył naboje do karabinu, udawał się do zaprzyjaźnionej załogi na barykadach pod naszą kamienicą i ćwiczył strzelanie do obiektów wroga. (…)” Relacja Wieśka Szeliskiego.

 

Szesnastka wznowiła współpracę z por. „Billem” Włodkiem Hellmanem.  21 sierpnia, Włodek został ranny odłamkiem pocisku granatnika i leżał w szpitalu. Teraz wrócił i z szyją w gipsie, jako oficer w Komendzie Placu, zabezpieczał łączność telefoniczną i dostawy energii elektrycznej na potrzeby powstańców. Jeszcze gdy leżał w szpitalu, chłopcy nosili meldunki z dowództwa Śródmieścia Południowego do działającej i broniącej się Elektrowni Warszawskiej na Powiślu. Meldowano o uszkodzeniach kabli i podstacji elektrycznych. Awarie te musieli usuwać elektrycy stanowiący jednocześnie obsadę wojskową elektrowni. Zapewnienie dostaw  prądu było niezwykle ważne. Bez niej nie mogłyby funkcjonować szpitale, radiostacje, warsztaty zbrojeniowe. Potrzebowali jej też cywilni mieszkańcy i oddziały wojskowe, by móc egzystować. Kiedy w dniu 5 września elektrownia padła chłopcy pomagali w uruchamianiu, często bardzo prowizorycznych, elektrowni polowych.

Łącznik na placówce na ul. Wilczej

Harcerz łącznik właśnie dotarł z meldunkiem do placówki powstańczej na ulicy Wilczej - wrzesień 1944r.


„(…) Przy ul. Wilczej 23 znajdowała się stacja telefoniczna do rozmów z Mokotowem (do łączności wykorzystywano nieczynne kable wysokiego napięcia); pełniliśmy tam dyżury, tym chętniej, że za szafą był worek z kostkami cukru. (…) Prawdopodobnie staż u por. „Billa" zadecydował o tym, że harcerzom z 16 WDH powierzono przeprowadzenie linii telefonicznej do tzw. „Bocianiego gniazda" – punktu obserwacyjnego na strychu sześciopiętrowej kamienicy przy ul. Koszykowej 35. „Tramp", „Kajtek" i ja przeprowadziliśmy linię telefoniczną od centrali w „Stanicy Koszykowa", aż na sam strych do punktu obserwacyjnego. Trzeba było oszczędnie gospodarować kablem, a jednocześnie zabezpieczyć go przed ewentualnym uszkodzeniem. Było z tym trochę zamieszania, gdyż w trakcie prowadzenia kabla przez ul. Koszykową dostaliśmy się pod ostrzał niemiecki. Dopisało szczęście, młode nogi i młodzieńcza odwaga. Linię przeprowadzono zgodnie z poleceniem. W punkcie obserwacyjnym dyżurowali harcerze ze Stanicy, zarówno w dzień, jak i w nocy. W dzień obserwowano Pragę oraz informowano o nalotach i pożarach, co umożliwiało szybkie organizowanie akcji ratowniczych. W nocy obserwowano i meldowano o ewentualnych miejscach upadku zrzutów lotniczych. (…)” Realcja Wieśka Szeliskiego.

 
W tym czasie do zadań Szesnastki należało też zakładanie i naprawa linii telefonicznych wzdłuż ulicy Wilczej. Uszkodzenia zdarzały się bez przerwy, najczęściej z powodu ostrzału i bombardowań. Jurek Radzikowski i Andrzej Połoński pełnili funkcje łączników przy powstańczej radiostacji „Błyskawica”, która wówczas znajdowała się w budynku na rogu ulic Kruczej i Wilczej.

 
„(…) Od pamiętnego dnia 19 sierpnia, gdy zginęli „Jacek" i „Dziadek", zwiększała się liczba ratowanych przez nas budynków. Pożary wybuchały bez przerwy, a ich nasilenie wzrosło w Śródmieściu w okresie od 10 do 18 września, gdy Niemcy uporali się już ze Starówką i Powiślem. Bombardowania trwały w dzień i w nocy, a służby cywilne nie dawały sobie rady z gaszeniem płonących domów i ratowaniem zasypanych ludzi. Na naszej Stanicy zgromadziliśmy trochę sprzętu: saperki, łopaty, kilofy, a nawet ręczną hydronetkę, nie mówiąc już o noszach i apteczce pierwszej pomocy. Gdy tylko nas wzywano, zabieraliśmy sprzęt i biegiem kierowaliśmy się do miejsca wypadku. Ile było takich akcji, dziś trudno powiedzieć. Gasiliśmy pożary na Wilczej, Hożej, Wspólnej i Kruczej. Na Wspólnej odkopywaliśmy zasypanych wraz z jeńcami niemieckimi. Byliśmy na ul. Wilczej, gdzie w nocy z 14 na 15 września zginęła Komenda Placu wraz z ppłk. „Albinem". Zostały w pamięci koszmarne wspomnienia wyciąganych spod gruzu ludzkich kończyn i zwłok. Przeżywaliśmy sami koszmar zasypania gruzami walącego się budynku po salwie miotaczy min. Jeśli ktoś z nas nie był ranny, to już na pewno poparzony. Gdy, będąc ranny w nogę, nie mogłem nosić moich długich butów, bo mi się noga w bandażu w nich nie mieściła, oddałem je „Kajtkowi". Mocne buty, a zwłaszcza z cholewami, to był rarytas, gdyż obuwie niszczyło się niesamowicie szybko w ciągłych wędrówkach po gruzach, zgliszczach, nie mówiąc o tym, że cholewy dodawały żołnierskiego splendoru. Niestety i „Kajtkowi" niedługo służyły, gdyż 14 września został ranny w obie nogi, ale wysokie filcowe cholewy na pewno złagodziły uderzenie odłamków pocisku z granatnika. (…)” Relacja Wieśka Szeliskiego.

Akcja ratownicza na Wilczej 32

Akcja przeszukiwania gruzów zbombardowanej kamienicy przy ul. Wilczej 32, w szukiwaniu ofiar.
Kamienica ta (pokazana od strony podwórza) została zbórzona przez pocisk z cieżkiego działa kolejowego.
fot. Wiesław Chrzanowski


Coraz więcej chłopców przebywało w szpitalach. Na Mokotowskiej był „Feliks” z amputowana stopą, „Wiesiek” i „Kajtek”. Wcześniej leżał tam Włodek Hellman. Leczył ich wszystkich inny Zawiszak – dr Felicjan Loth, zwany w Drużynie „Flokiem”. Na Pisusa 11 leżał Zdzich Szeliski, który wraz ze swoim oddziałem przeszedł ze Starówki do Śródmieścia, a na Śniadeckich – Ludwik Plater. Ci, którym szczęście sprzyjało, choć mieli niewiele wolnych chwil, starali się o swych rannych pamiętać i odwiedzali ich, gdy tylko mogli. 

 
W drugiej połowie września harcerze przystąpili do kolejnej służby – tym razem aprowizacyjnej. Powstańcom i ludności cywilnej coraz częściej zaglądał w oczy głód. „(…) Nadszedł czas wypraw po jęczmień do Haberburscha. Kolejne „karawany" chłopców ze „Stanicy Koszykowa" podążały z plecakami do przejścia przez Al. Jerozolimskie. Tam oczekiwało się w piwnicach spalonego domu na dogodny moment do przeskoku na drugą stronę. W piwnicach było niemożliwie gorąco od rozgrzanych pożarem ścian i stropów oraz duszno z braku świeżego powietrza, a oczekiwanie często przedłużało się w nieskończoność. Następnie różnymi przejściami i wykopami, najczęściej pod ostrzałem, docierało się do browaru (ul. Grzybowska – uwaga red.), gdzie trzeba było też odczekać swoją kolejkę. Droga powrotna była taka sama, tylko znacznie cięższa, bo z wyładowanym plecakiem, który przeszkadzał w biegu i zawadzał w przejściach podziemnych. Zdarzyło się, że jeden z chłopców poczuł, że jakoś robi mu się coraz lżej na plecach. Okazało się, że kula przebiła mu plecak, a ziarna powoli ubywało. W reakcji tego chłopca było więcej żalu po straconym zbożu, niż radości, że właśnie to ziarno być może uratowało mu życie. Ziarno od Haberbuscha było mielone w ręcznych młynkach, a po ugotowaniu i okraszeniu, stanowiło coś na kształt zupy zwanej „plujką" od konieczności częstego wypluwania różnych zanieczyszczeń i łusek. Nic też dziwnego, że w okolicy nie było już gołębi, a zaczynało brakować kotów i psów.(…)” Relacja Wieśka Szeliskiego.

 
Pełniąc służbę w „Bocianim Gnieździe” chłopcy, chcąc nie chcąc, oglądali ogrom zniszczeń i przebieg walk. Na ich oczach Powstanie chyliło się ku upadkowi. Widzieli jak padały kolejne punkty oporu i dzielnice miasta. Przygnębienie przeplatało się z chwilami radości jak wtedy, gdy 14 września obserwowali zajęcie Pragi przez wojska sowieckie albo przeprowadzony w nocy z 15 na 16 września desant oddziałów Wojska Polskiego na Czerniakowie. W nocy obserwowali zrzuty radzieckie dokonywane z pojedynczych kukuruźników, a 18 września przelot nad Warszawą imponującej liczby 107 amerykańskich liberatorów i największy w historii Powstania zrzut zasobników z bronią i pomocą humanitarną.  Wtedy rodziła się nadzieja, że późno, bo późno, ale teraz to już powstańcy dostaną realne wsparcie ze wschodu i z zachodu. Złudna to była nadzieja. Kiedy 23 września padł Czerniaków było już wiadome, że Powstanie wkrótce zakończy się kapitulacją.

 
Ostatnim powstańczym zadaniem Szesnastki było wykonanie podkopu pod pozycje niemieckie. Miał on posłużyć powstańcom do wyjścia na tyły wroga i uderzenia na Niemców z zaskoczenia.

 
„(…) Tunel z piwnicy budynku przy ul. Natolińskiej miał przebiegać pod jezdnią aż po bramę po stronie pozycji niemieckich. Dniem i nocą, w nikłym świetle lamp naftowych, chłopcy drążyli tunel. Praca była bardzo wyczerpująca. Tunel był niewielkich rozmiarów, brakowało powietrza. Należało zachować się bardzo ostrożnie, żeby nie zaalarmować Niemców. Wydobywaną ziemię podawano sobie kubełkami, systemem łańcuszkowym i przez korytarze wynoszono na podwórko. Nad całością prac czuwali saperzy, zakładając stemple zabezpieczające tunel przed zawaleniem. Chłopcy wracali ze swej „szychty" wyczerpani, brudni, z zawrotami głowy, ale nikt nie narzekał. Tunel był coraz bliżej pozycji niemieckich, a to mobilizowało do pracy. Część chłopców została skierowana do budowy studzien, gdyż brakowało wody do celów sanitarnych i przeciwpożarowych. Była to praca bardzo odpowiedzialna, niebezpieczna i ciężka.

 

26 września kilku chłopców pobiegło do włazu na ul. Mokotowskiej pomagać powstańcom wychodzącym z kanałów po opuszczeniu Mokotowa. Wśród przybyłych było wielu harcerzy, którzy znaleźli gościnę w naszej Stanicy. Zmęczeni, głodni, umazani błotem – mieli wreszcie chwilę odpoczynku po piekle walki i koszmarze wędrówki kanałami.

 

Po kilku dniach nastąpiły pertraktacje i ustalenie warunków kapitulacji. Prace przy kopaniu podziemnego przekopu zostały wstrzymane. W naszej pralni chłopcy „żegnali się" z bronią, przygotowując ją do zakopania.

 

Kolejny cios padł na Drużynę 1, a może 2 października, gdy jeden z chłopców przybyłych z Mokotowa, obchodząc się nieostrożnie z pistoletem, oddał strzał. Kula trafiła w brzuch stojącego obok „Reńka". Ten padł na podłogę, wił się z bólu i zaciskał zęby, aby nie krzyczeć. Na noszach przenieśliśmy go natychmiast do szpitala na Mokotowską, gdzie wkrótce umarł. Kilka dni wcześniej biegł zrozpaczony do matki, która straciła nogę w rozwalonym przez bomby budynku. Ten najmłodszy harcerz 16 WDH nie doczekał ostatniego dnia Powstania. (…)” Relacja Wieśka Szeliskiego.


W nocy z 2 na 3 października podpisany został układ o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie. Niemcy zobowiązali się potraktować powstańców jak żołnierzy regularnych oddziałów wojskowych. Po złożeniu broni mieli być wzięci do niewoli. Cała ludność cywilna miała opuścić miasto. Harcerze ze służb pomocniczych otrzymali rozkaz wyjścia z Warszawy wraz z ludnością cywilną.

 
3 października w Stanicy na Wilczej odbyła się ostatnia powstańcza zbiórka Drużyny. „(…) Drużynowy „Placek" odczytał rozkaz przyznający wyższe stopnie harcerskie, dziękował za wytrwanie, za odwagę, poświęcenie i... zawiesił działalność powstańczej Drużyny. Po raz ostatni w obecności hm. Zygmunta Wierzbowskiego, swego zawiszackiego instruktora i opiekuna, chłopcy salutowali swój już historyczny sztandar, który towarzyszył im aż do ostatnich dni walk powstańczych. „Placek" z „Zygiem" starannie złożyli sztandar, zabezpieczając go przed zniszczeniem, umieścili w metalowym pojemniku, a następnie zeszli do piwnicy, gdzie zakopali go w głębi korytarza. (…)” Relacja Wieśka Szeliskiego.

 
Poza wymienionymi trzema zwartymi grupami harcerzy Szesnastki w Powstaniu walczyli też inni chłopcy z konspiracyjnej Drużyny. Części z nich nie udało się dotrzeć na wyznaczone miejsca zbiórek – ci przyłączali się do oddziałów tam, gdzie ich Powstanie zastało; inni mieli od dawna swoje własne przydziały wojskowe.

 
Drugi z patroli BS (Bojowe Szkoły) Szesnastki w składzie: Zbyszek Stok, Janek Stokowiec, Staszek Starowieyski, Danek Szeliski i Tadek Sułowski miał przydział do 7pp AK „Garłuch”.  Zadaniem pułku w pierwszym dniu Powstania było zajęcie lotniska na Okęciu. Jednak z powodu wzmocnienia niemieckiej załogi lotniska oraz braku odpowiedniego uzbrojenia powstańców natarcie w ostatniej chwili zostało odwołane, a oddział rozwiązany. Chłopcy nie zrezygnowali jednak z walki i na własną rękę usiłowali dotrzeć do walczących jednostek. Zbyszek Stok i jego stryjeczny brat Janek Stokowiec walczyli w oddziale „Jerzyków” w Puszczy Kampinoskiej. Tadek Sułowski trafił do oddziału partyzanckiego i walczył na Kielecczyźnie i Ziemi Piotrkowskiej.

 
Zastępowy Wacek Gabara walczył w batalionie „Wigry” na Starówce. Został ranny 6 sierpnia. Jako niezdolny do walki 28 sierpnia wyszedł z ludnością ze Starego Miasta. Wywieziono go do obozu koncentracyjnego. Przeżył cudem uratowany z tyfusu.

 

Inny zastępowy, Witek Szeronos, wraz z grupą najmłodszych przedwojennych Zawiszaków: Jankiem Koźniewskim (bratem „Kozy”), Markiem Nowakowskim i Jurkiem Renckim działali w Warszawskim Klubie Lotniczym, który w 1942 został przekształcony w oddział wojskowy Głównej Komendy Lotnictwa AK. Tam przeszli przeszkolenie podchorążackie. W Powstaniu podczas natarcia na Pole Mokotowskie ich oddział uległ rozproszeniu. Część dołączyła do oddziałów na Śródmieściu, a reszta w tym Witek i Janek przyłączyła się do oddziału por. „Lawa”. Walczyli najpierw w Puszczy Kampinoskiej, a następnie do późnej jesieni na Kielecczyźnie.

 
Przyboczny Szesnastki, phm. Andrzej Zieliński, walczył w 1 pułku szwoleżerów AK na Czerniakowie. Tam spotkał się z „Jackiem” i „Plackiem”, którzy 10 sierpnia przekradali się z rozkazami do oddziałów AK w Lasach Chojnowskich. Jędrek został ciężko ranny na Czerniakowie. Cudem uniknął śmierci w szpitalu.

 

Po opuszczeniu Warszawy kilku chłopców z Szesnastki znalazło się w Krakowie. Placek zebrał ich w jeden zastęp. Dołączyło też kilku harcerzy z innych warszawskich drużyn. Późną jesienią odbyli kilka zbiórek. Można tylko przypuszczać jak smutne to były spotkania. Chłopcy byli na wygnaniu. Jeszcze niedawno cieszyli się trudną, ale jednak od dawna wytęsknioną wolnością. Teraz znów znaleźli się pod niemiecką okupacją, niepewni jutra, przygnębieni klęskją, obciążeni bagażem tragicznych wspomnień, pełni bólu po stracie bliskich i przyjaciół. Czekali...

 

 

Zawiszacy

 

We Włoszech w bitwie pod Piedimonte poległ kpr. pchr. Andrzej Silberberg.

 
11 lipca w zamachu na Koppego przeprowadzonym przez harcerski batalion AK „Parasol” uczestniczyli Wojtek Świątkowski ps. Korczak” i Tadek Ulankiewicz ps. „Warski”. Tadek został ranny i dostał się ręce Niemców. Został poddany okrutnym torturom i rozstrzelany.  Wojtek Świątkowski walczył w Powstaniu w batalionie„Parasol” jako szef służby „moto”.

 

Janusz Zuchowicz i Wiesiek Młynarczewski zostali schwytani w ulicznych łapankach i rozstrzelani jako zakładnicy.

 

Rozstrzelani zostali także: Witold Bursa, Andrzej Judycki.

 
Wiosną został aresztowany i rozstrzelany wraz z matką ppor. Jurek Gorzycki z NOW.
W walkach partyzanckich poległ Wojtek Jakimowicz.

 
Jednostka Kedywu DB-19 przeprowadziła kolejne akcje zbrojne m.in. likwidacji agenta Abwehry Albrechta Eitnera. W akcjach DB-19 ranni zostali Tadek Jaegerman i Tadek Sobczyński
W czasie powstania jednostka DB-19 została przekształcona w odział specjalny OS-5, którywalczył na Mokotowie. Tadek Sobczyński ps. „Basza” został ciężko ranny i zmarł w szpitalu jenieckim w Skierniewicach.
Bracia Zbyszek Klarner i Janusz Klarner, a także Janusz Haman i Zdzisław Haman walczyli w 1 dak AK. Janusz Klarner został ranny.

 
Włodek Giżycki, któremu udało się wydostać z Oświęcimia i który w czasie okupacji współpracował z Szesnastką, został zabity 2 sierpnia podczas czystek dokonywanych przez oddziały SS.

 
Oprócz wcześniej wymienionych w Powstaniu polegli:

 

Zbigniew Andrzejkowicz,
Andrzej Goebel,
Włodek Guttmajer,
Andrzej Horko,
Wojtek Kalitowski,
Tadeusz Kocjan,
Józef Kujawski,
Stefan Miłosz,
Jerzy Przecławski,
Zdzisław Radwański,
Feliks Rysiawa,
Andrzej Tobis,
Zbigniew Tomczyk,
Jerzy Wąż – Cichoński.

 

O wielu Zawiszakach, którzy służyli Polsce przez cały okres wojny i nie wahali się przelać właśna krew była już mowa na wcześniejszych kartach tej kroniki. Nie o wszystkich mamy pełne informacje. Ale obowiązkiem naszym jest wymienić tych, o których wiemy.

 
Zbyszek Gnoiński – walczył we Francji w 2 Dyw. Strzelców.

 

Kpt. pil. myśl. Gustaw Radwański – walczył w polskich i angielskich dywizjonach myśliwskich RAF

 

Płk. Tadeusz Skinder  – walczył w II Korpusie.

 

Janusz Meissner – zasłużony lotnik i literat – kierował Działem Radiowym Ministerstwa Informacji w Londynie i był korespondentem wojennym.

 

Ppłk. Stanisław Truszkowski ps. „Sztermer” – był dowódcą V batalionu 77 pp AK na Nowogródczyźnie.

 

Por. Stefan Jedliński pełnił funkcje oficera sztabu Obwodu Limanowa, inspektoratu podhalańskiego „Niwa” i partyzanckiego 1 pułku strzelców podhalańskich.

 

Witek Brzozowski, jako podchorąży AK, był łącznikiem zgrupowania „Tuchola”, walczył w pułku „Palmiry-Młociny” i został ranny pod Jaktorowem.

 

Jurek Kaczyński był w Powstaniu lekarzem harcerskiego batalionu „Zośka”.

 

Inny lekarz, Jurek Hellman, po wsypie zmuszony był wyjechać z Warszawy. W 1944 walczył na Ziemi Opoczyńskiej w oddziale ppor. „Groma”, a następnie jako z-ca dowódcy kompanii w 25 pp AK Ziemi Piotrkowskiej. Tam został ciężko ranny.

 

Słynny lekarz – więzień Pawiaka - Felicjan Loth uratował życie wielu innym więźniom i pomagał w dostarczaniu grypsów. W Powstaniu służył w szpitalach polowych, m.in. na ul. Mokotowskiej, gdzie leczył także rannych Zawiszaków.

 

W niemieckich obozach jenieckich więzieni byli: mjr. dypl. Jerzy Wądołkowski, ppłk. dypl. Ignacy Wądołkowski (w kampanii wrześniowej Szef Oddziału III Operacyjnego w sztabie Armii Modlin), Wojtek Okupski i inni.

 

Włodek Boerner brał udział w jenieckiej konspiracji m.in. w obozie w Murnau, za co uzyskał podziękowanie gen. Tadeusza Kutrzeby.

 

Piotr Olewiński współpracował z kierownictwem Szarych Szeregów, a szczególnie z ks. J. Mauersbergerem - Przewodniczącym Szarych Szeregów i Honorowym Zawiszakiem.

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH