Wyszukiwanie zaawansowane
Kronika
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
1978-12-31 | Warszawa | Marek Gajdziński
Rok 1978

Kolejny rok rozpoczął się tradycyjną Choinką, w trakcie której nastąpiło przekazanie kierownictwa Szczepu w ręce phm. Ewy Hołodowicz. Zofia Jasińska, która pochłonięta obowiązkami rodzinnymi od dłuższego już czasu nie brała czynnego udziału w działalności harcerskiej, ustąpiła definitywnie z funkcji Komendantki Szczepu i całkowicie wyłączyła się z pracy.

Podsumowując okres jej kilkuletniego "panowania" trzeba sprawiedliwie podkreślić, że w tym czasie Szczep, głównie za jej sprawą, nabrał dużego rozmachu organizacyjnego, przekształcając się z "papierowego" tworu jakim był na początku lat 70-tych, w duży i sprawnie działający organizm. Rozwinięta została i trwale się ugruntowała działalność zuchowa. Utworzona przez nią drużyna żeńska okrzepła na dobre, była uznawana za jedną z najlepszych drużyn hufca i zdołała wykształcić własną kadrę, co dawało jej solidne podstawy do optymistycznego patrzenia w przyszłość. Szczep rozwinął też w sposób istotny materialną bazę swojego działania, tworząc skuteczną praktykę zarobkowania, powiększając w sposób istotny własne zasoby sprzętowe i co może najważniejsze, wykształcając własny pion kwatermistrzowski. W ten sposób Szczep 16WDHiZ upodobnił się organizacyjnie do standardów obowiązujących szczepy młodszoharcerskie (nie HSPS-owskie) w Chorągwi Warszawskiej ZHP. Ale sukcesom organizacyjnym Szczepu towarzyszyły niestety zjawiska dla Szesnastki negatywne. W początkowym okresie swojej działalności w Szczepie, na skutek intryg i skwapliwego korzystania z poparcia niechętnych Szesnastce władz ZHP, doprowadziła do całkowitego wyeliminowania z pracy dawnej kadry Drużyny męskiej. Po przejęciu absolutnej władzy w Szczepie pozbawionym już dawnych instruktorów i najstarszych harcerzy Zośka oparła się na kadrze "importowanej" z hufca, przy czym głównym kryterium doboru było należyte okazywanie posłuszeństwa. W tym względzie praktyka ta niczym nie odbiegała od obowiązującej w całym PRL-u zasady doboru nomenklatury partyjnej wyrażającej się określeniem "mierny, bierny ale wierny". Kadra ta, nie mając zupełnie pojęcia o dawnym stylu działania Szesnastki, tworzyła i narzucała Szczepowi jakiś zupełnie inny, obcy styl pracy będący dokładną kalką ówczesnych metod, programu i co najgorsze, ideologii obowiązującej w ZHP. Akcję oczyszczania Szesnastki z najstarszych harcerzy mogących pamiętać jej dawny styl i metody pracy, Zośka zakończyła na wyrzuceniu 14-sto, 16-stoletnich zastępowych. Idąc dalej w procesie tej eliminacji trzeba byłoby usunąć wszystkich harcerzy z Drużyny. To jednak oznaczałoby jej likwidację, co z kolei mogłoby zostać odczytane przez promujące ją władze jako porażka organizacyjna i naruszyć jej wizerunek skutecznego realizatora polityki hufca. W Drużynie pozostawiono więc najmłodszych 12-sto i 13-stoletnich harcerzy. Z punktu widzenia Zośki i władz ZHP był to poważny błąd, który w rezultacie zniweczył misternie zaplanowaną akcję, której celem była unifikacja Szesnastki do standardów obowiązujących w ZHP. Nie doceniono bowiem siły oddziaływania tradycyjnego etosu Szesnastki. Okazało się, że nawet ci najmłodsi zdążyli już poznać i przesiąknąć atmosferą swojej Drużyny na tyle, że nie wyobrażali sobie harcerstwa innego jak te, które już znali i pokochali. To zupełnie inne, "hufcowe" harcerstwo serwowane w Szczepie, rodziło sprzeciw w Drużynie. Sprzeciw przerodził się w konflikt, a ten z kolei zrodził obustronną, otwartą wrogość. Osoba Zośki, a zwłaszcza jej charakter i styl bycia, wrogość tę potęgowała. W rezultacie harcerze Szesnastki byli w Szczepie 16WDHiZ kierowanym przez Zośkę grupą wyraźnie dyskryminowaną i stanowili bardziej lub mniej jawną opozycję. Traktowali swoją Drużynę i samych siebie jako "depozytariuszy" tradycji Szesnastki, uznając jednocześnie Szczep i jego tworzone przez obcych instruktorów władze za obcą i wrogą czapkę organizacyjną dążącą do unicestwienia drogiej im tradycji. Taka sytuacja była zaprzeczeniem idei harcerskiej i stawiała pod znakiem zapytania cały sens rozwoju organizacyjnego Szczepu.

Nowa komendantka, mimo że również nie wywodziła się z dawnej Szesnastki, była jednak osobą zupełnie innego formatu.
W młodości, nie przeżyła harcerstwa na własnej skórze. To powodowało, że nie czuła do końca, potrzeb harcerek i harcerzy, a przez to jej propozycje mijały się często z ich oczekiwaniami. Sama tylko teoretyczna wiedza pochodząca z podręczników metodycznych (choćby najlepszych) nie daje tego, co osobiste harcerskie doświadczenie. Jej styl pracy przypominał raczej wyuczony, szablonowy schemat nauczycielskiego podejścia do harcerstwa. Ale jednocześnie, włączając się do harcerstwa i przychodząc do Szczepu jako uczennica liceum, nie miała żadnych złych nawyków, które mogłaby by wynieść z pracy w tzw. hufcowym środowisku. Uczyła się harcerstwa od Zofii Jasińskiej, ale także z dobrych podręczników. Chcąc nie chcąc, uczestniczyła w konfliktach wstrząsających Szesnastką, ale że była dziewczyną otwartą i inteligentną wyciągała z nich własne wnioski i uznawała część racji środowiska zawiszackiego. Z tego również czerpała naukę. Brak jej było specyficznej fantazji i polotu charakterystycznego dla męskiej Szesnastki, ale przy tym wszystkim rozumiała, że harcerze mają prawo do kształtowania swojej własnej wizji pracy Drużyny. Można było z nią dyskutować. Przemawiały do niej rozsądnie formułowane argumenty. Potrafiła przyznawać rację, a nawet przyznać się do popełnionych błędów. Przy tym wszystkim była osobą ciepłą, nie 'siała wiatru', więc i nie 'zbierała burzy'. Nieuniknione w każdej zespołowej pracy konflikty starała się rozwiązywać metodami kulturalnymi, poszukując konsensusu w drodze dyskusji. W dodatku bardzo krytycznie oceniała oficjalną ideologię i metody pracy ówczesnego ZHP. Dostrzegała też draństwo sytuacji politycznej, w jakiej znalazła się Polska. Wszystko to otwierało przed Drużyną nowe, mniej ograniczone możliwości. W ciągu kolejnych 2,5 lat jej przywództwa w Szczepie, kadra Drużyny dobrze i z pożytkiem dla Szesnastki możliwości te wykorzystała.

Przede wszystkim, z chwilą objęcia przez Ewę kierownictwa Szczepu możliwa stała się dyskusja na temat powrotu Lesława Kuczyńskiego do Drużyny. Początkowo Ewa twardo podtrzymywała stanowisko Zośki, podzielając jej pogląd, że duet Marek i Lesław stanowi mieszankę wybuchową mogącą rozsadzić Szczep. Stopniowo jednak udawało się łagodzić te obawy, aż w końcu, po kilku miesiącach zaryzykowała i zezwoliła na powrót Lesława. Formalne mianowanie na funkcję przybocznego miało miejsce dopiero w maju. Przez całą wiosnę Lesław na prośbę kolegi, drużynowego 181WDH-y, który przygotowywał się do egzaminów maturalnych, prowadził w zastępstwie jego drużynę. Mimo, że powrót Lesława do Drużyny był możliwy już od połowy kwietnia, poczucie odpowiedzialności nie pozwalało mu porzucić przyjętego na siebie zadania. Dopiero pod koniec maja, gdy kolega zaliczył wszystkie egzaminy, Lesław włączył się w prace Drużyny przyjmując funkcję przybocznego.

W drugiej połowie stycznia odbył się XXIV obóz zimowy Szczepu w Harbutowicach koło Myślenic. Komendę stanowili komendantka - phm. Ewa Hołodowicz, oboźny przod. Lesław Kuczyński, instruktor - org. Ryszard Kukuła i kwatermistrz - phm. Włodzimierz Sikora (zuchmistrz).
W zimowisku uczestniczyło 12 harcerzy i 4 harcerki w 4-ech zastępach:
Lipków - zastępowy Piotr Lipiński,
Yeti - zastępowy Maciej Rurarz,
Jędrusiów - zastępowy Andrzej Smoleński,
Łowczynie Białego Szaleństwa - zastępowa Mariola Klapa.
W rywalizacji pomiędzy zastępami zwyciężyli Jędrusie Andrzeja Smoleńskiego.
Na zimowisku prowadzony był kurs zastępowych, w wyniku którego patenty zastępowych zdobyli: Jacek Kajak, Zbigniew Turliński, Sławomir Papuć, Sławomir Dębicki, Marek Talacha i Mariola Klapa.

W drugim terminie ferii dla szkół średnich część kadry Szczepu wyjechała na zimowisko instruktorskie hufca do Międzyzdrojów. Wyjazd zakończył się poważną awanturą spowodowaną bojkotem zajęć politycznych i odmową włożenia wymaganych mundurów HSPS. W tym czasie komendantem hufca był hm.PL Jan Szajter, typowy komunistyczny aparatczyk, który wymagał, aby na każdym kroku podkreślano umiłowanie dla przewodniej siły PZPR i jej inspirującej roli wobec ZHP. Głównym celem zimowiska było nauczenie instruktorów hufca, w jaki sposób można na każdym kroku okazywać uwielbienie dla przywódców polskiej partii robotniczej i bratnich partii komunistycznych w krajach RWPG. Jednocześnie udział w zimowisku był warunkiem uzyskania kolejnego stopnia instruktorskiego. Nie pozostawało nic innego, jak zacisnąć zęby i nauczyć się takiego lawirowania, aby za nadto nie podpaść, a jednocześnie nie stracić twarzy. Posiadanie stopnia instruktorskiego wiązało się bowiem z wieloma bardzo ważnymi uprawnieniami, które miały ogromne znaczenie dla kadry drużyn. Między innymi stopień organizatora (org.) uprawniał do mianowania na funkcję drużynowego, a stopień przewodnika (pwd.) do prowadzenia samodzielnego obozu harcerskiego. Drużyna, której kadra nie posiadała odpowiednich stopni, musiałaby liczyć się z wieloma poważnymi ograniczeniami w swojej pracy. Stąd pomimo wszystko zdecydowano się na udział w tym zimowisku.

W marcu zorganizowano w Drużynie dwie wycieczki inaugurujące wiosenny sezon wycieczkowy. W Powitaniu Wiosny uczestniczyła drużyna dziewcząt i wspólnie utopiono "Marzannę". W trakcie drugiej, nazwanej Świętem Latawca, zorganizowano zawody latawcowe między zastępami, do których przygotowywano się na marcowych zbiórkach zastępów.

 

 

Marzec 1978r. Święto latawca w Zalesiu Górnym. Przygotowania do pokazów.

 

Marzec 1978r. Poczet Sztandarowy Szczepu na pogrzebie Aleksandra Kamińskiego


21 marca, Drużyna wzięła udział w pogrzebie hm. Aleksandra Kamińskiego, legendarnego "Kamyka", twórcy metody i ruchu zuchowego, autora "Kamieni na szaniec" i instruktora, który swoją osobą symbolizował dążenia do odbudowy dawnego harcerstwa. W trakcie tej uroczystości, która zgromadziła na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie liczne tzw. porządne drużyny, nawiązany został kontakt z Komendą Hufca Warszawa-Mokotów. Ze zdumieniem zorientowaliśmy się, że tamtejsze drużyny nie mają powodu traktować komendy swojego hufca w taki sposób, w jaki Szesnastka była zmuszona traktować swoją. Tam wręcz zabiegano o tradycyjne umundurowanie drużyn i starano się tworzyć warunki dla normalnego działania harcerskiego. Czuć było wyraźnie inny, jakby opozycyjny charakter i atmosferę tego hufca. Bardzo się to Szesnastce spodobało, a Szesnastka spodobała się im. Drużyna otrzymała zaproszenie do udziału w Rajdzie Arsenał, który miał się odbyć za dwa tygodnie, już po Świętach Wielkanocnych.

Tymczasem przyszły Święta i wzorem roku ubiegłego zorganizowany został kolejny II już wiosenny obóz wędrowny. Ponownie terenem tygodniowej wędrówki były Góry Świętokrzyskie, ale oczywiście inny ich fragment. Komendę obozu stanowili: komendant - org. Ryszard Kukuła, oboźny - org. Marek Gajdziński i kwatermistrz Marek Tumiłowski. Obecność na obozie "Mikusia", usuniętego z Szesnastki przez Zośkę, była znakiem nowych czasów w Szczepie.
W obozie, poza komendą, uczestniczyło 8 najstarszych harcerzy w dwóch zastępach i 9 harcerek również w dwóch zastępach:
Nieuchwytnych - zastępowy Andrzej Smoleński,
Korsyka - zastępowy Jacek Augustyniak,
Wielokropek - zastępowa Małgorzata Biesiadowicz,
Jaskiniowcy - zastępowa Joanna Wojtala,
a ponadto trzy osobowa redakcja "Sulimczyka" tworząca zastęp Termity. Przyznano stopnie: 1 przodownika, 1 tropiciela, 1 ochotnika. Wyprawa miała nieco inny charakter, niż rok wcześniej; nocowano w zarezerwowanych z góry schroniskach turystycznych, zaś obóz był oficjalnie zarejestrowany w hufcu.

 

 

Wiosna 1978r. Obóz w Górach Świętokrzyskich. Odpoczynek w drodze.

 

Wiosna 1978r. "Nieuchwytni" na obozie wędrownym w Górach Świętokrzyskich


W dniach 1 i 2 kwietnia, Rada Drużyny wzięła udział w Rajdzie Arsenał zorganizowanym przez Hufiec Mokotów i zajęła I miejsce na swojej trasie. Okazało się, że pod względem wyrobienia Drużyna nie ustępuje drużynom mającym w swoim hufcu od lat o wiele lepsze warunki pracy i rozwoju. Wystąpienie w krótkich spodenkach i jednolitych panterkach po raz pierwszy nie spotkało się z uśmieszkami politowania i pukaniem się w czoło, jak to zdarzało się na "imprezach" organizowanych przez "czerwony" Hufiec Ochota, a zostało docenione i nagrodzone wieloma pochwałami. Te odczuwalne na każdym kroku oznaki wzajemnego zrozumienia zrodziły pomysł przeniesienia się do Hufca Mokotów. Oczywiście szybko okazało się, że jest to zupełnie niemożliwe, ale sama świadomość, że dosłownie kilka kilometrów od terenu naszego działania istnieje silne, tradycyjne środowisko harcerskie, dodała harcerzom Szesnastki ogromnej otuchy. Podobnie, jak to było dwa lata wcześniej w wyniku spotkania z 22 WDH. Tyle tylko, że tam był pojedynczy szczep, a tu prawie cały hufiec.

9 kwietnia odbyła się wycieczka Drużyny na trasie Raszyn - Chlebów.
14 kwietnia zorganizowany został bieg na plakietkę hufca.
16 kwietnia w Proporcu odbył się bieg harcerski, który rozśmieszył wszystkich do łez. Proporzec, to kolejny pomysł władz ZHP na znalezienie "urzędów" dla instruktorów, którym nie chciało się prowadzić drużyn, ale lubili mieć władzę i coś znaczyć. Stworzono więc kolejny stopień struktury organizacyjnej usytuowany pomiędzy szczepem a hufcem. W proporcu znalazło się kilka szczepów z sąsiadujących ze sobą szkół. Pierwszą próbą zaistnienia Proporca, do którego włączono Szesnastkę, był właśnie ów bieg, w którym wzięło udział 13 harcerzy Grunwaldu zajmując pierwszych 13 miejsc. Na szczęście, idea Proporca nie rozwinęła się zupełnie i po kilku latach zlikwidowano ten szczebel organizacyjny.

19 kwietnia odbyła się zbiórka Szczepu, na której po raz pierwszy od bardzo wielu lat stanęło ponad 100 harcerek, harcerzy i zuchów. W związku z objęciem funkcji Komendantki Szczepu przez Ewę Hołodowicz nastąpiły liczne zmiany w obsadzie kadrowej Szczepu. Kwatermistrzem został Ryszard Kukuła, redakcję "Sulimczyka" objął Jerzy Wójtowicz, drużynowym męskiej drużyny zuchowej "Zielone Pantery" został Tomasz Rokicki. W żeńskiej drużynie zuchowej "Różowych Puchomorków" już od jakiegoś czasu drużynową była Joanna Wojtala, a przyboczną Małgorzata Deliś. Przede wszystkim zaś drużynową drużyny harcerek BCO została mianowana przod. Małgorzata Biesiadowicz, a przybocznymi Anna Kuczyńska i Marzena Trzeciak. Oznaczało to definitywne zerwanie ze stosowaną dotąd praktyką sprowadzania kadry z hufca. Po pierwsze dlatego, że Szczep dorobił się już licznej, własnej kadry, w tym kadry zuchowej, a po drugie dlatego, że wraz ze zmianą na funkcji komendantki zmieniły się priorytety polityki kadrowej. Wszystkie osoby pełniące funkcje w Szczepie nie miały już żadnych innych doświadczeń harcerskich, jak tylko te wyniesione z pracy w drużynach należących do Szczepu. Była to bardzo ważna okoliczność, która miała dobry wpływ na dalszy rozwój Szczepu, a przede wszystkim na panującą w nim atmosferę.

W dniach 29 i 30 kwietnia odbył się dwudniowy biwak Drużyny w Pociesze w Puszczy Kampinoskiej. Prowadzone były ćwiczenia w cichym zwijaniu i rozbijaniu obozu, maskowaniu i podkradaniu się.

W dniach 6-9 maja w okolicach Celestynowa Drużyna zorganizowała czterodniową grę totemową z udziałem dwóch innych zaproszonych drużyn - żeńskiej BCO i 181 WDH-y "Buki" prowadzonej czasowo przez Lesława Kuczyńskiego, który jednak na samą grę nie przyjechał wysyłając swoją drużynę pod komendą przybocznego. Gra otrzymała kryptonim "Manewry Klin" i polegała na ciągłym podchodzeniu biwaków pozostałych drużyn. Biwaki mogły być kilka razy dziennie przenoszone w inne miejsce, na wyznaczonym terenie leśnym o powierzchni ok. 10km kwadratowych. Każda drużyna posiadała specjalną własną patrolówkę (proporzec), którą należało chronić według ustalonych zasad przed podchodzącym biwak przeciwnikiem. Dzięki specjalnie opracowanej taktyce zwijania i maskowania biwaku, przenoszenia go oraz pozorowania w innym miejscu, gra zakończyła się całkowitym zwycięstwem Drużyny Grunwald, która zdobyła wszystkie patrolówki pozostałych drużyn, nie tracąc jednocześnie własnej.

 

 

Maj  1978r. Początek Manewrów Klin. Z tyłu zamaskowany biwak Drużyny

 

Maj 1978r. Koniec Manewrów Klin. Chłopcy prezentują zdobyte proporce.


14 maja w Puszczy Kampinoskiej odbył się bieg o najlepszy zastęp Szczepu. Na skutek pewnych nieporozumień, wynikłych z nadmiernych ambicji niektórych zastępowych, nie ogłoszono jednak jego wyników.

W kolejnym tygodniu, w dniach 20 i 21 maja, Drużyna wyjechała na dwudniowy biwak na polanę Łubiec w Puszczy Kampinoskiej. Po raz pierwszy od kilkunastu miesięcy na biwaku pojawił się Lesław Kuczyński, już w roli mianowanego przybocznego. W ten sposób zakończyła się szkodliwa dla Szesnastki izolacja obu pełnych energii instruktorów. Gdyby Marek Gajdziński i Lesław Kuczyński mogli już wcześniej bez przeszkód współpracować i wspólnie realizować swoją wizję Drużyny, proces powrotu Szesnastki do dawnej świetności przebiegałby znacznie szybciej i byłby bardziej zaawansowany. Warto bowiem zauważyć, że w owym czasie intensywność prac w Drużynie stała się tak duża, że osamotnionemu drużynowemu bardzo potrzebna była pomoc ze strony przyjaciela, z którym rozumiał się bez słów. Najbliższa przyszłość miała pokazać, że dzięki umożliwieniu wznowienia tej współpracy rozwój Drużyny doznał jeszcze większego przyśpieszenia.
Na biwaku tym doszło do wydarzenia, które rozpoczęło tzw. "Świętą Wojnę" między drużynami męską i żeńską. Mianowicie harcerki, których ambicje zostały urażone klęską poniesioną w trakcie "Manewrów Klin", postanowiły podejść biwakującą drużynę Grunwald i odebrać jej proporzec. Korzystając z pomocy redakcji "Sulimczyka", kilka z nich udało się do Puszczy Kampinoskiej i tuż nad ranem zaatakowało obóz chłopców. Warta nie była dość czujna, gdyż w nocy odbywało się Przyrzeczenie Harcerskie i wszyscy byli mocno niewyspani. Stało się! Proporzec został zdobyty metodą frontalnego ataku. Reakcja chłopców była trochę zbyt ambicjonalna. Do czasu odzyskania proporca postanowiono przesłonić plakietki drużyny czarnymi przepaskami i ogłoszono "Świętą Wojnę". Szybko ustalono termin rewanżu na za dwa tygodnie. Przez cały ten czas prowadzone były intensywne przygotowania do odzyskania proporca. Posunięto się nawet do założenia podsłuchu w harcówce w celu wykrycia planów dziewcząt. Jednocześnie ustalone zostały ścisłe zasady mających się odbyć podchodów.

 

 

Maj 1978r. Biwak na Łubcu. raport zastępowych

 

Maj 1978r. Biwak na Łubcu. Marek Gajdziński i Lesław Kuczyński znów razem w Drużynie.


W kolejnym tygodniu przeprowadzenie rewanżu nie było możliwe, gdyż Szczep musiał wziąć obowiązkowy udział w Święcie Hufca, które odbyło się 28 maja w Parku Szczęśliwickim i miało formę festynu. Na tej imprezie jedynym prawdziwie harcerskim elementem był zorganizowany przez Szesnastkę konkurs cięcia drewna.

 

 

Maj 1978r. Konkurencja cięcia drewna przeprowadzona przez Szesnastkę na festynie hufca

 

Czerwiec 1978r. W drodze na akcję "Odwet"


Dopiero w następnym tygodniu, w dniach 3 i 4 czerwca, dziewczęta wyjechały na biwak drużyny na tę samą polanę Łubiec, a za nimi - drużyna chłopców. Rozpoczęła się "Akcja Odwet". Całą noc trwały podchody, które nie przyniosły żadnego rezultatu, gdyż wbrew umówionym przepisom, proporczyków broniły wszystkie harcerki biorące udział w biwaku i to w dodatku trzymając go w rękach. W tych warunkach nie było mowy o odbiciu proporca. Wreszcie tuż nad ranem emocje sięgnęły zenitu i o godzinie 6.59, na minutę przed końcem czasu przewidzianego na grę, przeprowadzono frontalny atak na obóz dziewcząt i w wyniku ostrej szarpaniny odebrano utracony wcześniej proporzec. Dopiero, gdy opadły emocje, obie drużyny ogłosiły "pokój".

Po wnikliwym przeanalizowaniu sytuacji zdano sobie sprawę z tego, co tak na prawdę się stało. Wnioski nie były przyjemne. Okazało się, że z jakiegoś powodu odżył dawny, wydawało się, pogrzebany już antagonizm między drużynami, który doprowadził do nadmiernie ambicjonalnego potraktowania zwykłej harcerskiej gry. Ustalono dwie przyczyny, dla których wydarzenia te miały taki a nie inny przebieg. Po pierwsze, była to pierwsza tego typu gra przeprowadzona w Szczepie. Wszyscy przeżywali ją po raz pierwszy w życiu, stąd nadmierne znaczenie przypisywane zaistniałym faktom. Po drugie, dała się zauważyć kolosalna zmiana układu w Szczepie. Drużyna żeńska bardzo wyraźnie i szybko traciła swoją przewagę. Dziewczętom, ze względów ambicjonalnych, trudno było się z tym pogodzić. Teraz pozycję dominującą zajmowała już drużyna męska. To ona nadawała ton harcerskim poczynaniom Szczepu. To chłopcy ustalali standardy działania. Tak jak dawniej drużyna męska słabła z powodu narzucenia jej typowo żeńskich elementów pracy, tak teraz w drużynie dziewcząt zaczynało się źle dziać z powodu procesu odwrotnego. Synonimem tego zjawiska stało się określenie "komandoska z nożem w zębach". Nowa drużynowa i nowe przyboczne, zapatrzone w chłopców, starały się im za wszelka cenę dorównać. Program i styl pracy drużyny żeńskiej został przestawiony na tory charakterystyczne dla męskiego harcerstwa, a że z powodów czysto naturalnych na tej płaszczyźnie uzyskanie przewagi nad chłopcami nie było możliwe, prowadziło to dziewczęta do frustracji i w rezultacie skłaniało do niesportowych zachowań. To z kolei spotkało się z podobną reakcją chłopców i stąd cały ambaras. Przy okazji warto podkreślić, że zjawisko nasycania programu pracy dziewcząt elementami czysto męskiego harcerstwa miało zupełnie inną naturę i przyczynę, niż odwrotny proces zachodzący kilka lat wcześniej. Wtedy czyniono to na siłę i wbrew woli chłopców. Teraz było to zjawisko dobrowolne, stworzone przez same dziewczęta autentycznie zafascynowane tym, co się działo w drużynie męskiej. Miało to tę dobrą stronę, że w momencie, gdy zdano sobie sprawę, że sytuacja taka prowadzi do wynaturzeń, bez jakichkolwiek przeszkód można było próbować się z tego wycofać. Zależało to tylko od świadomości, woli i umiejętności działania samych dziewcząt, a zwłaszcza ich kadry. Trzeba tu jednak od razu powiedzieć, że świadomość ta nie była jeszcze na tyle silna, by pomóc wycofać się z błędu. Jeszcze kilka lat zajęło dziewczętom poszukiwanie własnej drogi i dorastanie do uświadomienia sobie potrzeby podkreślenia odrębności programowej i metodycznej. Do tego czasu ich styl działania pełen był sprzeczności.

Tymczasem nadeszły wakacje i już pod koniec czerwca rozpoczął się XLIX obóz letni. Zlokalizowany został w przepięknym lesie nad jeziorem Płośno koło Nowej Brdy. Komendę obozu stanowili: komendantka - phm. Ewa Hołodowicz, oboźny - org. Lesław Kuczyński, instruktor d/s programu - org. Marek Gajdziński i kwatermistrz hm. Marek Wronkowski. W obozie poza komendą wzięło udział: 20-tu harcerzy z 16WDH-y "Grunwald" w trzech zastępach:
X Eskadra Wywiadowcza - zastępowy Piotr Lipiński,
Kominiarze Hawańscy - zastępowy Jarosław Grajewski, później Andrzej Smoleński,
Pantery - zastępowy Tomasz Grajewski, później Zbigniew Turliński,
ponadto 12-cie harcerek z 16WDH-ek "BCO" w dwóch zastępach:
Sibojenki - zastępowa Anna Kuczyńska,
Guanahatabejki - zastępowa Dorota Stefaniak,
a także 4-roosobowy zastęp instruktorów zuchowych, występujący pod nazwą Trzciniaków Cukrowych - zastępowa Joanna Wojtala
oraz 4-roosobowy zastęp Redakcji "Sulimczyka" pod nazwą Maceoni - zastępowy Jerzy Wójtowicz.
W rywalizacji między zastępami zwyciężyła X Eskadra Wywiadowcza Piotrka Lipińskiego.
Program obozu musiał nawiązywać do obchodzonej właśnie szumnie 20 rocznicy zwycięstwa Rewolucji Kubańskiej. Było to odgórne polecenie władz, tak jakby nie było w tym czasie innej, bliższej Polakom rocznicy. Nie było więc innego wyjścia - obóz przemienił się w leśną bazę partyzantów kubańskich. Było to okazją do organizowania częstych gier taktycznych i ćwiczeń o charakterze wojskowym. Chłopcom bardzo to odpowiadało. Nareszcie mogli do woli wyżywać się w uwielbianych przez siebie zajęciach, które na poprzednich obozach były wręcz zakazane z powodu realizowanych przez Zośkę zasad tzw. wychowania pokojowego. Jeżeli zaś chodzi o wymowę ideową całego tego "przedstawienia" to niech ilustruje to mocno ironiczny okrzyk, jaki często rozbrzmiewał w obozie na wzór hałaśliwych wrzasków wznoszonych na pochodach pierwszomajowych: "Cubanos partizanos contros amerikanos imperializmos".
Szczęśliwym trafem, Marek Gajdziński miał za sobą trzy lata nauki w liceum im. Hose Marti. Szkoła ta miała silne związki z Kubą. Poprzez to, że każdy uczeń przynajmniej raz musiał zaliczyć wycieczkę do tego komunistycznego "raju", prawdziwy obraz Kuby nie był obcy kadrze obozu. Zamiast więc nachalnej propagandy i komunistycznej agitacji, na którą liczyły władze ZHP, na obozie Szesnastki harcerze mogli poznać na przykład wynalazek kartek na cukier, z którym już w normalnym życiu przyszło im się zetknąć w Polsce niespełna dwa lata później. Na obozie tym, po wieloletniej przerwie, powrócono wreszcie do bardzo lubianego przez chłopców, a jednocześnie bardzo pouczającego zajęcia, jakim były Chatki czyli Robinsonady. Zasady tego ćwiczenia były niezmiernie proste. Zastępy wychodziły z obozu na 48 godzin wyposażone jedynie w osobisty ekwipunek biwakowy, trzy zapałki i prowiant w postaci kilku naturalnych składników pożywienia, takich jak ziemniaki i mąka. Miały za zadanie wybudować sobie w lesie chatkę (szałas) i przetrwać wyznaczony czas. W tym roku chatkom towarzyszyła dodatkowo nocna gra totemowa, czyli podchody między zastępami.
Rajd pieszy zorganizowano w dwóch grupach: harcerki do Człuchowa, a harcerze do Lutówka, na miejsce obozu sprzed 4-ech lat, gdzie obecnie stacjonowali "parzyści", czyli 242WDH. Niestety próba podejścia ich obozu nie powiodła się.
Z roku na rok biegi harcerskie na stopnie stawały się coraz trudniejsze. Tak było i w tym roku. Zdobyto następujące stopnie: 4 ochotnika, 2 tropiciela, 5 odkrywcy oraz 3 tropicielki, 2 odkrywczyni i 1 przodowniczki.

W sierpniu odbył się IX górski obóz wędrowny kadry Szczepu po bezdrożach Bieszczad. Komendę obozu stanowili: Komendantka - phm. Ewa Hołodowicz, oboźny - org. Ryszard Kukuła i kwatermistrz - org. Lesław Kuczyński. W obozie uczestniczyli:
zastęp Wygi Górskie - czyli kadra Drużyny Grunwald - zastępowy org. Marek Gajdziński- 5-ciu harcerzy,
zastęp Kozice Górskie - czyli kadra Drużyny BCO - zastępowa org. Małgorzata Biesiadowicz - 5 harcerek,
zastęp Słoneczek - czyli kadra drużyn zuchowych - zastępowy phm. Włodzimierz Sikora - 2 harcerki i 3-ech harcerzy,
zastęp Perełki Bieszczadzkie, czyli redakcja "Sulimczyka" - zastępowy przod. Jerzy Wójtowicz - 3-ech harcerzy i 1 harcerka.
W punktacji między zastępami zwyciężył zastęp Wygi Górskie Marka Gajdzińskiego.
Trasa wędrówki prowadziła z Ustrzyk Dolnych przez Ustrzyki Górne do Cisnej. Nocowano w zarezerwowanych wcześniej schroniskach turystycznych. W porównaniu do wędrówki po Bieszczadach sprzed roku, był to lekki spacerek. 

 

 

Lipiec 1978r. "Cubanos partizanos contros amerikanos imperializmos"

 

Sierpień 1978r. "Wygi Górskie" na obozie wędrownym w Bieszczadach


Jesień 1978 roku upłynęła pod znakiem wycieczek i biwaków. Już 10 września odbyła się pierwsza po wakacjach wycieczka Drużyny do Puszczy Kampinoskiej. W następnym tygodniu trzeba było niestety zostać w Warszawie i wziąć udział w obowiązkowym Festynie Chorągwianym, czyli masowym "spędzie" harcerzy i HSPS-u z całej stolicy, którego głównym celem było stworzenie propagandowego wrażenia ilustrującego lansowane hasło "młodzież z partią".

 

Wrzesień 1978 r. Festyn Chorągwiany. Rzadka możliwość zrobienia kolorowego zdjęcia.


Dopiero 23 i 24 września można było wrócić do lasu, tym razem w okolice Kań Helenowskich. Biwak miał na celu przygotowanie mającego odbyć się za tydzień biegu harcerskiego dla harcerzy, którzy nie mogli wyjechać na obóz. Bieg zorganizowano 1 października, jednak nikt z biegnących nie zdobył stopnia.

W dniach 6, 7 i 8 października 5 patroli Szczepu, w tym 2 z Drużyny, wzięły udział w XXV Rajdzie Świetlików. Nie zdobyto jednak żadnego kwalifikowanego miejsca.

15 października Rada 16 WDH-y Grunwald zdobyła III miejsce w Rajdzie Rad Drużyn Hufca Warszawa Ochota. Gentlemani nie dyskutują o werdyktach, jednak kryteria oceny były tak absurdalne, że przez dłuższy czas trudno było uwierzyć, że coś takiego w ogóle mogło mieć miejsce. Gołym okiem było widać, kto był liderem tej rywalizacji, ale wyniki zupełnie tego nie odzwierciedlały.

16 października w godzinach wieczornych, w kościele św. Jacka została odprawiona coroczna msza święta w intencji Zawiszaków. Po raz pierwszy od wielu lat w mszy tej wzięła udział również Drużyna ze swoim historycznym sztandarem. Trzeba pamiętać, że owych czasach udział umundurowanych harcerzy w uroczystościach religijnych był traktowany przez władze harcerskie i policyjne jak przejaw działalności wywrotowej, wymierzonej w podstawy socjalistycznej praworządności. Nie zdarzało się to zbyt często, bo zawsze groziło poważnymi konsekwencjami. Widok drużyny harcerskiej na mszy w kościele wywoływał zawsze entuzjastyczne reakcje wiernych. Nie inaczej było i tym razem. Tym bardziej, że przebieg tej mszy miał zupełnie wyjątkowy charakter. Oto, w połowie kazania, w którym ksiądz co chwila robił odwołania do pełnej poświęcenia i godności postawy harcerzy Szesnastki, z zakrystii, wybiegł inny ksiądz i bezceremonialnie odsuwając celebransa od mikrofonu, wygłosił następujący komunikat: "Ludzie mamy nowego Papieża. Jest nim Polak - kardynał Karol Wojtyła". Łatwo sobie wyobrazić, w jakiej atmosferze toczyła się dalej ta msza i co działo się w kościele po jej zakończeniu.

Od 17 października do 2 listopada trwał kolejny wielki wysiłek zarobkowy Szczepu. III Akcja Znicz, zorganizowana w identyczny jak poprzednie, sposób przyniosła znów pokaźne zyski, które przeznaczono w większości na uzupełnienie brakującego sprzętu.

5 listopada odbyła się kolejna wycieczka Drużyny. Właściwie bez żadnego konkretnego celu. Hasło "Święto pieczonego ziemniaka" było tylko pretekstem do wyrwania z miasta. Trudno było "wyhamować" po tak intensywnym sezonie i przyzwyczaić się do myśli, że coraz mniej czasu będzie można spędzać w lesie. 10 listopada wielu harcerzy wzięło udział w specjalnie zorganizowanym biegu na Odznakę Sprawności Obronnej.

11 listopada, w 60-tą Rocznicą Odzyskania Niepodległości, Szesnastka wkroczyła po raz pierwszy na ścieżkę aktywnych działań o charakterze "opozycyjnym" wobec komunistycznej rzeczywistości, a nawet, można powiedzieć konspiracyjnym. W kościele św. Jacka, gdzie Drużyna ma swoją tablicę pamiątkową, odbywała się wielka patriotyczna uroczystość wmurowania tablic poświęconych pamięci trzech legendarnych dowódców Armii Krajowej: gen. Stefana Roweckiego "Grota", gen. Tadeusza Komorowskiego "Bora" i gen. Leopolda Okulickiego "Niedźwiadka".
Komuniści nie darzyli sympatią tych trzech postaci. W spreparowanej, oficjalnej wersji historii, Armia Krajowa była przecież reakcyjną siłą, której główny cel stanowiło zwalczanie ruchu robotniczego i walka przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Zwłaszcza postać gen. Okulickiego, którego już po wojnie komuniści sami zamordowali, była dla nich szczególnie niewygodna. Naród pamiętał jednak ofiarną postawę i pełną poświęcenia służbę tych oficerów, których postacie, poprzez pełnione przez nich funkcje, symbolizowały bohaterstwo setek tysięcy żołnierzy Armii Krajowej. Ponieważ Polacy znajdujący się pod okupacją radziecką nie mogli w powszechnie przyjęty sposób upamiętnić tego bohaterstwa i oddać należnego hołdu najlepszym synom swojego narodu wystawiając im pomnik - postanowiono zrobić to w formie tablic pamiątkowych usytuowanych w kościele, ostatnim azylu wolności. Ponieważ wybór inicjatorów padł na kościół, z którym Drużyna była szczególnie związana, nie mogło w tej uroczystości zabraknąć Szesnastki. Tym bardziej, że właśnie w naszej Drużynie pamięć, a nawet wręcz kult Armii Krajowej, był szczególnie żywy. Zostaliśmy poproszeni o wystawienie wart honorowych przy odsłanianych tablicach i o pomoc w służbie porządkowej. Ale jak to zrobić? Przypomnijmy, że był to okres największego nacisku politycznego na ZHP. Komendantem hufca był wtedy ekstremalnie "twardogłowy" aparatczyk partyjny, a im wyżej, tym było gorzej. Otwarte wystąpienie w tego typu uroczystości mogło więc grozić bardzo poważnymi konsekwencjami, z możliwością rozwiązania Drużyny włącznie. Postanowiono wziąć udział w uroczystości bez mundurów harcerskich, ale w jednolitym umundurowaniu złożonym z maskujących "panterek" i biało-czerwonych opasek ze znakiem Polski Walczącej i liter AK. Dodatkowo, stworzone zostało wrażenie jakoby młodzież uczestnicząca w uroczystości przyjechała specjalnie spoza Warszawy. Wszyscy stawili się w kościele w panterkach i z zapakowanymi plecakami. Uroczystość miała bardzo podniosły przebieg. Nasza obecność w panterkach i z opaskami tak bardzo korespondowała z atmosferą spotkania, że wielu kombatantów nie mogło ukryć wzruszenia. Tak długo byli izolowani od jakichkolwiek kontaktów z młodzieżą, że teraz widok dobrze zorganizowanego i zdyscyplinowanego oddziału, pełniącego służbę na zakazanym spotkaniu, budził w nich wielką otuchę i nadzieję, że nie cała pamięć o ich poświęceniu została zaprzepaszczona. Zaraz po uroczystości zarządzono rozśrodkowanie. W kilku paroosobowych grupach, różnymi drogami, harcerki i harcerze Szesnastki "ulotnili" się ze Starówki. Jako że była to sobota, Drużyna męska wyznaczyła sobie miejsce zbiórki w Truskawiu na skraju Puszczy Kampinoskiej, skąd udała się do lasu na ostatni tej jesieni dwudniowy biwak.

19 listopada w Rajdzie zorganizowanym przez 168 WDH z okazji 60 Rocznicy Odzyskania Niepodległości Drużyna Grunwald zdobyła I miejsce wśród wszystkich startujących tam drużyn. Od tego czasu datują się ściślejsze związki z tym szczepem. Już trzy tygodnie później odbył się wspólny kominek obu męskich drużyn.

26 listopada w rajdzie parasolowym BCO zajęło I miejsce, a Grunwald drugie.

W tym czasie trwała w Drużynie druga już akcja Grunwald. Kulminacyjnym jej punktem był bieg na plakietkę Drużyny, który odbył się 15 grudnia. Dzień później uroczysta zbiórka Drużyny zakończyła kolejny rok pracy Szesnastki. Przyznano 9 plakietek, a 10- ciu kandydatów zostało przyjętych do Drużyny, otrzymując krajki i kostki.

Był to rok nieprawdopodobnego wprost przyśpieszenia i bardzo dużej intensywności pracy. Co tydzień odbywały się zbiórki zastępów. Raz na dwa tygodnie spotykała się Rada Drużyny. Również co dwa tygodnie organizowane były zbiórki Drużyny, na których w tej czy innej formie podsumowywana była praca w zastępach. Sprawdzano umiejętności i wiedzę zdobyte w tym czasie przez harcerzy, lub przeprowadzano inne działania przygotowane przez zastępy. Co tydzień na boisku lub na szkolnej sali gimnastycznej odbywały się nieobowiązkowe zbiórki sportowe. Nieomal co tydzień miał miejsce biwak lub jednodniowa wycieczka poza Warszawę. Zorganizowano zimowisko, dwa obozy wędrowne i obóz stały. Praca na tak wysokich obrotach przyniosła wspaniałe rezultaty. Chłopcy nie widzieli świata poza Drużyną. Ich zaangażowanie w służbę harcerską kształtowało postawy życiowe w oparciu o normy obowiązujące w Drużynie. Bardzo wielu z nich związało się z Szesnastką na wiele następnych lat, stanowiąc przez długi czas jej podstawowy trzon kadrowy. 

 

Stan Drużyny w dniu 31.12.1978r.
Komendantka Szczepu - phm. Ewa Hołodowicz
16WDH-y  "Grunwald"
Drużynowy - pwd. Marek Gajdziński
Przyboczny - pwd. Lesław Kuczyński
p.o. przybocznego - odkr. Andrzej Smoleński
instr. sportowy - trop. Jarek Grajewski
instr.sportowy - trop. Tomek Grajewski
magazynier - odkr. Piotr Lipiński
Stan ogółem - 44 harcerzy w 4-ech zastępach:
Sztab-39-Krasnoludki- zastępowy odkr. Maciek Rurarz
Nawaje - zastępowy odkr. Artur Baczyński
Kajaki (poprzednio Jarko-Grajki) - zastępowy och. Jacek Kajak
Wilki - zastępowy trop. Marek Talacha
Czarne Stopy - zastępowy och. Sławek Papuć


____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -   Lata 1970-1980   W Obronie Tożsamości

 

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH