Wyszukiwanie zaawansowane
Piszą o nas
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazów
1919-12-31 | Warszawa | Piotr Olewiński
Harcerz w służbie żołnierskiej

W 1919 r. nakładem funduszu im. śp. Jurka Boguskiego ukazała się broszura zawoerająca wspomnienie o poległym pod Lwowem Zawiszaku, pióra Piotra Olewińskiego. W broszurze tej znajdziemy także pamiętny rozkaz Komendanda Drużyn Męskich Fryderyka Plattnera wprowadzający załobę po śmierci Jurka Boguskiego "Jałoszki". Tekst i pisownia orginalna. (red.)

 

ś. p. JUREK BOGUSKI

 

strona tyułowaWstąpiłem do drużyny Zawiszy Czarnego w 1911 roku gdy tylko idea organizacji skautowej dotarła do nas. Jerzy W. był wówczas plutonowym, ja objąłem zastęp, do którego między innymi zaliczony został Jurek.

 

Zwykła praca nasza oprócz zebrań i wycieczek schodziła na codziennym widywaniu się, gadaniu o zadaniach, celach i drogach, po których my skauci iść powinniśmy. Nie było wówczas dnia byśmy się nie widzieli, a życie łączyło nas mocnymi więzami serdecznej przyjaźni i braterstwa. Jurek, choć słabszy fizycznie, starał się zawsze dorównać, a często wyrywał się nawet mimo woli najbliższych i wówczas trzeba było używać całej powagi zastępowego, by go utrzymać.

 

A rwała się ta jasna i radosna, zawsze promienna dusza młodego chłopca do pracy, do czynu nie ustawała nigdy. Trzeba było widzieć już wówczas Jurka jak się starał wypełniać najdrobniejsze obowiązki, a jeśli .czasem podołać nie mógł wolał niedospać byle spełnić obowiązek. A i zastęp nasz stanowił jakieś dziwnie bliskie braterskie koło. Dziś gdy spojrzę w przeszłość naszą, to mi się taką zdaje jasną, tyle było w niej, jakiegoś uniesienia —- dziecięcej wiary i najserdeczniejszego uczucia, co nas wszystkich łączyło, skuwało na całe życie.

 

Nie było nigdy tego, by który z nas coś robił, lub gdzieś chodził bez wiedzy innych, każdego zajmowało, co który z nas myśli i co czuje. Nic też dziwnego, że gdy nadarzyła się sposobność spędzania razem lata na wsi, na kolonji, zebraliśmy się tam prawie wszyscy.

 

Była to wieś głucha, zaciszna, zapadła w moczarach, daleka od świata i ludzi, a życie tam na łonie przyrody, pod dachem i bez dachu, pod drzewem, na łódce i na wyspie — (kolonja była na Polesiu) wspaniałe — coś, co skaut tylko wyśnić może.

 

Tam to Jurek cieszył się z każdej odmiany pogody, z każdego ćwiczenia, z obozowania na wyspach pod dębami, gdzie udawał kucharza i na rożnie piekł upolowane kaczki, z nocnej wycieczki łódkami przy księżycu, co pieśń jeno naszą odbijając daleko echem przerywała głuche milczenie; lub ze zrywania gruszek w ogrodzie. Całe to lato wspólnie spędzone jest dla mnie jakimś ogromnie jasnym pasmem wspomnień, a Jurek promieniem, co łączył w sobie radość życia i upojenie słońcem, przyrodą, zachwytem – wszystkiem - umiał być tem dla ludzi, czego nieudolne me słowa odtworzyć nie pozwolą.

 

Ale czas niepowstrzymany w biegu pędzi, nie ogląda się na ludzi - niszczy to, co zbudował, buduje nowe i gna gdzieś przed siebie. Jesień 1913 r. oderwała już mnie od takiego życia z Jurkiem i za-stępem. Zostałem na kursie dla instruktorów - Jurek dostał zastęp i tu począł swe myśli i pragnienia w dusze innych przelewać. W pracy znowu się wyróżniał zdolnościami i sercem, odczuciem idei i dążeń.

 

Został też wraz z  Guciem (T. G.) przez drużynę wysłany w 1914 r., na kurs instruktorski w Skolem.

 

Wybuch wojny przerwał pracę kursu i chłopcy musieli wracać do Królestwa. W Krakowie widzieli oddziały strzelców J. Piłsudskiego. Jurek wrócił do Warszawy. Jednak często później żałował, że nie poszedł razem - rwała się już wówczas jego jasna dusza do służby. A kiedy po zajęciu przez Prusaków Warszawy miałem wymaszerować do I Brygady, długie miałem z Jurkiem rozmowy - brakło mi często argumentów na jego szczere i jasne pragnienia - prosiłem wówczas jak najbliższego, by został - tracił do mnie zaufanie, czułem to najwyraźniej. Mówił często: „Dobrze Ci mówić - jak służysz już, a ja co kiedyś powiem, jak mię zapytają". Wróciłem w 1916 roku na rozkaz do pracy organizacyjnej. Jurek i inni widywali mię - rwali się; serdecznie chłopaki - wstrzymywałem, zaklinałem często - prosiłem. Aż się wyrwali, nie czekając najgorętszej chwili rozbrajania Niemców - nie mogli wytrwać, nie mogli dłużej już czekać - poszli. Zasmuciłem się już wówczas, bo żal mi było młodego i słabego Jurka, a on przecież był moim najbliższym i najserdeczniejszym, ale już mi nie wierzył.

 

Wyrwał się, - wstąpił i przydzielony został do 3 p. p. w Ostrowcu; później jego 3-cia kompanja odmaszerowała do Ostrołęki na służbę garnizonową. Umiał w życiu cieszyć się ze wszystkiego, teraz cieszył się, że już został nareszcie polskim żołnierzem i w listach pisał  (6. 12. 18): „Jest mi w wojsku bardzo dobrze. Życie mamy dobre, dużo mięsa i wogóle wszystkiego obficie. Mój pobyt w skautingu bardzo się tu okazał dobrym i dlatego mi lepiej niż innym, mniej potrzebuje ćwiczyć, daje sobie zawsze i wszędzie radę, nie ustaję w marszach i t. p." Tęskno mu było samemu, „przy braku ludzi inteligentnych", to też „zawczasu kreślę tę parę słów, abyście, Drodzy, moi wiedzieli, że choć zdała jestem od Was, jednak stale z Wami obcuję myślami i stale przy Was. Przykro mi bardzo, że nie będę mógł dzielić się z Wami Drodzy, opłatkiem, ale niech zarówno Warn, jak i mnie osłodzi tę chwilę przeświadczenie, że spełniam swój najświętszy obowiązek".

 

Nie próżnował i w wojsku. „Ja, jak zapewne wiecie, pracuję poza godzinami służbowemi w kancelarji kompanji, ponieważ dowódca kompanji , ciał mi polecenie obznajmienia się z pracą administracyjną kompanji, więc pracy mam huk, ale mam to zadowolenie, że już sam prowadzę. Chciano mnie już zabrać do kancelarji pułku, bo im się spodobała moja robota, miałbym tam może lepiej, jeździłbym naprz. często do Warszawy jako kurjer, ale już tak się zżyłem z memi towarzyszami broni, że za żadne skarby nigdzie nie pójdę, tembardziej, że ja nie chcę być na stale w kancelarji. Mam ja wielką ochotę popróbować jeszcze i szwabów, a nie same papiery i meldunki". Dostał urlop na Boże Narodzenie - wpadł do Warszawy. Odwiedzał wszystkich najbliższych - był u mnie kilka razy - jak zawsze serdeczny, kochany. „Zaraz po przyjeździe z urlopu spotkała mnie niespodzianka, porucznik (dowódca komp.) oznajmił mi, że nasz major polecił mu uczynić mnie po wyszkoleniu sierżantem - szefem. Teraz idziemy w pole i może da Bóg, że sobie coś prędzej zarobię - i dostanę naszywki". Marzył żołnierz polski, by w boju się odznaczyć i dostać naszywki.

 

Pułk wymaszerował pod Lwów. 11/1 19 r. Jurek pisze: „Dziś przybyliśmy do Lwowa, po 7-dniowych bezustannych marszach i przeprawach z Ukraińcami. Piszę te kilka słów przy akompanjamencie naszych i ukraińskich armat. W tym momencie padł granat w Katedrę Ś-go Jura. Mnie się powodzi nieźle, gdyż zostałem szefem kompanji, przeto mogę maszerować bez plecaka. Nasza kompanja stoczyła już jedną bitwę, w której zostało tylko 2 rannych, a zdobyliśmy jeńca kilkadziesiąt ludzi i 1 karabin maszynowy. Animusz panuje u nas cudowny, gdy się nie spotka gdzie po drodze hajdamaków, wojsko klnie na czem świat stoi. Nigdy się nie spodziewałem walczyć pod Lwowem, a jednak było to mem marzeniem, gdyż do litewskiego frontu nie czułem wielkiego pociągu. Maszeruje się z całą rozkoszą, pomimo tego, że obiady nieraz są dopiero o 9-ej wiecz., a chleb raz na dwa dni, bo kuchnie i treny nie mogą nadążyć za nami, napawając się cudną okolicą tutejszą. Nigdybym nie przypuszczał, że wojna tak małe będzie robiła na mnie wrażenie, coraz się widzi trupy ludzkie i końskie, coraz ktoś padnie ranny, przechodzi się mimo tego bez najmniejszej litości i żalu, a nieraz gdy w marszu jest się bardziej zmęczonym z radością wita się kulki wypadające z jakiegoś lasu lub góry, w nadziei, że nareszcie ich się trochę strzępie, a potem się samemu odpocznie. Mnie wojenka służy doskonale; po trudach marszowych mam kwaterę z oficerami; wszyscy mówią, że dobrze wyglądam, a i sam czuję, że jestem zdrów, silny i wesoły. Kiedy napiszę następny list nie wiem, gdyż za parę godzin podobno wyruszamy dalej..." Dn. 12 list ten wysłał, a dn, 13/1 ranny został w bitwie pod Kulparkowem ciężko w brzuch. Opatrzony natychmiast, został odwieziony samochodem pod opieką serdecznego przyjaciela plut. z dr, Zawioz. Czar., Stasia G., do szpitala Wojsk Polskich w Technice. Otoczony opieką i staraniami, mimo operacji przeżyć nie mógł. Drużynowa Maryla Zdziarska, która pełni od miesiąca służbę w kolumnie sanitarnej, zaszła tło szpitala „na Technice" i dowiedziała się że Jurek ranny. Ucieszył się niezmiernie i nie dał ani na chwilę od siebie odejść. Prosił, by powiedzieć Rodzicom, że żegna ich całem sercem i błaga, by nie smucili się, gdyż mu będzie dobrze. Cieszył się myślą, że choć na końcu był na służbie Ojczyzny i spełnił swój obowiązek. Na dwie godziny przed śmiercią trochę był nieprzytomny. O 6-ej zmówił pacierz i kilka modlitw i już nic więcej nie mówił; leżał spokojnie, zdawał się  lekko zasypiać. Usnął snem wiecznym. Odwiedzali go codziennie plutonowy z kompanji i oficerowie prosili by wyrazić rodzinie wyrazy współczucia w imieniu całej kompanji, która Jurka bardzo lubiła.

 

Uśmiech był na Twej twarzy serdecznej przyjacielu i towarzyszu! Spełniłeś twardy obowiązek i odszedłeś od nas, zabierając swą cudnie kryształową duszę. Cześć Ci, druhu i towarzyszu! Nie ostaniesz sam, a pamięć duszy Twej będzie otuchą i pokrzepieniem w służbie.

 

Cześć Ci, Jurku, najdroższy Harcerzu o jasnej promiennej duszy! Będziesz z nami na wieki, bo:
„Nie ginie ten, kto za wiarę i wolność umiera".

 

Piotr Olewiński

 

 

 


Warszawa, dn. 28.1 1919 r.

 

      Królestwo Polskie
Stołeczne Miasto Warszawa
Komenda drużyn męskich

 

 

ROZKAZ L.  11.

 

Harcerze!
Znowu ubył z naszego grona jeden z najlep¬szych: W walkach w Galicji, poniósł śmierć za sprawę druh Jerzy Boguski, komendant 16 dr. im. Zawiszy Czarnego.

 

Był on jednym z najbardziej lubianych zastę¬powych warszawskich, bo w tę szarą, codzienną pracę harcerską wkładał cały swój zapał młodzień¬czy i energję twórczą. To też zdobył sobie zaufa¬nie i miłość chłopców.

 

W życiu swym osobistem był zawsze dla in¬nych wzorem i przykładem. Był harcerzem nie z imienia tylko i munduru, ale z ducha prawego i czynu.

 

Śmierć Jego na polu chwały musi wywołać więc w naszych sercach odgłos serdeczny: żal szcze-ry i ból głęboki, zwłaszcza zaś w 16-ej drużynie, w którą tyle wytrwałej pracy i trudu ofiarnego włożył.

 

Aby dać temu zewnętrzny wyraz, zarządzam: Wszystkie drużyny warszawskie na znak żałoby zaprzestaną śpiewów od 2 do 9 lutego włącznie, harcerze z 16 drużyny na przeciąg miesiąca od dnia dzisiejszego przysłonią krzyże czarną krepą.

Rozkaz powyższy przeczytać przed frontem drużyn Warszawskich na „baczność — szarże salutują”.

 

Czuwaj!

 

Komendant st. m. Warszawy

        Plattner Frydery

 

 

str 1

str 2

str 3

str 4

str 5

str 6-7

str 9-9

 

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazów
©2000 - 2017  16WDH