Wyszukiwanie zaawansowane
Relacje
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
2002-11-15 | Warszawa | Mikołaj Nowakowski
Biwak hufca oczami Pierwszego Plutonu

Wyjazd na biwak Plutonu Pierwszego w składzie 8 osób rozpoczął się od zbiórki pod gimnazjum im. Staszica i przemarszem pod szkołę podstawową nr 23, gdzie czekał już Drugi Pluton. Piotrek Drzazga, który nie mógł z nami jechać, przekazał dowodzenie plutonem Lechowi, który z kolei na czas biwaku plutonowym mianował mnie (dołączyłem do chłopaków na Dworcu Zachodnim).

Do Leszna dojechaliśmy PKS-em z Dworca Zachodniego. Zaraz po przyjeździe i dojściu do Julinka (internat szkoły specjalnej był naszą kwaterą) był apel inauguracyjny. Potem umieściłem ludzi w jednym pokoju średniej wielkości, żeby było nam wygodnie (no i żebym miał ich na oku). Kazałem napić się ciepłej herbatki, bo zmarzliśmy na apelu.

Wyszliśmy potem na zewnątrz, aby pogadać o zachowaniu się w lesie, o tym czego nie wolno, a co należy zrobić i jak się po lesie chodzi nocą (wbrew pozorom nie jest to łatwa sztuka). Potem zwołano nas na ognisko, na którym hufcowy wygłosił gawędę, a każda drużyna zaśpiewała jedna piosenkę (my zaśpiewaliśmy „Z miejsca na miejsce"). Po ognisku wyruszyliśmy szukać flagi w ramach nocnej gry terenowej. Nie mieliśmy prawie żadnych problemów z dotarciem do punktu zaznaczonego na mapie, pogadaliśmy sobie po drodze, poopowiadaliśmy kawały i takie tam. Po dotarciu na miejsce szukaliśmy tej flagi chyba z godzinę, po czym Szwejk zadzwonił gdzie trzeba ze swojej komórki, aż dowiedział się, że harcerz wędrownik odpowiedzialny za zawieszenie flagi nie trafił na miejsce i po prostu w ogóle jej nie zawiesił! To już nas dobiło. Wróciliśmy oburzeni, ale bez utraty humoru. Na kwaterze stanęliśmy o godzinie 2:00. Mimo braku flagi przyznano nam ją jako zdobycz z gry.

 

 

Gra nocna - szukamy drogi na mapie.

 

Gra nocna - radość w plutonie po otrzymaniu wiadomości, że dotarliśmy tam gdzie nie udało się dotrzeć organizatorom. 


Następnego dnia zaczął się prawdziwy wycisk. Pobudka o 7:00, zbiórka przed pokojami, 5 minut na zejście i ubranie w buty. Zaprawa była dla mnie zupełnie nie męcząca, ale dla „początkujących" z pewnością tak. Krótka zabawa - trzeba rozdzielić krąg siedzących osób trzymających się za ręce. Rozpoznałem wtedy dwóch kumpli z gimnazjum nr 15, do którego chodziłem przez pierwsze dwa miesiące tego roku szkolnego. Powrót do schroniska, śniadanie apel, sprawdzanie porządków – nam oboźny nie miał nic do zarzucenia.

Potem odbyła się wyprawa-zwiad terenowy do Zamczyska. Miejsce w sumie mało warte uwagi, no ale Lesław oczywiście opowiedział ciekawą historię z nim związaną (jak zwykle...). Po powrocie i obiadku w szkole w Lesznie odbył się bieg sprawdzający umiejętności harcerskie. Było 6 przeszkód, na jednej Morse i szyfry, na drugiej pomoc choremu (padaczka lub złamana noga), na trzeciej zrobienie rzeźby z naturalnych składników leśnych (dobrze, że powiedzieli „naturalnych", bo w lesie można teraz znaleźć dosłownie wszystkie śmieci świata) tak, aby się nie rozpadła, na następnej rozpalanie ogniska i gotowanie wody oraz pytania dotyczące łosia, na kolejnej trzeba było wyznaczyć odcinek długości 50 metrów i zaśpiewać piosenkę (razem) o długości trzech zwrotek, wreszcie na kolejnej należało przejść 15 metrów przy jak najmniejszej liczbie dotknięć nogami o ziemię. Mieliśmy problemy z piosenką, nie zaliczyliśmy też Morse'a i kodów, bo zabrakło czasu i wygnali nas z przeszkody (fakt, że dla większości chłopaków był to pierwszy kontakt z technikami harcerskimi). Po powrocie na kwaterę zjedliśmy kolację przy ognisku, paciorek i spać (aha, no i jeszcze siusiu i myju-myju przed snem).

 

 

Na ognisku ...

 

...połowę kręgu tworzyła Szesnastka


Pobudka w niedzielę została odwrzeszczana o 8:00, przy okazji zostaliśmy srogo ukarani za naruszenie ciszy nocnej (zarządziliśmy pobudkę już o 7:30). Po śniadanku pożegnaliśmy oboźnego biwaku (Andrzej Gajcy z 215 WDW), po którym rządy przejął Szwejk. Potem odbyły się zajęcia formacyjne w kręgu prowadzone przez zaprzyjaźnioną druhnę. Rozmawialiśmy o zaufaniu, a następnie już w plutonach - o cechach, których nam brakuje. Rozdano nam świeczki, które na prośbę prowadzącej zajęcia druhny miały być zapalone w kościele w czasie Mszy Św. (chodziło o wybranie cechy, której nam brakuje i zapalenie świeczki na intencję jej wyrobienia). Jednak kiedy dotarliśmy do kościoła w Lesznie nikt nie zapalił świeczki, bo po prostu nie było na to czasu.

 

 

Zajęcia formacyjne

 

Pierwszy Pluton w drodze do Leszna


Po Mszy Św. zjedliśmy obiad. Dopiero wówczas Pierwszy Pluton wrócił do kościoła i spełnił prośbę druhny. Potem to już tylko powrót do Warszawy i pożegnanie w kręgu pod szkołą nr 23. I Pierwszy Pluton wraca po skrzydła Piotrka, cały i zdrowy.

 

Hufiec w kościele


wyw. Mikołaj Nowakowski

zdjęcia: Marek Gajdziński

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido galerii obrazówdo następnego artykułu
©2000 - 2022  16WDH