Wyszukiwanie zaawansowane
Relacje
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
2003-11-09 | Sosnowe | Aleksander Kućma
Biwak Hufca Klucz

Dnia 9 listopada odbył się wyjazd do Sosnowego, gdzie odbył się Zlot Hufca "Klucz". Zbiórka Plutonu I odbyła się o 9:30 pod szkołą. Na zbiórce stawiło się 10 osób. Piotrek nie mógł pojechać z powodów szkolnych, ale odprowadził nas na Dworzec Śródmieście.

Z peronu wyjechaliśmy o godzinie 10:30. W pociągu czekały już na nas dwa pozostałe Plutony. Po około godzinnej jeździe wysiedliśmy na stacji Sosnowe. Teraz musieliśmy jeszcze "troszeczkę" przejść i znaleźliśmy się w szkole w Groszkach koło Mińska Mazowieckeigo.

Po rozpakowaniu się, odpoczynku i zjedzeniu obiadu nadeszła pora na Apel. Dowiedzieliśmy się na nim m.in., że na Zlocie będziemy działali zastępami. Chwilę później rozpoczęła się Msza Święta w miejscowym kościele, a po niej krótka gra terenowa polegająca na tym, że każdy z zastępów na pewnym odcinku trasy musiał znaleźć kartkę ze swoją nazwą po czym odpowiedzieć na pytania związane z tematem: "Jak rozpoznać Pana Boga w rodzinie", po czym wróciliśmy do szkoły.

 

 

Apel.

 

Msza Święta.


Znowu chwila odpoczynku i wyszliśmy na kolejną grę "Cztery Proporce". Nasz Pluton wraz z Plutonem trzecim wygrał z największą ilością proporców. Oczywiście nie obyło się w czasie gry bez kilku kłótni, sporów i bójek, ale ogólnie było bardzo sympatycznie. Grę rozpoczęliśmy "zawieszeniem broni" z plutonem 2, później było przez to kilka nieporozumień, ale jakoś poszło.

Gdy wróciliśmy do szkoły czekał nas już tylko kominek, kolacja i spanie. Na kominku było dość wesoło, niektóre wypowiedzi zastępów na temat zadań z pierwszej gry kończyły się wielkim śmiechem. Ja też byłem w takiej sytuacji i nie będę jej tutaj opisywał.

Po kominku zjedliśmy kolację i poszliśmy spać... ale nie na długo, ponieważ kilka godzin później rozpoczęła się pobudka i poszliśmy na kolejną tego dnia grę terenową. Polegała ona na tym, że podzieliliśmy się na dwie drużyny: biali (16WDH) i czerwoni (123WDH i 165WDH). My musieliśmy bronić zniczy, a czerwoni mieli je ugasić. Gra skończyła się niepowodzeniem i była bardzo ostro przez niektórych krytykowana, może dlatego, że w ciągu nocy musieliśmy w nią grać.

Pobudka o godzinie 7:00, gimnastyka, śniadanie, apel i całodniowa gra terenowa. Ja i mój zastęp ("Kruki") dostaliśmy mapę, na której były zaznaczone trzy stacje do których mieliśmy dojść wedle swojego uznania. Naszym pierwszym punktem był sprawdzian fizyczny. Musieliśmy dosięgnąć jak najwyżej drzewa, u nas wyglądało to tak: wzięliśmy z Michałem Lenartem, "małego" Lewego na ramiona, a Michał Trocha podtrzymywał go od tyłu. Później musieliśmy wygrać mały meczyk, graliśmy na bosaka w "gałę". Drugi punkt tzw. ruchomy napotkaliśmy w połowie drogi do kolejnego. Tutaj musieliśmy rozszyfrować tekst. Szyfr polegał na tym, że przesuwamy o trzy literki do tyłu literkę, która jest w wyrazie, np. literka "a" o trzy literki do tyłu będzie szyfrem "x" itd. Naszym trzecim punktem był punkt, w którym mieliśmy za zadanie rozpalić ognisko i ugotować na nim herbatkę, a propos byliśmy jednymi z najszybszych! Kolejny punkt sprawdzał nasze wiadomości na temat Samarytanki. Tutaj chyba najgorzej nam poszło. Ostatnim punktem specjalnym okazał się punkt kilometr od szkoły, w którym Hufcowy sprawdzał naszą pamięć z Prawa i Przyrzeczenia Harcerskiego. Tutaj było bardzo dobrze! Po zaliczeniu punktu poszliśmy do szkoły na obiadek.

Po obiedzie był czas wolny, jedni grali w "jojo", inni w piłkę nożną, a jeszcze inni poszli do sklepu.

Po dwóch wolnych godzinach poszliśmy na apel kończący Zlot, w którym nasza Drużyna zwyciężyła w konkursie na Najlepszą Drużynę Hufca Klucz!!! Pracowaliśmy nad tym cały rok i udało się! W nagrodę dostaliśmy symboliczny klucz na proporzec Drużyny. Później nadszedł czas na wyniki gry terenowej, w której mój zastęp zdobył trzecie miejsce. W nagrodę dostaliśmy czekoladę na zastęp. Po kolacji kto chciał mógł pójść pośpiewać, a reszta szła spać. Jedna piosenka "W Bieszczadach" trwała 42 minuty, oczywiście nie wszystkie piosenki były taki długie. Ogólnie śpiewaliśmy 2 godziny po czym poszliśmy spać.

Pobudka jak zwykle była o godzinie 7:00; pobiegaliśmy, popompowaliśmy, pograliśmy w piłkę nożną, a później był czas na śniadanko, spakowanie się, sprzątanie i powrót do domu. Ze stacji wyjechaliśmy o ok. jedenastej, a w Warszawie byliśmy około dwunastej, na miejscu czekał Szwejk i Mikołaj. Chwilę później pożegnaliśmy się i poszliśmy do domów. Trzeba było się pośpieszyć bo kilka godzin później (o 15:30) mieliśmy pójść na Stare Miasto na apel Chorągwi związany z Odzyskaniem Niepodległości.

mł. Aleksander Kućma

zdjęcia: Marek Gajdziński

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2022  16WDH