Wyszukiwanie zaawansowane
Relacje
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
2003-06-00 | Puszcza Bolimowska | Lech Najbauer
Manewry Grabie 2003

Zapowiadane hucznie manewry Drużyny odbyły się tradycyjnie w Puszczy Bolimowskiej. Jednak nie na naszym uświęconym miejscu, tj. na skarpie nad Rawka, tylko na skraju lasu nieopodal miejscowości Budy Grabskie, w województwie łódzkim. Było to spowodowane zakazem wstępu do lasu ogłoszonym ze względów przeciwpożarowych w województwie mazowieckim. Las w łódzkim niby ten sam, ale zakazu nie było. Tak to dzięki biurokracji mogliśmy odbyć naszą coroczna imprezę wojenną.

Trzy plutony Szesnastki (5 osób z I, 8 osób z II i 7 osób z III oraz jeden isntruktor, w sumie 21 osób, do których w Rawce dołączył Lesław) spotkały się w pociągu, którym dojechały do stacji Rawka w piątek wieczorem. Stąd, dzięki podszeptom Lesława, przekazywanym przy pomocy telefonu komórkowego, skierowaliśmy się do lasu. Lesław co jakiś czas podjeżdżał swoim samochodem i zbierał nas z drogi tak, że w ciągu 1,5 byliśmy na miejscu.

Okazało się, że nocleg został załatwiony w stodole na sianie. Póki jeszcze nie zapadł zmrok – spożyliśmy kolację opędzając się od komarów. Po kolacji i rozlokowaniu w stodole nastąpiło ustalenie składów drużyn manewrowych: wyszło po 10 osób w każdej drużynie; instruktorzy pełnili role sędziów. Oba patrole, pierwszy pod wodza Mikołaja i drugi pod wodza Piotrka, udały się na rekonesans. Tymczasem sędziowie przygotowali proporczyki, zasady gry oraz dusze. Manewry były zaprojektowane jako dwugodzinna nocna gra totemowa, oparta o dwa proporce. każda ekipa miał bronić swojej bazy i proporczyka, jednocześnie starając się zdobyć proporczyk przeciwnika. Złapani musieli oddać duszę i mogli dwukrotnie nabyć nowe w swoim obozowisku.

Gra rozpoczęła się o 23:00. Na początku, przez pół godziny, nie działo się nic nadzwyczajnego. Ekipy starały się wyśledzić obozy przeciwnika, ukryte w lesie i podświetlone latarkami (ze względów bezpieczeństwa pożarowego). po pewnym czasie drużynie nr 2 udało się zdobyć proporczyk przeciwnika. Rozpoczęła się dramatyczna obrona obozowiska, bo do końca gry pozostało jeszcze półtorej godziny i drużyna nr 1 nie miała nic do stracenia, a wszystko do zyskania. Dlatego walka była zażarta. W końcu udało się przełamać obronę i raz za razem drużyna nr 1 wdarła się do obozu przeciwnika, zabierając oba proporczyki. Jeden z nich udało się odbić po krótkim czasie, ale został one niemal natychmiast stracony, gdyż w pobliżu obozu drużyny nr 2 zaczaił się zwiadowca drużyny nr 1, i gdy tylko zobaczył proporczyk zatknięty w oświetlonym latarkami kręgu – poderwał się, wbiegł do obozu wroga i zabrał proporczyk. Drużyna nr 2 nie dała jednak za wygraną. Proporczyk odbito. Zgodnie z zasadami gry, powinien ona zostać przetransportowany do własnego obozu w ciągu 10 minut. Tymczasem wokół obozu drużyny nr 2 zaczaili się kolejni zwiadowcy wroga. Aby nie stracić ponownie proporczyka w tak głupi sposób, zawodnik drużyny nr 2 niemal do ostatniej sekundy zwlekał z dostarczeniem trofeum do własnego obozowiska. Tuż przed gwizdkiem kończącym grę (około godz. 1:15) wbiegł do kręgu i zatknął w nim proporczyk. Teraz o wyniku manewrów miało zadecydować podliczenie dusz zdobytych i zachowanych przez poszczególne drużyny. Ponieważ zawodników było 20, a dusz miał każdy po 3, zatem po podliczeniu dusz zachowanych i zdobytych przez drużynę nr 1 okazało się, że jest remis: ekipa ta miała 30 dusz. W drużynie nr 2 nie można było doliczyć się pięciu dusz, ale skoro przeciwnicy mieli ich 30, to w takim razie w drużynie nr 2 powinno być ich tyle samo. Po naradzie sędziowie ogłosili zatem, że manewry „Grabie 2003" zakończyły się remisem. Dzięki temu wszyscy byli zadowoleni.

 

Na grze.


Wróciliśmy do stodoły i około 2:00 zasnęliśmy.

Pobudka około 8:00, krótka gimnastyka, mycie w Rawce i śniadanie – oto, co czekało nas na początku soboty. Potem jeszcze odbył się apel z odczytaniem rozkazu drużynowego, który niestety musiał nas wcześniej opuścić, a potem przez łąki, bagna, las liściasty, pole pokrzyw, pastwiska, znowu bagna i znowu las – dostaliśmy się do drogi, która zaprowadziła nas do Rawki. Przed sklepem odbył się krótki popas, którego ciąg dalszy odbyliśmy na stacji w Rawce. Około 13:30 manewry zostały zakończone.

 

 

Gimnastyka.

 

Mycie w Rawce. 

Apel.

 

W drodze powrotnej.

 

Na stacji PKP. 


Tekst i zdjęcia: Lech Najbauer

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2022  16WDH