Wyszukiwanie zaawansowane
Kronika
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
1986-12-31 | Warszawa | Marek Gajdziński
Rok 1986

Od początku stycznia zastęp Piżmaki z Plutonu Sulima rozpoczął stałą służbę, polegającą na technicznej i organizacyjnej pomocy dla niezależnej inicjatywy warszawskich artystów (muzyków, śpiewaków i aktorów), którzy powołali do życia Filharmonię im. Romualda Traugutta. Inicjatywa ta wpisywała się w nurt tzw. kultury niezależnej. Filharmonia, którą kierował znany krytyk muzyczny Pan Tadeusz Kaczyński, chciała organizować w warszawskich kościołach cykle widowisk słowno-muzycznych o charakterze patriotycznym. Poszczególne widowiska ujęte były w ramy programów poświęconych wydarzeniom historycznym, które komuniści od lat wymazywali ze zbiorowej pamięci narodu. Artyści podjęli więc próbę ożywienia tej pamięci. Na poszczególne programy składały się utwory muzyczne, pieśni i recytacje w wykonaniu najwybitniejszych muzyków, śpiewaków i aktorów scen warszawskich. Jedynym miejscem, gdzie bez ingerencji cenzury można było widowiska takie pokazywać, były kościoły.

Pierwszym widowiskiem był program poświęcony Powstaniu Styczniowemu. W styczniu i lutym odbyło się 6 takich koncertów w różnych kościołach. Do zadań Piżmaków należało zorganizowanie akcji informacyjnych przed koncertem. W okolicach kościoła, w którym miał się on odbyć, rozklejano małe plakaciki informacyjne, co w połączeniu z zapowiedziami płynącymi „z ambony", zapewniało w miarę pełną informację na danym obszarze. W dniu koncertu pomagano w przywiezieniu instrumentów, ustawieniu nagłośnienia i scenografii, a po imprezie sprzątano kościół, demontowano sprzęt i dekoracje. W trakcie widowiska pełniono służbę porządkową i rozdawano publiczności wydrukowane wcześniej programy.

W czasie ferii zimowych nie udało się zorganizować zimowiska. Z powodu nałożenia się terminów sesji egzaminacyjnych na uczelniach z feriami szkolnymi żaden z mianowanych instruktorów nie był w stanie wyrwać się na dwa tygodnie z Warszawy. Jednocześnie nie chciano niepotrzebnie zadrażniać dobrze układających się stosunków z władzami hufca, więc powstrzymano się od zorganizowania nielegalnego, niezatwierdzonego przez władze wyjazdu, który mógłby dojść do skutku, ale tylko na zasadach podobnych do roku poprzedniego, tzn. pod kierownictwem harcerzy bez stopni instruktorskich. Na taki obóz władze ZHP nie wydałyby oficjalnej zgody, a harcerze, którzy by go mimo wszystko poprowadzili, mogli zostać ukarani. Przyjmując za priorytetowe zadanie uzyskanie nowych nominacji instruktorskich, trzeba było zrezygnować z organizacji zimowiska. Był to pierwszy poniesiony przez Drużynę koszt zbliżenia się do oficjalnych czynników ZHP. Paradoks polegał na tym, że oznaczało to obniżenie poziomu pracy. Ale do tego typu absurdów i paradoksów występujących w „ustroju powszechnej szczęśliwości" wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić, więc udało się z tym jakoś pogodzić.

Zamiast zimowiska w plutonie Grunwald odbył się trzydniowy biwak zimowy i przez całe ferie, co drugi dzień, organizowano zbiórki Plutonu i zastępów. Pluton Sulima skoncentrował się na pomocy Piżmakom w ich służbie na rzecz Filharmonii, która właśnie w tym okresie organizowała najwięcej koncertów poświęconych rocznicy Powstania Styczniowego.

Kolejną Choinkę Szesnastki zorganizowano 22 lutego w skautowym Dniu Myśli Braterskiej. Uroczystość zgromadziła większą niż zwykle liczbę Zawiszaków, co tłumaczono zainteresowaniem kondycją Drużyny przed 75-leciem.

Na początku marca rozpoczęły się przygotowania do zaplanowanych na wrzesień uroczystości 75-lecia Szesnastki, a właściwie do uruchomienia podjętej przez Drużynę inicjatywy zorganizowania wystawy historii harcerstwa warszawskiego. Harcerze Plutonu Sulima otrzymali zadania nawiązania kontaktów z drużynowymi warszawskich drużyn o numerach od 1 do 40. Przez cały marzec starano się namówić te drużyny do współpracy w tym wielkim i trudnym przedsięwzięciu. Pod koniec marca w harcówce Szesnastki odbyło się spotkanie organizacyjne, w którym uczestniczyli przedstawiciele wszystkich wytypowanych drużyn. Były to należące do UNDHR: 1, 16, 21, 22, 23 oraz spoza Unii: 3, 4, 9, 17 i 37. Zebrani zaakceptowali przedstawiony scenariusz wystawy oraz harmonogram zbierania i dostarczania eksponatów. Najogólniej rzecz ujmując, zadaniem wystawy było pokazanie historii harcerstwa w Warszawie na przykładzie dziejów tych kilku drużyn. Właśnie drużyn, a nie instancji harcerskich, gdyż harcerstwo tworzone było i żyło tak naprawdę tylko w drużynach. Cała akcja była jednocześnie kolejną próbą ustalenia stanu faktycznego na potrzeby Unii Najstarszych Drużyn Harcerskich Rzeczypospolitej, której Szesnastka w tym jubileuszowym dla harcerstwa roku ponownie przewodziła. Przy okazji organizowania wystawy, po raz kolejny stwierdzono, że na terenie Warszawy nie można liczyć na powiększenie Unii, gdyż pozostałe drużyny nie spełniają warunku ciągłości, to znaczy miały w swojej historii długie okresy, w których nic poza przypadkowo nadanym numerem nie łączyło ich z tradycjami swoich przedwojennych poprzedniczek. To, że obecnie przyznawały się do wieloletniej historii wynikało tylko z faktu, że w którymś momencie swoich powojennych dziejów (najczęściej w ostatnich latach) ich kadra postanowiła odgrzebać informacje historyczne, nawiązać kontakt z seniorami przedwojennych drużyn o tych samych numerach i przyjąć niektóre ich historyczne tradycje i zwyczaje. Nie mogły one zostać przyjęte do UNDHR ze względu na obowiązujące w Unii warunki uczestnictwa. Ale dysponowały ciekawymi eksponatami i miały kontakt ze środowiskami byłych harcerzy, co w sposób istotny mogło wzbogacić wartość i przesłanie ekspozycji.

Od początków kwietnia we wszystkich dziesięciu drużynach, które przystąpiły do zaproponowanego przez Szesnastkę projektu, rozpoczęła się ożywiona praca, polegająca na zbieraniu jak największej liczby historycznych eksponatów. W samej Szesnastce sprawa była niezwykle prosta dzięki ogromnej pracy Wojciecha Bogusławskiego, który już wcześniej rozpoczął gromadzenie archiwum Drużyny.

W kwietniu na plebani w Zielonce odbyła się druga edycja tajnego, ruchowego kursu instruktorskiego „Szkoła pod lasem". Wzięło w nim udział 22 harcerzy z najznamienitszych drużyn warszawskich, w tym trzech harcerzy Szesnastki. Komendantem kursu był drużynowy 16 WDH, a Pluton Sulima zapewniał obsługę kwatermistrzowską i logistyczną kursu. Razem z ubiegłoroczną edycją „Szkoły pod lasem" (odbytą w październiku), już pięciu harcerzy Szesnastki przeszło bardzo intensywne kształcenie zorganizowane przez tajną organizację instruktorską. Był to bardzo istotny zastrzyk „świeżej krwi" dla Szesnastki. Tym bardziej, że poziom wykładanej na kursie wiedzy był naprawdę wysoki. Również możliwości wymiany doświadczeń i pomysłów pomiędzy harcerzami stanowiącymi młodszą kadrę najlepszych warszawskich drużyn sama w sobie stanowiła cenną dla wszystkich uczestników wartość.

Równocześnie, wykorzystując przychylną atmosferę panującą w hufcu, drużynowy Szesnastki wziął udział w przygotowaniu i przeprowadzeniu oficjalnego kursu drużynowych starszoharcerskich. Zorganizowała go wspólnie kadra trzech działających w hufcu drużyn starszoharcerskich: 9, 16 i 168 WDH. Z Szesnastki, na kurs skierowano harcerzy z zastępu Piżmaków i Rysiów. Dwugodzinne zajęcia kursu odbywały się raz w tygodniu przez dwa kolejne miesiące. Zorganizowano również biwak kursu, który odbył się w sąsiadujących ze sobą domkach letniskowych należących do rodzin Rafała Lipskiego i Lecha Najbauera. Szkolenie ukończyło 6 harcerzy Sulimy, co otworzyło im oficjalnie drogę do starań o uzyskanie stopni instruktorskich. Kolejnym efektem udziału harcerzy Szesnastki w hufcowym kursie, było nawiązanie ściślejszych związków z młodszą kadrą pozostałych drużyn i wciągnięcie jej w luźny krąg oddziaływania Ruchu. W rezultacie, udało się doprowadzić do powstania hufcowej kapituły stopnia HO i wprowadzenia w tych drużynach systemu zdobywania stopni obowiązującego w Ruchu. Odbyto też wiele poważnych rozmów na temat motywów przyjęcia przez Ruch (a wcześniej przez KIHAM) tradycyjnej roty Przyrzeczenia i tekstu Prawa Harcerskiego. Dzięki temu, wyjaśniono wiele nieporozumień powstałych w wyniku działalności propagandy komunistycznej i większość z harcerzy uczestniczących w kursie przekonano do argumentów stojących za tą sprzeczną ze statutem ZHP decyzją.

Wielka intensywność działań w kierunku kształcenia instruktorskiego młodszej kadry Szesnastki, pozwoliła nadrobić kilkuletnie opóźnienie wynikające z przyczyn, które opisane zostały już wcześniej. Wielu harcerzy, którzy wielokrotnie pełnili funkcje przybocznych, oboźnych, a nawet komendantów niezarejestrowanych obozów, uzyskało solidne podstawy wiedzy instruktorskiej. Usystematyzowali własne doświadczenia i poznali doświadczenia innych drużyn. Zdobyta wiedza pozwoliła im bardziej świadomie podchodzić do swoich harcerskich i instruktorskich obowiązków. Nie mogło to pozostać bez wpływu na jakość pracy w Drużynie. I rzeczywiście, wkrótce dało się zauważyć jeszcze większe ideowe pogłębienie działalności harcerskiej Szesnastki.

Cała nieomal wiosna upłynęła pod znakiem służby przy przygotowaniu wystawy jubileuszowej. W Drużynie, w ramach prób na stopnie, zbierano i systematyzowano eksponaty. Tworzono modele historycznych obozów i bardziej wymyślnych urządzeń pionierskich wybudowanych niegdyś w Szesnastce. Utrzymywano też stały kontakt z pozostałymi drużynami zaproszonymi do współuczestnictwa w wystawie. Harcerze, wyznaczeni do funkcji łączników komitetu organizacyjnego z poszczególnymi drużynami, pilnowali przestrzegania umówionych wcześniej terminów i wywiązywania się z przyjętych obowiązków. Całość przygotowań robiła wrażenie dobrze funkcjonującego mechanizmu i była takim w istocie.

Nie zapominano też o innych polach służby. Począwszy od 3 maja, Piżmaki i Rysie pomagały w organizacji koncertów Filharmonii im. R.Traugutta występującej w kościołach z programem poświęconym Konstytucji 3 Maja. Jednocześnie, bez przerwy trwała służba o kryptonimie „Celinka", w którą zaangażowani byli najstarsi harcerze Sulimy.

Wiosenny sezon wycieczkowy rozpoczął się w tym roku później niż zwykle i w Plutonie Sulima miał znacznie mniej intensywny przebieg. Spowodowane to było obowiązkami wynikającymi z pełnionej służby. Między innymi nie zorganizowano wiosennego obozu wędrownego. Natomiast w Plutonie Grunwald wycieczki i biwaki odbywały ze zwyczajową częstotliwością, co tydzień lub co dwa tygodnie, jako wyprawy zastępów lub całego plutonu.

W tradycyjnym już terminie (trzeci weekend maja) odbył się kolejny VI Zlot UNDHR, zorganizowany przez drużyny krakowskie w Teńczyńskim Parku Krajobrazowym. W zlocie brała udział silna reprezentacja Szesnastki. Nocny marsz, ulewny deszcz (który podtopił namiot delegacji 22 WDH), skomplikowany bieg terenowy zorganizowany przez gospodarzy zlotu (zastęp Szesnastki jako jedyny zaliczył najtrudniejsze przeszkody na biegu – wyczynowe zjazdy na linach i podkradankę) oraz kończąca zlot wycieczka do Krakowa były jak zwykle wspaniałym przeżyciem.

Pod koniec maja Pluton Sulima wyjechał na kolejny, V spływ kajakowy rzeką Rozpudą, który trwał 4 dni. Komendantem wyprawy był phm. Marek Gajdziński, a oboźnym wyw. Jakub Skrzyński. W spływie wzięło udział 8 harcerzy podzielonych na 4 załogi.

Na początku czerwca w Puszczy Bolimowskiej odbyły się wielkie manewry rozgrywane pomiędzy obydwoma plutonami Drużyny i grupą Zawiszaków (harcerzy z początku lat 80-tych) tworzących nową formację pod nazwą „Weteran Corps" (w skrócie WC), dowodzonych przez Lesława Kuczyńskiego. Przez wzgląd na „siwe włosy weteranów" powstrzymamy się od podania wyników gry.

LVII obóz letni Szesnastki zorganizowano w dniach od 4 do 29 lipca nad jeziorem Charzykowskim koło Kopernicy jako zgrupowanie podobozów obu plutonów. Komendantem całości był pwd. Jacek Kajak, a kwatermistrzem ćw. Andrzej Karwan. 
Kadrę podobozu Grunwaldu stanowili: pwd. Jacek Kajak – komendant i ćw. Rafał Lipski – oboźny. W obozie uczestniczyło 27 harcerzy w 5 zastępach:
Wilków – zastępowy wyw. Krzysztof Zbytniewski,
Byków – zastępowy wyw. Paweł Burakowski,
Łosiów – zastępowy mł. Wojtek Talacha,
Kormoranów – zastępowy bs. Lech Najbauer.

W podobozie Sulimy kadrę stanowili: pwd. Tomasz Rokicki – komendant i wyw. Jakub Skrzyński – oboźny. W skład podobozu wchodziły 3 zastępy grupujące 11 harcerzy starszych:
Rysie – zastępowy ćw. Leszek Sawicki
Leszcze – zastępowy ćw. Adam Lenarcik
Wydry – zastępowy wyw. Tomasz Czop.
Na obozie realizowano program wynikający z prób i wymagań na stopnie młodzika i wywiadowcy. Kolejne dni wypełniała budowa obozu, zwiady, Chatki Robinsona, gry terenowe, zawody sportowe, biegi na orientację, warty, służby kuchenne i tym podobne ogólnie przyjęte obozowe „atrakcje". Rajd zorganizowano zastępami na własnych trasach, nie zawsze pieszych, gdyż niektóre zastępy obrały sobie dość odległe cele krajoznawcze. Zastępy starszoharcerskie z Plutonu Sulima w dużej mierze organizowały własne zajęcia wynikające bądź to z obranej specjalności, jak Leszcze, które usiłowały żeglować po jeziorze (pod kątem ich potrzeb zlokalizowano obóz), bądź z prób na stopnie, jak pozostałe zastępy: Wydry i Rysie. Harcerze zastępu Piżmaków objęli funkcje w Plutonie Grunwald. Zastępowy Piżmaków został oboźnym podobozu, a pozostali harcerze na czas obozu objęli zastępy młodsze (z wyjątkiem Łosiów, które pozostały pod komendą własnego zastępowego). Krok ten podyktowany był obawami plutonowego o stopień odpowiedzialności dotychczasowych „warszawskich" zastępowych. Obawy te wynikały z niedobrych doświadczeń wiosennego sezonu wycieczkowego. Na jednym z biwaków Plutonu Grunwald doszło do przykrego incydentu – chłopcy w ferworze jakiejś szalonej, a nielegalnej, bo odbywanej po ciszy nocnej, zabawy zdemolowali domek letniskowy, w którym nocowali. Oczywiście, wszystkie ujawnione potem szkody naprawiono, ale zaufanie do zastępowych zostało mocno nadszarpnięte i stąd decyzja o zastąpieniu ich harcerzami wypożyczonymi z IV Plutonu. Piżmaki nadawały się do tego idealnie. Byli to bowiem harcerze, którzy w większości znaleźli się w Sulimie wczesną wiosną przechodząc z Grunwaldu, gdzie dotychczas prowadzili swoje zastępy. Po prostu wrócili na swoje dawne funkcję bogatsi o wiedzę wyniesioną z kursów instruktorskich. Dzięki mianowaniu odpowiedzialnych zastępowych, do których można było mieć pełne zaufanie, zwiększył się znacznie stopień samodzielności zastępów i między innymi można było bez obaw wypuścić je na samodzielne trasy rajdowe.

Podsumowując, obóz należał do bardzo udanych. Przyczynił się do dalszego wzrostu Drużyny i pogłębienia jej pracy.

Zaraz po powrocie z obozu Piżmaki i Rysie, w okrojonych mocno składach (wyjazdy z rodzicami na dalsze wakacje) ponownie podjęły służbę przy organizacji kolejnego cyklu koncertów Filharmonii im. R.Traugutta, tym razem poświęconego Powstaniu Warszawskiemu. W pierwszych dniach sierpnia odbyło się kilka takich koncertów.

W drugiej połowie sierpnia harcerze starsi udali się na dziesięciodniową wędrówkę po obozach zaprzyjaźnionych drużyn – głównie z Unii Najstarszych Drużyn oraz Ruchu.

Z początkiem roku szkolnego rozpoczęły się intensywne, bezpośrednie przygotowania do Jubileuszu 75-lecia Szesnastki. Od 5 do 19 września trwała codzienna praca przy organizacji Zlotu i zawodów między najstarszymi drużynami, ale przede wszystkim przy montowaniu wystawy w Muzeum Woli. Projekt plastyczny ekspozycji wykonał jeden z najlepszych polskich artystów wystawienników, Pan Wojciech Zbytniewski, ojciec Krzysztofa – świeżo mianowanego przybocznego Plutonu Grunwald. Pod nadzorem artysty całymi popołudniami harcerze Sulimy montowali i malowali stelaże wystawiennicze, ustawiali dekoracje składające się na oprawę scenograficzną i pomagali w ustawianiu i zawieszaniu eksponatów dostarczonych przez wszystkie uczestniczące w programie wystawy drużyny. W prace techniczne sporadycznie włączały się zastępy z 1,3,17 i 23 WDH. Jednak 90% pracy wykonała Szesnastka.

Prace te przerwano tylko na sobotę i niedzielę 13 i 14 września. W tych dniach Szesnastka wzięła udział w corocznej pielgrzymce harcerskiej na Jasną Górę. Pielgrzymka ta, jak zwykle organizowana przez Ruch i Krajowe Duszpasterstwo Harcerek i Harcerzy, tym razem poza celami czysto religijnymi miała także być formą uczczenia Jubileuszu 75-lecia Harcerstwa Polskiego. Wobec całkowitego braku zainteresowania oficjalnych władz ZHP diamentową rocznicą ruchu, na czele którego jakoby stały, była to jedyna ogólnopolska uroczystość uświetniająca ten ważny dla narodu polskiego jubileusz. Pielgrzymka była zakończeniem całorocznej akcji zdobywania Diamentowej Sprawności (DS'86) – kolejnego i ważnego przejawu metodycznej i programowej działalności podziemnego Ruchu. Na uroczystości tej nie mogło zabraknąć Szesnastki. Prawie wszystkim harcerzom Sulimy przyznano Diamentową Sprawność, choć tak naprawdę, wartość ich wkładu w upamiętnienie rocznicy ruchu harcerskiego miała się ujawnić dopiero w następnym tygodniu.

W sobotę 20 września rozpoczęły się zorganizowane przez Drużynę uroczystości upamiętniające jubileusz 75-lecia 16WDH i całego harcerstwa warszawskiego. Rozpoczęto je o godzinie 9.00, Mszą Świętą odprawioną w kościele Św. Jacka w intencji poległych i zmarłych Zawiszaków oraz za pomyślność dla Drużyny. Następnie, w kawiarni Bombonierka odbyło się dwugodzinne zawiszackie spotkanie pokoleń. W samo południe, na dziedzińcu Zamku Królewskiego dziewięć najstarszych drużyn harcerskich Warszawy stanęło do wspólnego apelu. Były to: 3,9,14,16,17,21,22,23 i 39 WDH. Z niewiadomych przyczyn zabrakło tylko Czarnej Jedynki. Apel prowadzili Zawiszacy: phm. Lesław Kuczyński i hm. PL Stanisław Korwin-Szymanowski. Raport przyjęli wspólnie trzej komendanci chorągwi – przedwojenny, wojenny i obecny. Następnie, wszystkie drużyny uformowały szyk defiladowy i przemaszerowały ulicami Warszawy pod Pomnik Nieznanego Żołnierza, gdzie uroczyście złożono wieńce i kwiaty od drużyn i szczepów biorących udział w uroczystościach.

O godzinie 14.00 w Muzeum Woli przy ulicy Srebrnej dokonano uroczystego otwarcia wystawy pt. „Z Dziejów Harcerstwa w Warszawie 1911-1986". Na uroczystość przybyła duża liczba drużyn i instruktorów harcerskich, przede wszystkim należących do Ruchu. Ale nie tylko. Dzięki sprawnej akcji informacyjnej przeprowadzonej wcześniej przez harcerzy Szesnastki we wszystkich warszawskich hufcach, o uroczystości wiedzieli niemal wszyscy. Dla wielu drużyn, niezwiązanych organizacyjnie z Ruchem, ale ceniących wartość tradycji harcerskiej, było to święto, na którym trzeba było zaznaczyć swoją obecność. W uroczystości wzięło udział również wielkie grono seniorów harcerstwa (w tym oczywiście Zawiszaków). W rezultacie, wielki i pojemny skwer przed budynkiem muzeum okazał się niewystarczający, by pomieścić wszystkich przybyłych gości. Po przecięciu wstęgi do godzin wieczornych trwało zwiedzanie wystawy.

Tymczasem o godzinie 19.00, na Cyplu Czerniakowskim, na terenie Harcerskiego Ośrodka Wodnego rozpoczęło się wewnętrzne ognisko 75–lecia Szesnastki. W ognisku wzięła udział cała Drużyna, bardzo liczne grono Zawiszaków, rodzice i przyjaciele oraz reprezentacje drużyn współuczestniczących w wystawie, pozostałe drużyny UNDHR i oczywiście harcerki z bardzo zaprzyjaźnionej 29GDH-ek. Śpiewom i wspomnieniom nie było końca. Choć ognisko zakończono oficjalnie ok. godziny 22-ej, to przy ogniu pozostało liczne grono Zawiszaków, którzy nie mogli się jakoś rozstać ze sobą. Najwytrwalsi rozeszli się do domów dopiero grubo po północy.

 

1986r. Jubileusz 70-lecia - Ognisko.

 

Następnego dnia od rana, na terenie HOW-u rozpoczęły się pokazy sprawności harcerskiej w formie widowiskowych zawodów pomiędzy najstarszymi drużynami Warszawy. W zawodach tych wzięły udział niestety tylko 4 drużyny. Były to 9, 16, 21 i 23 WDH. Pozostałe nie podjęły harcerskiego wyzwania. Konkursem o wielkich walorach widowiskowych, ukazującym dużą sprawność biorących w nim udział zastępów, były zawody w budowie urządzeń namiotowych. Każdy z czterech uczestniczących zastępów otrzymał spakowany namiot dziesięcioosobowy. Zadaniem było w ciągu dwóch godzin rozbić namiot na wyznaczonej linii oraz przy pomocy własnego sprzętu pionierskiego, z dostarczonych żerdzi wybudować kompletne obozowe wyposażenie namiotu, przeznaczonego do zamieszkania przez zastęp. Licznie zgromadzeni Zawiszacy, rodzice i przygodni mieszkańcy Warszawy z zapartym tchem obserwowali energiczną i twórczą krzątaninę na zaimprowizowanym placu obozowym. Po dwóch godzinach specjalna komisja oceniła pomysłowość, kompletność i jakość zbudowanej pionierki obozowej. Ponadto równolegle odbywały się inne konkursy: terenoznawczy – bieg azymutowy, sygnalizacyjny – przekazywanie na odległość depeszy alfabetem Morse'a przy pomocy chorągiewek sygnalizacyjnych, kucharski – gotowanie wymyślnego posiłku na zbudowanej prowizorycznie kuchni polowej oraz samarytański – opatrywanie i przenoszenie rannych. W ogólnej klasyfikacji zawodów zwyciężyła 23 WDH otrzymując tytuł „Najsprawniejszej z Najstarszych". Reprezentacja Szesnastki zachowała się taktownie i nie wychodząc z roli gospodarza oraz organizatora zawodów, zadowoliła się skromnym trzecim miejscem.

Zawody trwały nieomal cały dzień z przerwą na obiad fundowany przez Zawiszacki Komitet Obchodów Jubileuszu dla wszystkich harcerzy oraz gości oglądających zawody. Serwowano go z wojskowych kuchni polowych. Wieczorem odbyło się wspólne ognisko drużyn biorących udział w zawodach, gdzie między innymi podsumowano i omówiono wyniki poszczególnych konkursów i rozdano symboliczne nagrody.

Z okazji jubileuszu Szesnastki wydano pamiątkowy metalowy znaczek wzorowany na podobnym, wybitym w 1936 roku, plakietkę Jubileuszu Szesnastki i plakietkę 75- lecia Harcerstwa w Warszawie obie projektu Andrzeja Karwana oraz specjalny numer Sulimczyka (pod red. Leszka Sawickiego).

Fakt, że Szesnastka zdecydowała rozszerzyć swój jubileusz w ten sposób, by uczcić rocznicę nie tylko swoją lecz całego harcerstwa w Warszawie, że własnymi skromnymi siłami zorganizowała tak dobrze przygotowane uroczystości jubileuszowe i w pełni profesjonalną wystawę sprawił, że Drużyna zyskała sobie wielkie uznanie wśród środowisk uznających wartości wynikające z tradycji harcerskich. Gdyby nie ta, wydawać by się mogło, karkołomna, podjęta zaledwie rok wcześniej decyzja, znaczący jubileusz ruchu harcerskiego zostałby w Warszawie całkowicie przemilczany. Zorganizowane przez Szesnastkę obchody były bowiem jedynymi, jakie się z tej okazji odbyły. Władze ZHP, nie tylko zresztą w Warszawie, nie kwapiły się, aby zrobić cokolwiek w tej sprawie. W obliczu coraz większych wpływów, jakie zyskiwała sobie podziemna organizacja instruktorska dążąca do odbudowy tradycyjnych zasad, na których oparte było harcerstwo przedwojenne oraz wobec coraz silniej rozwijającego się duszpasterstwa harcerskiego w sposób oczywisty dążącego do przywrócenia w harcerstwie wychowania religijnego i służby Bogu, przypominanie historii było dla komunistów bardzo niewygodne. Nagłaśniając jubileusz nie można było abstrahować od tradycji ruchu harcerskiego oraz zasad i ideałów przyświecających jego twórcom. A, że zasady te były całkowicie sprzeczne z dążeniami komunistów, woleli oni uniknąć szerszej dyskusji społecznej na ten temat. Gdyby zatem nie inicjatywy oddolne, podejmowane całkowicie niezależnie od władz, społeczeństwo polskie nie miałoby okazji przypomnieć sobie o pięknej historii i wartości ruchu harcerskiego. Szesnastka może być dumna z tego, że walnie przyczyniła się do promocji tradycyjnych ideałów harcerskich w społeczności stolicy. Wysiłek jakim zostało to okupione był dla Drużyny źródłem wielkiej satysfakcji tym większej, że wszyscy harcerze starsi, na których barkach spoczywał ciężar organizacji jubileuszu, mieli doskonałą świadomość doniosłego celu podjętej w ten sposób służby.

Zakończenie uroczystości rocznicowych nie oznaczało końca tej służby. Wystawa w Muzeum Woli była czynna aż do 5 grudnia. W tym czasie, codziennie z wyjątkiem poniedziałków, na jej terenie pełnione były dyżury. Teoretycznie uczestniczyli w nich również harcerze z pozostałych drużyn współorganizujących wystawę, ale w praktyce liczyć można było tylko na siebie. W każde popołudnie dwóch harcerzy prowadziło w Muzeum Woli kiosk z wydawnictwami historycznymi i pamiątkami z wystawy, opiekowało się księgą pamiątkową zachęcając zwiedzających do dokonywania w niej wpisów i wykonywało inne bieżące prace, nierzadko służąc za przewodników po ekspozycji. Ponadto, jako uzupełnienie wystawy, zorganizowany został cykl seminariów historycznych na tematy harcerskie. Odbywały się one w salach muzealnych. Szesnastka zapewniała całkowitą ich obsługę techniczną i porządkową. W ramach tego cyklu odbyły się następujące seminaria:
04.11 – „Warszawa – centrum ruchu harcerskiego w latach 1916-1920". Prelegent hm. Marian Miszczuk. Uczestniczyło ok. 50 osób. 12.11 – „W szeregach Batalionu Harcerskiego – 1918 rok" Prowadzenie phm. Kuba Kozłowski. Wspomnienia harcerzy – żołnierzy tego batalionu. Uczestniczyło ok. 70 osób.
19.11 – „Sprawa warszawska - konflikt w łonie komendy chorągwi w latach 30-tych". Prelegent – hm. Jan Rossman. Uczestniczyło ok.120 osób.
26.11 – „Aresztowania w warszawskich GS-ach". Prelegent hm. Grzegorz Nowik. Uczestniczyło ok. 120 osób.
28.11 – „Hufce Polskie w Warszawie". Prowadzenie Krzysztof Eichler, Maciej Nasierowski i Jerzy Świderski. Uczestniczyło ok. 120 osób.
03.12 „Eksperyment wędrowniczy". Prelegent hm. Andrzej Janowski. Uczestniczyło ok. 180 osób.

Po zamknięciu wystawy, cykl seminariów historycznych w Muzeum Woli miał być kontynuowany. I tak 10 grudnia miało odbyć się seminarium pt. „Historia i dokumenty KIHAM" prowadzone przez hm. Staszka Czopowicza, byłego Przewodniczącego Rady Porozumienia KIHAM. Zebranych ok. 180 uczestników zaskoczyła decyzja dyrekcji Muzeum Woli zakazująca jego przeprowadzenia. Okazało się, że na skutek interwencji władz Komendy Chorągwi ZHP stosowny zakaz został przekazany kierownictwu tej placówki przez cenzurę państwową. Tym incydentem zakończył się cykl seminariów w Muzeum Woli. Służba porządkowa Szesnastki od razu poinformowała niedoszłych uczestników spotkania, że seminarium mimo wszystko odbędzie się, ale w ośrodku Duszpasterstwa Harcerskiego w kościele św. Zygmunta na Bielanach w dniu 19 grudnia. I faktycznie tak się stało. W przygotowanym przez Szesnastkę spotkaniu wzięło udział ponad 200 uczestników, wysłuchując z pierwszej ręki „wrażych" informacji, których rozpowszechniania nie życzyły sobie władze ZHP. Wszystkie seminaria były nagrywane przez harcerzy z patrolu „Jeże", którzy następnie w ramach swoich prób na stopnie nagrania te przelali na papier. Dzięki temu powstał cenny materiał historyczny, który przekazano jednemu z podziemnych wydawnictw harcerskich do wykorzystania.

Wystawa żyła własnym bardzo bogatym życiem. Poza wymienionymi seminariami, Szesnastka zorganizowała na terenie Muzeum Woli jeszcze dwie inne imprezy. Mianowicie, 21.11 odbył się koncert Filharmonii im. R. Traugutta pt. „Pieśni Niepodległości". Uczestniczyło w nim ok. 120 gości, którzy uzyskali niepowtarzalną możliwość usłyszenia pieśni śpiewanych niegdyś przez pierwszych skautów w otoczeniu autentycznych pamiątek po nich. Zaś 1.12 zorganizowany został pokaz filmów dokumentalnych o tematyce harcerskiej w reżyserii Zawiszaka – Włodka Dusiewicza. Pokaz zgromadził ponad 200 widzów, którzy zobaczyli filmy od lat „leżące na półkach" z powodu zakazów cenzury. Poza tym, na terenie Muzeum Woli w trakcie trwania wystawy codziennie odbywały się zbiórki różnych drużyn warszawskich, dla których była to niepowtarzalna okazja obcowania na żywo z historią harcerstwa. W weekendy wystawa przeżywała dosłowny najazd harcerzy z całej nieomal Polski. O powodzeniu wystawy niech świadczy fakt, że przez dwa i pół miesiąca jej trwania odwiedziło ją ponad 6.000 zwiedzających i to praktycznie bez żadnego nagłośnienia w oficjalnych, reżimowych mediach. Oba programy telewizji państwowej (a innej nie było) ani razu nie wspomniały o jej istnieniu. Niewielkie wzmianki ukazały się tylko w lokalnych gazetach: „Życiu Warszawy" i „Ekspresie Wieczornym". Nawet plakat reklamowy i folder informacyjny został wydrukowany przez państwową drukarnię z miesięcznym opóźnieniem. Cały nakład dostarczono dopiero 15 października najprawdopodobniej po to, aby nie dopuścić do zbyt wczesnego rozpowszechnienia informacji o otwarciu wystawy. Jednak kiedy tylko paczki z drukarni znalazły się na terenie Muzeum Woli, w obu plutonach Szesnastki zarządzono zbiórki alarmowe. 16 i 17 października harcerze rozlepili plakaty informujące o wystawie we wszystkich hufcach i siedzibach instancji harcerskich, we wszystkich niemal liceach i technikach oraz uczelniach warszawskich, w placówkach naukowych, przed niektórymi większymi kościołami oraz na słupach ogłoszeniowych znajdujących się na mieście. Gdyby muzeum wykorzystało do ich rozklejenia swoje standardowe procedury i zleciło to państwowej wyspecjalizowanej firmie, poślizg czasowy mógłby wydłużyć się o kolejne tygodnie. A tak, dzięki szybko i skutecznie przeprowadzonej akcji, plakaty zaistniały w Warszawie natychmiast po ich wydrukowaniu, przyczyniając się do odpowiedniego rozreklamowania wystawy.

Kiedy 5 grudnia zamknięto wystawę, dyrekcja Muzeum Historycznego Miasta Stołecznego Warszawy stwierdziła, że podobnego najazdu zwiedzających jego filia na Woli nie przeżyła jeszcze nigdy w swojej dotychczasowej historii. Podziękowano Szesnastce za inicjatywę i wielki nakład pracy w przygotowanie przedsięwzięcia. Przypomnijmy, że w komitecie organizacyjnym wystawy, poza jedną osobą, wszyscy pozostali byli Zawiszakami bądź harcerzami Szesnastki. Projekt plastyczny wystawy oraz projekt plakatu i folderu wykonał nieodpłatnie ojciec jednego z harcerzy Szesnastki – pan Wojciech Zbytniewski, Drużyna dostarczyła ogromną większość pokazywanych eksponatów i zmobilizowała do współpracy inne drużyny, a harcerze Szesnastki przepracowali w Muzeum ogromną liczbę godzin, przyczyniając się do sprawnego funkcjonowania wystawy i udanego przebiegu imprez towarzyszących. W podzięce Drużyna otrzymała od dyrekcji Muzeum ogromny tort i bardzo ciepły list pochwalny. Jednak największą satysfakcję sprawiła harcerzom ujawniona na uroczystości liczba ponad 6.000 zwiedzających i oddźwięk, jaki towarzyszył wystawie w środowiskach harcerskich. Mimo, że wymagało to ogromnej pracy warto było podjąć tę służbę, jako że w jej wyniku w dużym stopniu udało się przypomnieć społeczeństwu Warszawy i środowiskom harcerskim w całym kraju prawdziwą istotę harcerstwa, istotę wypaczoną przez komunistów w ostatnich dziesięcioleciach do granic absurdu, o której przywrócenie Szesnastka wraz z innymi drużynami Ruchu tak bardzo zabiegała.

Żeby zakończyć już temat wystawy i obchodów 75-lecia, należy dodać, że po jej zakończeniu, jeszcze przez dwa dni harcerze Szesnastki pracowali przy demontażu ekspozycji.

Organizacja jubileuszu i służba przy wystawie, jakkolwiek bardzo absorbująca, nie była jedynymi przejawami działalności Drużyny na jesieni 1986 roku. Działo się też wiele innych rzeczy, o których warto wspomnieć.

Od obozu aż do listopada, IV Pluton Sulima przechodził stopniową reorganizację. Zrezygnowano z systemu organizacji opartego na zastępach specjalnościowych na rzecz opracowanego w Drużynie nowatorskiego systemu patrolowo-sekcyjnego. Na podstawie własnych doświadczeń uznano, że system zastępowy tak pożyteczny i sprawdzony w pracy harcerzy młodszych, w drużynie starszoharcerskiej nie zdaje egzaminu. Sześcio - siedmioosobowy zastęp był zbyt dużą jednostką organizacyjną, by mógł być oparty na autentycznej przyjaźni i jednocześnie wspólnocie zainteresowań tworzących go harcerzy. Często stawał się tworem sztucznym, powstałym na skutek administracyjnej decyzji drużynowego. Często też racje wynikające z uwzględnienia więzów przyjaźni łączących przydzielonych do zastępu harcerzy nie pokrywały się z koniecznością takiego ich doboru, by jednocześnie można było realizować w zastępie program wynikający z obranej specjalności. Nowy system zakładał pracę dwutorową. Po pierwsze, harcerze uzyskali możliwość podzielenia się na mniejsze dwu– czteroosobowe patrole, dobrane na zasadzie łączącej ich przyjaźni. W patrolu, będącym odtąd podstawową jednostką organizacyjną Plutonu, prowadzona była praca nad przygotowaniem do zdobycia kolejnych stopni harcerskich. Każdy patrol obierał też swoje własne pole służby społecznej tak, by w pełni odpowiadała ona przekonaniom, aspiracjom i wrażliwości jego członków. Tak więc praca w patrolu polegała na pełnieniu wybranej lub przydzielonej służby oraz na przygotowaniu do zdobycia kolejnych stopni harcerskich. Równolegle powołano w Plutonie kilka sekcji specjalistycznych, których zadaniem było rozwijanie wspólnych zainteresowań. Każdy harcerz miał obowiązek pracy w co najmniej jednej sekcji. Za zezwoleniem drużynowego mogło to być sekcja działająca w innej drużynie lub nawet jakiś pozaharcerski klub specjalistyczny. Celem pracy sekcyjnej było rozwijanie i pogłębianie indywidualnych zainteresowań harcerzy, a jej miernikiem, zdobywanie specjalności harcerskich – odpowiednika młodszoharcerskich sprawności fachowych, ale o bardzo wygórowanych wymaganiach, w miarę możności połączonych ze zdobywaniem pozaharcerskich uprawnień i tytułów nadawanych przez wyspecjalizowane organizacje. Przykładowo, praca w sekcji żeglarskiej miała polegać na zdobywaniu patentów żeglarskich, sekcja ratownicza przygotowywać miała do egzaminów na kolejne stopnie ratowników WOPR itd.

W wyniku swobodnego doboru harcerzy, zarejestrowano 7 patroli. Niektóre z nich pokrywały się z dotychczasowymi składami zastępów i te zachowały swoje nazwy, inne zaś nie i były mianowane wyłącznie symbolami P1, P2 itd. Po akcji poborowej powołano jeszcze ósmy patrol złożony z kandydatów do Drużyny.

P1 „Lwy" – patrol instruktorski grupujący najściślejszą kadrę z drużynowym włącznie. Służba patrolu polegała wypełnianiu funkcji w Drużynie. Równoległym polem służby patrolu było kierowanie działalnością konspiracyjną prowadzoną pod kryptonimem „Celinka".
P2 „Piżmaki" – patrol instruktorski grupujący kadrę II Plutonu Grunwald (plutonowego i przybocznych). Służba patrolu polegała na prowadzeniu plutonu młodszoharcerskiego Grunwald.
P3 „Rysie" – Służba patrolu polegała na technicznej i organizacyjnej obsłudze Filharmonii im. R. Traugutta. Członkowie patrolu przechodzili też kurs wodzów zuchowych z zamiarem odtworzenia w Szesnastce najmłodszej gałęzi harcerstwa.
P4 sekcyjny – patrol grupował szefów sekcji specjalistycznych. Służba polegała na organizowaniu i prowadzeniu tej dziedziny działalności Drużyny.
P5 – patrol nie znalazł własnego, stałego terenu służby społecznej. Chłopcy pracowali przy wystawie, a po jej zakończeniu pomagali Rysiom przy organizacji koncertów filharmonii.
P6 „Leszcze" – członkowie patrolu otrzymali urlopy ze względu na matury.
P7 – patrol został w grudniu rozwiązany, a jego członkowie przydzieleni do P5.
P8 „Jeże" – patrol poborowy utworzony w połowie listopada. Do końca roku praca patrolu polegała na przygotowaniu kandydatów do biegu na krajkę i kostki.

Jednocześnie powołano do życia 5 sekcji specjalizacyjnych. Były to: 

„Sulimczyk" - czyli sekcja dziennikarska. Jej szefem i redaktorem naczelnym pisma o zrewolucjonizowanej formule został mł. Lech Najbauer. Nowa formuła pisma polegała na tym, że miało być ono adresowane nie tylko do harcerzy Szesnastki, ale przede wszystkim do młodzieży spoza harcerstwa. Jego zadaniem było naświetlać ważne i realnie istniejące problemy środowisk młodzieżowych z punku widzenia harcerskich ideałów. Lech zebrał wokół siebie liczne grono harcerzy starszych z Sulimy o zacięciu dziennikarskim i stworzył naprawdę bardzo wartościowe i redagowane na wysokim poziomie pismo. Na jesieni ukazał się jeden numer miesięcznika (z datą 24 grudnia 1986), które zyskało sobie popularność wśród uczniów Liceum Kołłątaja, gdzie było głównie rozprowadzane.

AFS – Agencja Fotograficzna Szesnastki - czyli sekcja fotograficzno-filmowa. Szefem sekcji został mł. Jacek Doktor. Sekcja skupiała harcerzy, którzy od lat szczególnie zainteresowani byli rozwijaniem swoich umiejętności w tej dziedzinie. Przypomnijmy, że tradycja tej specjalności w Szesnastce rozpoczęła się na wiosnę 1982 roku, kiedy to dwaj Zawiszacy zorganizowali w Drużynie stojący na bardzo wysokim poziomie kurs fotograficzno-filmowy. Od tamtego czasu, działalność związana z fotografią i filmem amatorskim była w Szesnastce stale obecna. Prowadzono ją w ramach specjalnie powołanej AFS, która miała od początku status czegoś w rodzaju sekcji specjalnościowej. Jednym z zadań sekcji było organizowanie zajęć kształceniowych i praktycznych oraz prowadzenie ciemni fotograficznej należącej do Drużyny i znajdującej się na terenie Liceum Kołłątaja.

Koło Ligi Morskiej – sekcja żeglarska. Szefem sekcji został ćw. Adam Lenarcik, a po jego powołaniu do wojska, przewodnictwo w jej pracach objął mł. Michał Tomczyk. Była to kontynuacja wodnych zainteresowań zastępu Leszczy, przy czym po reorganizacji Drużyny, rozszerzono formułę działalności. Powołano do życia szkolne koło Ligi Morskiej otwarte nie tylko dla harcerzy, którzy je zainicjowali, ale także dla chętnych uczniów spoza Drużyny. Na zajęciach sekcji przygotowywano się teoretycznie do pierwszego większego przedsięwzięcia - czyli rejsu zatokowego zaplanowanego na wiosnę następnego roku. Rozpoczęto także budowę własnej żaglówki w warsztatach ligi.

Zespół „Rozpory" – czyli sekcja muzyczna. Szefem sekcji został pwd. Tomek Rokicki. Było to novum w ówczesnej Szesnastce. Przypomnijmy, że tradycja wspólnego muzykowania narodziła się w Drużynie w początkach lat sześćdziesiątych wśród harcerzy starszych i zanikła po kilku latach wraz z rozpadem działalności starszoharcerskiej. Obecne zainteresowanie muzykowaniem odrodziło się głównie za sprawą ogólnej atmosfery panującej w kraju, gdzie kultura niezależna, wbrew czynnikom oficjalnym, stale i żywiołowo rozwijała się, przybierając imponujące wręcz rozmiary. Zwłaszcza wśród młodzieży ruch ten rósł ze szczególną mocą. Powstawały najprzeróżniejsze grupy muzyczne. Tryumfy święciła piosenka tzw. zaangażowana, ale i zespoły rockowe, a nawet tzw. undergroundowe, które w swoich utworach poruszały wątki społeczne i polityczne. Również w niezależnym harcerstwie ruch ten znalazł swoje żywe odzwierciedlenie. Powstał nawet harcerski festiwal piosenki „Morda", zorganizowany przez Pomarańczarnię, czyli zaprzyjaźnioną z Szesnastką 23 WDH. Właśnie z myślą o występie na tym festiwalu zebrała się grupa harcerzy Sulimy o zdolnościach muzycznych i rozpoczęła próby z własnym repertuarem. W Drużynie co najmniej sześciu chłopców miało wyraźne zdolności w tym kierunku. Wszyscy grali na gitarach i próbowali gry na innych instrumentach. Gdy doraźnie utworzony przez nich zespół „Rozpory" wystąpił na „Mordzie" i zdobył tam wielki aplauz oraz wyróżnienie, postanowiono kontynuować działalność w bardziej stabilnej formie sekcji muzycznej. W ten sposób, rozwinął się w Szesnastce nowy, bardzo obiecujący kierunek działalności.

Sekcja komputerowa. Szefem sekcji został ćw. Marek Talacha. Mimo, że komputeryzacja na świecie była dopiero w powijakach, a w obozie komunistycznym praktycznie w ogóle o niej nie słyszano, to wśród harcerzy Szesnastki już powstało zainteresowanie nową dziedziną wiedzy i technologii. Mało tego - szefowi sekcji udało się w jakiś sposób zdobyć na własność komputer ZX Sectrum, który był wykorzystywany do zajęć szkoleniowych. Pisano proste programy obliczeniowe i graficzne oraz, co naturalne, poznawano raczkujący, ale już fascynujący świat gier komputerowych. Dzięki tym zajęciom, kilku z harcerzy na stałe związało później swoje życie zawodowe z żywiołowo rozwijającą się informatyką. Możliwość korzystania z najprostszego choćby komputera, jakim był ZX Spectrum, była w owych czasach wyjątkową okazją, którą tych kilku harcerzy spożytkowało z wielką dla siebie korzyścią.

Tak zreformowany pluton Sulima zaczął pracować w sposób, który kilka lat później nazwano metodą wędrowniczą. Bardzo zwiększyła się intensywność życia harcerskiego. Na rytm pracy w patrolu, wypełnionej przede wszystkim służbą i realizacją prób na stopnie, nałożyły się dodatkowo organizowane równolegle zajęcia sekcji specjalistycznych. Można śmiało powiedzieć, że harcerstwo zaczęło wypełniać prawie całe życie chłopców. W większości sekcji zajęcia i spotkania zapaleńców odbywały się nieomal codziennie. Wielka też była intensywność służb związanych z wystawą oraz z obsługą Filharmonii im. R. Traugutta, która na jesieni przygotowała aż trzy programy: „Wrzesień 1939 roku", „Pieśni Niepodległości" i „Pieśni Powstania Listopadowego". W związku z coraz większym natężeniem niezależnego ruchu wydawniczego, bardziej absorbująca stawała się też konspiracyjna działalność „Celinki".

W dniu 1 listopada wystawiono warty honorowe na grobach Zawiszaków i w Dolince Katyńskiej na Powązkach, która jak zwykle stała się areną spontanicznej, patriotycznej i antyradzieckiej demonstracji.

31 października i 1 listopada Pluton Grunwald przeprowadził akcję zarobkową polegająca na sprzedaży chryzantem przed warszawskimi cmentarzami. Cały dochód, podobnie jak w roku poprzednim, przekazano na rzecz Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Prymasa Wyszyńskiego.

Tak wielkie nasilenie służby w plutonie starszoharcerskim odbiło się negatywnie na intensywności życia wycieczkowego. Jesienią tego roku nie starczyło już czasu na tak częste, jak latach ubiegłych wyjazdy za miasto. Trzeba też było pamiętać o uroczystościach jubileuszowych innych drużyn należących do UNDHR. Między innymi, w dniach 4 - 5 października delegacja Szesnastki wzięła udział w 75 - leciu 5 i 6 KDH.

Pomimo tak wielkiego spiętrzenia pracy nie zaniedbano przeprowadzenia poboru do Drużyny.

Pluton Grunwald zorganizował na początku października zbiórkę i wycieczkę poborową dla uczniów szkoły podstawowej nr 9. W ich wyniku do plutonu włączono dwa nowe zastępy złożone z kandydatów, które w ramach corocznej akcji Grunwald przechodziły intensywne szkolenie, zakończone biegiem na krajki i kostki zorganizowanym 13 grudnia. W plutonie młodszoharcerskim, nie uczestniczącym tak aktywnie w służbie na terenie wystawy, odbyło się kilka jesiennych, jednodniowych wycieczek do lasu. Zastępy pracowały normalnym trybem.

W Plutonie Sulima akcja poborowa miała bardziej bogaty i urozmaicony przebieg. Wzorem lat ubiegłych przeprowadzono w październiku harcerskie lekcje wychowawcze w klasach pierwszych. Tym razem były to kilkugodzinne lekcje wyjazdowe przeprowadzane osobno dla każdej klasy na terenie wystawy, która stała się wspaniałą okazją pokazania młodzieży istoty harcerstwa i roli, jaką w harcerstwie odgrywała Szesnastka. Okazję tę, dzięki życzliwości dyrekcji szkoły, udało się w pełni wykorzystać. Drugim elementem akcji poborowej była dwudniowa wycieczka dla klas pierwszych w okolice Krakowa, zorganizowana przez wyw. Jakuba Skrzyńskiego. W wycieczce wzięło udział 55 uczniów klas pierwszych, 15 harcerzy Sulimy i 8 harcerek z żeńskiej Szesnastki. Wyjazd rozpoczął się w piątek 7 listopada, do Krakowa dojechano nocnym pociągiem, a stamtąd już nad ranem cztery reprezentacje klas rozjechały się pociągami podmiejskimi do różnych stacji kolejowych wokół Tenczynka. Przed południem odbył się rajd na orientację - czyli dojście według map do miejsca, gdzie odbywał się ostatni zlot UNDHR. Tam, na wymęczonych pierwszaków czekała prawdziwa uczta – obiad złożony z kurczaków upieczonych nad ogniskiem i pieczonych ziemniaków. Sposób przyrządzenia i podania posiłku wywarł na wszystkich wielkie wrażenie, nie mówiąc już o doskonałych walorach smakowych. Tego dnia udało się zwiedzić jeszcze mury zamku w Tenczynku, pieczary w Dolinie Mnikowskiej oraz dotrzeć do Krakowa, gdzie w harcówce zaprzyjaźnionej 7KDH odbył się kominek harcerski i gdzie przygotowano nocleg dla wszystkich uczestników. W niedzielę 9 listopada, po śniadaniu wszyscy wzięli udział w słynnej „dziewiątce" u Św. Idziego, czyli harcerskiej Mszy Świętej odprawianej w każdą niedzielę o 9.00 rano w tym zabytkowym kościółku u stóp Wawelu. Następnie reprezentacje klas, wzmocnione o patrole harcerskie, wzięły udział w zorganizowanym przez Krakowiaków z okazji zakazanego Święta Niepodległości, miejskim rajdzie „Szlakami Legionistów". Do Warszawy wrócono późnym wieczorem. Podróż powrotna przebiegała w fantastycznych nastrojach. W efekcie dobrze przygotowanej akcji do Sulimy zgłosiło się 8 kandydatów, którzy utworzyli poborowy patrol „Jeże". Do Szesnastki żeńskiej zgłosiło się natomiast 20 dziewcząt, którym harcerstwo i chłopcy z Sulimy wydali się szczególnie sympatyczni.

Radość z dołączenia do Drużyny aż 8-miu nowych kandydatów została zmącona koniecznością urlopowania na okres aż dwóch lat ćw. Adama Lenarcika – dobrze zapowiadającego się instruktora, który niespodziewanie został powołany do wojska. W dniu jego wyjazdu –15 listopada została zorganizowana szalona zabawa towarzyska z udziałem harcerek z kilku zaprzyjaźnionych drużyn.

16 grudnia odbyła się ostatnia tego roku zbiórka Drużyny. Kandydatów z Grunwaldu, którzy pomyślnie przeszli okres próbny i trzy dni wcześniej w tradycyjnym biegu po miejscach związanych z historią Szesnastki, zdobyli krajki i kostki, uroczyście przyjęto do Drużyny. Zbiórka miała charakter opłatka, wigilijnego spotkania obu Szesnastek. Przygotowana została przez Szesnastkę żeńską.

27 grudnia rozpoczęło się kolejne zimowisko sylwestrowe Szesnastki. XXXV obóz zimowy zorganizowano u zaprzyjaźnionej już gaździny w połowie stoku na Butorowym Wierchu. Komendę stanowili phm. Marek Gajdziński – komendant, ćw. Rafał Lipski – oboźny i wyw. Krzysztof Zbytniewski – kwatermistrz. Poza komendą w zimowisku uczestniczyło 8 harcerzy z plutonu Sulima oraz 7 dziewcząt - głównie z 16WDH-ek i 29GDH-ek. Tradycyjnie głównym punktem programu zimowiska sylwestrowego była jazda na nartach. Wieczorami organizowano harcerskie kominki lub wyjścia do bardzo modnego wówczas Teatru im. Witkiewicza, gdzie mimo ogromnej liczby chętnych udało się obejrzeć aż dwa spektakle. Nie zabrakło też hucznej zabawy sylwestrowej. Zimowisko, jak wszystkie dotychczasowe zimowiska sylwestrowe zorganizowano „po cichu", czyli bez wiedzy i zgody Komendy Hufca. Z tym, że tym razem były po temu specjalne powody.

Przez całą prawie jesień, pomiędzy Szesnastką, a Komendą Hufca miał miejsce ostry konflikt. Z początku wydawało się, że jego podłoże dotyczy nowego pomysłu na metodę pracy starszoharcerskiej prowadzonej w Plutonie Sulima. Nowatorskie pomysły i koncepcje znajdują przeważnie wielu zagorzałych przeciwników. Tak było też z nowym systemem pracy Szesnastki. Komendzie Hufca bardzo nie spodobała się nowa organizacja Drużyny. Od samego początku wielopokoleniowa drużyna podzielona na plutony nie mieściła w schemacie organizacyjnym ZHP. W związku z tym, w Komendzie Hufca trzeba było rejestrować dwie odrębne drużyny – młodszoharcerską „Grunwald" i starszoharcerską „Sulimę". Tak sprawy wyglądały od strony formalnej, choć w Szesnastce zawsze traktowano plutony jako części składowe jednej Drużyny. Nie powodowało to większych napięć dopóki „urzędnicy" hufca nie dowiedzieli się, że instruktorzy plutonów (drużyn) tworzą patrole starszoharcerskie w ramach Sulimy, a w dodatku kolejny patrol przygotowuje się do włączenia w skład Szesnastki gromady (drużyny) zuchowej. To wszystko, jak się z początku wydawało, przestało mieścić się w głowach „urzędników" przyzwyczajonych do systemu organizacji opartego na instytucji szczepu. Do oficjalnej zwierzchności, zapatrzonej w swoje regulaminy, nie docierały też argumenty, że ludzie pełniący funkcje instruktorskie w drużynach młodszoharcerskich i zuchowych też są harcerzami starszymi i podobnie jak ich rówieśnicy powinni mieć szansę wszechstronnego rozwoju harcerskiego – zdobywania kolejnych stopni harcerskich i rozwijania własnych zainteresowań. Pomysł, aby instruktorów, a nawet kandydatów na instruktorów, potraktować jak harcerzy starszych, a ich służbę instruktorską jako normalny teren służby społecznej, jaką, na tym czy innym polu powinien pełnić każdy harcerz starszy, zbyt jaskrawo wyłamywał się z ogólnie obowiązujących schematów obowiązujących w ZHP, gdzie instruktor był „świętą krową" zwolnioną z jakichkolwiek harcerskich powinności. Szesnastce odmówiono corocznej rejestracji drużyn w nowym kształcie organizacyjnym. W trakcie burzliwych dyskusji wyszło jednak na jaw, że to nie kwestie metodyczne i organizacyjne stały się powodem sporu jak starano się to przedstawić. Przyczyny leżały zupełnie gdzie indziej. Komenda Hufca, która dzięki otwarciu się Szesnastki, zyskała znacznie lepszy obraz jej wewnętrznej sytuacji, a zwłaszcza panującej w niej atmosfery ideowej i podejmowanych działań, starała się za wszelką cenę doprowadzić do odizolowania Sulimy, jako źródła wszelkiego zła, od „niewinnego" Grunwaldu. Usytuowanie kadry drużyny młodszokarcerskiej jako patrolu Piżmaki w składzie Sulimy potraktowano jako niebezpieczny krok, sprzeczny z założeniami prowadzonej polityki separowania obydwu „drużyn". Urzędnicy obawiali się jeszcze silniejszego przenikania „zła" na grunt drużyny młodszoharcerskiej. Przy czym za zło uważano jawne przyjmowanie zakazanego Przyrzeczenia Harcerskiego, posługiwanie się zakazanym tekstem Prawa Harcerskiego, podejrzane i „ideologicznie niesłuszne" pola pełnionych służb społecznych oraz ogólną atmosferę wynikającą z funkcjonowania Szesnastki w nurcie społeczeństwa i harcerstwa niezależnego. W mniemaniu Komendy Hufca istniała jakaś znacząca różnica między Sulimą a Grunwaldem, którą starano się pogłębić i wykorzystać. Prawda była natomiast taka, że żadnych różnic ideowych pomiędzy kadrą Sulimy i Grunwaldu nigdy nie było, bo być nie mogło. Była to jednolita, bardzo spójna drużyna, w której wszyscy doskonale się rozumieli, wyznawali te same poglądy i wzajemnie się wspierali. To prawda, pewne wrażenie odmienności plutonów można było odnieść. Jednak każdy doświadczony instruktor powinien bez trudu wyczuć przyczyny tego stanu rzeczy. W drużynie młodszoharcerskiej i starszoharcerskiej, z racji różnicy wieku harcerzy, prowadzono zupełnie inną pracę. W Grunwaldzie, harcerstwo opierało się na baden-powellowskim pojęciu „gry" mającej w sposób pośredni kształtować charaktery chłopców. Wychowanie harcerzy starszych prowadzono natomiast metodą bezpośrednią w drodze świadomej pracy nad sobą, rozwijania zainteresowań i aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym. W Sulimie praca miała charakter specjalnościowego wyczynu i służby społecznej, która w sposób oczywisty musiała zawierać w sobie element analizy i oceny sytuacji społecznej i politycznej Polski. Z tego powodu natężenie „pierwiastków antysocjalistycznych" w Sulimie musiało być bardziej widoczne niż w Grunwaldzie, gdzie można było zupełnie abstrahować od warunków politycznych panujących w kraju. Tego zjawiska nie mogły jednak objąć umysły wykształcone na partyjnych „kursach przygotowawczych do ideologicznej pracy z młodzieżą na odcinku harcerskim". Spece od partyjnej socjotechniki zasugerowali się pozorami różnic dzielących oba plutony i postanowili na tych pozorach oprzeć swoją taktykę walki z Szesnastką. Ta czysto „ubecka" taktyka, kazała urzędnikom hufca postawić drugorzędną, z punktu widzenia Drużyny, sprawę na ostrzu noża. W rezultacie, chcąc zarejestrować drużyny i doprowadzić do końca proces zdobywania kolejnych stopni instruktorskich, trzeba było pójść na ustępstwa. Oficjalnie rozwiązano patrol Piżmaki w Sulimie. W niczym to jednak nie zmieniało stanu faktycznego. Trzej przyjaciele, którzy go tworzyli: ćw. Rafał Lipski, wyw. Krzysztof Zbytniewski i wyw. Paweł Burakowski, nadal czuli się patrolem starszoharcerskim i dalej pełnili swoją służbę polegającą na prowadzeniu Grunwaldu. Sytuacja była dodatkowo jeszcze bardziej klarowna z tego powodu, że wszyscy trzej uczestniczyli w pracach tej samej sekcji muzycznej. Komenda Hufca usatysfakcjonowana ustępstwem zarejestrowała obie drużyny. Jednak Piżmaki musiały odtąd ukrywać swoje zaangażowanie w pracę starszoharcerską. Ich udział w zimowisku Plutonu Sulima i to na funkcjach instruktorskich, nie mógł zostać w hufcu ujawniony.

„Afera" z Piżmakami mocno ostudziła zapał Drużyny do dalszego, jeszcze bardziej intensywnego włączania się w pracę hufca i co jeszcze ważniejsze, uświadomiła szarżom, że intencje władz w stosunku do Szesnastki są całkowicie nieszczere. Okazywane wcześniej zainteresowanie systemem pracy, chęć naśladownictwa i deklarowana życzliwość były tylko i wyłącznie zasłoną dymną, mająca na celu zamaskowanie prawdziwych intencji - intencji wrogich Szesnastce jako ekspozyturze niezależnego harcerstwa na terenie Ochoty. Po długich dyskusjach w gronie Rady Drużyny postanowiono jednak nie zamykać się na współpracę z hufcem, lecz prowadzić ją znacznie ostrożniej. Kierowano się dwoma ważnymi względami. Pierwszy to oczywiście konieczność zamknięcia kilku otwartych już prób instruktorskich. Drugi to szansa wpływu na kilka ochockich drużyn i szczepów, które po nawiązaniu za pośrednictwem hufca, kontaktów i współpracy z Szesnastką były żywo zainteresowane czerpaniem wzorów z jej pracy, co mogło w przyszłości doprowadzić do włączenia ich nurt działalności Ruchu. Kontynuowano więc ryzykowną grę z Komendą Hufca - grę która przypominała nieco taniec na linie nad przepaścią. Już za kilka miesięcy miała się ona zakończyć tragiczną katastrofą. Na razie jednak kryzys został zażegnany i można było zająć się prowadzeniem normalnej pracy.

Stan Drużyny w dniu 31.12.1986r.
drużynowy – phm. Marek Gajdziński HR

Pluton Sulima
P1 Lwy
plutonowy – phm. Marek Gajdziński HR
kwatermistrz – ćw. Andrzej Karwan
przyboczny – wyw. Jakub Skrzyński
P3 Rysie – patrolowy ćw. Leszek Sawicki – stan 4 harcerzy
P4 sekcyjny – patrolowy pwd. Tomasz Rokicki – stan 5 harcerzy (szefowie sekcji)
P5 – patrolowy mł. Adam Dąbrowski – stan 6 harcerzy
P8 Jeże (poborowy) – patrolowy (tymczasowo) mł. Lech Najbauer – stan 6 kandydatów

Pluton Grunwald
P2 Piżmaki
p.o. plutonowy - ćw. Rafał Lipski
przyboczny – wyw. Krzysztof Zbytniewski
przyboczny – wyw. Paweł Burakowski
oraz 30 harcerzy młodszych w 5 zastępach

Stan Drużyny ogółem: 2 instruktorów i 49 harcerzy i 6 kandydatów


____________________________________________________
Więcej...
Relacje - Lech Najbauer - Mój pierwszy obóz
Historia - Marek Gajdziński -   Lata 1981-1989 W Służbie Rzeczypospolitej

 

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH