Wyszukiwanie zaawansowane
Kronika
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
1947-12-31 | Warszawa | Dyzma Zawadzki
Rok 1947

Objęto działalnością Szkołę Podstawową nr 97 (ul. Raszyńska 22). Z powstałych tam zastępów najdłużej działał zastęp Bobrów - zastępowy Włodek Dusiewicz, a pomocnik i później zastępowy - Janek Tereszczenko. Jeden z zastępów był społecznie szkolony przez hm Zygmunta Kaczyńskiego ps. "Wesoły" z Szarych Szeregów i baonu "Parasol".

 

29 kwietnia - Udział w ekshumacji i pogrzebie w kwaterze baonu "Gustaw" Michała Woynicz-Sianożęckiego, Janka Pawłowskiego i innych Zawiszaków - poległych w Powstaniu Warszawskim. Spływ z Góry Kalwarii do Warszawy 2 pontonami z demobilu, otrzymanymi od Z. (Zygmunta - przyp. red.) Tyszki. Utworzono zastęp Oldboy'ów ze starszych chłopców.

 

25-26 maja - Udział w II Zlocie Hufca w Laskach. Drużyna (w tym 2 zastępy kolarzy) zajęła czołowe miejsca. Gaszenie pożaru lasu z inicjatywy i pod kierunkiem 16-stki (opisane w Ekspresie Wieczornym). Początek kontaktów z harcerzami polskimi z Francji.

 

lato - XXV obóz letni nad jeziorem Łańskim na Mazurach (zgrupowanie hufca). Komendant - M. Jaczewski, oboźny - h.o. Staszek Wołowiec, gospodarz - Zbyszek Michalak oraz członek Komendy - Zawiszak phm Tadek Lubański - Lulu. Wizyta Zyga Wierzbowskiego i innych Zawiszaków w dniu święta obozu. Obóz postawiony na wysokim poziomie. Dzięki instruktorom - Szesnastka w technice harcerskiej zajęła czołowe miejsca. Zdobyto wiele sprawności a na biegach stopnie młodzika, wywiadowcy i ćwika. Liczne wycieczki i praca społeczna: kontakty z Mazurami, pielęgnacja lasu. Obóz uzyskał w kwalifikacji kategorię A.

 

jesień - Drużyna przechodzi do Hufca Ochota, którego kierownictwo objęli Zawiszacy. Nastąpił spadek napięcia pracy w Drużynie, gdyż część starszych chłopców wycofała się z czynnej pracy w Drużynie, nie zrywając z nią kontaktu. Kierownictwo Drużyny przejął h.o. Janek Karczewski - "Karczuś" z przybocznym ćw. Tadkiem Kalinowskim i sekretarzem ćw. E. Salwerowiczem.

 

1 grudnia - Zatwierdzono komisję prób na stopnie i sprawności do stopnia ćwika w Drużynie w składzie: phm W. Jaczewski, phm T. Lubański, phm A. Zieliński

 

K.P.H.

I w tym roku działalność Koła była poświęcona zdobywaniu funduszy, aby umożliwić jak największej ilości harcerzy branie udziału w obozie (ulgi objęły ok. 80% chłopców). Szczególnie czynna była nieoceniona p. J. Dusiewiczowa, sama harcerka pracująca w Głównej Kwaterze. We wszystkich dochodowych imprezach K.P.H. brali czynny udział i sami chłopcy.


ZAWISZACY

15 listopada - Mianowano hufcowym nowoutworzonego hufca Ochota phm M. Jaczewskiego, a zastępcą i kierownikiem referatu harcerzy phm Tadka Lubańskiego. Byli oni również członkami komisji prób na stopień harcerza orlego.

 

17 listopada - phm T. Lubański reaktywował przy Liceum im. H. Kołłątaja na Ochocie prowadzoną przed wojną przez siebie 80 W.D.H.

 

1 grudnia - h.o. Staszek Wołowiec został mianowany p.o. drużynowym 146 W.D.H. o specjalności lotniczej, którą zorganizował na Pradze. Janek Pawlikowski z Włodkiem Dereniem zorganizowali w szkole podstawowej na Żelaznej 63 W.D.H. Włodek Dusiewicz został instruktorem wychowania artystycznego przy Naczelnictwie ZHP, współpracując z Hufcem i Drużyną.

 

Wojciech Bogusławski, „Kronika 16 WDH im. Zawiszy Czarnego 1911-1986”, przepisał hm. Dyzma Zawadzki (pisownia zgodna z oryginałem).

_________________________________________________________________________________________

 

W marcu 1947 roku jedną ze zbiórek Drużyny odwiedziło ośmiu polskich harcerzy, synów emigrantów z Francji. Jak opisuje Kazimierz Koźniewski, wśród nich był Emil Wojtaszek, późniejszy Minister Spraw Zagranicznych (przy okazji członek Biura Politycznego KC PZPR). Gości oprowadzano po Warszawie, urządzono też wspólną wycieczkę za miasto. Wspomniany wyżej Emil wpisał się do kroniki zastępu "Rysiów", wspominając o "szczerej przyjaźni". Przyjaźń ta zaowocowała długą wymianą korespondencji, zaś dziesięć lat później jeden z gości odwiedził obóz w Sukowie, już jako komendant Chorągwi Kieleckiej.

 

Dnia 13 maja 1947 roku Drużyna wzięła udział (w roli drużyny honorowej) w pogrzebie Juliusza Osterwy, znanego przedwojennego aktora. Udział w uroczystości wymagał wyjazdu do Krakowa, gdzie na Cmentarzu Salwatorskim harcerze trzymali wartę i maszerowali w kondukcie. Maj był też miesiącem kolejnego zlotu hufca. Kazimierz Koźniewski w swojej gawędzie podkreślił, że Drużyna prezentowała się na nim już bardzo dobrze, po ujednoliceniu umundurowania i uzyskaniu niebieskich chust.

Letni obóz w Łańsku był zdaniem Kazimierza Koźniewskiego najlepszym ze wszystkich powojennych obozów. Odwiedzili go licznie Zawiszacy, wśród nich również Zygmunt Wierzbowski. W komendzie obozu znalazł się też Zawiszak, Tadeusz Lubański, który po powrocie z oflagu odbudowywał swoją ukochaną Osiemdziesiątkę, owianą chwałą lat konspiracji. Jak pisał Koza, chłopcy bardzo żałowali, gdy po obozie właśnie na tej drużynie skupił swoje wysiłki. Przez czas jakiś jeszcze obie drużyny wspólnie odbywały wiele gier, zbiórek i akcji.

Janek Tereszczenko również wspominał obóz w Łańsku najlepiej. Poniżej przedstawiamy krótki fragment jego znacznie obszerniejszej, wartej przeczytania relacji z tego obozu:

"Drugi obóz Szesnastki odbył się w ramach zgrupowania Hufca Śródmieście w Łańsku, nad Jeziorem Łańskim, koło Olsztyna. Wiosną 1947 roku, harcerstwo nabierało coraz to większej sprężystości i powagi. Odbywały się przeróżne zloty i biegi, np. bieg do Mogiły Lotników w Falenicy i drugi, szeroko obsadzony przez wiele warszawskich drużyn, w Laskach koło Warszawy. Zlot w Laskach rejestruje się w pamięci dużą dozą przeróżnych ceremonii religijnych, ale przede wszystkim pożarem lasu, który gasiliśmy z wielkim poświęceniem. Poza tym śpiewy, spania na sianie, maszerowania w kurzu polnych dróg itp. Nasze zbiórki odbywały się też coraz częściej w wypalonych ruinach dawnej Szkoły Staszica, na Noakowskiego, gdzie pomimo zniszczenia budynku, można było wędrować z piętra na piętro, przymierzając się do przejęcia budynku przez nas po remoncie.


Na obóz w Łańsku w lipcu 1947, pojechaliśmy eszelonem towarowym (można powiedzieć, bydlęcym), z nowym zestawem wojskowych namiotów amerykańskich z UNRRY, i ze stażem pełnego już przygotowania obozowego. Gdzieś za Olsztynkiem, na małej stacyjce, odczepiono nasz wagon, wyładowaliśmy nasze majdany na pobocze, i wtedy przyjechał przewieźć nas na miejsce zakwaterowania, samochodem ciężarowym marki Volvo, sam druh Michał Glinka. Było to te samo Volvo, dar od naszych Szwedów, którym jechaliśmy rok wcześniej nad morze. Jak wykombinował druh Michał Glinka ten i drugi jeszcze osobowy samochód Volvo od Szwedów nie wiem.

 
Cudowne było to Łańskie Jezioro, niepokalane jeszcze restrykcjami nomenklaturalnej rezydentury. W lasach był dzik, w wodach ryba, a u podłoża leśnego tony wprost czarnych jagód; KRZACZYSKA CZARNYCH JAGÓD i grzyby. Zbudowanie obozu pod dyrekcją druha "Lulu" Lubańskiego odbyło się niezwykle sprawnie, i nawet stawianie masztu dowodziło naszej zręczności sapersko-inżynieryjnej. Ulokowani byliśmy mniej więcej w połowie jeziora, na jego wschodnim brzegu, pomiędzy Dwudziestą Trzecią, "Pomarańczarnią", od Batorego (nosili pomarańczowe chusty) z jednej strony, a Dwunastką z drugiej. Druh Michał Glinka, drużynowy "Pomarańczarni", słynął nie tylko ze swojej niesłychanej żywotności, specyficznej wymowy "er", jako "ehhh" ("czahhhna khhhowa w khhhopki bohhhdo"), lecz również i z tego, że to właśnie JEGO "Pomarańczarnia" dysponowała tą ciężarówką, jak również Volvo osobowym, którym następnie szalał druh Michał po wertepach leśnych Łańska, powodując niesłychane wprost podniecenie u młodzieży, niemogącej jeszcze wtedy zasiadać za kierownicą... Znał więc druha Michała cały hufiec, i cały hufiec go uwielbiał.

 
W naszej koncentracji było drużyn chyba z dziesięć, ulokowanych wokół jeziora, ale tylko "Szesnastka" miała ponton. Był to stary poniemiecki ponton wojskowy, z którego notorycznie uciekało powietrze. Niemniej tym pontonem przeprawialiśmy się na drugą stronę jeziora, gdzie 37 WDH, nocami słała nam świetlne sygnały morsem.
 

Obóz w Łańsku, w odróżnieniu od obozu w Gostyninie, wspominam z wielkim wzruszeniem i sentymentem. Było w naszym uczestnictwie tam coś poważniejszego i dojrzalszego. Mieliśmy do załatwienia jakąś sprawę, byliśmy kimś, w jakimś systemie wartości. I chociaż władze obozowe nie udzielały nam szeroko pojętego prawa, np. dostępu do jeziora, (o krok przecież, zaraz za kuchnią...), z wyjątkiem "godziny pływania" (widać dla uniknięcia wypadków utonięć), często udawało się Zielonce i MNIE wskoczyć do wody bez zwracania na siebie uwagi przełożonych. Albo ukrywać się w krzaczyskach czarnych jagód, znikając z pola widzenia aż do całkowitego nasączenia się tym owocem."


Obóz nad jeziorem Łańskim

Zygmunt Wierzbowski wciąga flagę na maszt nad jeziorem Łańskim.

 

Podczas obozu odbyły się liczne wycieczki, podczas których harcerze poznawali "autochtonów", czyli wedle Janka Tereszczenko po prostu Niemców, jeszcze wówczas licznie zamieszkujących tamte ziemie. Do tego posługiwano się niemieckimi mapami, gdyż polskich jeszcze po prostu nie było. Obóz zwieńczyło widowisko pod Grunwaldem, które władze wykorzystywały do podbudowania ducha w narodzie. Średniowieczna batalia była punktem zaczepienia dla komunistów jeszcze w czasie wojny, wskazując jednoznacznie, kto był odwiecznym wrogiem Polski. Do tego nie była to jeszcze "pańska" Polska, dlatego podkreślano udział w niej smoleńskich (w domyśle rosyjskich) oddziałów, a także kluczową rolę chłopskiej piechoty (wbrew historycznym faktom).

Co ciekawe, dysponujemy listem wysłanym znad Łańska przez jednego z harcerzy, pokazującym jak niewiele różnili się tamci chłopcy od współczesnych. Nadawca, Tadek Lesiak prosi mamę o przesłanie paczki (zapewne z łakociami i zapasowymi skarpetkami) i zapowiada, że "dobrze", jeśli przyjechałaby na Święto Obozu.

Jesienią Marek Jaczewski przekazał lubianemu Janowi Karczewskiemu kierownictwo drużyny, ostatecznie skupiając się na pracy hufca. "Gawęda..." w tym miejscu wspomina o swarach i sporach, jakie miały miejsce w Drużynie, co spowodowało odejście części harcerzy.  Wojtek Bogusławski w swojej kronice daje nam mały trop, wspominając o mało atrakcyjnych pogadankach, jakie w pracy wychowawczej stosowali zarówno Marek Jaczewski, jak i Kazimierz Koźniewski. Być może to tak naprawdę zaważyło na przekazaniu drużyny i jej wewnętrznych sporach, szczególnie na tle ówczesnej sytuacji politycznej, której obaj wymieni instruktorzy nie kontestowali, angażując się w budowę nowego państwa polskiego.

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH