Wyszukiwanie zaawansowane
Kronika
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
1983-12-31 | Warszawa | Marek Gajdziński
Rok 1983

Od nowego roku zawieszony został stan wojenny. W sytuacji Szesnastki niczego to zmieniło. Drużyna ograniczyła kontakty z władzami ZHP do niezbędnego minimum, starając się kontynuować linię ideową i metodyczną rozwiązanego KIHAM-u.

 

Na przełomie stycznia i lutego odbyło się w Chabówce (Zakopane) XXIX zimowisko męskiej Szesnastki. Komendę stanowili: phm. Lesław Kuczyński - komendant, phm. Marek Gajdziński - z-ca komendanta, ćw. Jacek Kajak - oboźny, pwd. Jerzy Wójtowicz - kwatermistrz. Poza komendą w zimowisku uczestniczyło 34 harcerzy w 9 zastępach. O jakości pracy zastępów świadczy fakt, że na zimowisku utrzymano ''warszawską'' strukturę organizacyjną Drużyny: wszystkie zastępy wyjechały na zimowisko, tylko niektóre w nieco mniejszych składach. Na zimowisku dominował program narciarski. Młodsi ćwiczyli szusy na wyciągach znajdujących się w Jaszczurówce, zaś starsi, ''rozjeżdżeni'' już na zimowisku sylwestrowym, wypróbowywali wszystkie zakopiańskie stoki: Nosal, Gubałówkę, Butorowy Wierch i oczywiście Kasprowy Wierch. Nie zabrakło też gier terenowych. Ze względu na dużą liczebność zimowiska mieszkano w dwóch sąsiadujących ze sobą góralskich chatach. Uczestnicy zimowiska otrzymali też specjalną plakietkę zaprojektowaną przez Janka Gutorskiego.

 

1983r. Zimowisko w Chabówce. Zastępowy Andrzej Dasiewicz i komendant Lesław Kuczyński na apelu.


W lutym odbyła się tradycyjna Choinka. Wobec faktu rozwiązania Szczepu i podjęcia samodzielnej pracy przez Szesnastkę męską i żeńską, ustalono, że choinki odbywać się będą wspólnie. Tak też się stało. W trakcie Choinki pokazano między innymi krótki fabularny filmik ''Oddział Specjalny'', nakręcony wiosną przez AFS oraz filmy z obozu i zimowiska. Dziadek Szymka Majewskiego, pan Ignacy Łyskanowski, ofiarował Drużynie namalowany przez siebie obraz, przedstawiający ubiegłoroczny obóz IV Plutonu na palach.

W marcu, podczas kolejnego Rajdu Arsenał organizowanego przez Hufiec Warszawa-Mokotów, nawiązane zostały kontakty z odtwarzającą się w konspiracji, tajną organizacją instruktorską, będącą kontynuacją rozwiązanych jesienią ubiegłego roku kręgów Małkowskiego. Szesnastka, podobnie jak kilkanaście najbardziej tradycyjnych drużyn w Warszawie, włączyła się w tajne przygotowania do służby podczas mającej odbyć się w czerwcu II Pielgrzymki Ojca Świętego do Polski.

Jednym z elementów przygotowania do tej służby oraz okazją do odbudowania zerwanych przez stan wojenny kontaktów stał się zorganizowany w kwietniu zlot Św. Jerzego. Uczestniczyło w nim kilka męskich drużyn harcerskich z terenu Warszawy: 1WDH, 13WDH, 14WDH, 16WDH i 70WDH. Dla każdego, kto zna sytuację w warszawskim harcerstwie lat osiemdziesiątych, nie będzie zaskoczeniem, że zlot musiał zostać zorganizowany w głębokiej konspiracji. Uczestniczyły w nim bowiem wyłącznie drużyny tworzące, jak się wtedy mówiło, warszawską ''ekstremę''. Poza Szesnastką były to: Czarna Jedynka, otoczona nimbem KOR-u, Czarna Trzynastka im. J. Piłsudskiego, kultywująca tradycje Czarnej Trzynastki Wileńskiej oraz Błękitna Czternastka i Czarna Siedemdziesiątka, które odtworzyły się w ZHP po rozwiązaniu NRH. Przez okres kilku następnych lat drużyny te stanowiły grono najbliższych przyjaciół Szesnastki. W zorganizowanych na zlocie zawodach Drużyna odniosła spektakularny sukces, wygrywając w biegu patrolowym i grze nocnej.

30 kwietnia zakończył się popoborowy okres próbny dla kandydatów do Drużyny. Zaliczyło go 17 chłopców. Jesienią ubiegłego roku nie zorganizowano zwyczajowej akcji Grunwald, dlatego dopiero teraz nastąpiło przyznanie plakietek drużyny. Zdobyło je 3 harcerzy.

Na początku maja odbył się trzydniowy biwak całej Drużyny. Właściwie było to zgrupowanie biwaków wszystkich działających w Drużynie zastępów (z wyjątkiem Wydr, które nie zdołały dojechać z Tomaszowa). Ich biwaki zostały rozłożone wzdłuż rzeki Rawki w Puszczy Bolimowskiej. Pomiędzy zastępami została rozegrana wielka gra totemowa, w której wyróżnił się doświadczony zastęp Żubry.

Pod koniec maja Szesnastka wzięła udział w II Zlocie Unii Najstarszych Drużyn Harcerskich Rzeczypospolitej, zorganizowanym przez 3 KDH w Tyńcu pod Krakowem. W zlocie wzięła udział również Rada żeńskiej Szesnastki.
Wraz z dziewczętami Szesnastka tworzyła na zlocie najliczniejszą i najlepiej prezentującą się delegację. W trakcie zlotu Unia powiększyła się o 3 nowoprzyjęte drużyny: 1WDH, 22WDH i 7KDH. Sformułowano szczegółowe warunki przyjęcia do Unii i powołano instytucję korespondentów Unii. W Szesnastce funkcję tę objął mł. Szymon Majewski. W nowych warunkach działania harcerstwa, Unia nabrała dodatkowego sensu istnienia. Porozumienie KIHAM oraz kręgi KIHAM przestały istnieć. Tajna organizacja instruktorów, będąca ich kontynuacją, dopiero zaczynała się budować. W tej sytuacji legalna płaszczyzna kontaktów pomiędzy drużynami tworzącymi niegdyś trzon ruchu kihamowskiego w Warszawie, Krakowie i Łodzi dawała nieocenioną możliwość wymiany doświadczeń, wspierania się i planowania wspólnej pracy na rzecz kontynuacji odnowy harcerstwa. Z możliwości tej skwapliwe skorzystano, tym bardziej, że do pierwszej w stanie wojennym, wielkiej wspólnej akcji niezależnego harcerstwa pozostał niecały miesiąc, a wszystkie uczestniczące w zlocie drużyny brały czynny udział w organizacji Białej Służby. W ten sposób projekt, powstały w Szesnastce w 1979 roku, stał się ponownie niezwykle aktualny.

 

1983r. II Zlot UNDHR w Tyńcu. Szarże Drużyn.


Pod koniec maja IV Pluton 16WDH zorganizował w Liceum Kołłątaja koncert legendarnych bardów solidarnościowego podziemia. Przemysław Gintrowski i Zbigniew Łapiński występowali ze swoim patriotycznym programem pt. ''Pamiątki'' raz w tygodniu w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. Bardzo rzadko pozwalano im prezentować ich program poza murami kościelnymi. Jeżeli już zdobywali takie zezwolenie, grali w klubach studenckich na terenie całej Polski, wszędzie zdobywając wielką popularność. To, że dali się namówić Szesnastce na występ w Kołłątaju graniczyło z cudem. Było to ogromne wydarzenie artystyczne, które zgromadziło tłumy młodzieży i rodziców z całej Warszawy. Harcerze Szesnastki zapewnili całkowitą obsługę koncertu. Wykonali i rozlepili plakaty informacyjne, rozprowadzili bilety, obsługiwali koncert pod względem technicznym i porządkowym. Z wielką dyskrecją wykonano także nagranie koncertu na taśmach magnetofonowych, które następnie powielano i rozprowadzano wśród uczniów Kołłątaja. Muzycy nie mieli oczywiście nic przeciwko temu, choć oficjalnie musieli tego zabraniać. Zakaz dokonywania nagrań obowiązywał ze względu na warunki zezwolenia udzielonego przez cenzurę. Ze względu na bardzo licznie przybyłą publiczność, koncert przyniósł pokaźny dochód, który przekazano na fundusz pomocy internowanym.

W Boże Ciało harcerze z IV Plutonu oraz starsze dziewczęta z 16WDH-ek wzięli udział w spływie kajakowym organizowanym przez PTTK rzeką Rozpudą. Komendantem czterodniowej wspólnej wyprawy kajakowej był phm. Marek Gajdziński, a uczestniczyło w niej 8 harcerzy i 4 harcerki. Wyprawa nie należała do łatwych. Biwakowano w namiotach, a posiłki przyrządzano metodą polową. W tym sensie był to typowy, kilkudniowy biwak harcerski. Większość uczestników po raz pierwszy w życiu brała udział w spływie kajakowym. Powodowało to pewne problemy, nie tyle zresztą związane z techniką pływania, co z koniecznością naprawiania i remontowania kajaków. Na starcie uczestnicy losowali kajaki. Większość była uszkodzona i wymagała napraw. Awarie zdarzały się też w drodze, jako że Rozpuda na jednym z odcinków przypomina rwącą górską rzekę, najeżoną kamieniami. Brak doświadczenia był mocnym utrudnieniem. Ale wspaniała pogoda i przemiłe towarzystwo dziewcząt z nawiązką rekompensowały trudy wyprawy. Wszyscy uczestnicy spływu zdobyli sprawność kajakarza.

W dniach 16 – 23 czerwca odbywała się II Pielgrzymka Ojca Świętego do Polski. Władze ZHP, spodziewając się licznego udziału młodzieży w spotkaniach z papieżem, wydały bardzo kategoryczny zakaz organizacji w drużynach jakichkolwiek form uczestnictwa w tym religijno-patriotycznym wydarzeniu. Zwracano uwagę na statutowy zapis o świeckości organizacji. W rozumieniu komunistów zasada świeckości była równoznaczna z nakazem wychowania ateistycznego, wrogiego jakiejkolwiek religii, a zwłaszcza religii katolickiej. Zmuszając harcerzy do faktycznego bojkotu wizyty papieża, władze ZHP po raz kolejny przyznały publicznie, że kierowana przez nich organizacja nie ma nic wspólnego z ideałami harcerskimi oraz, że jej zadaniem jest służenie wrogiej Polakom idei socjalizmu. Rzeczywistość była jednak dla komunistów bardzo bolesna. Okazało się, że ich organizacja jest, delikatnie mówiąc, lekko niespójna. Oczom społeczeństwa polskiego ukazał się obraz setek i tysięcy harcerzy towarzyszących papieżowi na każdym niemal kroku, świadcząc dobitnie o przywiązaniu do ideałów, które z takim zacięciem starano się zniszczyć. Mało tego, harcerze zgodnie ze swoimi zasadami nie ograniczyli się tylko do biernego uczestnictwa w uroczystościach. Wszędzie widać ich było w szeregach służb porządkowych i medycznych. Swoją sprężystością, dyscypliną i poświęceniem w służbie dawali przykład innym, niosąc pomoc potrzebującym i przyczyniając się do utrzymania porządku w wielusettysięcznych i milionowych zgromadzeniach. Udział około 100 drużyn harcerskich w służbie kościelnej nie był przypadkowy. W całym kraju szczepy harcerskie, związane wcześniej z KIHAM-em, utworzyły zwarte oddziały służb porządkowych i sanitarnych funkcjonujące w ramach świeckiej służby kościelnej. Ryzykowano wiele łamiąc kategoryczny zakaz władz ZHP, ale zastosowanie się do niego nie mogło być w ogóle brane pod uwagę przez instruktorów, którzy chcieli faktycznie realizować najważniejszy, tradycyjny cel wychowania harcerskiego, jakim jest wychowanie w duchu służby Bogu i Polsce. Przy tej okazji, drużyny i szczepy kihamowskie odbudowywały zerwane kontakty. Przede wszystkim zaś przygotowanie i udział w Białej Służbie stały się okazją do zbudowania na nowo, tym razem w konspiracji, siatki organizacyjnej nowej, tajnej organizacji instruktorskiej będącej kontynuacją rozwiązanego KIHAM-u.

Począwszy od kwietnia i od zlotu św. Jerzego, Szesnastka brała aktywny udział w tych przygotowaniach. 16 czerwca, zgodnie ze swoim przydziałem, rozpoczęła Białą Służbę naprzeciwko bramy wyjazdowej z lotniska wojskowego na Okęciu. Dla wszystkich obecnych na służbie Zawiszaków niezwykle budującą była świadomość, że byli pierwszymi harcerzami, których miał okazję widzieć papież po zakończeniu oficjalnego powitania, w momencie wyjazdu na warszawskie ulice. 

 

 

16 czerwca 1983r. Drużyna w drodze na Białą Służbę.

 

16 czerwca 1983r. Służba porządkowa przy bramie lotniska wojskowego na Okęciu. 


Następnego dnia blisko tysiąc harcerek i harcerzy z Warszawy i okolic w zwartym szyku wmaszerowało na bieżnię stadionu 10-lecia, na którym papież odprawił Mszę Świętą. Szesnastce męskiej przypadła służba porządkowa u wylotu tunelu wjazdowego na stadion, pod samym ołtarzem. Szesnastka żeńska pełniła tuż obok służbę sanitarną. 

 

 

17 czerwca 1983r. Stadion X-lecia. Żeńska Szesnastka wita wjeżdżającego papieża.

 

17 czerwca 1983r. Stadion X-lecia. Żeńska Szesnastka w służbie sanitarnej. 


18 czerwca obie Szesnastki przemieściły się do Częstochowy, aby wziąć udział w służbie podczas papieskiego spotkania z młodzieżą. U stóp Jasnej Góry zebrało się półtora tysiąca harcerek i harcerzy z całej Polski. Wieczorne spotkanie, w trakcie którego papież zwracał się do młodzieży, wywarło na wszystkich uczestnikach niezatarte wrażenie. Jego słowa dodawały otuchy i utwierdzały w przekonaniu wyboru właściwej drogi. Następnego dnia pełniono służbę podczas Mszy Świętej w odprawianej na murach klasztoru jasnogórskiego. Zadaniem harcerzy było utrzymanie przejścia sanitarnego i ewakuacyjnego wzdłuż Alei Najświętszej Marii Panny. Szesnastce przypadł najtrudniejszy odcinek, na początku parku na wysokości pierwszych drzew, w miejscu gdzie ogromne tłumy parły, aby znaleźć się na otwartej przestrzeni i móc na własne oczy zobaczyć papieża znajdującego się na murach. Kilkugodzinna służba wiązała się z ogromnym wysiłkiem fizycznym. Trzeba było, trzymając się wzajemnie za paski, stawiać opór napierającemu tłumowi prącemu Aleją NMP w kierunku klasztoru. Rozerwanie tak utworzonego szpaleru oznaczałoby odcięcie jedynej drogi ewakuacji dla setek tysięcy ludzi znajdujących się na wałach i pod murami. Upał i nieprawdopodobny ścisk powodował liczne omdlenia i zawały. Patrole sanitarne złożone z harcerzy bez przerwy wynosiły na noszach osoby potrzebujące pomocy lekarza. Utrzymywane przez harcerzy przejście ewakuacyjne było jedyną drogą do znajdujących się na zewnątrz karetek pogotowia i punktów medycznych. Gdyby droga ta została odcięta, udzielenie pomocy lekarskiej osobom znajdującym się pod murami stałoby się niemożliwe. Mając tego świadomość, harcerze dokonywali cudów poświęcenia i wytrzymałości. Do końca mszy udało się utrzymać przejście sanitarne, choć zdarzało się, że kilkakrotnie szpaler bywał przerywany i trzeba było odbudowywać zatarasowane przejście. Kto choć raz spotkał się w swoim życiu z reakcjami i zachowaniami tłumu, ten zrozumie powagę opisanej sytuacji. W tym czasie harcerki z żeńskiej Szesnastki pełniły służbę sanitarną polegająca na roznoszeniu wody i lekarstw wśród zgromadzonych na mszy tłumów.
 

 

18 czerwca 1983r. Aleja NMP obstawiona przez BS.

 

18 czerwca 1983r. Szesnastka na Alei NMP 

 

18 czerwca 1983r. Papież przejeżdża wzdłuż harcerskiego szpaleru.

 

18 czerwca 1983r. Kordon służby kościelnej załamuje się pod naporem tłumu. 

 

18 czerwca 1983r. Próba utrzymania drogi ewakuacyjnej na Alei NMP.

 

18 czerwca 1983r. Tego dnia służba polegała głównie na wynoszeniu chorych z placu celebry. 

 
Udział w Białej Służbie był dla wszystkich ogromnym, wartościowym przeżyciem i wielką przygodą. Dał możliwość bardzo czytelnego zamanifestowania postaw harcerskich wobec opinii publicznej, kojarzącej mundury harcerskie jedynie z tłem tworzonym dla partyjnych notabli podczas komunistycznych świąt partyjno- państwowych. W tym znaczeniu, każdy miał świadomość spełnienia doniosłej roli w procesie zmiany tego podłego wizerunku harcerstwa. Harcerze Szesnastki osiągnęli ogromną satysfakcję, wynikającą ze świadomości dobrego wywiązania się z przydzielonych im zadań i udziału w wielkiej i bardzo ważnej misji. Niestety, jeżeli chodzi o przeżycia natury religijnej, to wykonywanie przydzielonych zadań w sposób całkowity je uniemożliwiły. Jedynie udział w spotkaniu z młodzieżą, który stanowił wytchnienie od służby, dostarczył wielu niepowtarzalnych wzruszeń.

Oczywiście nie obyło się bez formalnych konsekwencji spowodowanych złamaniem zakazu uczestnictwa w Białej Służbie. Ale o dziwo, nie były to represje jakoś bardzo dokuczliwe. Ograniczyły się do zakazania drużynowemu, Markowi Gajdzińskiemu, który dowodził Białą Służbą w Szesnastce, prowadzenia tegorocznego obozu. Nie miało to dla Drużyny większego znaczenia. Zezwolenie takie otrzymał bowiem Lesław Kuczyński, który przezornie nie angażował się w Białą Służbę, a który i tak byłby w tym roku komendantem obozu, co zostało ustalone w Drużynie znacznie wcześniej. Jedyną niedogodnością był brak możliwości zorganizowania oddzielnego starszoharcerskiego podobozu dla IV Plutonu. Nie specjalnie zresztą się przy tym upierano, jako że postanowiono wykorzystać obóz dla większej konsolidacji Drużyny. W ostatnim czasie dało się bowiem zauważyć pewne rozejście się dróg obu plutonów harcerskich. Wspólny obóz był okazją, by przeciwdziałać temu zjawisku.

30 czerwca kapituła stopnia Harcerza Orlego dla Warszawy i Mazowsza przyznała stopnie HO Markowi Gajdzińskiemu, Lesławowi Kuczyńskiemu i Jackowi Kajakowi. Działalność tej kapituły była kolejnym przejawem wspólnej aktywności środowisk postkihamowskich. Jeszcze w maju 1982 roku, za czasów legalnej działalności kręgu, seniorzy ruchu harcerskiego zweryfikowali pierwszą grupę instruktorów KIHAM-u i przyznali im stopnie HO. Ten znak kontynuacji zasad dawnego harcerstwa miał dla drużyn kihamowskich ogromne znaczenie ideowe. Podkreślał bowiem, że wprowadzony w życie własny system stopni harcerskich wywodzi się wprost z tradycji harcerstwa przedwojennego, będącego wzorem i natchnieniem dla ruchu odnowy ZHP. Z pośród pierwszych zweryfikowanych w ten sposób do stopnia HO instruktorów utworzono następnie regionalną kapitułę tego stopnia, która przystąpiła do weryfikacji dalszych instruktorów drużyn związanych z KIHAM-em. Rozwiązanie kręgów nie zahamowało tej pracy. Prowadzono ją jakby obok oficjalnego nurtu działalności ZHP, ale, co warte podkreślenia – zupełnie jawnie. Kolejni weryfikowani instruktorzy tworzyli w swoich szczepach własne kapituły HO. Specjalny biuletyn informacyjny, kolportowany we wszystkich warszawskich hufcach, wskazywał adresy działających na ich terenie kapituł. Na terenie Hufca Warszawa-Ochota jedyną taką kapitułą, która miała prawo weryfikacji instruktorów i prowadzenia harcerskich prób na stopień, według systemu kihamowskiego, była przez wiele lat kapituła przy 16WDH.

W lutym 1983 roku w bardzo podobny sposób zweryfikowano pierwsze stopnie Harcerza Rzeczypospolitej i utworzono odpowiednia Kapitułę HR dla Warszawy i Mazowsza. Utworzenie lokalnych kapituł HO i regionalnej kapituły HR miało ogromne znaczenie dla prawidłowego działania kihamowskiego sytemu stopni. Ich brak zahamowałby działanie metody na poziomie stopnia ćwika, który mogli przyznawać drużynowi. Innym jeszcze ważniejszym sensem istnienia kapituł było propagowanie w środowiskach niezwiązanych wcześniej z KIHAM-em, tradycyjnej metodyki i idei harcerskiej. Gdy rozwiązano kręgi, a w ich miejscu zaczęła tworzyć się konspiracyjna organizacja instruktorów używająca później nazwy „Ruch", lokalne kapituły HO i regionalne kapituły HR stały się bardzo ważnym ogniwem pracy tej organizacji. Za ich pośrednictwem, w sposób bardzo istotny, udawało się propagować zasady i ideały Ruchu oraz wydatnie rozszerzyć zasięg jego działania. Elitarny i powiązany z tradycją charakter „ruchowych" kapituł był dużą atrakcją dla wielu środowisk znajdujących się dotąd w sferze wpływów władz ZHP. Z biegiem lat coraz więcej drużyn i szczepów dostrzegało skuteczność kihamowskiego systemu stopni i przyjmowała go u siebie. Zmuszało to ich instruktorów do weryfikacji własnych stopni w kapitułach HO i HR. Tam też prowadzono próby dla harcerzy starszych z tych środowisk, którzy w ogromnej większości stawali się później instruktorami. Dawało to ogromne możliwości wychowawcze. Można śmiało powiedzieć, że przynajmniej na terenie Mazowsza kapituły HO i HR odegrały decydująca rolę w rozszerzeniu skali działania Ruchu. Bardzo dobre efekty udało się również uzyskać w Hufcu Warszawa-Ochota, gdzie działała kapituła Szesnastki. Do 1987 roku zweryfikowano stopnie 5 instruktorom i przeprowadzono 6 prób dla harcerzy spoza Szesnastki. W wyniku tego działania udało się włączyć w sferę bezpośredniego oddziaływania Ruchu dwa szczepy: 21 i 175 WDHiZ oraz wywrzeć wielki wpływ na pozytywne zmiany w całym hufcu.

LIV obóz letni zorganizowano w lipcu, tym razem nad jeziorem Dłużek, koło Jedwabna na Mazurach. Był to nareszcie samodzielny obóz męskiej Szesnastki. Komendę stanowili: phm. Lesław Kuczyński – komendant, phm. Marek Gajdziński – z-ca komendanta, pwd. Jacek Kajak – oboźny, pwd. Jerzy Wójtowicz – kwatermistrz oraz członkowie komendy: ćw. Jan Gutorski i przod. Zbigniew Turliński. Poza komendą w obozie uczestniczyło 39 harcerzy w 7 zastępach:
Sokołów – zastępowy wyw. Sławomir Stefaniak,
Żubrów – zastępowy mł. Paweł Burakowski,
Rysiów – zastępowy mł. Andrzej Dasiewicz,
Jastrzębi – zastępowy mł. Jacek Sobolewski,
Orłów – zastępowy mł. Rafał Lipski,
Dzików – zastępowy mł. Szymon Majewski,
AFS – zastępowy ćw. Artur Baczyński.
W rywalizacji między zastępami zwyciężyły Dziki Szymka Majewskiego.

Obóz miał opinię bardzo udanego. Obfitował w wiele gier i podchodów. Drużyna zaczęła używać lasek skautowych. Rajd pieszy zorganizowano zastępami, które różnymi drogami docierały do Grunwaldu. 

 

1983r. Rajd pieszy do Grunwaldu.


Były też stojące na bardzo wysokim poziomie Chatki Robinsona. Kilka dni okazało się naprawdę emocjonujących, a to za sprawą watahy wilków, które pojawiły się w okolicy. Na prośbę leśniczego wzmocniono warty nocne, a wokół obozu utrzymywano zapalone ogniska. Ważnym elementem pracy obozu było to, że po raz pierwszy od wielu lat zrezygnowano z używania samochodu dla celów zaopatrzeniowych. Zdecydowano się na to w pełni świadomie, kierując się chęcią uczynienia z obozu szkoły przetrwania w znacznie większym stopniu, niż było to dotychczas. Zaopatrzenie wykonywał kwatermistrz z kimś z zastępu służbowego. Wszystkie produkty dowożono z Dłużka (6km) lub Jedwabna (13km) rowerami wyposażonymi w przyczepkę. Korzystając z tego, że sklep w Dłużku usytuowany był przy brzegu jeziora, bardzo często posługiwano się też łodzią wiosłową. W tym przypadku wyprawa po zaopatrzenie była pasjonującym ćwiczeniem. Do przepłynięcia był dystans około 3 km w jedną stronę.

 

 

1983r. Obóz nad Dłużkiem. Apel poranny.

 

1983r. obóz nad Dłużkiem. Raport zastępowych.


Na obozie zdobyto 15 stopni młodzika i 3 wywiadowcy. Na uwagę zasługuje nowowprowadzona formuła biegu na wywiadowcę. Do tej pory jego forma niczym nie różniła się od biegu na młodzika. Bieg był tylko znacznie dłuższy, a na przeszkodach sprawdzano umiejętności odpowiadające wymaganiom stopnia. O pomyślnym zaliczeniu biegu decydowała liczba uzyskanych punktów. Teraz zdecydowano się na znaczne utrudnienie i wprowadzenie zasady, że niezaliczenie jakiejkolwiek przeszkody powoduje automatyczne przerwanie próby. Na biegu trzeba było między innymi w praktyce wykazać się wieloma umiejętnościami, ale przede wszystkim ogromną odpornością na stres i trudy polowego życia. Wszystkie wskazówki dotyczące marszruty przekazywane były na odległość za pomocą różnych technik sygnalizacji alfabetem Morse'a: latarką, gwizdkiem i chorągiewkami. Od przeszkody do przeszkody należało trafić według opisu trasy, podanych azymutów i odległości, według szkicu drogi oraz na podstawie zapamiętanego wycinka mapy. Do zadań biegu należało sporządzenie szkicu sytuacyjnego miejscowości, przeprawienie się przez jezioro wraz z całym ekwipunkiem w ten sposób, aby niczego nie zamoczyć, samodzielne rozstawienie namiotu dziesięcioosobowego w czasie krótszym od 10 minut, zbudowanie szałasu i przespanie w nim nocy, podejście obozu, przyrządzenie sobie posiłków na kuchni polowej mając do dyspozycji tylko produkty podstawowe takie, jak surowe mięso, mąka, tłuszcz, warzywa, wykonanie zwiadu lub wywiadu na zadany temat we wskazanej miejscowości oraz wiele innych drobniejszych prób. W praktyce nieodebranie wiadomości nadanej alfabetem Morse'a lub pogubienie się w azymutach uniemożliwiało odnalezienie kolejnej przeszkody, co oznaczało wypadnięcie z biegu. Jasne kryteria oceny zadań na przeszkodach sprawiały, że sędziowanie stawało się bardzo obiektywne. Na przykład, nie zdążyłeś rozbić „dziesiątki" w 10 minut albo zamoczyłeś cokolwiek podczas przeprawy przez jezioro – kończyłeś próbę. W przyszłości nowa formuła biegu ujawniła jeszcze jedną korzyść. Chłopcy wiedząc, z grubsza, co ich czeka, więcej czasu poświęcali na ćwiczenie wymaganych umiejętności. O młodzikach, którzy przeszli do końca tak trudny bieg można było z dumą powiedzieć, że są wywiadowcami „pełną gębą".

Na obozie przeprowadzono też pierwsze z prawdziwego zdarzenia próby końcowe na stopień ćwika. Niestety, żadna z dwóch otwartych prób nie zakończyła się sukcesem i Drużynie nie przybył żaden nowy ćwik.

W Życiu Warszawy ukazał się obszerny reportaż z obozu, opisujący jego budowę i styl pracy.

W sierpniu IV Pluton odwiedził obóz żeńskiej Szesnastki. Dziewczęta obozowały wraz z 70 WDH-ek w okolicach Suszka, koło Chojnic. Obóz wchodził w skład zgrupowania obozów Warszawskiej Czarnej Jedynki. Pomimo tego, że dziewcząt nie było jeszcze stać organizacyjnie na własny, samodzielny obóz, tego lata, na skutek kontaktów z dobrymi żeńskimi drużynami, udało się im przygotować do samodzielnego obozu, który zorganizowały już rok później. Harcerzom starszym z IV Plutonu tak przypadła do gustu atmosfera panująca na żeńskim obozie, że trudno było im opuścić gościnne dziewczęta i wyprawa przedłużyła się z zaplanowanych dwóch do czterech dni. Następnie uczestnicy wyprawy oraz jeden ze starszych zastępów żeńskich udali się wspólnie do Częstochowy, by tam w dniu 15 sierpnia brać udział w służbie porządkowej podczas wejść pielgrzymek pieszych na Jasną Górę. W trakcie pełnienia służby doszło do nawiązania kontaktu ze przybyłymi tam skautami francuskimi.

 

15 sierpnia 1983r. Spotkanie ze skautami Francuskimi w Częstochowie. 


Na jesieni władze ZHP uznały wreszcie oficjalnie fakt rozwiązania Szczepu. Umożliwiło to formalny podział sprzętu. Od tej chwili obie drużyny, męską i żeńską, przestały łączyć jakiekolwiek więzy organizacyjne. Być może właśnie dlatego zastąpiły je prawdziwe i głębokie więzy przyjaźni.

We wrześniu Lesław Kuczyński przekazał kierownictwo II Plutonu „Grunwald" w ręce pwd. Jacka Kajaka, a sam na klika lat wyłączył się z pracy w harcerstwie. Organizacja Drużyny wyglądała wówczas następująco: drużynowym nadal był phm. Marek Gajdziński, kwatermistrzem drużyny został wyw. Andrzej Karwan, II Plutonem dowodził pwd. Jacek Kajak z przybocznym wyw. Szymonem Majewskim; stan plutonu wymosił 45 harcerzy w 6 zastępach.

IV Plutonem dowodził phm. Marek Gajdziński z przybocznym ćw. Markiem Talachą; stan plutonu wynosił 13 harcerzy w 2 zastępach.

Pracę I Plutonu, zuchowej Gromady Robin Hooda, niestety trzeba było zawiesić z powodu braku odpowiednio przygotowanej kadry. W Drużynie, a zwłaszcza w IV Plutonie, który mógłby być kopalnią kadry zuchowej, działo się tyle rzeczy poważnych i porywających, że nie udało się namówić żadnego harcerza do poddania się odpowiedniemu przeszkoleniu i do przejęcia gromady zuchowej od Zbyszka Turlińskiego. Wszystkim wydawało się, że wobec powagi podejmowanych w Drużynie zadań nie ma najmniejszego sensu tracenie czasu na infantylną zabawę z zuchami. Znaczenia pracy zuchowej po prostu w Drużynie nie doceniano. Z perspektywy lat trzeba to ocenić jako poważny błąd ówczesnego kierownictwa Szesnastki. Gdyby potrafiono utrzymać odpowiednią rangę zuchowej służby instruktorskiej, prawdopodobnie sytuacja mogłaby być inna. Drugim czynnikiem mającym wpływ na zaistniałą sytuację było przerwanie ciągłości kształcenia kadry instruktorskiej. Z powodu różnic ideowych między Szesnastką a czynnikami oficjalnymi Związku, unikano jak ognia wszelkich kontaktów z władzami ZHP. Sam pomysł, aby wysłać któregoś z harcerzy na hufcowy kurs instruktorski budził odrazę kierownictwa Drużyny. Zresztą trudno byłoby znaleźć chętnego do tak wielkiego poświęcenia. Jedynym wyjątkiem, który w tym czasie otrzymał stopień instruktorski, był Jacek Kajak. Z tym, że on został przeszkolony jeszcze w latach 1980-81 i obecnie wykonywał tylko próbę instruktorską, zresztą w całości dotyczącą pracy w Drużynie. Obecnie przepaść ideowa między Szesnastką a resztą hufca była tak ogromna, że żaden ze starszych harcerzy nie chciał dobrowolnie poddać się „bolszewickiemu praniu mózgu". Dopóki podziemna organizacja instruktorska nie okrzepła na tyle, by mogła sama podjąć zadanie kształcenia własnej kadry, sytuacja taka utrzymywała się, powodując liczne utrudnienia w pracy, nie tylko zresztą w Szesnastce. Pierwszym zatrutym owocem tego stanu rzeczy był brak kadry zuchowej. Ale w przyszłości wywołało to znacznie poważniejsze konsekwencje.

Tak więc jesienią 1983 roku praca zuchowa w Szesnastce całkowicie się załamała. Sama Drużyna miała się jednak bardzo dobrze. Całą jesień trwał bardzo intensywny sezon wycieczkowy. Do początków listopada poszczególne zastępy, a także całe plutony, nieomal co tydzień wybierały się na różnego typu wyprawy za miasto. Uruchomiono dwa kursy zastępowych. W IV Plutonie powołano na kurs 7, a w II Plutonie 8 harcerzy.

1 listopada, podobnie jak w roku ubiegłym, IV Pluton i Rada 16WDH-ek wystawiły wspólne warty honorowe w Dolince Katyńskiej na Powązkach. Tak jak rok temu, było to niezwykle wzruszające doświadczenie. Szeptana sława tego miejsca zataczała coraz szersze kręgi powodując, że w dniu Wszystkich Świętych gromadziły się tam tłumy warszawiaków, pragnących oddać hołd zamordowanym przez sowietów oficerom polskim. Zapalenie znicza w nielegalnym miejscu pamięci stało się także znaczącą formą zamanifestowania swojej antykomunistycznej i antyradzieckiej postawy. Przypomnijmy bowiem, że w tamtych latach władze PRL uznawały każdy przejaw zainteresowania się tą sprawą za działalność antypaństwową i z wielkim uporem podtrzymywały radziecką wersję wydarzeń, jakoby mordu tego dokonali Niemcy. Służba Bezpieczeństwa posunęła się nawet do wykradzenia z cmentarza pomnika pamięci wykonanego w całości ze składek warszawiaków. W tym roku w Dolince znalazły się ekipy niemal wszystkich zachodnich stacji telewizyjnych relacjonujących przebieg wydarzeń w Polsce. Szesnastka i Trzynastka – dwie drużyny harcerskie, które odważyły się wystawić w Dolince Katyńskiej stałe posterunki wartownicze, były obiektem szczególnego zainteresowania ekip telewizyjnych.

 

1 listopada 1983r. Warty Honorowe w Dolince Katyńskiej.


W dniu 11 listopada, kiedy to w Warszawie, jak co roku, odbywała się nielegalna manifestacja z okazji przedwojennego Święta Niepodległości, IV Pluton wykonał przygotowaną przez AFS akcję o charakterze propagandowo-zarobkowym. Na ulicach Starego Miasta rozdawano, w zamian za dobrowolne datki na rzecz Drużyny, fotograficzne portrety marszałka Józefa Piłsudskiego. Efekt propagandowy tego przedsięwzięcia był dość znaczący. Rozdano ponad trzysta portretów, a trzeba wiedzieć, że przeciętny Polak po blisko czterdziestu latach konsekwentnego fałszowania i przemilczania przez komunistów prawdziwej historii Polski, nie za bardzo miał skąd zdobyć podobiznę legendarnego wodza. Efekt finansowy również był imponujący. Warszawiacy niezwykle hojnie rewanżowali się za otrzymane fotografie. Niestety. Cała akcja zakończyła się wpadką i zatrzymaniem przez tajniaków wszystkich jej uczestników. Na szczęście po kilkugodzinnym przesłuchaniu w komisariacie na ul. Jezuickiej (tym samym, gdzie zamordowano Grzegorza Przemyka) wszyscy zostali zwolnieni. Przepadła reszta zarekwirowanych zdjęć oraz oczywiście wszystkie zarobione pieniądze. Była to dość pokaźna, jak na owe czasy kwota. Prawdopodobnie ubecy podzielili się nią między sobą, a całą sprawę zatuszowali. Dzięki temu, nigdy nie było żadnych dalszych konsekwencji tego wydarzenia.

12 i 13 listopada przeprowadzono w Puszczy Bolimowskiej bieg na wywiadowcę dla harcerzy, którzy z różnych powodów nie mogli być na obozie. Jednak ze względu na gwałtowne pogorszenie się pogody (wczesny mróz i śnieg), żaden z biegnących młodzików nie ukończył próby.

Również w listopadzie w II Plutonie trwała tradycyjna już akcja Grunwald. Zakończono ją w początkach grudnia biegiem na krajki i kostki. W ten sposób zakończył się okres próbny dla kandydatów, którzy zgłosili się do jesiennego poboru. Przyznano też kolejne plakietki drużyny.

16 grudnia, w dniu święta Matki Boskiej Ostrobramskiej, Drużyna pełniła służbę porządkową i warty honorowe podczas odsłonięcia tablicy Bojowej Organizacji Wschód (BOW) w kościele św. Stanisława Kostki. Uroczystość odbywająca w kościele słynącym z comiesięcznych mszy w intencji Ojczyzny i msza odprawiana przez legendarnego już księdza Jerzego Popiełuszkę, miała charakter wielkiej religijno-patriotycznej manifestacji. Jej wydźwięk był jednoznaczny. Honorowano bowiem zasługi bojowców walczących o polskość kresów wschodnich Rzeczypospolitej, znajdujących się obecnie pod panowaniem ZSRR.

Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia zorganizowano wspólny harcerski opłatek Szesnastki męskiej i żeńskiej. Przyjaźń łącząca obie drużyny była tak silna, że nie wyobrażano sobie organizacji oddzielnych wigilii.

Doszło do kolejnego zawiszackiego ślubu. Związek małżeński zawarli Jurek Wójtowicz i Ania Kuczyńska.

W drugi dzień Świąt rozpoczęło się kolejne, XXX zimowisko sylwestrowe, zorganizowane przez IV Pluton. Tak jak w roku poprzednim nie starano się nawet na uzyskanie odpowiednich zezwoleń komendy hufca.  W obozie obok 9 harcerzy starszych brało udział także 6 harcerek z żeńskiej Szesnastki. Komendę stanowili: phm. Marek Gajdziński – komendant, oboźni ćw. Marek Talacha i trop. Kasia Zbytniewska oraz wyw. Andrzej Karwan – kwatermistrz. Obóz zorganizowany został w załatwionej cudem kwaterze, znajdującej się dosłownie w połowie stoku na Butorowym Wierchu. Wystarczyło tylko przypiąć narty i można już było zjeżdżać do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Powrót na kwaterę również nie przedstawiał żadnego problemu. Wystarczyło po prostu zjechać na nartach wprost do sieni. Niestety, nie udało się wykorzystać żadnego z tych dobrodziejstw. Pogoda sprawiła bowiem fatalnego psikusa i śniegu było jak na lekarstwo. Większość czasu padał zwykły deszcz, a na stokach leżało błoto. Z programu narciarskiego nic nie wyszło. Za to, korzystając z dostępności górskich szlaków turystycznych, organizowano wyprawy w Tatry. W trakcie jednej z takich wycieczek, patrol idący na Zawrat odnalazł turystkę, która złamała nogę. Dwaj harcerze szybkim marszobiegiem udali się do Murowańca wezwać GOPR. Reszta zaopiekowała się ranną udzielając jej pierwszej pomocy. Po dwóch godzinach pojawił się helikopter ratowniczy. Teren był jednak tak trudny, że pilot nie mógł posadzić maszyny na ziemi. Harcerze musieli więc dostarczyć ranną kobietę do helikoptera, który znajdował się w zawisie ok. 1 metra nad ziemią. Była to bardzo emocjonująca i pouczająca akcja. 
Dzięki obecności dziewcząt, Sylwestra spędzono w sposób bardzo romantyczny. W opuszczonej bacówce urządzono wielkie przyjęcie i szalone tańce. Mimo wybitnie niesprzyjającej pogody atmosfera panująca na zimowisku była tak udana, że wyprawa, która powinna zakończyć się kompletną klapą, przeszła do historii Drużyny jako jeden z bardziej udanych obozów zimowych.

 

Grudzień 1983r. Zimowisko Sylwestrowe na Butorowym Wierchu. Katarzyna Zbytniewska i Jacek Kajak w trakcie kominka.


Stan Drużyny w dniu 31.12.1983r.
drużynowy – phm. Marek Gajdziński HO
kwatermistrz – wyw. Andrzej Karwan
II Pluton Grunwald
plutonowy – pwd. Jacek Kajak HO
przyboczny – wyw. Szymon Majewski
przyboczny – wyw. Waldemar Kulik
magazynier – wyw. Sławomir Stefaniak
Żubry – zastępowy wyw. Paweł Burakowski – stan 7 harcerzy
Żbiki – zastępowy mł. Hubert Drabik – stan 5 harcerzy
Sokoły – zastępowy wyw. Sławomir Stefaniak – stan 7 harcerzy
Orły – zastępowy mł. Rafał Lipski – stan 13 harcerzy
Łosie – zastępowy mł. Waldemar Słupecki – stan 7 harcerzy
Wilki – zastępowy mł. Paweł Malinkiewicz – stan 8 harcerzy
Wydry – zastępowy mł. Robert Turzyniecki – stan 6 harcerzy (zastęp działający jako filia Szesnastki w Tomaszowie Lubelskim)
Stan ogólny II Plutonu wynosił: 1 instruktor i 55 harcerzy.
IV Pluton
plutonowy – phm. Marek Gajdziński HO
przyboczny – ćw. Marek Talacha, pełniący jednocześnie funkcję szefa AFS
Dziki – zastępowy wyw. Adam Lenarcik – stan 7 harcerzy
Rysie – zastępowy wyw. Andrzej Dasiewicz – stan 6 harcerzy
Stan ogólby IV Plutonu wynosił: 1 instruktor i 14 harcerzy.
Stan Drużyny ogółem: 2 instruktorów i 70 harcerzy


____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -   Lata 1981-1989 W Służbie Rzeczypospolitej

 

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH