Wyszukiwanie zaawansowane
Kronika
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
1979-12-31 | Warszawa | Marek Gajdziński
Rok 1979

W styczniu tradycyjną Choinką rozpoczął się rok obozowych jubileuszy.
Kolejne, XXX już zimowisko, zostało zorganizowane w Jagniątkowie. Komendę stanowili: phm Ewa Hołodowicz - komendantka, org. Lesław Kuczyński - zastępca komendantki, przod. Jerzy Wójtowicz - oboźny i pwd. Ryszard Kukuła - kwatermistrz.
W zimowisku udział wzięło 13 harcerzy w 3 zastępach i 11 harcerek w 2 zastępach:

 

Glacjologów - zastępowy och. Jacek Kajak,
Muminów - zastępowy och. Sławomir Papuć,
Ułanów - zastępowy odkr. Maciej Rurarz,
Protestantek - zastępowa trop. Dorota Stefaniak,
Szatanów Śnieżnych Kotłów - zastępowa - trop. Katarzyna Zbytniewska.
W punktacji między zastępami zwyciężyli Glacjolodzy Jacka Kajaka. Harcerki i harcerze dysponowali oddzielnymi kwaterami.

W drugim terminie ferii część kadry Szczepu wzięła udział w zimowisku szkoleniowym hufca w ośrodku GK ZHP "Perkoz" na Warmii. Podobnie jak w latach ubiegłych, udział w tych kursach był warunkiem przyznania stopni instruktorskich. Choć program kursów bardziej przypominał szkolenia partyjne, niż zajęcia dla przyszłych instruktorów, nie było innego wyjścia. Szczep się rozrastał, potrzebował coraz więcej kadry. Kandydatów na instruktorów przybywało. Było to tak pozytywne zjawisko, że nie wolno było go zmarnować. Wszyscy oni zostali w drużynach Szczepu tak silnie uformowani, że żaden hufcowy kurs nie był w stanie im zaszkodzić.

W lutym nastały olbrzymie mrozy. Korzystając z tak ostatnio rzadkich warunków atmosferycznych, trzech najstarszych harcerzy: Rysiek Kukuła, Marek Gajdziński i Lesław Kuczyński, wybrało się w okolice Pogorzeli na dwudniowy biwak pod namiotem. Celem tej wyprawy było wypróbowanie, czy biwakowanie przy ponad dwudziestostopniowym mrozie jest możliwe i bezpieczne. Próba udała się znakomicie. Namiot rozstawiony na zasypanym ognisku i obsypany śniegiem okazał się schronieniem zupełnie, w tych warunkach pogodowych, wystarczającym.

 

Luty 1978r. Biwak pod namiotem przy 25-cio stopniowym mrozie.


Na cotygodniowych sportowych zbiórkach Drużyny przez cały styczeń i luty odbywały się treningi, a w końcu zawody między zastępami w koszykówce. Była to już druga (po siatkówce) dyscyplina sportowa, którą intensywnie ćwiczono. Za sprawą braci, Tomka i Jarka Grajewskich, zajęcia sportowe Drużyny zyskały sobie ogromną popularność. Bliźniakom powierzona została funkcja tzw. "sport leaderów". Do ich obowiązków należało organizowanie cotygodniowych zbiórek sportowych i zawodów w Drużynie. W okresie największych mrozów, gdy w Warszawie zalegała dawno nie pamiętana ogromna pokrywa białego puchu, chłopcy z upodobaniem oddawali się grze w piłkę nożną na śniegu. Korzystając ze wspaniałych warunków, zorganizowano także indywidualne zawody saneczkowe. Odbyły się one na górze w Parku Szczęśliwickim.

8 marca - oficjalny ukłon w stronę dziewcząt. Z okazji Dnia Kobiet Drużyna zorganizowała dyskotekę Szczepu. W tym miejscu warto odnotować, że wzajemne stosunki pomiędzy drużynami męską i żeńską, a zwłaszcza pomiędzy poszczególnymi starszymi harcerkami i harcerzami, weszły w kolejną fazę zażyłości. Tak zwane "pary" nie były już li tylko zjawiskiem incydentalnym. Powoli stawały się normą. Poza oficjalnym, harcerskim nurtem życia drużyn, kwitło jeszcze, może nawet bardziej intensywne, życie towarzyskie. Wiele zjawisk i tzw. "układów personalnych" miało swoje źródło w tym drugim, nieoficjalnym nurcie życia Szczepu. Jak wszystko na tym świecie, miało to swoje dobre i złe strony. Do złych trzeba zaliczyć częste załamania dobrej atmosfery wywołane zmiennością uczuć, tak naturalną dla młodzieży w tym wieku. Na obozach, które nadal organizowane były jako koedukacyjne, coraz bardziej dawało o sobie znać zjawisko lekceważenia zajęć spowodowane odwróceniem uwagi od obowiązków harcerskich w kierunku niepożądanym. Zakończmy ten wątek tym eufemistycznym stwierdzeniem i zwróćmy uwagę na pozytywy. A należało do nich bardzo dobre "zgranie" środowiska instruktorskiego Szczepu, które pozwalało wynieść współpracę między drużynami na poziomy jeszcze kilka lat wcześniej zupełnie abstrakcyjne. Najlepiej było to widoczne w gronie kadry zuchowej, wychowanej już w Szczepie i wywodzącej się z drużyn. Efektem tej "przyjacielskiej" atmosfery panującej w Szczepie było kilka harcerskich ślubów, które odbyły się kilka lat później. Początki tych związków miały miejsce właśnie w tym czasie.

17 i 18 marca odbył się biwak Rady Drużyny GRUNWALD w Józefowie koło Warszawy, u Tadeusza Sułowskiego, byłego drużynowego Szesnastki i wielkiego jej przyjaciela. Bezkompromisowa postawa Tadka wobec komunistycznej rzeczywistości, jego rubaszny i prosty, można powiedzieć żołnierski sposób wyrażania myśli imponował chłopcom, rozpalał wyobraźnię i zachęcał do działania. Cel biwaku był prosty: Tadek został poproszony o nauczenie kadry Drużyny zapomnianego, bo od lat zakazanego Hymnu Szesnastki. Dzięki jego "wokalnym zdolnościom" udało się to znakomicie. W ciągu paru tygodni hymn potrafiła już śpiewać cała Drużyna. Od tej chwili po dzień dzisiejszy, na wszystkich apelach i zbiórkach Drużyny, po odśpiewaniu Hymnu Harcerskiego wykonywany jest Hymn Szesnastki. Niesamowitą frajdą i atrakcją drugiego dnia biwaku była konna przejażdżka po okolicznych lasach zorganizowana przez Tadka, będącego ogromnym miłośnikiem (i jednocześnie posiadaczem) koni.

20 marca w harcówce Szesnastki odbył się kominek z udziałem Antoniego Hedy, legendarnego "Szarego", dowódcy zgrupowania AK na kielecczyźnie, a także Tadka Sułowskiego, partyzanta walczącego w tych oddziałach. "Szary" barwnie opowiadał o prowadzonej przez nich walce w obronie Polski przeciwko hitlerowskim i sowieckim najeźdźcom, a także dyskretnie wskazywał na metody, jakie można stosować obecnie w walce o przetrwanie ducha narodowego. Na kominku była obecna również zaproszona przez Szesnastkę Rada Szczepu 168 WDH. Oba Szczepy coraz częściej spotykały się ze sobą, jak gdyby czując ideową bliskość i potrzebę trzymania się razem wobec reszty "czerwonego" hufca. Historyczna i ideowa wymowa tego spotkania na pewno nie była po myśli władz ZHP, toteż można było na nie zaprosić tylko najbardziej pewnych i sprawdzonych przyjaciół. Dla Szesnastki takimi przyjaciółmi byli w hufcu Ochota tylko harcerze 168 WDH.

Pod koniec marca drużynowy Marek Gajdziński, ze względu na zbliżającą się maturę i egzaminy na studia, ograniczył znacznie swoją aktywność, nie wyłączając się jednak całkowicie z pracy w Drużynie. Główny ciężar przejął na siebie przyboczny, Lesław Kuczyński, który będąc w pięcioletnim technikum miał do matury jeszcze rok. Charakter pracy w Drużynie nie zmienił się ani na jotę. Obaj instruktorzy rozumieli się doskonale i fantastycznie się uzupełniali. Mieli identyczną wizję harcerstwa i Drużyny. To sprawiło, że nie nastąpiła żadna zmiana kursu i Drużyna mogła dalej rozwijać się bez żadnych przeszkód. Każdy z nich już od dawna mógł być samodzielnym drużynowym. Los sprawił, że drużynowym został Marek. Lesław lojalnie go wspierał i nigdy nie pozwolił, aby osobiste ambicje wzięły górę nad przyjaźnią i interesem Drużyny. Rok wcześniej, gdy skazany był przez Zośkę na banicję i nie mógł pracować w Drużynie, na prośbę kolegi, który właśnie wtedy zdawał maturę, przez pół roku prowadził jako drużynowy 181 WDH-y. Gdy tylko kolega uporał się z egzaminami pod koniec maja 1978 roku, Lesław zdjął granatowy sznur i na powrót zameldował się w swojej Drużynie, aby objąć czekającą już na niego funkcję przybocznego. Dzięki lojalności Lesława i dzięki przyjaźni, jaka łączyła obu harcerzy, ich współpraca przebiegała w sposób całkowicie harmonijny, co przekładało się na stale i szybko rosnący poziom Drużyny.

25 marca Drużyna wzięła udział w kolejnym Rajdzie "Arsenał"

W czasie ferii świątecznych odbył się kolejny, trzeci już wędrowny obóz Wielkanocny w Górach Świętokrzyskich. Zaczęto używać nazwy "wiosennisko" przez analogię do zimowiska. Komendę obozu stanowili: komendant - pwd. Ryszard Kukuła, oboźny - przod. Jerzy Wójtowicz, oboźna - wędr. Anna Kuczyńska i kwatermistrz - pwd. Lesław Kuczyński. Poza komendą w obozie udział wzięło 9 harcerzy, 11 harcerek, w tym instruktorzy zuchowi, wszyscy podzieleni na 4 zastępy:
Plecaki - zastępowy - odkr.Piotr Lipiński
Dżdżownice - zastępowa - odkr.Mariola Klapa
Świt - zastępowa - trop. Dorota Stefaniak
Czerwone Gitary - zastępowa - odkr. Iwona Sąpor (zastęp koedukacyjny złożony z kadry drużyn zuchowych).
Punktację między zastępami tradycyjnie wygrał zastęp z Drużyny Grunwald - Plecaki Piotrka Lipińskiego.
W odróżnieniu od poprzednich wiosennisk, tym razem dopisywała wspaniała słoneczna pogoda, przez co wędrówka po górach była znacznie łatwiejsza i przyjemniejsza. Na trasie jednego z przemarszów zorganizowano nawet bieg harcerski na stopień dla trzech harcerek.

 

 

Kwiecień 1979r. Obóz w Górach Świętokrzyskich. Wymarsz na bieg harcerski. 

 

Kwiecień 1979r. Obóz w Górach Świętokrzyskich. Część zastępu Plecaki na wycieczce.


22 kwietnia, w Rajdzie o tytuł najlepszego zastępu hufca, Szczep odniósł bardzo dobry wynik. Zastęp Kasjopejek z 16 WDH-ek BCO zajął I miejsce, a zastęp Czarnych Stóp z 16WDH-y GRUNWALD - IV miejsce w klasyfikacji ogólnej. Sukces był tym większy, że z analizy wyników wynikało iż Czarne Stopy okazały się najlesze wśród zastępów męskich.

 

 

Kwiecień 1979r. Czarne Stopy w drodze na Rajd o tytuł najlepszego zastępu hufca. 

 

Kwiecień 1979r. Rajd o tytuł najlepszego zastępu hufca. Czarne Stopy na przeszkodzie "Obronność".


Wiosna to okres wycieczek i biwaków. Podobnie, jak w poprzednim sezonie, organizowane były prawie co tydzień. Zmienił się tylko kierunek wypadów. Ponieważ w Puszczy Kampinoskiej, która była najbliższym wielkim kompleksem leśnym, wprowadzono bardzo restrykcyjne zasady poruszania się, zakazano rozbijania namiotów i rozpalania ognisk, Drużyna przeniosła swoje tereny wycieczkowe do oddalonej o ponad 60 km od Warszawy Puszczy Bolimowskiej. Tam znalezione zostały wspaniałe i całkowicie dzikie miejsca biwakowe. Duża odległość od Warszawy była sporym utrudnieniem. Najpierw ponad godzinna podróż pociągiem do Radziwiłłowa Mazowieckiego lub Rawki koło Skierniewic, a potem jeszcze ponad dziesięciokilometrowy marsz przez wieś, pola, łąki i las, zabierały w sumie sporo czasu i wysiłku. Ale opłacało się. Dzięki dużej odległości od Warszawy było to całkowite odludzie, sprzyjające nieskrępowanemu oddawaniu się puszczańskim harcom. Malownicze skarpy i przybrzeżne łąki wzdłuż czystej i dzikiej Rawki stały się na kilka następnych lat terenem licznych sobotnio-niedzielnych wypadów Drużyny.

25 kwietnia, na zbiórce Drużyny, zorganizowany został wiosenny przegląd sprzętu biwakowego zakończony zawodami w rozstawianiu namiotów na czas.

28 i 29 kwietnia odbył się pierwszy biwak Drużyny w Puszczy Bolimowskiej. Był to zwiad terenowy mający na celu rozpoznanie nowego terenu i znalezienie miejsc biwakowych. Udał się znakomicie. Chłopcy wrócili w nastroju euforii wywołanym wynikami rozpoznania terenu.

1 maja obowiązkowy pochód, a już w następny weekend (5 i 6 maja) - kolejny dwudniowy wypad do Puszczy Bolimowskiej. W trakcie tego biwaku powstał pomysł przemieszczania się od stacji kolejowej w Radziwiłłowie do wybranych miejsc biwakowych na rowerach, co wobec ponad dziesięciokilometrowej odległości mogło znacznie skrócić czas dotarcia na miejsce biwaku. Postanowiono już w najbliższych dniach sprawdzić, w jakim stopniu pomysł ten może zostać zrealizowany.

9 maja Drużyna wzięła udział w uroczystej odprawie warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

11 maja odbyła się rowerowa zbiórka Drużyny w Parku Szczęśliwickim. Jej celem było sprawdzenie ilu chłopców posiada rowery i jaki jest ich stan techniczny. Niestety, z zaplanowanych zawodów rowerowych nic nie wyszło. Okazało się bowiem, że tylko 13 harcerzy jest w posiadaniu rowerów, a stan techniczny większości pojazdów pozostawia wiele do życzenia.

Na zaplanowany w dniach 12 i 13 maja biwak rowerowy stawiło się tylko 8-miu harcerzy. Wyruszono w okolice Chlebowa w Lasach Nadarzyńskich. Mimo, że odległość nie była zbyt duża, ciągłe awarie opóźniały dojazd. Zaplanowane zajęcia odbyły się, ale wnioski nie były pocieszające. Okazało się, że warunki obiektywne każą odłożyć wspaniały pomysł na dalszą przyszłość. W tamtych czasach rower nie był, tak jak dziś, czymś powszechnym. Nie każdego było na niego stać. A nawet jeżeli, to kupienie roweru w sklepie graniczyło z cudem. Takie to były czasy. Gospodarka socjalistyczna waliła się w gruzy. W sklepach nie było już prawie nic. Żeby kupić najbardziej potrzebne rzeczy ludzie stali w ogromnych kolejkach przed sklepami, czasem nawet po wiele tygodni. W tych warunkach rower nie był zakupem priorytetowym dla większości rodziców. Trudno. Nie pozostawało nic innego, jak kontynuować "eksplorację" Puszczy Bolimowskiej na piechotę.

16 maja na zbiórce Szczepu zorganizowano grę "przekradankę". Dwa najstarsze zastępy obstawiły wszelkie możliwe wejścia na Plac Narutowicza. Zadaniem pozostałych harcerek i harcerzy było, przy wykorzystaniu przebrania, przedostać się niepostrzeżenie na plac i zgłosić do punktu kontrolnego usytuowanego w samym jego środku. Inwencja w przygotowaniu przebrań była naprawdę imponująca i mimo, że zadanie nie było przecież łatwe, bo wszyscy w Szczepie znali się "jak łyse konie", kilku szczęśliwcom sztuka ta jednak się udała.

26 i 27 maja odbył się kolejny biwak w Puszczy Bolimowskiej, tym razem jako zwiad przed mającymi odbyć się za dwa tygodnie manewrami pod kryptonimem GROT, które wzorem roku ubiegłego organizowała Drużyna dla kilku innych zaprzyjaźnionych drużyn. Zadaniem zwiadu było wyznaczyć teren gry oraz sporządzić odpowiednie szkice i plany na użytek pozostałych drużyn zaproszonych do udziału w manewrach. Jednocześnie, już na użytek własny, wyznaczono kilka wariantów miejsc biwakowych najbardziej dogodnych do obrony i zamaskowania obozu.

Czterodniowe manewry pod kryptonimem Grot odbyły się w dniach 9-12 czerwca. Wzięły w nich udział cztery drużyny: 16 WDH-y Grunwald, 16 WDH-ek BCO, 168 WDH-y i 168 WDH-ek. Zasady gry były identyczne jak w ubiegłorocznych manewrach KLIN. Od godziny 22-ej do 6-tej rano trwały podchody biwaków. Ich celem było wykradzenie z obozów pozostałych drużyn ich patrolówek. Obozy mogły być za dnia przenoszone w dowolne miejsce w obrębie wyznaczonego terenu, stanowiącego w przybliżeniu kwadrat o boku 3 km. Zatem gra toczyła się nie tylko w wyznaczonym na podchody czasie. Przez cały dzień trzeba było przenosić i starannie maskować własny obóz. Normalne czynności biwakowe takie, jak na przykład przyrządzanie posiłków, musiały być wykonywane cicho i dyskretnie tak, aby drużyny przeciwne nie wpadły na trop obozu. Jednocześnie trzeba było stale obserwować wykryte obozy przeciwników i poszukiwać tych, którym udało się zmylić czujność naszych zwiadowców. Wymagało to dużego wyrobienia, znajomości terenu oraz posługiwania się wymyślnymi technikami łączności i sygnalizacji. Drużyna, która o godzinie 22-ej znała położenie obozów przeciwnika i jednocześnie potrafiła zachować w ukryciu swój własny obóz, miała największe szanse na sukces. Ale pozostawało jeszcze przeprowadzić udane podchody, co przecież nie jest zadaniem łatwym. W tej trudnej i wyczerpującej fizycznie grze, tak jak w roku ubiegłym, zwycięstwo odniosła 16 WDH-y Grunwald, nie tracąc własnego proporca i zdobywając dwie inne partolówki.

 

 

Czerwiec 1979r.Manewry Grot. Drużyna w trakcie zmiany miejsca biwakowania. 

 

Czerwiec 1979r. Manewry Grot. Narada wojenna.


13 czerwca odbyła się ostatnia przed wakacjami zbiórka Drużyny, na której zamknięto i ogłoszono ostateczne wyniki punktacji między zastępami prowadzonej w ciągu całego roku harcerskiego, podobnie jak to miało dotychczas miejsce na obozach. W punktacji tej zwyciężył zastęp Czarnych Stóp (47pkt) przed X-39 Krasnoludki (40), Kajakami (20) i Wilkami (16). Za zajęcie pierwszego miejsca zastęp Czarnych Stóp uzyskał "dożywotnie" prawo noszenia plakietki drużyny na swoim proporcu.

Pod koniec czerwca najstarsi harcerze z Drużyny wyjechali na zorganizowany przez siebie dwutygodniowy obóz, któremu nadali nazwę "zewsząd-desantowego". Obóz ten, nazywany też "Banzai Obozem", swoim charakterem nie mieścił się w żadnej znanej klasyfikacji, choć najbliższy był niewątpliwie obozowi wędrownemu. W obozie wzięło udział 7 harcerzy. Komendantem był pwd. Lesław Kuczyński, a oboźnym pwd. Marek Gajdziński, który ze względu na egzaminy na Politechnikę, dojechał kilka dni później. Obóz został zorganizowany bez wiedzy i zgody Komendy Hufca i dzięki temu, że nie trzeba było się krępować oficjalnymi wytycznymi, był jedną, wielką, męska przygodą. Rozpoczął się kilkudniowym biwakiem na bezludnej wyspie w zalewie rzeki Wdy, skąd prowadzono liczne wypady przy użyciu łodzi wiosłowych. Celem tych wypraw było między innymi udane podejście obozu hufca Świecie. Następnie, miała miejsce piesza wędrówka przez całe Bory Tucholskie, w trakcie której dokonano udanego podejścia obozu Szczepu 29 WDH. Z kolei, przy pomocy autostopu przemieszczono się na Pola Grunwaldzkie, by wziąć udział w obchodach kolejnej rocznicy bitwy. Na miejscu Drużyna stanowiła niewątpliwą atrakcję turystyczną, jako że chłopcy byli jedynymi tam obecnymi harcerzami umundurowanymi w tradycyjne harcerskie mundury. Obóz zakończył się zupełnie nieplanowanym dwudniowym pobytem w obozie hufca Stupsk na Warmi, gdzie na prośbę hufcowego Szesnastka wykonała misję "ewangelizacyjną", czyli mówiąc wprost - usiłowała pokazać obozującej tam zbieraninie, co to jest harcerstwo. Można bez przesady powiedzieć, że Banzai Obóz był prawdziwą szkołą przetrwania. Powodem tego były tak zwane "przejściowe trudności w zaopatrzeniu ludności". Określeniem tym komuniści nazywali permanentny brak towarów w sklepach. Banzai Obóz, nie będąc oficjalnie zarejestrowanym, nie posiadał żadnych przydziałów żywności, przez co szanse kupienia czegokolwiek po drodze były bliskie zeru. Do historii przeszła "uczta" składająca się ze spleśniałego sera żółtego (tylżycki III gatunek) i dżemu porzeczkowego (z ogonkami). Częste podchody napotykanych po drodze obozów harcerskich, poza tradycyjnym podłożem charakterystycznym dla tego typu harcerskiej gry, miały też inne równie ważne cele. Były nimi obficie zaopatrzone, obozowe magazyny żywnościowe i nadzieje na normalny posiłek w zamian za zwrot wykradzionej flagi.

 

 

Lipiec 1979r. Banzai Obóz. Jeden z wypadów z biwaku usytuowanego na bezludnej wyspie. 

 

Lipiec 1979r. Banzai Obóz. Artur Baczyński i Lesław Kuczyński w łodzi. Banzai czapeczka to specjalny element umundurowania polowego.


Na przełomie lipca i sierpnia, koło wsi Mikaszówka na Mazurach, odbył się jubileuszowy L (50-ty) obóz stały Szesnastki. Szczep przygarnął pod swoje namioty resztki drużyn sąsiedniego, ledwie wegetującego Szczepu 223 WDH ze szkoły na ulicy Barskiej. Obok pomocy w zorganizowaniu obozu przedsięwzięcie to miało jeszcze jeden chytry zamysł. W związku z planowaną reformą szkolnictwa polegającą na wprowadzenia szkoły dziesięcioletniej, chodziły słuchy o możliwej likwidacji Szkoły Podstawowej nr 9, przy której działała Szesnastka. Dla Szczepu mogła to być katastrofa. Postanowiono więc na wszelki wypadek uchwycić "przyczółek" w szkole na Barskiej. Wspólny obóz z 223 WDH był jednym z elementów tego planu. Liczebność "nieparzystych" nie pozwalała na utworzenie przez nich oddzielnego podobozu. Musieli zostać włączeni do obozu Szesnastki. Dzięki temu, a przede wszystkim dzięki silnym naciskom ze strony kadry drużyny męskiej, udało się przekonać komendantkę Szczepu do idei dwóch podobozów - męskiego i żeńskiego. W ten sposób, po siedmiu latach przymusowej koedukacji, Drużyna znów miała swój obóz, tym razem zorganizowany w ramach zgrupowania Szczepu. Komendę zgrupowania stanowili: komendantka - phm. Ewa Hołodowicz, zastępczyni - phm. Grażyna Chwetczuk (223), kwatermistrz - org. Wojciech Iwan i kierowca - hm. Marek Wronkowski.
Podobóz męski:
Komendant - pwd. Marek Gajdziński, oboźny - pwd. Lesław Kuczyński, instruktor - Jacek Partyka (223). W obozie poza komendą wzięło udział 20 harcerzy 16 WDH-y w 4-ech zastępach i 9 harcerzy z 223 WDH-y w 2-ch zastępach:
Krasnoludki - zastępowy odkr. Maciej Rurarz
Kajaki - zastępowy och. Jacek Kajak
Wilki - zastępowy odkr. Andrzej Smoleński
Czarne Stopy - zastępowy odkr. Piotr Lipiński
oraz Wenusjanie (223) i Scypały (223)
W punktacji między zastępami zwyciężyły Czarne Stopy pod wodzą Piotrka Lipińskiego.
Podobóz żeński:
Komendantka - pwd. Ewa Piechota (223), oboźna - org. Anna Kuczyńska oraz 12 harcerek z 16WDH-ek i 2 z 223 WDH-ek w 3-ech zastępach:
Atlantki - zastępowa Marzena Trzeciak
Urząd Fikcyjnych Obserwacji -UFO - zastępowa Marta Wronkowska
Zespół Komputerów d/s badania aktywności NOL - zastępowa Beata Zawadzka
Po kilku dniach do podobozu dołączył czteroosobowy zastęp instruktorów zuchowych Szesnastki, którzy powrócili z kolonii zuchowej hufca, gdzie pełnili funkcje instruktorskie.

Obóz miał opinię bardzo udanego. Dzięki podziałowi na dwa podobozy można było wreszcie, nie będąc zmuszonym do kompromisów, tak zaplanować zajęcia, aby w pełni odpowiadały aspiracjom i potrzebom chłopców i dziewcząt. Motywem głównym zabawy obozowej było UFO. Dziewczęta potraktowały temat od strony naukowej, chłopcy natomiast od strony militarnej, przybierając dla swojego podobozu nazwę U-FORCES. Według tego pomysłu, podobóz był ziemską bazą międzygalaktycznych sił ekspedycyjnych, mającą za zadanie uchwycić przyczółek na Ziemi, dokonać niezbędnego rozpoznania i utrzymać go aż do planowanego przybycia głównych sił inwazyjnych, mających skolonizować planetę. Okres 30 dni, od chwili lądowania do planowanego wycofania się tuż przed zmasowanym uderzeniem Międzygalaktycznego Imperium, wypełniły zwiady terenowe, gry taktyczne i inne operacyjne przedsięwzięcia wykonywane w niesprzyjających ziemskich warunkach. Stylistyce tej podporządkowane było wszystko: od zdobnictwa obozowego, przez fabułę gier terenowych, zwiadów, chatek i rajdu, aż po warty, służby kuchenne, a nawet codzienne oficjalne rozkazy obozowe. Chłopcy bawili się świetnie, mogąc wydobyć na światło dzienne głęboko skrywane pasje. Jednocześnie, ta niewinna zabawa niosła ze sobą, głównie w podtekstach, bardzo istotną naukę i ważne przesłanie. Uważny i wnikliwy czytelnik zapewne zauważy, że jak to się wtedy mówiło, "ideowo-polityczny" wydźwięk tej zabawy pozostawał w ogromnej sprzeczności z propagandowymi hasłami "walki o pokój" głoszonymi przez oficjalną komunistyczną propagandę, w której ZHP miało mieć swój wyznaczony odcinek pracy. Ta niewinna z pozoru zabawa, której kadra Drużyny świadomie nadała imperialistyczno-kolonialny wydźwięk, miała być odtrutką na wszechobecny bełkot propagandowy, który w swej istocie służył zamaskowaniu prawdziwych, imperialnych zamierzeń bloku komunistycznego. Dzięki zabawie w U- FORCES harcerze na własnej skórze poznawali mechanizmy tej propagandowej manipulacji. Było bowiem oczywiste, że dla bezpieczeństwa misji na zewnątrz bazy nie wolno było zdradzić planów nadchodzącej inwazji. W kontaktach zewnętrznych, np. w zgrupowaniu, przybysze z kosmosu przekonywali tubylców, że są ambasadorami postępu i wyższej cywilizacji, która może przynieść Ziemianom powszechny dobrobyt, szczęście i sprawiedliwość społeczną. Na wszelkiego typu zajęciach kulturalnych i ogniskach zgrupowania zastępy miały się przedstawiać w ten sposób, aby unikać jakichkolwiek przejawów agresji. Nawet w oficjalnych rozkazach powstrzymywano się od stosowania formy komunikatów wojennych, usprawiedliwiając obecność na Ziemi awarią statku i koniecznością przymusowego lądowania. Zbliżające się siły inwazyjne określano kryptonimem ekspedycji ratunkowej. W ten sposób budowane było na pokaz i przy świadomym udziale uczestników, wielkie propagandowe "kłamstwo". Zabieg ten miał w zamierzeniach odsłaniać mechanizmy komunistycznej propagandy. O tym, że był to pomysł skuteczny, świadczy to, iż wielokrotnie, na wewnętrznych ogniskach podobozu sami harcerze formułowali wnioski wskazujące na analogię przebiegu zabawy do otaczającej nas rzeczywistości.

 

 

Sierpień 1979r. Obóz nad jeź. Mikaszewo. Wymarsz na Rajd. Raport zastępowych. 

 

Sierpień 1979r. Obóz nad jeź Mikaszewo. Sprawdzanie porządku w namiotach.


Na jubileuszowe, 50-te Święto Obozu, przybyli dawni drużynowi Szesnastki: Staszek Korwin, Jarek Kopaczewski i Tadek Gacki. Jarek podarował Drużynie napisaną przez siebie piosenkę pt. "Ballada o Szesnastce", która natychmiast zyskała sobie ogromną i trwającą wiele lat popularność. Tego dnia miało też miejsce bardzo ważne dla całego Szczepu wydarzenie. Do pierwszego instruktorskiego stopnia, organizatora, mianowanych zostało aż 6 harcerek i harcerzy: Małgorzata Deliś, Anna Kuczyńska, Joanna Wojtala, Tomasz Rokicki, Jerzy Wójtowicz i Wojciech Iwan. Tym samym Szczep stał się instruktorską potęgą dysponującą 10-cioma instruktorami w służbie czynnej. Rajd pieszy prowadził do Augustowa. Pod koniec obozu, jak zwykle, odbył się bieg harcerski. Zdobyto stopnie: 4 ochotnika, 1 tropiciela, 1 odkrywcy i 1 przodownika oraz 1 tropicielki, 2 odkrywczyni i 1 przodowniczki.

 

 

Sierpień 1979r. Obóz nad jeź. Mikaszewo. Zobowiązanie Instruktorskie Ani Kuczyńskiej.

 

Sierpień 1979r. Obóz nad jeź. Mikaszewo. Od lewej Staszek Korwin Szymanowski, Jarek Kopaczewski, Tadek Gacki i Lesław Kuczyński.


Po obozie okazało się, że na szczęcie Kuratorium Oświaty zrezygnowało z planów likwidacji szkoły nr 9. Mało tego, Szczep otrzymał w swojej szkole nowe pomieszczenie na harcówkę - piękną kwadratową salę o powierzchni około 40m kwadratowych usytuowaną pomiędzy II i III piętrem. Była to wielka niespodzianka. Nowa, większa harcówka była już od dawna bardzo potrzebna ze względu na rozrost drużyn harcerskich, ale przede wszystkim ze względu na trzy coraz prężniej działające drużyny zuchowe.

Rok szkolny rozpoczął się nietypowo, bo około 20 sierpnia, a już 28-go odbyła się zbiórka poborowa. Po bardzo udanym obozie do jesiennego poboru stawiła się większa niż dotychczas liczba kandydatów. Stan Drużyny powiększył się do 60-ciu chłopców. Powołano dwa nowe zastępy tzw. poborowe "Wilkołaków" i "Komandosów". Rozpoczął się też kolejny sezon wycieczkowy.

8 i 9 września odbył się biwak drużyny w Kaniach Helenowskich, a dwa tygodnie później biwak Szczepu w Rozalinie.

We wrześniu obchodzono w całym kraju 40-stą rocznicę wybuchu II Wojny Światowej i napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę. Oczywiście o napaści Związku Radzieckiego i trwającej blisko dwa lata okupacji sowieckiej naszych ziem wschodnich nie wolno było oficjalnie wspominać. Toteż ognisko na biwaku w Kaniach poświęcone zostało prawie w całości przypomnieniu tych niewygodnych dla komunistów faktów.

10 września odsłonięto na Ochocie, u zbiegu ulicy Grójeckiej i Banacha, pomnik upamiętniający bohaterską obronę Warszawy, tzw. "Barykadę". Szczep uczestniczył w tej uroczystości jako jeden z reprezentujących hufiec Ochota.

27 września odbyła się uroczystość otwarcia Harcerskiego Ośrodka Wodnego Chorągwi Warszawskiej, który został usytuowany na Cyplu Czerniakowskim. Szczep, jako jeden z nielicznych, został wytypowany przez Komendę Chorągwi do udziału w tej uroczystości. Od tego momentu datują się dość bliskie związki Drużyny z tym miejscem, świetnie nadającym się do organizowania niekrępujących ognisk i zbiórek w samym środku Warszawy.

6 i 7 października pięcioosobowy patrol złożony z kadry Drużyny wziął udział w kolejnym Rajdzie Świetlików w Górach Świętokrzyskich. Nie odniesiono żadnych specjalnych sukcesów, jeśli nie liczyć faktu dotarcia na metę, co nie udało się wszystkim jego uczestnikom.

Tydzień później, w X Rajdzie Rad Drużyn Hufca ZHP Warszawa Ochota, Rada 16 WDHy Grunwald wywalczyła I miejsce w klasyfikacji ogólnej, zdobywając puchar przechodni. Nie wnikając w zasady i przedmiot tej rywalizacji, która z tradycyjnym harcerstwem nie miała wiele wspólnego, rezultat ten nie mógł być dla nikogo zaskoczeniem. Drużyna była bowiem ewidentnie najprężniejszą i najlepiej pracującą w hufcu. Ewenementem było, że na jej czele stało aż dwóch mianowanych instruktorów w stopniu przewodnika. Zastępowi mieli wieloletnie doświadczenie harcerskie i byli dobrze przygotowani do pełnionych funkcji, co niezmiennie udowadniali w toku całorocznej i obozowej pracy. Po prostu - nie mogło być inaczej.

Jednocześnie pogłębiał się kryzys w drużynie żeńskiej. Stan drużyny spadł do 12 harcerek. Z funkcji drużynowej odeszła org. Anna Kuczyńska, a jej miejsce, jako pełniąca obowiązki, zajęła słabo do tego przygotowana przod. Marzena Trzeciak. Funkcję komendantki Szczepu pełniła wtedy nadal phm. Ewa Hołodowicz. Jednak nie chciała albo nie potrafiła pomóc swojej dawnej drużynie. Coraz bardziej ujawniał się kryzys programowy. Harcerki zauroczone sukcesami drużyny męskiej pragnęły dorównywać jej pod każdym względem, nie zauważając potrzeby wypracowania własnego, odpowiadającego dziewczętom stylu pracy. Niedostosowane do naturalnych zainteresowań dziewcząt zajęcia zniechęcały je do harcerstwa, co objawiało się wciąż malejącym stanem drużyny i wywołanym przez to widocznym brakiem zorganizowania.

Druga połowa października to tradycyjnie czas zarabiania pieniędzy na sprzedaży zniczy nagrobkowych. Kolejna, czwarta już Akcja Znicz ponownie przyniosła spore dochody, które zostały przeznaczone na zakup płócien namiotowych i urządzenie nowej harcówki. Bardzo istotnym i wartym podkreślenia jest fakt, że kolejne Akcje Znicz były współorganizowane i rozliczane przez rodziców skupionych w Kole Przyjaciół Harcerstwa działającym przy Szczepie. Praca polegała na organizowaniu wielu ulicznych stoisk usytuowanych na Ochocie, a w dniach 1 i 2 listopada, również na większości Warszawskich cmentarzy. Był to więc ogromny wysiłek organizacyjny dla kadry Szczepu i KPH. Sprawne przeprowadzenie akcji wymagało również od szeregowych harcerzy dość dużego poświęcenia, obowiązkowości, a nie raz także hartu ducha i fizycznej odporności. Pogoda często nie sprzyjała sprzedawcom. Harcerzom pracującym na ulicach Warszawy niejednokrotnie towarzyszyła plucha i przenikliwe zimno. Nie były to więc "łatwe pieniądze". Tym większa też była satysfakcja z osiągniętych wyników przekładających się na realne zyski. Te były z roku na rok coraz większe. Inną, jeszcze bardziej istotną wartością tego przedsięwzięcia, były jego walory wychowawcze. Harcerze widzieli bezpośredni związek jakości swojej pracy i poświęcenia z ostatecznym wynikiem Akcji i korzyściami, jakie odnosiły ich drużyny. Akcja Znicz była swoistym, bardzo trudnym sprawdzianem lojalności i obowiązkowości. Większość zdawała go na przysłowiową piątkę. Ale zdarzały się też przypadki lekceważenia obowiązków. Był to zawsze czytelny sygnał, że dla tego czy innego gentlemana praca w Drużynie traciła swój dotychczasowy urok. Stało się więc regułą, że po podsumowaniu Akcji liczebność Drużyny zmniejszała się nieznacznie o osobników, w stosunku do których wyciągnięto wnioski z prezentowanej przez nich postawy. Tak było i w tym roku. Choć może zwłaszcza w tym roku zastosowano kryteria surowsze niż w latach poprzednich. W ten sposób dokonano selekcji i stan Drużyny zmniejszył się do 40-tu harcerzy.

1 listopada, równolegle z prowadzoną Akcją Znicz, Drużyna wystawiła warty honorowe na grobach Zawiszaków pochowanych na Wojskowych Powązkach.

9 listopada na zbiórce Drużyny odbył się bieg patrolowy rozpoczynający kolejną Akcję Grunwald, czyli cykl zajęć, szkoleń i sprawdzianów organizowanych na zbiórkach zastępów i zbiórkach Drużyny i mających na celu przygotowanie kandydatów do biegu na krajkę i kostki, a starszych harcerzy do zdobycia plakietki Drużyny.

11 listopada na wycieczce Drużyny odbył się bieg harcerski na stopień ochotnika dla harcerzy, którzy nie mogli wziąć udziału w obozie letnim. Na jedenastu biegnących tylko trzech zaliczyło bieg na stopień. Tak słabe wyniki biegów jesiennych były pewnego rodzaju regułą potwierdzającą starą harcerską prawdę, że obóz jest najbardziej skutecznym i wartościowym elementem pracy Drużyny. Chłopcy, którzy z takich czy innych względów nie brali w nim udziału, mimo licznych wysiłków zastępowych, kadry i ich samych, nie byli w stanie dorównać poziomem wyrobienia swoim kolegom, którym udało się przejść przez intensywny obozowy trening.

14 grudnia odbył się w Warszawie bieg na krajki i kostki dla kandydatów, a dla harcerzy z rocznym stażem w Szesnastce - bieg na plakietkę Drużyny. Bieg jak zwykle sprawdzał ich wiedzę z dziedziny historii Harcerstwa i Szesnastki, symboliki, zwyczajów i regulaminów. Na przeszkodach rozsianych po całej Warszawie, w miejscach związanych z historią Drużyny, stali starsi harcerze posiadający już plakietkę Drużyny.

21 grudnia na uroczystej Zbiórce Drużyny kończącej Akcję Grunwald przyjęto do drużyny 8 kandydatów. Zgodnie z nowym zwyczajem, zawiązano im na szyi krajki i wręczono kostki. Trzech starszych harcerzy otrzymało zdobyte plakietki Drużyny. Staszek Korwin wygłosił gawędę i przełamano się opłatkiem.


Stan Drużyny w dniu 31.12.1979r.
Komendantka Szczepu - phm. Ewa Hołodowicz
16WDH-y  "Grunwald"
Drużynowy - pwd. Marek Gajdziński
Przyboczny - pwd. Lesław Kuczyński
II Przyboczny - przod. Piotr Lipiński
fotograf i kronikarz - odkr. Andrzej Smoleński
instr. sportowy - trop. Jarek Grajewski
instr. sportowy - trop. Tomek Grajewski
Stan ogółem - 40 harcerzy w 5-ciu zastępach:
Czarne Stopy - zastępowy trop. Sławek Papuć
Kajaki  - zastępowy odkr. Jacek Kajak
Wilki - zastępowy trop. Marek Talacha
Wilkołaków - zastępowy och. Darek Wilkowski
Komandosów - zastępowy och. Waldek Kulik

____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -   Lata 1970-1980   W Obronie Tożsamości
Śpiewnik - Hymn Szesnastki
Śpiewnik - Ballada o Szesnastce

 

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH