Wyszukiwanie zaawansowane
Relacje
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
2003-09-27 | Otrębusy | Lech Najbauer
Wycieczka poborowa I Plutonu

Akcja poborowa nabiera rumieńców. Po pieczonym ziemniaku i wizytach w klasach pierwszych gimnazjum Staszica, przyszedł czas na wycieczkę kandydatów do harcerstwa. Na zbiórkę wyznaczoną na godz. 8:30 w sobotę 27 września stawiło się 10 ochotników oraz 3 weteranów z I Plutonu wraz z zastępcą plutonowego, a także 3 zastępowych z II Plutonu i instruktor (rzecz jasna). Towarzyszyły nam także harcerki z żeńskiej Szesnastki, ale potem nie spotkaliśmy ich już na trasie wycieczki.

Zwiad kwatermistrzowski (kadra II Plutonu) wyruszył na dworzec WKD Warszawa- Ochota w celu zakupienia biletów, a reszta wolnym marszem przerzuciła się na Plac Zawiszy. Wprawdzie Lesław w ostatniej chwili próbował telefonicznie zmienić wszystkie szczegóły zaplanowanej od tygodnia wyprawy, ale daliśmy mu odpór i zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami pojechaliśmy do Podkowy Leśnej Wschodniej. Tam czekał już na nas Lesław z Piotrkiem.

 

 

W kolejce WKD.

 

Jedziemy na wycieczkę.


Ruszyliśmy wzdłuż torów kolejki i wkrótce skręciliśmy w ulicę Wiewiórek, przy której w maju odbył się zlot UNDHR. Przemaszerowaliśmy do Otrębusów, a tam, zgodnie z planem, odwiedziliśmy Muzeum Motoryzacji. Największe wrażenie zrobił na chłopakach czołg, do którego można było wejść. Działał mechanizm obrotowy wieży i armaty, więc kręcenie odpowiednimi korbami było główną atrakcją dnia. Oprócz tego zaciekawiła nas ekspozycja starych samochodów, ale ponieważ nie można było do nich wejść, przegrały konkurencję z czołgiem.

 

 

W drodze do Otrębus.

 

Na czołgu.


Po zwiedzeniu muzeum podzieliliśmy się na trzy ekipy, 5 osób (Lesław, kadra II Plutonu i ja), ruszyliśmy zielonym szlakiem przez las nad dolinkę Zimnej Wody, a reszta, podzielona na 2 grupy, miała nas ścigać. Uciekinierzy byli irackimi terrorystami, a ścigające ich oddziały były Amerykanami i Brytyjczykami. Irakijczycy porwali Wielkiego Kebaba, a alianci mieli go odbić. Nikt nie wiedział kto lub co jest Wielkim Kebabem, ale na tym właśnie polegała zabawa.

Terroryści umocnili się w lesie, budując małą fortecę z gałęzi. Na środku placu apelowego zatknęli list od Saddama oraz pudełko zapałek. Po około 40 minutach nastąpił atak zjednoczonych sił. Momentalnie rangersi wdarli się do obozu wroga i zabrali list, w którym przeczytali, że mają udać się nad rzekę, rozpalić ognisko i upiec sobie Wielkiego Kebaba. Podpisano" Saddam".

 

 

Atak.

 

List Saddama.


Wielki Kebab okazał się zatem zasłużonym posiłkiem, który połączył wojowników obu stron. Nad bardzo płytką i wąską rzeczką rozpaliliśmy ognisko i zaczęliśmy piec kiełbaski. W tym czasie zwiadowcy odkryli ukryty w koronie pobliskiego drzewa pomost zbudowany może przez myśliwych, może przez wędkarzy. Nie obyło się bez wspinaczki i pamiątkowego zdjęcia.

 

 

Wielka radość - zaraz wyżerka.

 

Na tajemniczym pomoście.


Popas zakończyliśmy, gdy wszyscy już najedli się do syta. Wyruszyliśmy w las, gdzie odbyły się dwie serie gry totemowej. Proporcami były plecaki i czapeczki. Ponieważ było już coraz później, musieliśmy dość szybkim marszem dostać się na stację kolejową w Kaniach Helenowskich. Młodzi byli trochę zmęczeni, ale zadowoleni. Na pociąg nie czekaliśmy długo. Pożegnaliśmy Lesław i Piotrka (a wcześniej Michała, który w Podkowie umówił się z dziadkiem) i wkrótce wsiedliśmy do pociągu. Wycieczkę zakończyliśmy około 15:30.

 

 

Popas.

 

The end - Czas wracać do domu.


Lech Najbauer
Zdjęcia: Lech Najbauer

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2022  16WDH