Wyszukiwanie zaawansowane
Kronika
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
1982-12-31 | Warszawa | Marek Gajdziński
Rok 1982

Do 5 stycznia trwała przymusowa przerwa w zajęciach szkolnych zarządzona przez władze wojskowe. Okazało się także, że z powodu ograniczenia prawa do swobodnego poruszania się po kraju nie będzie mogło dojść do skutku kolejne zimowisko Szczepu, które miało być urządzone we wsi Jarkowice w Karkonoszach.

Natychmiast po wznowieniu zajęć w szkołach, zastęp Dziki przeprowadził w Liceum im. Kołłątaja zaplanowaną i przygotowaną wcześniej akcję poborową. Wszystkim uczniom rozdano ulotki opisujące charakter Drużyny i typ prowadzonej przez nią działalności harcerskiej. Treść ulotki, wydrukowanej jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego, ukazywała Szesnastkę w szerokim kontekście niezależnych ruchów społecznych zmierzających do odnowy moralnej i politycznej kraju, przez co stała się jeszcze bardziej aktualna i wyrazista. Do poboru zgłosiło się pięciu chłopców. Na zbiórce poborowej każdy kandydat otrzymał indywidualne zadanie polegającego na wymalowaniu kredą znaku Polski Walczącej na ścianie wyznaczonego budynku. W pierwszych tygodniach stanu wojennego był to zapożyczony z historii powszechny symbol sprzeciwu wobec rządów komunistycznej junty. Po wykonaniu zadania poborowi byli „aresztowani" przez Jurka Wójtowicza i Wojtka Iwana przebranych za „tajniaków". Pakowano ich na tylne siedzenie „dużego fiata" i przesłuchiwano w drodze na komisariat milicji, żądając wskazania osoby, która zleciła im narysowanie symbolu. Komisariat okazywał się jednak harcówką Szesnastki, gdzie przy kominku wyjaśniano mocno nastraszonym chłopcom cel całej tej mistyfikacji. A chodziło nie tyle o próbę „zimnej krwi", bo można było się spodziewać, że wyniki będą różne, ile o uświadomienie kandydatom, jak słaba jest pozycja Polaka, który wejdzie w konflikt z prawem stanu wojennego. Proszono kandydatów o ponowne przemyślenie decyzji o wstąpieniu do Szesnastki, biorąc pod uwagę najświeższe doświadczenie i fakt, że działania drużyny na pewno nie będą afirmowały władzy komunistów. Prawdziwym celem tego ćwiczenia było uświadomienie kandydatom wagi podejmowanej decyzji. I o dziwo, po wyznaczonym dwudniowym czasie do namysłu żaden z kandydatów wystawionych na ciężką przecież próbę nie rozmyślił się i cała piątka zameldowała się do pracy w Drużynie. Zastęp Dzików podzielił się i tym samym utworzono dwa nowe zastępy starszoharcerskie – Dzików i Wilków.

W tym samym czasie przeprowadzony został pobór w Szkole Podstawowej nr 173 na ulicy Barskiej. Utworzono tam dwa nowe zastępy Rysiów i Łosiów.

W związku z powiększeniem się Drużyny przeprowadzona została kolejna reorganizacja. Wprowadzono podział na cztery plutony.
Drużynowy – phm. Marek Gajdziński
Przyboczny – phm. Lesław Kuczyński
I Pluton (zuchowy) – Gromada Robin Hooda
Plutonowy – wódz zuchowy przod. Zbyszek Turliński
Stan: ok. 20 zuchów
II Pluton (młodszoharcerski) – Grunwald – przy Szkole Podstawowej nr 9
Plutonowy - ćw. Jacek Kajak
5 zastepów: Jastrzębie, Żbiki, Żubry, Puchacze, Wydry (ten ostatni w Tomaszowie Lubelskim)
Stan: 35 harcerzy
III Pluton (młodszoharcerski) – Burza – przy Szkole Podstawowej nr 173
Plutonowy - przod. Artur Baczyński
2 zastępy: Rysie, Łosie
Stan: 12 harcerzy
IV Pluton (starszoharcerski) – Przy XXI Liceum im. H. Kołłątaja
Plutonowy – phm. Marek Gajdziński
Z-ca Plutonowego – org. Wojciech Iwan
2 zastępy: Dziki, Wilki
Stan: 7 harcerzy
Ogółem stan Drużyny: 20 zuchów i 60 harcerzy.

17 stycznia zorganizowana została skromna Choinka z udziałem rodziców i Zawiszaków. Nadano tytuł Honorowego Zawiszaka Pani Hannie Gajdzińskiej – Drozd, wieloletniej skarbniczce KPH, mamie Marka, oraz Pani Zofii Karwan, dyrektorce Szkoły nr 9, wielkiej i ofiarnej opiekunce Szesnastki.

22 stycznia w harcówce Szczepu odbył się kominek Kręgu Instruktorów Szesnastki „Zawrat" poświęcony omówieniu planów na najbliższa przyszłość w całkowicie zmienionej sytuacji społecznej. W kominku wziął także udział były Drużynowy, Jarek Kopaczewski, który skomponował na tę okazję piękną piosenkę. Jej wymowa doskonale wpisywała się w atmosferę tych ponurych dni, a jednocześnie niosła w sobie ogromny ładunek nadziei i woli działania. Piękne i ważne słowa oraz melodia utrzymana w tonie kolędy wywarły ogromne i niezapomniane wrażenie na instruktorach Szesnastki. Kilka dni później, w jeszcze cięższej sytuacji, Marek Gajdziński dopisał czwartą zwrotkę pieśni, którą wkrótce uznano za „Rotę Szesnastki". Od tamtej pory pieśń ta wykonywana jest w najważniejszych chwilach w życiu Drużyny, między innymi w trakcie każdego obrzędu złożenia Przyrzeczenia Harcerskiego.

W tym okresie wiadomość o przeprowadzonej akcji poborowej w Liceum Kołłątaja dotarła do władz bezpieczeństwa, które uznały, że w skutek kolportowania ulotek o treści antypaństwowej zostało złamane prawo stanu wojennego. Reakcja była stanowcza: 1 lutego kierujący akcją poborową Marek Gajdziński został przez Komendę Hufca odwołany z funkcji Komendanta Szczepu i Drużynowego 16WDH-y. Zawieszono go także w prawach instruktora ZHP, a Szesnastce zakazano kontynuowania pracy na terenie Liceum Kołłątaja. Jednak chłopcy, którzy zgłosili się do poboru mimo realnego już niebezpieczeństwa, nie przestraszyli się i nie zrezygnowali z pracy. Mało tego, do Drużyny dołączyli dwaj inni uczniowie liceum. Praca odbywała się półkonspiracyjnie. Zbiórki zastępów organizowano w prywatnych mieszkaniach lub na terenie kościoła św. Jakuba w czasie służby w Pogotowiu Zimowym.

Marek Gajdziński, mimo że grożono mu konsekwencjami na uczelni, nie dał się zastraszyć. Dalej kierował pracami Szczepu i Drużyny tyle, że całkowicie nieoficjalnie. W tej trudnej sytuacji funkcję Komendanta Szczepu zgodził się oficjalnie przyjąć na siebie Zawiszak, były szczepowy hm. PL Stanisław Korwin-Szymanowski, stwarzając tym samym skuteczną przykrywkę i parasol ochronny dla poczynań Szczepu. Oficjalnym drużynowym męskiej Szesnastki został phm. Lesław Kuczyński, a plutonowym IV plutonu – org. Wojtek Iwan. W ten sposób skutki represji zostały zminimalizowane prawie do zera, a praca Szczepu mogła toczyć się po dotychczasowych torach, nie powodując żadnych znaczących utrudnień.

Od początku roku kontynuowano służbę w ramach Pogotowia Zimowego Harcerek i Harcerzy. Pracowano przy rozdziale darów w parafii św. Jakuba. Sortowano i robiono paczki, kierowano ruchem osób zgłaszających się masowo po pomoc rzeczową w bramie dziedzińca kościelnego, pilnowano magazynów gdzie składowane były przywożone z zachodu dary. Jednocześnie utrzymywano opiekę nad 19-toma schorowanymi i samotnymi osobami. Robiono im niezbędne zakupy, sprzątano w mieszkaniu itp. Harcerze dodatkowo pracowali w charakterze gońców w Towarzystwie Niewidomych i pełnili role przewodników.

W tym miejscu warto odnotować fakt, że dzięki pracy w Pogotowiu Zimowym Szesnastka po wielu, wielu latach ponownie powróciła na „ścieżkę służby", odtwarzając u siebie kolejny, zarzucony dotąd element idei i metody harcerskiej. Kiedy w połowie lat sześćdziesiątych zmieniono Przyrzeczenie Harcerskie i konkretny nakaz pomocy bliźnim zastąpiono enigmatyczną „walką o pokój i szczęście ludzi", z harcerskich programów pracy zniknęły także zadania polegające na służbie społecznej skierowanej bezpośrednio do osób potrzebujących pomocy drugiego człowieka. W ich miejsce pojawiły się tzw. „czyny społeczne", polegające najczęściej na pracach porządkowych, kopaniu trawników i innych tego typu pracach podnoszących walory własności państwowej. Drużyny były zmuszane do udziału w takich zadaniach połączonych najczęściej z wielkimi Czynami Partyjnymi mającymi bardziej wymiar propagandowy, niż jakikolwiek inny konkretny cel. Organizowano wielkie operacje jak BIESZCZADY'40, w ramach których tysiące harcerzy budowało drogi, wodociągi i wszelką infrastrukturę cywilizacyjną, wyręczając w ten sposób nieudolne państwowe przedsiębiorstwa budowlane. Prace te, organizowane odgórnie, nie miały najczęściej nic wspólnego z autentycznymi potrzebami mieszkańców tego dzikiego zakątka Polski, a w wielu przypadkach prowadzone były wbrew ich interesom. Ta dziwnie pojęta służba w budowie socjalizmu doprowadziła do tego, że strach było wędrować po Bieszczadach w mundurze harcerskim. Miejscowa ludność znienawidziła harcerzy i harcerstwo jako takie. Taki był ostateczny efekt czynów społecznych, którymi komuniści zastąpili ideę służby wynikającej bezpośrednio z przykazania miłości bliźniego. Pod koniec lat siedemdziesiątych spece od socjalistycznego modelu wychowania zadali sobie wiele trudu, by wyśmiać i zohydzić tzw. harcerskie dobre uczynki. Zlikwidowano nawet telewizyjny program Klub Niewidzialnej Ręki", który, co by o nim nie mówić, w dużym stopniu motywował młodzież do bezinteresownej pomocy ludziom potrzebującym.

Trzeba tu niestety przyznać, że i Szesnastka, przynajmniej od 1972 roku, kiedy to dostała się pod obce kierownictwo, także uległa tej dewiacji. Brano udział wyłącznie w organizowanych odgórnie czynach społecznych, porządkując najczęściej teren boiska szkolnego lub ulicę Białobrzeską. Na obozach obowiązkowo organizowano jeden dzień prac społecznie użytecznych, polegających bądź to na pomocy w żniwach w pobliskich PGR-ach, bądź na pracy w lesie przy porządkowaniu przecinek leśnych lub pieleniu sadzonek. O służbie, tej konkretnej, skierowanej do drugiego potrzebującego człowieka, niestety całkowicie zapomniano.

Dopiero udział we wspólnej pracy instruktorów skupionych w KIHAM-ie pozwolił Szesnastce odnaleźć i odbudować ten jakże istotny element pracy harcerskiej. Taki był zresztą jeden z celów ogłoszenia Pogotowia Zimowego. Harcerki i harcerze biorący udział w służbie rozsmakowali się w ogromnej satysfakcji płynącej ze świadomości wytworzonego w ten sposób Dobra. Na długie lata stało się to zaczynem i motorem podejmowania podobnych działań w Drużynie. Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że lata osiemdziesiąte były jednym z najwartościowszych okresów w historii Szesnastki, nie z powodu licznych sukcesów organizacyjnych, lecz właśnie z powodu podejmowania dużej liczby wartościowych zadań wynikających z chęci pomocy bliźniemu oraz służby na polu odrodzenia harcerstwa i państwa polskiego. Jeżeli zaś chodzi o najgłębszy cel istnienia Drużyny, czyli o efekty wychowawcze, to już fakt rozbudzenia w harcerzach potrzeby pełnienia służby mówi sam za siebie. Jest to bowiem postawa najpełniej odzwierciedlająca ideał opisany Prawem Harcerskim i realizująca chrześcijańskie przykazanie miłości bliźniego.

Pomimo ograniczeń wynikających ze stanu wojennego, poza pełnioną służbą, w Drużynie kwitło bogate życie. Między innymi, IV Pluton wyjeżdżał na zimowe wycieczki i biwaki w najbliższe okolice Warszawy. Pierwsza wycieczka plutonu odbyła się już 30 stycznia do Lasów Nadarzyńskich wzdłuż zamarzniętych brzegów Utraty. Wspaniała atmosfera wycieczki została niestety zepsuta przez patrol wojskowy, który na rogatkach miasta dokonywał kontroli dokumentów. Przy tej okazji, uczestnicy wycieczki dowiedzieli się, że nieświadomie brali udział w „nielegalnych działaniach wymierzonych w podstawy bytu socjalistycznej Ojczyzny". Tak bowiem dowódca patrolu zakwalifikował udział w wycieczce odbytej bez stosownych zezwoleń władz wojskowych. Na szczęście obywało się bez jakichkolwiek konsekwencji. Żeby jednak zabezpieczyć się na przyszłość, zwrócono się do Komendy Hufca o wydanie jakiegoś zaświadczenia legalizującego następne eskapady. Z początku urzędnicy hufcowi nie mogli zrozumieć, po co Drużyna organizuje zimowe wycieczki i to jeszcze w tak niesprzyjającym politycznie okresie. Podejrzewano jakiś podstęp w związku z zawieszeniem Marka Gajdzińskiego. W końcu jednak wydano zaświadczenie następującej treści:

ZAŚWIADCZENIE
Zaświadcza się niniejszym, że dh W. Iwan jest drużynowym i ma prawo prowadzić zbiórki terenowe z harcerzami swojej drużyny, tj. 16WDH działającej przy szkole podstawowej nr 9 w Warszawie.
Warszawa, 9 luty 1982r.
Komendant Hufca /podpis nieczytelny/
Pieczęć hufca.
 

 

1982r. 30 stycznia nad Utratą

 

1982r. Posiłek na wycieczce

 
Zaopatrzeni w ten „żelazny glejt" harcerze mogli już bez przeszkód harcować po lasach, okazując go zgłupiałym na ten widok patrolom wojskowym i milicyjnym. Jedynym ograniczeniem była konieczna obecność Wojtka. Co prawda wygląd harcerzy mógł się wydawać nieco podejrzany, jako że żaden nie wyglądał na ucznia szkoły podstawowej i wszyscy występowali w specjalnie uszytych maskujących, białych, zimowych panterkach, to jednak magia pieczęci urzędowej robiła swoje i nikt już nie kwestionował ich prawa do poruszania się poza miejscem zamieszkania. Tak było 21 lutego na biwaku zorganizowanym w okolicach ujścia Mieni do Świdra oraz tydzień później, kiedy to Pluton wyjechał na kolejny dwudniowy biwak w Ławach w Puszczy Kampinoskiej. Wszystko odbyło się bez jakichkolwiek przeszkód.

13 marca odbył się kolejny biwak IV Plutonu, ponownie w Puszczy Kampinoskiej. Nazajutrz nastąpiło spotkanie wszystkich trzech harcerskich plutonów Drużyny i przeprowadzono grę harcerską w formie biegu.

Podobną intensywnością charakteryzowała się praca w Warszawie. IV Pluton zorganizował dla swoich harcerzy, dla kadry pozostałych plutonów oraz dla kadry drużyny żeńskiej kurs tańca towarzyskiego. W sumie odbyło się dziewięć cotygodniowych zajęć, w trakcie których uczono się i ćwiczono kroki i figury różnych, tradycyjnych i nowoczesnych tańców towarzyskich.

Równolegle zorganizowany został kurs fotograficzno-filmowy dla starszych harcerzy. Zajęcia prowadzili Zawiszacy: Janusz Kuruliszwili – artysta fotografik i Włodek Dusiewicz – reżyser filmowy. Efektem tego kursu, prowadzonego zresztą na najwyższym profesjonalnym poziomie, było powstanie Agencji Fotograficznej Szesnastki (AFS). Zespół kilku zapaleńców przejął na siebie zadanie fotograficznego dokumentowania życia Drużyny. Wtedy właśnie pojawiły się w Drużynie pierwsze barwne fotografie i slajdy. AFS wykonywał też dokumentacje fotograficzne manifestacji patriotycznych odbywających się w Warszawie oraz Grobów Pańskich i Stajenek inscenizowanych w warszawskich kościołach. Nakręcono też krótki, niemy film fabularny. Wszyscy chłopcy, w których zaszczepiono wtedy fascynację fotografią, zachowali i rozwijali swoje zainteresowania w latach późniejszych, a kilku z nich związało nawet z fotografią swoje późniejsze życie zawodowe. Świadczy to najlepiej o jakości przeprowadzonego kursu i późniejszych dokonań AFS-u.

Wiosną ukazały się dwa pojedyncze numery Sulimczyka zredagowane przez harcerzy IV Plutonu i wykonane metodą odbitek fotograficznych przez AFS. Wobec zdecydowanej wojny, jaką wydały komunistyczne służby bezpieczeństwa wszelkim przejawom wolnego, nieocenzurowanego słowa, skorzystanie z dotychczasowych form druku było zupełnie niemożliwe. Wszelkie zarejestrowane maszyny kopiujące i drukujące były pod ścisła kontrolą władz. Skorzystanie z nich nie było w ogóle możliwe bez pozwolenia cenzury. Natomiast druk pisma Szczepu w jednej z podziemnych drukarń, z którymi posiadano kontakty, nie wchodził w grę z powodu możliwości ich dekonspiracji. Zdecydowano się więc na nietypową, fotograficzną wersję pisemka. W jednym z nich ukazał się projekt budowy przyszłego całkowicie nietypowego obozu IV Plutonu.

 

1982r. Projekt obozu IV Plutonu.


Pod koniec marca odwołano pogotowie Zimowe Harcerek i Harcerzy. Jednak obie drużyny nie zarzuciły rozpoczętej służby. Nadal wykonywano dotychczasowe prace w Akcji Charytatywnej Parafii św. Jakuba i w Polskim Związku Niewidomych. Stopniowo coraz więcej młodzieży nie tylko harcerskiej, ale także oazowej oraz niezrzeszonej przyłączało się do tych prac, czując podświadomie, że tego typu działalność, wymykająca się spod kontroli komisarzy wojskowych, jest bardzo dobrą formą zamanifestowania swojej niezależnej postawy i szansą na bycie pożytecznym. Wraz z napływem nowych wolontariuszy intensywność służby wykonywanej przez harcerzy stopniowo malała. Drugim czynnikiem mającym wpływ na ten proces była stopniowa poprawa warunków bytu. Komuniści po prostu dwoili się i troili, aby stworzyć choćby wrażenie poprawy sytuacji. Uruchomiono wszystkie poczynione wcześniej zapasy i sytuacja w sklepach znacznie się poprawiła, co zostało zresztą odpowiednio wykorzystane propagandowo dla wykazania zasadności zaprowadzenia twardego porządku w kraju. W konsekwencji bardzo zmniejszyła się potrzeba świadczenia bezpośredniej pomocy ludziom, którzy jeszcze parę miesięcy wcześniej tak bardzo jej potrzebowali. W końcu maja harcerki i harcerze Szesnastki ustąpili pola swoim następcom. Przez jakiś czas pomagano jeszcze sporadycznie w Parafii św. Jakuba, zwłaszcza wtedy, gdy „nawalali" wolontariusze, a księża wzywali na pomoc niezawodnych harcerzy.

W czasie ferii Wielkanocnych IV Pluton wyjechał na kolejny, V wiosenny obóz wędrowny. Tym razem trasa wędrówki prowadziła przez Gorce i Pieniny. Wiosennisko zorganizowano oczywiście bez wiedzy i zgody władz harcerskich. Komendę stanowili: phm. Marek Gajdziński – komendant i org. Wojtek Iwan – oboźny. Poza komendą w obozie wzięło udział 7 harcerzy starszych i gościnnie 2 instruktorki zuchowe. Wędrówka przebiegła bez większych przeszkód, jeżeli nie liczyć braku wymaganego pozwolenia na przebywanie w strefie przygranicznej. Przy każdej kontroli dokumentów udawało się jednak wykpić hufcowym glejtem posiadanym przez Wojtka Iwana. Duże trudności sprawiała, charakterystyczna dla gór, bardzo zmienna pogoda, która zwłaszcza o tej porze roku potrafiła płatać nieprzewidziane i złośliwe figle. Niestandardowo wyglądały sprawy związane ze zdobywaniem zaopatrzenia. Nie posiadano żadnych oficjalnych przydziałów żywności, a sklepy, jak wszędzie poza największymi miastami, dosłownie świeciły pustkami. Bazowano więc na prywatnym zaopatrzeniu u górali, którzy jako ludzie twardzi za nic mieli surowe przepisy stanu wojennego i sami nielegalnie produkowali wyszukane rodzaje wędlin. A jako że były to Święta, mieli tego pod dostatkiem i chętnie wymieniali się z ceprami za dutki.

Po powrocie z obozu AFS wykonała na slajdach zdjęcia Grobów Pańskich w wielu warszawskich kościołach. Następnie na jednej ze zbiórek urządzono pokaz wykonanych zdjęć.

Pomimo zakazu działalności w Kołłątaju, harcerze z IV Plutonu, w porozumieniu z częścią nauczycieli należących do „Solidarności", zorganizowali w tej szkole koncert światowej sławy wiolonczelisty, Pana Firleja.

W kwietniu, IV Pluton i Agencja Fotograficzna Szesnastki nakręciły krótki 15-stominutowy filmik fabularny posługując się amatorską kamerą 8mm. Była to niema komedia wojenna o przygodach pewnego fajtłapy i dezertera starającego się uchylać od służby wojskowej. Film kręcono w zrujnowanej leśniczówce w okolicach Chlebowa w Lasach Nadarzyńskich, podczas dwudniowego biwaku. Główną rolę w filmie odegrał Szymek Majewski i był to najprawdziwszy debiut i początek jego późniejszej artystycznej kariery. Obok zamierzeń czysto „artystycznych", przy okazji kręcenia filmu wykonano autentyczne ćwiczenia taktyczne z zakresu walki drużyny piechoty.

 

 

1982r. Kadr z filmu ''Oddział Specjalny''

 

1982r. Na planie filmu ''Oddział Specjalny''


3 maja odbyła się w Warszawie nielegalna patriotyczna manifestacja przeciwko rządzącej komunistycznej juncie wojskowej. Demonstracja została bardzo brutalnie rozpędzona przez uzbrojone oddziały ZOMO. Na Starówce przez kilka godzin trwały regularne walki pomiędzy demonstrującą młodzieżą, a oddziałami milicji. W samym środku tych wydarzeń znaleźli się również harcerze starsi Szesnastki należący do AFS, którzy udali się tam z aparatami fotograficznymi, aby wykonać dokumentację fotograficzną manifestacji. Zrobiono dużą ilość zdjęć ukazujących przebieg wydarzeń oraz oblicza tajniaków i milicyjnych prowokatorów, którzy operowali w tłumie demonstrantów. Odbitki przekazano następnie jednej ze struktur podziemnej „Solidarności", z którą utrzymywano stały kontakt. Wcześniej jednak trzeba było się wydostać z okrążonej przez oddziały ZOMO Starówki przemycając jednocześnie ukryte pod ubraniem aparaty. Była to jedna z najbardziej emocjonujących przekradanek, w jakiej przyszło uczestniczyć powojennym Zawiszakom. Dzięki zdobytemu w wielu wcześniejszych tego typu grach doświadczeniu i doskonałej znajomości terenu - udało się to w stu procentach.

Opisane wyżej zdarzenie doskonale ilustruje ówczesny status Szesnastki i innych drużyn zaangażowanych w sprawę odnowy ZHP. Dzięki pozostaniu w Związku, który oficjalnie poparł wprowadzenie stanu wojennego, zyskały sobie one oficjalną i legalną płaszczyznę działania. Natomiast drużyny, które rok wcześniej opuściły ZHP, aby utworzyć niezależnie działający NRH, zmuszone zostały do oficjalnego rozwiązania się. Jedna z prób podjęcia konspiracyjnej pracy harcerskiej zakończyła się szybką i widowiskową wpadką. Harcerzy aresztowano i sądzono jako członków faszystowskiej organizacji przygotowującej młodzież do zbrojnego powstania mającego na celu obalenie siłą ustroju socjalistycznego. Dla uzasadnienia tej tezy pokazywano nawet w telewizji arsenał broni zgromadzony przez „antypaństwowych wywrotowców", składający się z siekier poukładanych w drewniane obozowe skrzynie. Szesnastka i jej podobne drużyny powiązane z KIHAM-em uniknęły tego losu. Mogły działać w miarę nieskrępowanie, jeżeli nie liczyć drobnych trudności w rodzaju prób odsuwania instruktorów najbardziej zaangażowanych w prace kręgów, tak jak to usiłowano uczynić z komendantem Szesnastki. W sumie jednak praca mogła być prowadzona. Co więcej, w przeciwieństwie do lat siedemdziesiątych, można było bez żadnych praktycznie konsekwencji całkowicie zbojkotować wszystkie niby to obowiązkowe akcje o charakterze propagandowo – politycznym, organizowane przez władze Związku pod patronatem i na zlecenie komunistów. Mimo, że ZHP jako całość budował swój wizerunek społeczny w oparciu o tak konstruowany program, w samej Szesnastce i w wielu innych jej podobnych drużynach wszystkie te pochody pierwszomajowe, Akcje Syrena, Turnieje Wiedzy Obywatelskiej i tym podobne bzdury zostały całkowicie wyeliminowane. Dzięki takiemu oczyszczeniu programu atmosfera ideowa panująca w Drużynie stała się jednoznaczna i doskonale czytelna. Pod przykrywką reżymowego ZHP mogły być także prowadzone działania będące kontynuacją prac rozpoczętych przez KIHAM przed 13 grudnia 1981 roku, tj. Pogotowie Zimowe. Podejmowano też zadania bezpośrednio wynikające z chęci przeciwstawienia się komunistom i ich bandyckiemu prawu ustanowionemu przez Wojskowa Radę Ocalenia Narodowego (WRON), popularnie nazywaną „wroną". Jednym z pierwszych takich zadań, realizowanym we współpracy z Podziemną „Solidarnością", była służba AFS na ulicach Starówki. Ale nie tylko; w późniejszych latach zadań takich podejmowano więcej. Będzie jeszcze o nich mowa. Najważniejsze jednak, że pomimo wielu nacisków, ostatecznie nie trzeba było rezygnować z przyjmowania tradycyjnego Przyrzeczenia Harcerskiego i stosowania nowego systemu stopni. Dla harcerzy starszych i instruktorów była to sytuacja dość komfortowa. Podczas, gdy większość stowarzyszeń musiała zawiesić swoją oficjalną działalność, drużyny harcerskie uzyskały możliwość działania i to działania w zgodzie z sumieniem i poglądami harcerzy. Aura legalizmu pomagała w kontaktach z urzędową sferą życia, z drugiej jednak strony przeszkadzała w rozwinięciu działalności wśród młodzieży starszej uczącej się w Liceum Kołłątaja. Oficjalny status harcerstwa budził w nich nieufność, a czasem nawet wstręt. Większość z nich chętnie przystałaby do jakiejś konspiracyjnej struktury, a nie do oficjalnie działającej drużyny harcerskiej. Był z tym kłopot. Trzeba było przełamywać nieufność i dać się poznać jako środowisko czynnie sprzeciwiające się obecnej sytuacji prawnej i politycznej. Ale jak to zrobić nie narażając się na niebezpieczeństwo dekonspiracji nielegalnie i półlegalnie podejmowanych zadań? Było to niezwykle trudne i w zasadzie prawie zupełnie się nie powiodło. W latach osiemdziesiątych, mimo licznych prób, Szesnastka na terenie Kołłątaja nie odniosła istotnego sukcesu organizacyjnego, przekładającego się na znaczący wzrost liczebności.

W początkach maja, w prorządowym piśmie dla młodzieży „Świat Młodych" wydawanym pod patronatem władz ZHP, ukazał się dwuodcinkowy artykuł z wieloma fotografiami opowiadający o historii Drużyny, zatytułowany „Po prostu Szesnastka".

Wiosna to tradycyjnie sezon intensywnego życia polowego. Zarówno w II Plutonie Grunwald jak i w III Plutonie Burza, który zdołał już mocno okrzepnąć, organizowane były liczne wycieczki i biwaki całymi plutonami bądź w poszczególnych zastępach.

W IV Plutonie rozwinęła się turystyka rowerowa. Praktycznie co tydzień organizowano dwudniowe biwaki w Puszczy Bolimowskiej nad rzęką Rawką, najczęściej w miejscu nazywanym „Uroczyskiem Dzików" (od nazwy zastępu, który to miejsce „odkrył"). Na miejsce dojeżdżało się rowerami bądź to ze stacji kolejowej w Radziwiłowie Mazowieckim, bądź z bardziej odległego Żyrardowa.

Pod koniec czerwca odbyły się tradycyjne manewry rozgrywane pomiędzy trzema harcerskimi plutonami 16WDH-y i zaproszoną do udziału 21WDH-ek Puszcza. Gra zakończyła się zwycięstwem II Plutonu Grunwald.

Na zakończenie odbyło się niezapomniane wspólne ognisko z zaproszoną drużyną harcerek. Ponieważ akurat wypadała Noc Świętojańska, przed ogniskiem harcerki urządziły sobie obrzęd puszczania wianków na Rawce. Kiedy harcerze Szesnastki zobaczyli wianki przepływające obok ich biwaku, spontanicznie rzucili się do rzeki by je stamtąd wyłowić. Ponieważ kąpiel nie była zaplanowana i chłopcy nie mieli na sobie kąpielówek, rzucano się do wody w „strojach adamowych". Zanim jeszcze najbardziej rozbawieni wieczorną kąpielą harcerze wyszli z wody, na miejscu pojawiły się harcerki zaproszone na ognisko i wnet zorientowały się, że stoją przed niepowtarzalną okazją przetrzymania delikwentów w lodowatej wodzie. Oczywiście poczucie przyzwoitości nie pozwalało chłopcom na ostentacyjne okazanie lekceważenia zaproszonym damom. Po dłuższej chwili rozpoczęły się więc pertraktacje pomiędzy stojącymi na brzegu dziewczętami, a harcerzami znajdującymi się w rzece. Ponieważ jednak przez spory czas nie udało się osiągnąć niezbędnego kompromisu, co groziło nieszczęśnikom powikłaniami zdrowotnymi, drużynowy podał komendę „Z wody!". Wobec tak daleko posuniętej desperacji, dziewczęta natychmiast odwróciły się i z piskiem uciekły za okoliczne zarośla, pozwalając Drużynie przyodziać się w mundury. Rozpoczęte kilka minut później ognisko przebiegało we wspaniałej, zabawnej atmosferze wywołanej niedawnym żartem i dodatkowo lapsusem słownym, który na początku zwyczajowej prezentacji drużyn, wyrwał się jednej z druhen. Całkowicie poważnie stwierdziła ona, że cytuję „Nasza drużyna to się Puszcza...nazywa." Wywołało to dosłownie eksplozję śmiechu tak, że później w żaden sposób nie udało się już zmienić tonu na bardziej poważny. Do końca ogniska panowała na nim wesoła, ale w pełni kulturalna atmosfera. Piosenki przeplatane były różnego rodzaju zabawnymi wspomnieniami, którym towarzyszyły salwy śmiechu. Dla większości, a być może nawet dla wszystkich obecnych, było to pierwsze tego typu ognisko w życiu. W ostatnich latach w Szesnastce ogniska harcerskie traktowano jak podniosły rytuał, w którym ogień otaczano czcią i budowano wokół niego nad wyraz poważną, czasem, powiedzmy sobie szczerze, sztuczną i nadętą atmosferę. A tu nagle i niespodziewanie okazało się, że na ognisku harcerskim można się po prostu świetnie i kulturalnie bawić, ciesząc się z przemiłego towarzystwa zgromadzonych wokół ognia przyjaciół. Od tej pory w Szesnastce, obok tradycyjnych, obrzędowych i nieomal rytualnych ognisk, często spotkano się wokół ognia po prostu po to, aby się rozluźnić i pośmiać.

Zdarzenie to, na pozór błahe i nieistotne, miało też pewne dość ważne znaczenie dla pełnego zrozumienia decyzji o rozwiązaniu Szczepu, która zapadła niespełna pół roku później. Chłopcy przekonali się, że drużyna żeńska może mieć zupełnie inny, niż znany z Szesnastki charakter. Harcerki z Dwudziestej Pierwszej dały się poznać po prostu jako bardziej dziewczęce. Tego właśnie brakowało w drużynie BCO. Potwierdzało to w pełni diagnozę postawioną przez męską część kadry, że współzależność organizacyjna musi prowadzić do wynaturzeń i wzajemnego, całkowicie niepożądanego, przenikania się elementów pracy drużyn męskiej i żeńskiej, działając na szkodę obydwu, lecz najbardziej na szkodę tej, która jest aktualnie słabsza i podporządkowana w jakiś sposób drugiej. Przypomnijmy, że plan likwidacji Szczepu opracowany został rok wcześniej i temu służyła reorganizacja polegająca na wyodrębnieniu dwóch pionów – męskiego i żeńskiego. Koncepcję tą forsowała jednak tylko bardziej wyrobiona i świadoma istoty rzeczy męska część kadry Szczepu. Z naturalnych względów, nie zawsze znajdowało to zrozumienie u młodszej kadry i szeregowych harcerzy. Aż tu nagle sytuacja zupełnie się odmieniła. Chłopcy zobaczyli, że harcerstwo żeńskie może być zupełnie inne i spodobało im się to. Zapragnęli utrzymywać ściślejsze kontakty z różnymi drużynami żeńskimi bez potrzeby ograniczania się do jednej, która z racji przynależności do wspólnego Szczepu oczekiwała jakiejś specjalnej, źle pojętej wierności czy lojalności. Skoro pierwsze spotkanie z inną drużyną dostarczyło tyle cennych doświadczeń i pozytywnych wrażeń, to dlaczego nie wypróbować podobnych spotkań z innymi drużynami żeńskimi? Jest sprawą oczywistą, że tego typu logika mogła się urodzić w głowach (a może sercach) harcerzy nieco starszych wiekiem, a takich właśnie w Drużynie ostatnio sporo przybyło. Ktoś mógłby złośliwie powiedzieć, że koncepcja pełnej samodzielności organizacyjnej obydwu drużyn Szesnastki zyskała sobie powszechną popularność z powodu krótkotrwałego zauroczenia świeżo poznanymi dziewczętami. Nawet jeżeli tak to właśnie wyglądało, to cóż w tym złego? Natura ma swoje prawa. Chłopcy w wieku 15-17 lat interesują się dziewczętami, szukają swojego ideału. Ci, którzy rozsmakowali się w harcerstwie w naturalny sposób poszukują tego ideału pośród dziewcząt przejętych podobnymi harcerskimi sprawami. I bardzo dobrze. W ten sposób więź, która może się wytworzyć, zdobywa solidne podstawy we wspólnocie wyznawanych poglądów oraz w podobieństwie zachowań i przyzwyczajeń. Dlaczego miałoby to być negowane? A jeżeli tak, to czyż nie lepiej jest dla wszystkich, gdy na skutek szerokich i różnorodnych kontaktów z innymi drużynami pole wyboru staje się coraz szersze, oferując znacznie większe możliwości odnalezienia wymarzonej partnerki? Może to kogoś zdziwi albo nawet zgorszy, ale takie właśnie tematy poruszali harcerze starsi z IV Plutonu na wielu spotkaniach przy harcerskim ognisku rozpalanym codziennie na kolejnym obozie Drużyny.

LIII obóz letni został zorganizowany w dniach od 23 lipca do 22 sierpnia nad jeziorem Morawy, w odległości około 7 km od wsi Grotowo w okolicach Drezdenka. Było to w zasadzie zgrupowanie obozów drużyn Szesnastki. Szczep w ciągu ostatniego roku bardzo wzmocnił się organizacyjnie. Ale nie tylko. Gruntownie zmieniła się również ideowa atmosfera pracy. Świadomość celu i społecznej wagi prowadzonej działalności była już nie tylko udziałem najbardziej wyrobionych instruktorów, ale także młodszej kadry drużyn, z przybocznymi włącznie. Sukcesy organizacyjne były w dużej mierze konsekwencją tej zmiany, a także wyraźnej poprawy metodycznej strony działalności. Niestety, wszystko to musiało się odbywać wbrew oficjalnym przepisom i ideologii obowiązującej w ZHP. Ta sprzeczność powodowała liczne problemy. Mało brakowało, a ten bardzo istotny i korzystny proces zostałby przerwany albo mocno utrudniony. Władze ZHP nie chciały bowiem wyrazić zgody na poprowadzenie obozu przez któregokolwiek z obecnych instruktorów Szczepu. Był to element szerszej akcji represyjnej, którą prowadzono w stosunku do większości instruktorów i drużyn zaangażowanych w pracę KIHAM-u. Zanosiło się więc na to, że normalnego obozu w 1982 roku nie będzie, mimo że teren był już przygotowany, a Szczep posiadał wystarczającą ilość dobrze przygotowanej kadry. Na taką okoliczność Szesnastka miała już gotowy awaryjny plan zorganizowania obozu konspiracyjnego, ale tylko dla kadry i starszych harcerzy. Nie byłaby to „pełnia szczęścia", gdyż brak najważniejszego elementu pracy drużyn wpłynąłby niekorzystnie na ich działalność, ale przynajmniej w odniesieniu do kadry mógłby dać dobre wyniki. Na szczęście udało się znaleźć wyjście z sytuacji. Jak zwykle, w ostatniej chwili z pomocą Szesnastce przyszli Zawiszacy. Komendantem zgrupowania został mianowany, cieszący się zaufaniem władz hufca hm. Marek Wronkowski. Pełnił on swoją funkcję przez trzy tygodnie obozu, po czym w ostatnim tygodniu został zmieniony przez hm. PL Stanisława Korwin-Szymanowskiego. Kwatermistrzem zgrupowania został pwd. Ryszard Kukuła. W ten sposób obóz doszedł do skutku.

W skład zgrupowania wchodziły cztery obozy Szesnastki oraz gościnnie obóz Czarnej Trzynastki, której nie udzielono zgody na samodzielny wyjazd, ale zgodzono się na udział w zgrupowaniu pod kuratelą Zawiszaków. Obecność zaprzyjaźnionych Trzynastaków po drugiej stronie jeziora bardzo dodatnio wpływała na dyscyplinę i sprężystość obozów męskich Szesnastki. Ciągłe podchody dodawały uroku i intensywności obozowej przygodzie.

Kolejnym osiągnięciem na drodze umocnienia pracy zuchowej była kolonia pod namiotami męskiej Gromady Robin Hooda i żeńskich Różowych Puchomorków. W skład komendy kolonii wchodziła pwd. Małgorzata Deliś – komendantka i przod. Zbigniew Turliński - oboźny. Stan kolonii wynosił 20 zuchów i zuchenek w 3 szóstkach. Zorganizowanie kolonii pod namiotami wymagało od Szczepu znacznie większych przygotowań organizacyjnych niż rok wcześniej, ale dla jakości pracy zuchowej dawało fantastyczne korzyści. Zuchy obozując w lesie i obcując na co dzień z harcerzami wspaniale wczuwały się w harcerską atmosferę, a ich wzbogacona w ten sposób wyobraźnia potęgowała wymowę i efekty wychowawcze prowadzonych zabaw.

Mimo dość mizernego stanu liczbowego udało się zorganizować także samodzielny żeński podobóz 16 WDH-ek BCO. Poprowadziła go w charakterze komendantki hm. Ewa Hołodowicza, oboźną została sam. Agnieszka Kalbarczyk. Stan obozu wynosił 12 harcerek w 3 zastępach: Delawerek, Dakotek i Lisów. Obóz nie należał niestety do udanych. Niska liczebność i młody wiek uczestniczek powodowały znaczne przeciążenie służbą. Praca w kuchni należała do bardzo ciężkich. Trzeba było gotować dla 4-ech podobozów (z wyjątkiem Czarnej Trzynastki, która miała własną kuchnię). Warta też musiała być pełniona w sposób rzetelny z uwagi na duże zagęszczenie chętnych do podchodowych sukcesów. Na to wszystko nałożył się jeszcze trwający od kilku lat kryzys kadrowy i programowy. Doświadczenie komendantki nie na wiele się zdało, tym bardziej, że jej powrotowi do drużyny towarzyszył konflikt i rozgoryczenie dziewcząt związanych z dotychczasowym kierownictwem, które zostało całkowicie odsunięte od pracy.

 

1982r. Obóz na wyspie. Apel Święta Obozu.


W obozie II Plutonu Grunwald i III Plutonu Burza 16WDH-y komendę stanowili: phm. Lesław Kuczyński – komendant i ćw. Jacek Kajak - oboźny. Stan obozu wynosił 31 harcerzy w 4 zastępach:
Szalone Koty – zastępowy pwd. Tomasz Rokicki, a później mł. Sławomir Stefaniak,
Krwawe Bizony – zastępowy ćw. Dariusz Wilkowski, a później wyw. Waldemar Kulik,
Zdziczałe Bobry – zastępowy przod. Artur Baczyński, a później mł. Adrian Derwiński i
Gorące Psy – zastępowy wędr. Jan Gutorski, a później mł. Michał Sijka.
Współzawodnictwo między zastępami wygrały Szalone Koty Sławka Stefaniaka.
Obóz należał do bardzo udanych. Dużo gier, chatki, rajd pieszy do Poznania, biegi harcerskie, gra wojenna z udziałem Trzynastaków i częste podchody stwarzały okazję do wielu niezapomnianych przygód. Wielką rolę w budowaniu atmosfery obozu miał fakt jego urządzenia na wyspie połączonej z brzegiem tylko wąską kładką prowadzącą nad niebezpiecznym mokradłem. Już sama akcja zajęcia wyspy na obóz miała bardzo dramatyczny przebieg z uwagi na to, że Trzynastacy również ostrzyli sobie na nią zęby. Tuż przed wyjazdem kwaterki wykonano akcją pod kryptonimem „Brzytwa", polegającą na zajęciu wyspy przez specjalnie wysłany patrol Szesnastki. Później Trzynastacy, chcąc podejść Drużynę, mieli ciężki orzech do zgryzienia. Musieli dopływać do wyspy wpław lub kajakami.
Jedną z bardziej pomysłowych i uczących gier były nietypowe manewry polegające na wprowadzeniu stanu wojennego na terenie zgrupowania przez juntę złożoną z harcerzy IV Plutonu i dwa starsze zastępy Grunwaldu. Zlikwidowano wydawanie słodkich podwieczorków, prowadzono zakaz kąpieli, racjonowanie żywności i wiele innych przepisów istotnie utrudniających życie i odbierających wiele obozowych przyjemności. Zadaniem pozostałych było zorganizowanie ruchu oporu, nawiązanie kontaktów pomiędzy odizolowanymi obozami i doprowadzenie do obalenia junty. Zadanie nie było łatwe, jako że na terenie zgrupowania obowiązywała godzina policyjna, zakaz kontaktów pomiędzy zastępami i obozami, a nawet zorganizowano obóz internowanych dla konspiratorów, którzy dali się złapać na działaniach wymierzonych w zaprowadzony porządek. Wprowadzenie stanu wojennego było dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem, a jeszcze większym bezwzględny sposób egzekwowania wprowadzonych przepisów przez oddziały junty umundurowane w panterki, hełmy i wyposażone w środki przymusu bezpośredniego w postaci metrowej długości drewnianych zapałek od namiotów-dziesiątek. Po początkowym zamieszaniu i dezorientacji, bardzo szybko w obozach wykształcił się ruch oporu. Starano się organizować manifestacje protestacyjne, wydawano odezwy i podziemną gazetę, a jeden zdesperowany zastęp przystąpił nawet do strajku głodowego i odmówił pójścia na obiad, chcąc w ten sposób wymusić zakończenie gry. W rezultacie słabsze liczebnie siły porządkowe nie zdołały zapanować nad autentycznymi przejawami działalności „wywrotowej". Mimo „surowych represji" i osadzania winowajców w obozie dla internowanych, harcerkom i harcerzom udało się nawiązać kontakty i zmontować skoordynowany bunt, który doprowadził do obalenia rządów obozowej junty i przywrócenia władzy komendy zgrupowania. Autorów stanu wojennego aresztowano i osądzono, wykazując jednak przy tym dużą dozę miłosierdzia. Jeśli zważy się, że w tym samym czasie obowiązywał w Polsce autentyczny stan wojenny, można uznać, że była to bardzo przekonywująca, poglądowa lekcja wychowania obywatelskiego.

 

 

1982r. Obóz na wyspie. Odczytywanie rozkazu o wprowadzeniu stanu wojennego w obozie.

 

1982r. Obóz na wyspie. Stan wojenny w obozie. Aresztowanie uczestnika nielegalnej demonstracji.

1982r. Obóz na wyspie. Stan wojenny w obozie. Internowanie komendy Grunwaldu.


Na obozie dokonano zaległych weryfikacji stopni, w wyniku czego Drużynie przybyło 2 ćwików i 1 wywiadowca. Kolejny stopień wywiadowcy przyznano w wyniku biegu harcerskiego. Bieg na młodzika ukończyło 10 harcerzy i o tylu właśnie młodzików wzbogaciła się drużyna Grunwald.

Ewenementem i wielką atrakcją LIII obozu Szesnastki była wioska na palach wybudowana przez starszoharcerski IV Pluton 16WDH-y. Komendantem obozu i zarazem oboźnym był phm. Marek Gajdziński. Oprócz tej jednoosobowej komendy w obozie uczestniczyło 9 harcerzy starszych w 2 zastępach:
Dzików – zastępowy mł. Andrzej Karwan
Wilków – zastępowy wyw. Marek Talacha.

 

 

1982r. Obóz na palach. Początek budowy.

 

1982r. Obóz na palach. Wbijanie pali konstrukcyjnych w dno jeziora.

 

1982r. Obóz na palach. Kolejny etap budowy.

 

1982r. Obóz na palach. Budowa pierwszej chaty.

 

1982r. Obóz na palach. Stan surowy otwarty.

 

1982r. Obóz na palach. Stawianie 15-to metrowego masztu.


Wioskę wybudowano na jeziorze ok. 10 metrów od brzegu. Składała się z trzech chat na kilkumetrowych palach wbitych w dno jeziora. Chaty zostały pokryte własnoręcznie wykonanymi matami trzcinowymi. W każdej znajdowały się cztery prycze i inne urządzenia ułatwiające życie: półki, stoły itp. Każdy z dwóch zastępów dysponował jedną chatą, w trzeciej mieściła się komenda i świetlica. Chaty połączone były ze sobą specjalnym trapem komunikacyjnym, na którym odbywały się apele. Wioskę łączył z brzegiem zwodzony, podnoszony na noc, pomost. W połowie jego długości znajdowała się platforma ogniskowa, na której rozpalano ogień. Odbywały się tam ogniska obozowe. Nad wioską górował wbity w dno jeziora maszt o wysokości 15 m, na który wciągano flagę narodową, oraz wieża wartownicza. Całość tworzyła imponująca konstrukcję saperską. Wykonano ją przy użyciu wyłącznie najprostszych narzędzi: pił i siekier. 


Jej budowa trwała ok. 14 dni i była ciężkim, ale porywającym ćwiczeniem charakteru i techniki harcerskiej. Z powodu ilości i charakteru pracy obóz został przedłużony i trwał 44 dni. W ciągu pierwszych trzech tygodni budowano nie tylko wioskę na palach, ale także wiele innych urządzeń dla całego zgrupowania. Pozostałe 23 dni poświęcono na pasjonujące harce, w trakcie których eksperymentowano z metodyką i programem starszoharcerskim, który w ZHP zupełnie nie istniał wobec całkowicie wyjałowionego pola pozostawionego przez obowiązujący w ostatnich latach HSPS. Stawiano głównie na różne formy pracy nad sobą, służbę i wyczyn. Działalność obozu podporządkowana była tym trzem elementom tworzonego programu i metody. W trakcie obozu odbył się czterodniowy rajd rowerowy nad morze do Międzyzdrojów (ok. 270 km). Wykonywano najprzeróżniejsze służby na rzecz kolonii zuchowej. Pomagano w prowadzeniu zajęć II i III plutonu. Wracając ze swego pierwszego obozu, IV Pluton był już pełnowartościową drużyną wędrowniczą i to drużyną, którą można było stawiać za wzór całemu niezależnemu harcerstwu. W oparciu o zdobyte tego lata doświadczeniach współtworzono następnie nowoczesną metodykę pracy starszego harcerstwa, którą dziś znamy właśnie jako metodę wędrowniczą. Na obozie przyznano stopnie: 2 - młodzika i 4 - wywiadowcy.

 

 

1982r. Obóz na palach. Apel poranny.

 

1982r. Obóz na palach. Widok od strony komendy zgrupowania.


12 września IV Pluton wziął udział w Pielgrzymce Kombatantów, Kapelanów oraz Harcerek i Harcerzy na Jasną Górę zorganizowanej przez zawieszoną już Radę Porozumienia KIHAM. W tym miejscu warto pokusić się o krótką historyczną dygresję. Po wprowadzeniu stanu wojennego, mimo licznych gróźb i nacisków, ogólnopolska reprezentacja kręgów Małkowskiego, nie wycofała się z uchwał zalecających drużynom przyjęcie tradycyjnej roty Przyrzeczenia oraz stosowanie kihamowskiego sytemu stopni. Na skutek tego Rada Porozumienia została przez władze ZHP zawieszona. Nie rozwiązana, a właśnie zawieszona. Próbowano nakłonić kręgi do wyłonienia nowej reprezentacji złożonej z bardziej uległych instruktorów. W całym kraju miały miejsce próby przejęcia kontroli nad kręgami przez władze chorągwi. Aby uniemożliwić władzom ZHP manipulację ideowym, metodycznym i programowym dorobkiem ruchu kihamowskiego, Rada Porozumienia rozwiązała się i zaapelowała do kręgów, by uczyniły to samo. Jednocześnie do tworzących kręgi instruktorów zaapelowano, by kontynuowali dotychczasową pracę nad odnową harcerstwa, ale już w innych formach. Apel ten został ogłoszony właśnie na pielgrzymce harcerskiej odbywającej się pod hasłem ''Harcerze wierni Bogu i Polsce''.

Kilka dni później warszawski KIHAM podjął decyzję o samorozwiązaniu. W następną niedzielę Szesnastka zorganizowała w „swoim" kościele Św. Jacka ''pożegnalną'' mszę harcerską w intencji odrodzenia harcerstwa. W uroczystości tej wzięły udział liczne drużyny związane z ruchem kihamowskim. Harcerze z IV Plutonu docierali z informacjami o mszy do drużyn z terenu Warszawy i całej Polski oraz obsługiwali uroczystość od strony porządkowej.

 

1982r. Zbiórka przy kwietnym krzyżu w drodze na mszę świętą w intencji odrodzenia harcerstwa.

 

Również we wrześniu odbyła się przemiła uroczystość. Zawarto pierwsze zawiszackie małżeństwo. Na ślubnym kobiercu stanęli Rysiek Kukuła i Joasia Wojtala.

Jeszcze w trakcie obozu, Krąg Instruktorów Szesnastki „Zawrat" podjął decyzję o rozwiązaniu Szczepu. We wrześniu przystąpiono do jej realizacji. Warto przedstawić motywy tej decyzji, która dla kilku Zawiszaków ze średniego pokolenia okazała się na tyle kontrowersyjna, iż próbowano ją zablokować. Tymczasem decyzja ta była bardzo starannie przemyślana i dojrzewała w głowach instruktorów już od dłuższego czasu. Nie chodziło o żadne konflikty, czy brak porozumienia. Wręcz przeciwnie - tak dobrej, przyjacielskiej atmosfery nie było w Szczepie od co najmniej dziesięciu lat. Panowała pełna zgodność co do kierunków i metod pracy ideowo-wychowawczej. Opierano ją na założeniach przyświecających Porozumieniu KIHAM. W ich opracowanie instruktorzy Szesnastki włożyli naprawdę ogromny wkład i być może dlatego tak łatwo się z nimi w pełni identyfikowali. Dorobek KIHAM-u w zakresie Prawa i Przyrzeczenia, metodyki zdobywania stopni i sprawności harcerskich oraz funkcjonowania systemu zastępowego dla wielu wydawał się być zamkniętą całością. Nie dla Szesnastki, której brakowało określenia jednoznacznego stosunku do koedukacji w harcerstwie. Jej doświadczenia z ostatnich lat być może bardziej jaskrawo, niż w innych środowiskach uzmysławiały istnienie tego nabrzmiałego i czekającego na rozwiązanie problemu. Szesnastka nie byłaby sobą, gdyby jej instruktorzy ograniczali się tylko do dyskusji i teoretycznych rozważań. Jak zawsze, przystąpiono do czynu. Postanowiono udowodnić reszcie niezależnego harcerstwa, że zlikwidowanie koedukacji nie oznacza katastrofy, a wręcz przeciwnie - przyczyni się do znacznego wzrostu jakości pracy wychowawczej.

Problemem ówczesnego harcerstwa był całkowity zanik ruchu żeńskiego. W oficjalnym, partyjnym nurcie ZHP nie było w ogóle śladów żadnej myśli metodycznej, a koedukację traktowano doktrynalnie, jako element wychowania socjalistycznego. W środowiskach niezależnych zdawano sobie sprawę ze szkodliwości obowiązującego oficjalnie systemu pracy, ale dominował w nich typowo męski model harcerstwa. Nie ma w tej kronice miejsca na głębszą analizę złożonych przyczyn tego zjawiska. Dość powiedzieć, że miało ono związek ze słabością organizacyjną drużyn żeńskich. Miały na to wpływ co najmniej dwa czynniki. Pierwszy, to mniejszy zakres swobody, jakim rodzice, w odróżnieniu od synów, obdarzali swoje córki. Powodowało to utrudnienia w pracy drużyn. Drugim czynnikiem była tradycyjna rola kobiety w rodzinie. Instruktorki, zakładając swoje rodziny, wyłączały się przeważnie z czynnej pracy harcerskiej, zaabsorbowane nowymi obowiązkami: ciążą, pielęgnacją dziecka, domem. Powodowało to znacznie częstsze rwanie się ciągłości pracy. Instruktorzy w tej samej sytuacji mieli znacznie więcej czasu i chęci do kontynuowania pracy harcerskiej. Oba te czynniki powodowały, że w koedukacyjnych szczepach drużyny męskie były przeważnie w dużo lepszej kondycji. To one nadawały ton pracy i dostarczały kadry szczepom. Musiało się to przekładać na styl pracy. W efekcie zanikła żeńska metodyka i żeński program pracy. Nie inaczej było w Szesnastce. Z tym, że w Szesnastce, z powodu szczególnego, uwarunkowanego historycznie przeczulenia, bardzo wyraźnie widziano i analizowano ten problem. Jego rozwiązanie widziano tylko w powrocie do tradycyjnego, zniszczonego przez komunistów modelu organizacji harcerstwa, dzielącego się bardzo konsekwentnie na dwie odrębne organizacje – męską i żeńską. Tylko w warunkach pełnej samodzielności organizacyjnej mogła powstać szansa na wypracowanie przez żeńskie harcerstwo własnych zasad i kierunków pracy, uwzględniających z jednej strony odmienne potrzeby wychowawcze dziewcząt, a z drugiej strony mniejsze możliwości czasowe i organizacyjne instruktorek. Szesnastka zrobiła pierwszy krok w tym kierunku. I, co ważne, odbyło się to przy świadomym udziale żeńskiej kadry, która przyjęła na siebie zwiększone obowiązki i odpowiedzialność z tytułu przyjęcia prekursorskiej dla całego harcerstwa roli. Wielka w tym zasługa wspaniałej Agnieszki Kalbarczyk, która w tym czasie przejęła przywództwo żeńskiej części Szczepu i doskonale rozumiała istotę problemu oraz miała ambicje stawić mu czoła. Jeżeli wiec Szesnastka po raz kolejny stanęła w awangardzie ruchu harcerskiego, to tym razem zasługi należy przypisać głównie żeńskiej kadrze Szczepu, która poważyła się na krok wymagający odwagi, a może nawet desperacji.

Niestety, nie wszyscy Zawiszacy zrozumieli wtedy sens rozwiązania Szczepu i pewna grupa próbowała nawet ingerować w tę decyzję. Umiejętnie wykorzystała to Komenda Hufca Ochota, dla której było to postanowienie nie mieszcząca się zupełnie w obowiązującym kanonie organizacyjnym ZHP i stwarzające niebezpieczny precedens. Z ogromnym ubolewaniem trzeba przyznać, że przy ich pomocy próbowano odsunąć od pracy całą ówczesną kadrę Szesnastki, osadzając z powrotem na funkcji szczepowej Zofię Jasińską. Na szczęście, po stronie kadry drużyn stanęła dyrektorka szkoły nr 9, pani Zofia Karwan, która jednoznacznie stwierdziła, że nie wyobraża sobie współpracy z nikim innym. Podobnie zachowało się KPH pod przewodnictwem płk. Tadeusza Kuczyńskiego. Wobec jego gromkich słów oburzenia wspartych ważnym dla urzędników hufca autorytetem munduru wyższego oficera LWP, odstąpiono od zamiaru przeprowadzenia czystki w Szesnastce. W dodatku w myśl zasady, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - wobec tak zdecydowanej postawy dyrekcji szkoły oraz reprezentacji rodziców, wymuszono na Komendzie Hufca decyzję o przywróceniu praw instruktorskich dla Marka Gajdzińskiego i pozwolenie na oficjalne wznowienie działalności na terenie Liceum im. H Kołłątaja. Można powiedzieć, że dzięki cywilnej odwadze dyrekcji szkoły i członków KPH, Szesnastka wyszła z dużych problemów obronna ręką, a nawet z pewnymi korzyściami. Warto w tym miejscu przypomnieć, że w tym samym czasie bardzo podobne akcje przeprowadzono w całej Warszawie wobec instruktorów i szczepów związanych z KIHAM-em. Nie wszystkim udało się z tego wybrnąć tak szczęśliwie, jak Szesnastce. Wielu instruktorów odsunięto od pracy, w wyniku czego doprowadzono do rozpadu kilku wartościowych środowisk harcerskich.

W związku z faktycznym zaprzestaniem pracy Szczepu w strukturze Szesnastki zaszły istotne zmiany organizacyjne. Formalnie wobec władz ZHP wszystkie drużyny harcerskie i zuchowe uzyskały samodzielność. Usamodzielnione drużyny dziewcząt (zuchowa i harcerska) tworzyły nieformalnie Szesnastkę Żeńską, a drużyny chłopców (zuchowa, harcerska i starszoharcerska) Szesnastkę Męską.

Na czele Szesnastki Żeńskiej stanęła hm. Ewa Hołodowicz, będąca formalnie drużynową Bractwa Czarnego Orła. Przyboczną w tej drużynie została sam. Agnieszka Kalbarczyk. Przy bardzo niskim stanie (12 harcerek) rozwiązano zastępy, które i tak były tworem wyłącznie formalnym i drużyna podjęła pracę całością. W drużynie zuchowej Różowe Puchomorki drużynową była Marta Wronkowska, a jej przyboczną Dominika Matuszewska.

Na czele Szesnastki Męskiej stał nieformalnie Marek Gajdziński. Tworzyły ją:
starszoharcerska drużyna próbna przy liceum Kołłątaja, czyli IV Pluton z drużynowym phm. Markiem Gajdzińskim. Stan liczbowy wynosił 10 harcerzy w 2 zastępach.
Młodszoharcerska drużyna Grunwald składała się z połączonych Plutonów II i III. Drużynowym był phm. Lesław Kuczyński, przybocznymi zaś: ćw. Jacek Kajak i wyw. Jan Gutorski. Stan liczbowy wynosił 48 harcerzy w 6 zastępach.
Drużyna zuchowa Gromada Robin Hooda, czyli I Pluton, z drużynowym ćw. Zbigniewem Turlińskim, liczyła około 20 zuchów.

Drużyny rozpoczęły jesienną pracę z dużym opóźnieniem spowodowanym zamieszaniem, wynikającym z niewyjaśnionej sytuacji kadrowej i ingerencją hufca w sprawy organizacyjne. Pobór przeprowadzony w szkołach podstawowych (9 i 173) dał 12 kandydatów. Zaczęła działać propaganda szeptana, będąca odzwierciedleniem wysokiego poziomu pracy i bardzo udanego obozu. Zastępy młodszoharcerskie żyły autentycznie bogatym życiem. Częste wycieczki i biwaki spajały Drużynę. Nieco inna sytuacja miała miejsce w Liceum Kołłątaja. Tam IV Pluton miał naprawdę ciężkie życie. Z jednej strony, musiał borykać się z nieufnością dyrekcji szkoły obawiającej się wciągania uczniów w działania nielegalne. Z drugiej strony, musiał przełamać barierę nieufności młodzieży w stosunku do wszelkich oficjalnych organizacji utożsamianych powszechnie z komunistyczną agenturą działająca w ich środowiskach. Trzeba było działać z niezwykła ostrożnością, a jednocześnie dać się poznać młodzieży jako grupa, której prawdziwe cele działania były zbieżne z dążeniami środowisk niezależnych i podziemnych. Było to zadanie niezwykle trudne, ale konsekwentnie, małymi kroczkami starano się je realizować. Między innymi, 1 listopada wystawiono i przez cały wieczór utrzymywano warty honorowe w Dolince Katyńskiej na Cmentarzu Powązkowskim. Służba ta wywarła na harcerzach niezapomniane wrażenia, związane z niesamowitą atmosferą tego miejsca i reakcjami tysięcy Warszawiaków zapalających tam światełka pamięci. Pomimo tego, że dzień był bardzo chłodny, wartę pełniono w samych tylko mundurach. Nikt nie czuł zimna, raz - z powodu panującej gorącej, patriotycznej atmosfery, a dwa - z powodu tysięcy palących się zniczy. Przez cały czas, zbierające się wokół tego miejsca tłumy ludzi intonowały pieśni patriotyczne. Oprócz hołdu składanemu ofiarom sowieckiej zbrodni, wielotysięczna obecność Warszawiaków w Dolince Katyńskiej była wyrazem i manifestacją stosunku społeczeństwa do tragicznej, komunistycznej rzeczywistości stanu wojennego. Na tablicy ogłoszeń w Kołłątaju już następnego dnia ukazała się wykonana przez AFS relacja fotograficzna z tego wydarzenia. W podpisach zdjęć figurowała ogólnikowa informacja o pełnionej służbie wartowniczej na grobach bohaterów narodowych. Tylko szeptem dopowiadano sobie resztę prawdy.

Również w listopadzie IV Pluton zorganizował dla reprezentacji klas szkolnych nocny rajd na orientację. Zawody zorganizowane w Górach Świętokrzyskich zostały przygotowane i rozreklamowane w szkole bardzo dobrze. Do udziału zgłosiło się siedem klas. Niestety wielki pech pokrzyżował ambitne plany. W dniu wyjazdu temperatura spadła nagle do –10 stopni. W rezultacie rodzice nie puścili uczniów. Zawody jednak się odbyły. Uczestniczyły w nich zastępy męskie z 16WDH-y Grunwald, reprezentacja żeńskiej Szesnastki i trzy zastępy z zaprzyjaźnionej Czarnej Jedynki im. Marsz. Józefa Piłsudskiego z Nowego Wiśnicza koło Bochni. Bardzo trudną ze względu na warunki atmosferyczne trasę udało się pokonać wszystkim zastępom. W klasyfikacji drużynowej zwyciężył Grunwald, a najlepszym patrolem okazał się zastęp z Nowego Wiśnicza, dowodzony zresztą przez harcerkę Szesnastki – Kasię Zbytniewską, która uczyła się w tamtejszej szkole plastycznej i równolegle była zastępową w Czarnej Jedynce.

Pomimo porażki tej ambitnej formy poboru, aktywność IV Plutonu na terenie szkoły przyniosła pewne efekty. Do Drużyny wstąpiło 3 kolejnych chłopców.

W listopadzie i grudniu w drużynie młodszoharcerskiej zastęp Żubry brał udział w kręceniu filmu dokumentalnego pt. „Zawiszacy" o najmłodszych harcerzach Szarych Szeregów. Film realizowano w WFD „Czołówka", a jego reżyserem był nasz Zawiszak – Włodek Dusiewicz.

Rok zakończył się mocnym akcentem. IV Pluton wyjechał na własne zimowisko sylwestrowe do Zakopanego, a konkretnie na Jaszczurówkę. XXVIII obóz zimowy został zorganizowany przez Szymona Majewskiego, zastępowego Dzików. Program był typowo narciarski: przez cały tydzień szusowano po okolicznych stokach. Zaczęto od oślich łączek pod Nosalem. Zwieńczeniem programu był zjazd z Kasprowego Wierchu, przez Halę Gąsienicową, do Jaszurówki. Komendantem obozu był phm. Marek Gajdziński, a oboźnym ćw. Jacek Kajak. Oprócz nich w obozie uczestniczyło 8 harcerzy starszych w 2 zastępach – Dzików i Wilków. Obozu nie rejestrowano w hufcu, gdyż Drużyna ze względów politycznych nie uzyskałaby wymaganego pozwolenia. W Szesnastce od lat nie stanowiło to już większego problemu. Przydały się doświadczenia zdobyte w końcu lat siedemdziesiątych.

Stan Drużyny w dniu 31.12.1982r.
Drużynowy 16WDH – phm. Marek Gajdziński
I Pluton - 16 WDZ Gromada Robin Hooda
wódz zuchowy - ćw. Zbigniew Turliński
Stan: 20 zuchów.
II Pluton - 16 WDH-y Grunwald
drużynowy - phm. Lesław Kuczyński
I przyboczny - ćw. Jacek Kajak
II przyboczny – ćw. Jan Gutorski
Jastrzębie – zastępowy mł. Jacek Sobolewski
Żbiki – zastępowy mł. Michał Petrow
Żubry – zastępowy mł. Paweł Burakowski
Łosie – zastępowy mł. Michał Sijka
Rysie – zastępowy mł. Andrzej Dasiewicz
Sokoły – zastępowy wyw. Sławomir Stefaniak
Orły – zastępowy och. Rafał Lipski
Wydry – zastępowy mł. Robert Turzyniecki – zastęp działający w Tomaszowie Lubelskim.
Stan: 60 harcerzy
IV Pluton – starszoharcerska drużyna próbna
drużynowy – phm. Marek Gajdziński
Dziki – zastępowy mł. Szymon Majewski
Wilki – zastępowy ćw. Marek Talacha
Stan: 12 harcerzy starszych.
Stan ogółem: 2 instruktorów, 72 harcerzy, 20 zuchów


____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -   Lata 1981-1989 W Służbie Rzeczypospolitej
Śpiewnik - Rota Szesnastki

 

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH