Wyszukiwanie zaawansowane
Kronika
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido następnego artykułu
1973-12-31 | Warszawa | Marek Gajdziński
Rok 1973

W styczniu dziewczęta zorganizowały "Bal Gałganiarzy", czyli karnawałowy bal przebierańców. 

W lutym odbyła się tradycyjna Choinka gromadząc większe niż zwykle grono Zawiszaków, którzy licznie na nią przybyli wiedzeni ciekawością i chęcią zobaczenia na własne oczy, jak prezentuje się nowa żeńska drużyna w Szesnastce. 

Wiosną w Drużynie działo się nie wiele. Próbowano przeprowadzić jakieś elementy chorągwianej "Akcji Kopernik", mającej na celu popularyzację postaci wielkiego polskiego astronoma w 500-tną rocznicę jego urodzin. Generalnie jednak chłopcy nie mieli większego zapału do wyszukiwania wiadomości i robienia szablonowych albumów prezentujących znaną postać. Akcja zakończyła się wręczeniem znaczków z podobizną astronoma, które przez rok były noszone na mundurze. Życie polowe ograniczyło się do jednej wycieczki Drużyny zorganizowanej w maju. Praca odbywała się w zastępach i polegała na teoretycznym przygotowaniu do obozu. W Drużynie było bowiem sporo nowicjuszy, którzy latem wybierali się na swój pierwszy obóz harcerski i musieli zaznajomić się z wymogami życia pod namiotem. 

XLIV letni obóz Szesnastki został rozbity nad jeziorem Sośno koło Brodnicy, na malowniczym zalesionym cyplu. Nie był to jeszcze w pełni samodzielny obóz, choć już nie w ramach zgrupowania hufcowego. W niedalekim sąsiedztwie rozbił swoje namioty Szczep 223 WDH ze szkoły na ulicy Barskiej. Oba obozy miały wspólne kwatermistrzostwo. Był to pierwszy w historii Szesnastki koedukacyjny letni obóz Szczepu. W jednym kręgu rozbito "dziesiątki" zastępów męskich i żeńskich. Obie drużyny, "Grunwald" i "BCO", pozostawały pod jedną wspólną komendą i uczestniczyły w tych samych zajęciach. Komendę obozu tworzyli: komendantka całości - pwd. Zofia Jasińska, zastępca komendantki - pwd. Jarosław Kopaczewski, oboźny - org. Tadeusz Gacki oraz instruktor komendy - org. Ewa Hołodowicz. 
W obozie poza komendą uczestniczyło 17-tu harcerzy w trzech zastępach: 
XIII Manipuł Reński - zastępowy Marek Tumiłowski - "Mikuś" 
VII Bobovita Jazdy Partyjskiej - zastępowy Ryszard Kukuła 
Manipuł Spartakusa - zastępowy Jan Malanowski 
oraz 14-cie harcerek w dwóch zastępach: 
IV Sprzymierzony Manipuł Mameluków - zastępowa Iwona Wróbel, a później E.Berlińska 
I Sprzymierzony Maqnipuł Gladiatorek - zastępowa Małgorzata Leja. 
We współzawodnictwie między zastępami zwyciężył XIII Manipuł Reński Marka Tumiłowskiego. 
W drużynie męskiej zdobyto następujące stopnie: 2 ochotnika, 5 tropiciela, 2 odkrywcy i 2 przodownika, zaś w drużynie żeńskiej - 6 ochotniczki i 2 tropicielki. 

Program obozu, w myśl wytycznych władz ZHP, "obudowany" był fabułą zabawy tematycznej. Jej motywem był starożytny Rzym. Obóz nosił nazwę "V Legia Zaalpejska i I Kohorta Wolnych Rzymianek" . Większość zajęć takich, jak gry terenowe, olimpiada sportowa itp. wymagały odpowiednich strojów i "fabuły". Było to novum na obozach Szesnastki. Dziewczęta przyniosły ze sobą do Szczepu modę, a raczej wzorce programowe, które od jakiegoś czasu były powszechnie w harcerstwie stosowane, a przed którymi Szesnastka, jak dotąd, skutecznie się broniła. Jeszcze poprzedni obóz mimo, że organizowany w ramach zgrupowania hufca, był wolny od tego typu zajęć obozowych. Niby oficjalnie, na zewnątrz, obóz miał swój formalny temat zabawy, jakim byli Wikingowie. Ale zajęcia nie miały z tym nic wspólnego i utrzymane były w tradycyjnym charakterze polowych ćwiczeń harcerskich. Zabawa w Wikingów była tylko na użytek ewentualnych wizytacji i komendy zgrupowania, aby stworzyć wrażenie, że Drużyna dostosowała się do wymagań władz harcerskich. W tym roku ton obozowi nadawała Zofia Jasińska, wychowana i wykształcona na hufcowych wzorcach, szczerze wierząca w ich wyższość nad według niej "zacofanym", "twardym", harcerskim stylem Szesnastki. Obóz dostosował się więc pod tym względem do obowiązującej normy. Efekty były czasem komiczne. Wystarczy wyobrazić sobie grę terenową, na której harcerze, zamiast dołożyć wszelkich starań, by być jak najlepiej zamaskowanymi i niewidocznymi dla przeciwnika, występowali w tandetnych "tunikach" sporządzonych naprędce z białych prześcieradeł wyszarpniętych spod koca. Wszystko to było bardzo dalekie od atmosfery puszczaństwa. Przypominało raczej infantylną zuchową albo kolonijną zabawę i tak też było przez starszych chłopców odbierane. W efekcie, obóz niewiele różnił się charakterem od zwykłych dziecięcych kolonii organizowanych przez zakłady pracy, tyle tylko, że mieszkało się w namiotach, pełniło warty i służby w kuchni. Trudno sobie wyobrazić, aby atmosfera ta odpowiadała chłopcom, przywykłym do poważnego traktowania obozu jako swoistej szkoły przetrwania. Wyrażane na ten temat opinie nie znajdowały jednak żadnego oddźwięku u przekonanej o słuszności swojej koncepcji komendantki. Niespodziewanie okazało się, że kadra Drużyny męskiej ma minimalny wpływ na charakter i przebieg obozu oraz, że w żaden sposób nie może swobodnie kształtować programu, tak by odpowiadał zwyczajom Drużyny i aspiracjom chłopców. Postawa Zośki wynikała po części z jej cech charakteru (była to dziewczyna zadufania w sobie i apodyktyczna), a po części z autentycznego przejęcia się misją, która polegała na "nawróceniu na nową wiarę" tego "zacofanego i reakcyjnego" środowiska. Decydujące znaczenie miało jednak poparcie okazywane jej demonstracyjne przez władze hufca. W rezultacie, wśród starszych chłopców (kadry i zastępowych), z dnia na dzień narastało olbrzymie rozgoryczenie. Musiało to doprowadzić do konfliktu. Mimo, że obie strony starały się usilnie, by te różnice zdań nie były eksponowane poza komendą i radą obozu, wszyscy jego uczestnicy wyczuwali, że atmosfera na obozie staje się coraz bardziej napięta. Można to było wnioskować po wisielczych nastrojach zastępowych i odgłosach gwałtownych awantur dochodzących z namiotu komendy.

Pod koniec obozu konflikt nabrał już charakteru otwartego i sięgnął nawet szeregowych harcerzy. Stało się tak z powodu wyników biegu harcerskiego na stopnie. Okazało się bowiem, że w obydwu drużynach obowiązują inne kryteria przyznawania tych samych stopni harcerskich. Do tej pory do wymagań na stopnie przywiązywano w Szesnastce dużą wagę i traktowano je bardzo poważnie. Oznaczało to trudne biegi i rygorystyczne egzekwowanie wymaganej wiedzy i umiejętności. W efekcie, zdobycie kolejnego stopnia było nie lada wyczynem i nie każdemu harcerzowi sztuka ta udawał się rok po roku. Dlatego rzadko który harcerz, z trzyletnim nawet stażem w Drużynie, mógł obnosić się z II stopniem "tropiciela". 

Na obozie zorganizowano jeden wspólny bieg harcerski dla obu drużyn. Ta sama trasa, te same przeszkody i niby te same wymagania. Okazało się jednak, że do wyników harcerzy i harcerek przyłożono inne miary. Drużynowy harcerzy potraktował rzecz poważnie i zgodnie z zawiszacką tradycją, przyznał stopnie tylko tym, którzy faktycznie na nie zasłużyli. W drużynie żeńskiej postąpiono inaczej, tj. zgodnie z ówczesnymi zaleceniami władz harcerskich, by przyznanie stopnia uzależnić od wieku, a nie faktycznych umiejętności i postawy harcerki. Niektóre z nich mimo, że w harcerstwie były dopiero niecały rok, że był to ich pierwszy obóz i, że ich wiedza i umiejętności pozostawiały wiele do życzenia, co wyraźnie odzwierciedlały wyniki uzyskane na biegu, otrzymały od razu drugi stopień "tropicielki". Wiele dziewcząt mimo, że w opinii chłopców zupełnie na to nie zasługiwało, otrzymało stopnie "ochotniczki". Dla chłopców, którzy swoje stopnie harcerskie traktowali serio, był to cios tym bardziej bolesny, że wielu z nich, mimo wyraźnie większego wyrobienia harcerskiego, posiadało teraz równe bądź nawet niższe stopnie. Poczucie niesprawiedliwości było tym większe, że dziewczęta wyczuwając przewagę swojej kadry (a więc i swojej drużyny), specjalnie prowokowały chłopców, wyniośle okazując swoją wyższość. Tego było już za wiele. Seria nieprzyjemnych incydentów, do jakich doszło na tym tle, doprowadziła do powstania silnego antagonizmu między drużynami. Jego przezwyciężenie okazało się niemożliwe przez kilka kolejnych lat, jako że postawa wzajemnej wrogości stała się udziałem już nie tylko kadry, ale nawet najmłodszych harcerek i harcerzy. Atmosfera, jaka się właśnie wtedy wytworzyła w Szczepie, nie miała już nic wspólnego z braterstwem harcerskim. To była otwarta wojna. Kilku ochotników i tropicieli potajemnie zaprzysięgło sobie, że nie opuszczą, Szesnastki dopóki pozostanie w niej choć jedna "baba". W takiej atmosferze Szczep powrócił ze swojego pierwszego koedukacyjnego obozu. 

Jesienią praca nie szła dobrym tempem. Część starszych harcerzy odeszła z Drużyny. Ponieważ drużynowy i przyboczny zdawali w tym roku szkolnym maturę i nie mogli poświęcić Drużynie zbyt wiele czasu, mianowano drugiego przybocznego. Został nim wyróżniający się dotąd zastępowy - Marek Tumiłowski "Mikuś" . 

 

Stan Drużyny w dniu 31.12.1973r.
Komendant Szczepu - hm. Stanisław Korwin-Szymanowski
16WDH-y  "Grunwald"
Drużynowy - pwd. Jarosław Kopaczewski
I Przyboczny - pwd. Tadeusz Gacki
II Przyboczny - pion. Marek Tumiłowski
Zastępy:
Zastęp I - Lesław Kuczyński
Zastęp II - Andrzej Konaszewski
Zastęp III - Ryszard Kukuła
Stan ogółem - 30 harcerzy  


____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -   Lata 1970-1980   W Obronie Tożsamości

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH